Wojna nerwów

zab
Piłkarze żywieckiej Koszarawy nie tracą nadziei na zajęcie przynajmniej drugiego miejsca na mecie jesieni w IV lidze bielskiej. Po wyjazdowym zwycięstwie z Przyszłością Rogów 2-1 (1-0) podopieczni Marka Piotrowicza są "trzecią siłą" rozgrywek i tracą tylko dwa punkty do wyprzedzających ich rezerw Odry Wodzisław i cztery do lidera z Rybnika. Do półmetka sezonu pozostało tylko dwie kolejki.

Koszarawa Żywiec zwyciężyła w Rogowie, pokonując miejscową Przyszłość 2-1 w meczu "na szczycie" IV ligi bielskiej

    - Pierwsze minuty spotkania przypominały "piłkarskie szachy" - mówi trener Przyszłości Tomasz Pocialik. - Rozpoczynaliśmy spotkanie tylko jednym napastnikiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to dość niecodzienne rozwiązanie, zwłaszcza, że graliśmy na własnym boisku. Jednak z takim przeciwnikiem jak Koszarawa, nie można grać inaczej. Szybko jednak musieliśmy zweryfikować swoje plany, bowiem bramkę straciliśmy już w 30 min.U boku Kusiazagrał więc Kowalczyk - Tomasz Pocialik zdradza założenia taktyczne na spotkanie przeciwko Koszarawie.
   Spotkanie zakończyło się zgrzytem. Marcin Staniek nie mógł się pogodzić z tym, że sędzia podyktował przeciwko rogowianom karnego. - Piłkarz tłumaczył się tym, że przecież wcześniej to nam należała się "jedenastka" po faulu na Kusiu. Jednak nic nie usprawiedliwia nagannego zachowania naszego zawodnika, który odepchnął arbitra. On był najbliżej spornej sytuacji i jego decyzja jest ostateczna. Najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem byłby remis, ale w futbolu nie zawsze padają wyniki zgodne z odczuciami postronnych obserwatorów spotkania - kończy trener Pocialik.
    - W pierwszej części bardzo dobrą robotę w naszych tyłach wykonał Łukasz Matras - twierdzi kierownik drużyny Koszarawy Czesław Gara. - A że pozostali__defensorzy starali mu się dotrzymać kroku, dlatego defensywa stanowiła monolit - dodaje kierownik.
   W drugiej części trener Marek Piotrowicz dokonał korekt w składzie. - Pierwsza była wymuszona, bo Nowak przy jednej z interwencji nabawił się kontuzji barku. Zastępujący go Chmiel nie miał zbyt wiele czasu na złapanie meczowego rytmu, a już dwukrotnie uratował nas z opresji - zauważa Czesław Gara. - Z kolei słabiej niż zazwyczaj prezentował się Pluta. Zastąpił go Kamionka i od razu w naszej grze coś drgnęło. To właśnie po faulu na nim dostaliśmy karnego, po którym zapisaliśmy na swoim koncie zwycięstwo. Cztery doliczone przez sędziego minuty ciągnęły się niemiłosiernie, ale na grząskim boisku i przy padającym deszczu przeciwnicy nie byli w stanie nam wyrządzić krzywdy - kończy Czesław Gara.
(zab)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie