Wojna wielkanocna

Redakcja
Udostępnij:
Dziwna jest ta kolejna bałkańska tragedia. Dziwna, gdyż niektórzy członkowie Paktu Północnoatlantyckiego wykazują znaczną wstrzemięźliwość wobec interwencji. I zdarza się, że kiedy Polska, państwo należące do NATO, wysyła rządowy samolot pełen darów dla Albańczyków, inny członek NATO, Grecja, nie pozwala na przelot maszyny nad swym terytorium...

Andrzej Kozioł

Andrzej Kozioł

Dziwna jest ta kolejna bałkańska tragedia. Dziwna, gdyż niektórzy członkowie Paktu Północnoatlantyckiego wykazują znaczną wstrzemięźliwość wobec interwencji.

I zdarza się, że kiedy Polska, państwo należące do NATO, wysyła rządowy samolot pełen darów dla Albańczyków, inny członek NATO, Grecja, nie pozwala na przelot maszyny nad swym terytorium...

Wielkanoc 1999 roku będziemy pamiętali długo. Albo wprost przeciwnie - szybko zapomnimy. Albo jeszcze inaczej - będziemy się starali szybko o niej zapomnieć...
W polskich telewizyjnych serwisach pokazywano dwa rodzaje tłumów. Polnymi drogami, pieszo, dźwigając owinięte w koce niemowlęta i prowadząc przygiętych do ziemi starców, szosami w ciągniętych przez traktory przyczepach - z Kosowa uciekali ludzie. I inny tłum - nasz, jeszcze szarawy na komunistyczną modłę, ale już jakby zasobniejszy niż kiedyś, pogrążony w przedświątecznej, mrówczej krzątaninie, w buszowaniu po supermarketach, dźwigający jajka, szynki, słodycze, kurczaki, kaczuszki, baranki...
Odzywa się echo, dalekie, ale jednak, innej Wielkanocy. Tej, o której w "Campo di Fiori" pisał Miłosz. Wprawdzie tym razem wiatr od domów płonących _nie rozwiewał dziewczęcych sukien, ale fizyczna odległość w ostatnich dziesięcioleciach straciła znaczenie. Błyskawicznie pokonują ją rakiety, jeszcze szybciej - elektronicznie przekazywany obraz i dźwięk. Tragedie, których blade, gazetowe echa docierały kiedyś do naszych domów po kilkudziesięciu godzinach, dzisiaj rozgrywają się nieomal na naszych oczach.
Dziwna jest ta kolejna bałkańska tragedia. Dziwna, ponieważ interwencja sprzymierzonych - a więc formalnie także nasza - może przyspieszyć to, o czym marzą serbscy nacjonaliści - wolne od Albańczyków Kosowo. Dziwna, ponieważ w niezbyt odległych od Kosowa okolicach bezkarnie morduje się Kurdów i robią to żołnierze państwa należącego do NATO. Dziwna, gdyż niektórzy członkowie Paktu Północnoatlantyckiego wykazują znaczną wstrzemięźliwość wobec interwencji. I zdarza się, że kiedy Polska, państwo należące do NATO, wysyła rządowy samolot pełen darów dla Albańczyków, w których obronie Pakt uruchomił gigantyczne siły, inny członek NATO, Grecja, nie pozwala na przelot maszyny nad swym terytorium...
Dziwne są też nasze, polskie, reakcje. Jesteśmy rozdarci pomiędzy tradycyjną sympatią do słabszych, a równie tradycyjnym zapatrzeniem w Amerykę. Kto w tej wojnie jest słabszy? Z pewnością kosowscy Albańczycy skonfrontowani z Serbami, ale także Serbowie, jeżeli ich potencjał skojarzy się z możliwościami sprzymierzonych. Stąd zapewne polska ambiwalencja, objawiająca się wynikami sondaży opinii publicznej, znajdująca wyraz w zarzutach stawianych publicznej telewizji, którą niektórzy politycy uznali za zbyt proserbską. A przecież jest jeszcze coś - tradycyjne sympatie. W telewizji stary człowiek, Serb od kilkudziesięciu lat zamieszkały w Polsce, pokazuje sztylet z wyrytymi na ostrzu dwoma słowami: "_Honor i Ojczyzna
". Pokazuje i wykrzykuje, że to nasze wspólne hasło. Do naszej redakcji od czasu do czasu dzwonią Czytelnicy, też przeważnie starsi, i z rozpaczą mówią, że oto znaleźliśmy się w stanie wojny z tradycyjnymi sojusznikami, z braćmi - Słowianami, którzy nawet nasz Mazurek Dąbrowskiego uznali za własny hymn. Postawa niewątpliwie szlachetna, ale kryjąca w sobie przynajmniej dwa niebezpieczeństwa. Przede wszystkim każdy solidaryzm wypływający z rasowych pobudek zawiera w sobie niebezpieczeństwo rasizmu. Po drugie jedność Słowian (a panslawistyczne teorie i nadzieje pojawiały się już w naszej części Europy) oznacza jedno, hegemonię Rosji, a więc coś, z czego dopiero niedawno wyzwoliliśmy się po dwustu latach.
Dziwna jest ta wojna także dlatego, iż kolejny raz Amerykanie żywią przekonanie, że można ją wygrać tak jak wygrywa się gry komputerowe - z daleka, uderzając w klawisze, bez potu, błota, g... i krwi, przede wszystkim krwi własnych żołnierzy. Przekonanie, jak sądzę, najzupełniej fałszywe...
Interwencja w Serbii, podobnie jak wojna koreańska, wietnamska i radziecka okupacyjna obecność w Afganistanie, stanowi w gruncie rzeczy konfrontację pomiędzy dwoma supermocarstwami, z których jedno wprawdzie zostało okrojone o satelickie kraje i przeżywa okres wyjątkowych trudności, ale jednak jest skazane na wielkość i siłę, tak jak jest skazany na nią niedźwiedź. Na razie konfrontacja - pełna dramatycznych gestów, jak przerwanie przez Primakowa lotu do Stanów - toczy się na płaszczyźnie politycznej, jednak w każdej chwili rosyjska obecność w Serbii może przyjąć inny wymiar. Materialny lub wręcz militarny. Dlatego wieszczby domorosłych Wernyhorów, podnieconych milenijnymi nastrojami i zapowiadających globalny konflikt, kryją w sobie autentyczne niebezpieczństwo...
Jak się skończy najnowszy konflit bałkański, trudno przewidzieć, jednak sądzę, że trudno także przecenić jego znaczenie.
W ciągu ostatnich dwóch wieków - poczynając od Wiednia, kończąc na Jałcie, polityczny kształt Europy wyznaczały międzynarodowe traktaty. Ostatni z nich rzucił Polskę - oczywiście bez zgody Polaków - w orbitę sowieckich wpływów, a polityczna rzeczywistość rychło nawet największych optymistów przekonała, że oznacza to po prostu pełne podporządkowanie wielkiemu sąsiadowi. Kiedy "wspólnota socjalistycznych narodów" zaczęła butwieć niczym stary worek na ziemniaki, kiedy od Związku Radzieckiego zaczęły odpadać nie tylko satelici, ale i republiki wchodzące w jego skład, kiedy wreszcie zniknął sam Związek Radziecki, w Europie powstało coś, czego od dawna nie widzieliśmy - polityczny chaos. Nie tylko, tak jak na Bałkanach czy w byłej Czechosłowacji, zagrały nacjonalizmy, ale przede wszystkim pomiędzy zintegrowanymi krajami Zachodu a pogrążoną w smucie Rosją znalazły się państwa, niektóre o granicach świeżo wykreślonych na mapie, których wybór ograniczał się do dwóch możliwości: albo Zachód, albo Rosja.
Wydaje się, że wojna trwająca na Bałkanach ostatecznie zapowiada - ale jeszcze nie potwierdza! - nowy podział Europy. Można powiedzieć, że z grubsza będzie się on pokrywał z podziałem na prawosławie i zachodnie, katolicko-protestanckie chrześcijaństwo, z podziałem na Europę łacińskiego alfabetu i cyrylicy. Z grubsza, bo przecież Słowacja, bo nie wiadomo, co z Ukrainą, chociaż jestem przekonany, że my, Polacy, zbytnio zapatrzyliśmy się na zachodnioukraińskie (czy też wschodniogalicyjskie) resentymenty i chciejstwa...
Miną lata, zanim do końca ukształtuje się nowy ład w Europie. Na jak długo? Tego nikt nie wie... Traktat Wiedeński zapewnił spokój na sto lat, skutki późniejszych ustaleń trwały o wiele krócej...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie