Wojny nienawiści

Redakcja
W starciach między osiedlowymi gangami nie ma wygranych, są jedynie ofiary

EWA KOPCIK

EWA KOPCIK

W starciach między osiedlowymi gangami nie ma wygranych, są jedynie ofiary

   Do tej pory porachunki załatwiali we własnym gronie. 997 był numerem zabronionym. "Pies" to wróg, dlatego nikt z nich nigdy nie dzwonił na policję, nawet wtedy, kiedy bojówkarz znienawidzonej drużyny "ożenił kosę" koledze. Tę zmowę milczenia udało się przerwać w Nowej Hucie. Gdy policja zaczęła po kolei wyłapywać uczestników wrześniowego napadu na osiedlu Kalinowym, "łowcy psów" zrozumieli, że któryś z nich "sypie". Podczas ostatniego meczu na stadionie Cracovii na trybunach pojawiły się już transparenty: "Gratulujemy policji konfidentów".
   Napad na osiedle Kalinowe był dokładnie zaplanowany. W ogłoszonym wcześniej apelu "łowcy psów" zapewniali, że będą się mścić za wcześniejszy wjazd wiślaków na ich teren. Wyznaczyli spotkanie na 13 września przy jednym z bloków na os. Bohaterów Września. O godz. 20 zjawiło się tam około 40 osób. Nie wszyscy się znali. Niektórzy przyprowadzili ze sobą własne osiedlowe ekipy.
   Ze skrytki w przełączce jednego z bloków zabrali przygotowane wcześniej narzędzia: noże, siekiery, kije i widły. Tak uzbrojeni, wszyscy w kapturach i z szalikami na twarzach, ruszyli w stronę Kalinowego. Wytypowali to osiedle do napadu tylko dlatego, że tam mieszkają kibice Wisły. Rozdzielili się na dwie mniejsze grupy, żeby otoczyć "leszczy". W pewnej chwili zobaczyli siedzących na ławce młodych ludzi. Ktoś krzyknął: "Tamci!" i całą grupą rzucili się na dwóch zaskoczonych i Bogu ducha winnych chłopaków. Kopali ich, dźgali nożami, bili, czym popadło. Nawet wtedy, gdy ofiary upadły na ziemię. Dopiero kiedy ktoś z okna bloku zaczął krzyczeć: "Zostawcie go, co wy robicie!", któryś z nich dał sygnał do odwrotu. Gdy policja przybyła na miejsce, nie było już po nich śladu.
   19-letniego Kamila, studenta AGH, dwukrotnie ugodzonego nożem podczas napadu, lekarze cudem uratowali, ale musieli usunąć mu część płuca. Po tym zdarzeniu jego rodzice rozpoczęli zbieranie podpisów pod petycją do Sejmu w sprawie zaostrzenia kar za podobne przestępstwa i obowiązkowej odpowiedzialności karnej dla nieletnich sprawców. Do tej pory podpisało się pod nią ponad 40 tysięcy osób, w tym wielu mieszkańców Nowej Huty.
   Bandycki napad spowodował, że w Nowej Hucie pojawiło się

więcej policyjnych patroli

- oznakowanych i po cywilnemu. Do niektórych z nich trafili nawet antyterroryści. Przyjęto metodę nieustannego nękania. Policjanci pojawili się na placach zabaw, skwerach, przed klatkami schodowymi.
   Wypytywali, przeganiali, legitymowali i przeszukiwali. To przyniosło efekt. Dokładnie miesiąc po napadzie zaczęto wyłapywać pierwszych podejrzanych w tej sprawie. Do tej pory zatrzymano już 16 osób, 8 z nich zostało aresztowanych. Prowadzący śledztwo nie mają jednak wątpliwości, że liczba aktywnych uczestników pobicia była większa. Zapowiadają kolejne zatrzymania.
   - Wśród aresztowanych są uczniowie nowohuckich szkół - zarówno gimnazjów, jak i szkół średnich - dziennych i zaocznych. Są też osoby pracujące. Najmłodszy ma 17 lat, najstarszy 20. Kilku z nich było już karanych za pobicia. Dwom przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa, pozostałym udział w bójce. Jeden z podejrzanych przyznał się do użycia noża. Powiedział nawet, gdzie go ukrył. Znaleźliśmy go w studzience ściekowej na ulicy Floriańskiej, naprzeciw McDonaldsa - mówi jeden z policjantów z wydziału kryminalnego komendy miejskiej.
   Większość zatrzymanych to mieszkańcy osiedli Bohaterów Września i Piastów.
   - Z pewnością nie są to osoby wywodzące się z patologicznych rodzin - mówi mł. insp. Andrzej Skowroński, komendant miejski policji w Krakowie. - Niektórzy rodzice przeżyli szok, kiedy zjawiliśmy się w ich mieszkaniach. Nie mieli pojęcia, jak ich dzieci spędzają wolny czas i jak się zachowują, gdy na podwórku spotykają się z kolegami. Tych młodych ludzi, których terenem działań do niedawna był stadion i jego okolice, trudno dziś nazywać nawet pseudokibicami. Im nie chodzi ani o barwy, ani o honor klubu, ale o pretekst do rozróby i pokazanie własnej siły. Nazwijmy rzecz po imieniu, to zwyczajni bandyci.
   - Syn chodzi do szkoły, uczy się, jest dobrym dzieckiem. Owszem chodzi na mecze, ale na pewno nie jest żadnym pseudokibicem - zapewniał policjantów ojciec 17-letniego Tomka. Chłopakowi niczego nie brakowało. Miał własny pokój, komputer i przyzwoite kieszonkowe. W tym, że "dobre dziecko" udekorowało pokój szalikiem z napisem "CH.W.D.P" (ch... w d... policji), do ubiegłego tygodnia ojciec nie widział nic złego.
   Matka 19-letniego Bartka do dzisiaj również nie wierzy, że miał on cokolwiek wspólnego z napadem na Kamila. Kiedy obejrzała program w telewizji, zapytała go wprawdzie, czy coś o tym wie. "Ależ skąd!" - oburzył się. Nie miała i - jak zapewnia - nie ma do dziś powodów, żeby mu nie wierzyć. To, że chłopak chodził z nożem, też jej nie niepokoiło. Zapewniał ją przecież, że to dla własnej obrony przed chuliganami.
   - To

nieprzewidywalna młodzież

- mówią o zatrzymanych policjanci. - Większość z nich to "małolaty", które nie zdobyły dotąd znaczącej pozycji wśród stadionowych bojówkarzy. Ten napad został zorganizowany po to, żeby zaistnieć i pokazać swą siłę. Wszyscy deklarowali, że są kibicami Cracovii, ale kiedy pytaliśmy ich o aktualny skład zespołu, tylko jeden potrafił wymienić pięciu zawodników z całej jedenastki. Pozostali znali najwyżej jedno nazwisko.
   Cały Kraków podzielony jest między szalikowców Wisły i Cracovii. Kibice Hutnika "bawią się" najczęściej na meczach wyjazdowych, zresztą większość z nich przeszła na stronę Cracovii. Mapę przynależności klubowej wyznaczają napisy wykonane sprayem na murach budynków: "Łowcy psów", "Sharke", "Jude gang". Ale na wszystkich osiedlach można zobaczyć hasła: "CH.W.D.P" i "j... policję". To właśnie wokół tego wspólnego wroga do niedawna mogli się zjednoczyć zaciekli pseudokibice obydwu antagonistycznych zespołów. Ostatnie wydarzenia mogły zachwiać tę zasadę.
   W środowisku szalikowców mówi się ostatnio dość głośno o planowanym odwecie "Sharksów" za zabójstwo 17-letniego Pawła O. na osiedlu Dąbie. Na oficjalnej stronie Wisły umieszczono graffiti przedstawiające kibica walącego innego pałką w głowę. Pseudokibice Cracovii nie są dłużni: zapowiadają zemstę za "wystawienie" policji "Metala", jednego z czołowych swoich bojówkarzy, podejrzanego o zabójstwo Pawła.
   Paweł O. zginął od ciosów nożem późnym wieczorem 8 października przed blokiem przy ul. Szafera. Gdy siedział z bratem na ławce, podeszło do nich kilku mężczyzn. Doszło pomiędzy nimi do kłótni. Potem wywiązała się walka. 17-latek nie zdążył użyć swojego noża, kilkakrotnie został raniony. Mimo operacji zmarł w szpitalu. Sprawcy uciekli, odjeżdżając zaparkowanym w pobliżu samochodem.
   Policja nazajutrz zatrzymała jednego z podejrzanych o zabójstwo, drugi ukrywa się do dzisiaj. - Nie ma wątpliwości, że chłopak zginął w wyniku porachunków między pseudokibicami. Sam też nieraz atakował nożem, m.in. we wrześniu br. kilkakrotnie ugodził znajomego sprawcy. Ten atak miał być odwetem za odniesione wówczas obrażenia kolegi - mówi mł. insp. Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.
   - W tej sprawie sprawcy założyli, że nikt nie będzie zeznawał. Dogadali się m.in. z bratem nieżyjącego chłopaka. Kiedy na drugi dzień go zatrzymaliśmy, nie chciał w ogóle z nami rozmawiać. Podobnie było w przypadku wjazdu na osiedle Kalinowe. Nazajutrz po tamtym napadzie ustalono:

"cisza do grobowej deski".

   Udało się nam jednak przerwać tę zmowę milczenia, głównie dzięki temu, że mamy dość dobre rozpoznanie w tym środowisku - przyznają policjanci z pionu kryminalnego.
   Osiedlowe porachunki wywołują strach wśród zwykłych mieszkańców. Tym bardziej że do podobnych bandyckich napadów pod szyldem klubów sportowych dochodzi coraz częściej. Stadionowi chuligani wyszli na ulicę i każdy może być ich ofiarą. W czerwcu na ich drodze stanął 17-letni Mateusz W., wracający z kolegą z dyskoteki. Zostali zaczepieni przy ul. Dobrego Pasterza przez kilku chuliganów. Jeden z nich zagadnął: "Komu kibicujesz?", a zaraz potem posypały się ciosy i kopniaki. Kolega Mateusza zdołał uciec. Gdy wrócił, na miejscu bójki znalazł już ciało kolegi.
   Rok temu na osiedlu Strusia zginął od ciosu nożem 23-letni mężczyzna. Prawdopodobnie zginął tylko dlatego, że także źle odpowiedział na pytanie bandytów: "Komu kibicujesz?". W lutym br. w tramwaju linii 1 dwóch 16-letnich kibiców Cracovii pocięło nożem dwójkę rówieśników.
   - Schwytaliśmy sprawców kilkanaście dni temu. Obydwaj mieli już wcześniej kilka spraw w sądzie dla nieletnich i orzeczony pobyt w placówkach opiekuńczo-wychowawczych - mówi nadkom. Jacek Górecki, naczelnik sekcji ds. nieletnich KMP w Krakowie. - Przy okazji udowodniliśmy im inne zdarzenia - napad bez żadnego powodu na rówieśnika w centrum handlowym i dwa inne rozboje z użyciem noża. W efekcie obydwaj trafili do schroniska dla nieletnich.
   - Nasza rzeczywistość zaczyna przypominać świat wirtualny z gier komputerowych - mówi Anna Lipowska-Teutsch, wiceprezes Towarzystwa Interwencji Kryzysowej. - W tej grze napastnicy biegają po ulicach, biją przechodniów i wyciągają z samochodów kierowców. Nieważne, kto jest ofiarą i nieważne jest to, co ona czuje. Tak jak w wirtualnym świecie, na naszych ulicach ofiarą może być każdy: kibic, Żyd, homoseksualista lub zwykły przechodzień. Te napady mają jeden podstawowy motyw - nienawiść. Szukając jej źródeł, na pewno możemy mówić o braku tolerancji, wadliwym systemie wychowania i budowania dojrzałości.
   Policjantów już nieraz zadziwiały reakcje rodziców zatrzymywanych chuliganów. - Ponieważ podczas legitymowania zazwyczaj spotykamy się z oporem i agresją, musimy działać w zdecydowany sposób, używając chwytów i siły fizycznej. W związku z tym mamy tu dość często wizyty rodziców, którzy skarżą się, że policjanci działali zbyt brutalnie. Proponujemy wtedy złożenie doniesienia w prokuraturze, ale w odpowiedzi słyszymy, że syn przecież nie może się dowiedzieć o wizycie ojca na policji, a tym bardziej jego koledzy, gdyż groziłoby to zemstą. O pobiciach i ugodzeniach nożem nie zgłaszają nam nie tylko poszkodowani, ale też ich rodzice. Jeden z nieletnich już kilkanaście razy zapewniał nas, że sam się zranił nożem - opowiada mł. insp. Leszek Górak, wiceszef KMP w Krakowie.
   Dla większości pseudokibiców

autorytetem są destrojsi

(destroy: z ang. niszczyć, burzyć - przyp. nasz). Przy każdym klubie piłkarskim jest taka grupa - dorośli, umięśnieni, ostrzy faceci. Dla smarkaczy: wojownicy. Oni nie tłuką się z ekipami innych drużyn na meczach, ale na ustawkach, czyli walkach urządzanych na uboczu, za miastem. U młodych mają szacunek ze względu na siłę, bezwzględność i przede wszystkim na pieniądze. Skąd je mają? Policjanci wiedzą, że mają kontakty ze światem przestępczym, że zajmują się m.in. handlem narkotykami. Takim szacunkiem cieszy się wśród krakowskich "łowców psów" m.in. "Metal", aresztowany niedawno za zabójstwo.
   Młode chuligańskie pokolenie chce brać przykład ze starszych kolegów. Nobilituje ich, gdy tamci zatrudniają ich w charakterze ochroniarzy, wykorzystują do przestępczych porachunków. Wielu marzą się gangsterskie kariery. Chcą jeździć - jak "Metal" - luksusowym samochodem i bawić się w drogich dyskotekach. Coraz częściej więc biją się nie po to, żeby popisać się przed kolegami, ale by rządzić i na opanowanym terenie obrabiać samochody, sklepy, sprzedawać narkotyki.
   Przed wejściem w "dorosłą przestępczość" trzeba się wykazać odwagą. Najlepiej podczas osiedlowych wojen, burd na stadionach i napadów ulicznych. A przy okazji można zabrać pobitemu telefon komórkowy i portfel z pieniędzmi.
   W kartotekach małopolskiej policji figuruje dziś ponad 10 tys. nieletnich, z czego prawie połowa stawała już przed sądem dla nieletnich za popełnienie przestępstw, pozostałych określa się - "zagrożeni demoralizacją". W ciągu 9 miesięcy tego roku w Krakowie zatrzymano 1864 sprawców rozbojów i wymuszeń, z czego prawie jedną czwartą stanowili nieletni. Sama sekcja obserwacji, której głównym zadaniem jest rozpracowywanie osiedlowych grup chuliganów, zatrzymała 380 osób, m.in. sprawców rozbojów, dilerów narkotyków i samochodowych włamywaczy. W tym samym czasie policjanci znaleźli przy legitymowanych "małolatach": 15 noży, 5 kijów bejsbolowych, tyle samo maczet, toporek, młotek, rurki i dwa kastety.
   - Mamy nadzieję, że teraz się opamiętają - mówi mł. insp. Andrzej Skowroński. - Zatrzymanie kilkunastu bojówkarzy zrobiło wrażenie na pozostałych. Już nie ma wśród nich solidarności, zaczęli się wzajemnie obciążać. Cały czas ich monitorujemy. Liczymy też na pomoc mieszkańców osiedli. Niestety, o wielu zdarzeniach dowiadujemy się, gdy już jest po wszystkim, chociaż później słyszymy, że przepychanki i gonitwy po osiedlu trwały od dwóch godzin. Ludzie często nie reagują i odwracają wzrok, a często wystarczyłby telefon na policję, by zapobiec tragedii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie