Wolą jechać do Czech niż czekać w kolejce

Dorota Stec-Fus
W sumie NFZ wydał na transgraniczne leczenie 20,6 mln zł
W sumie NFZ wydał na transgraniczne leczenie 20,6 mln zł fot. GRZEGORZ DEMBIŃSKI
Udostępnij:
Zdrowie. Małopolski NFZ wydał już 818,5 tys. zł na zagraniczne terapie polskich pacjentów. Wyjeżdżamy przede wszystkim na zabiegi usunięcia zaćmy. Do nas nie przyjeżdża prawie nikt.

Wdrożona w Polsce w listopadzie 2014 r. ustawa transgraniczna zakłada, że jeśli w kraju ustawiono nas w zbyt długiej kolejce na zabieg czy badanie, możemy je wykonać w innym państwie Wspólnoty Europejskiej. Po powrocie przedstawiamy rachunki i NFZ ma nam zwrócić pieniądze - taką kwotę, jaką na ten cel przeznacza w kraju.

Ale zainteresowanie ofertą jest umiarkowane. Małopolanie wyjeżdżają głównie na zabieg usunięcia zaćmy, przede wszystkim do Czech, gdzie kolejki są nieporównywalnie mniejsze, a koszty niewiele wyższe od naszych. Aleksandra Kwiecień z Małopolskiego Oddziału NFZ informuje, że za usunięcie zaćmy fundusz płaci od 2111 zł do 2307 zł, natomiast w Czechach ceny wahają się od 2290 zł do 3200 zł.

Dotąd z możliwości tej skorzystało tylko 493 mieszkańców województwa - mimo że na zabieg nie potrzeba wcześniejszej zgody NFZ. Po powrocie wystarczy przedstawić (bardzo ważne!) skierowanie na zabieg wystawione przez okulistę oraz rachunek z placówki, z której usługi skorzystaliśmy.

Przy tak małej liczbie „turystów okulistycznych” nie mogły spełnić się nadzieje krakowskich placówek na zmniejszenie naporu chorych. W Wojewódzkim Szpitalu Okulistycznym zgłaszający się dzisiaj pacjent otrzymuje termin usunięcia zaćmy na luty 2018 roku, w Szpitalu Uniwersyteckim - na 2019 rok.

Lekarze boją się odpowiedzialności

Dlaczego wolimy czekać w olbrzymich kolejkach w kraju niż skorzystać z bardziej dogodnych terminów u sąsiadów?

Zdaniem Piotra Piotrowskiego, prezesa Fundacji 1 Czerwca, głównym „winowajcą” jest Bartosz Arłukowicz, który kierował resortem zdrowia w chwili wprowadzania wspólnotowych przepisów. - Całą odpowiedzialność za korzystanie z nich zrzucił na personel medyczny.

To lekarz, wypisujący na skierowaniu „pilne”, musi wykazać, że dana usługa medyczna nie może być wykonana w kraju w bezpiecznym terminie. Trudno się dziwić, że w obawie przed kontrolami ze strony NFZ, który za najmniejszą nieścisłość nakłada na placówkę olbrzymie kary, lekarze niechętnie wystawiają takie skierowania - mówi prezes.

O intencjach państwa świadczy (w jego ocenie) fakt, że ok. 360 mln zł, czyli ok. 80 proc. zarezerwowanych w NFZ pieniędzy na dyrektywę transgraniczną, zostało we wrześniu ub. roku przeniesionych na… podwyżki dla pielęgniarek z powodu ich niewykorzystania przez pacjentów.

Kolejną przyczyną mniejszego, niż zakładano, zainteresowania turystyką medyczną jest brak wiedzy. NFZ nie jest zainteresowany jej rozpowszechnianiem, bo im więcej ludzi wyjedzie, tym więcej pieniędzy z kasy funduszu trafi nie do polskich, lecz do zagranicznych placówek. - Poza tym ludzie po prostu niechętnie wyjeżdżają. Uważają, że skoro w Polsce płacą składki, to państwo powinno im zapewnić leczenie na odpowiednim poziomie - zaznacza Piotrowski.

Skargi na utrudnienia przy załatwianiu formalności napływają do Fundacji 1 Czerwca z całego kraju. Także z Małopolski, gdzie pacjenci starający się m.in. o skierowanie na wszczepienie za granicą implantów stawów kolanowych często nie mogli uzyskać uzupełnienia skierowania o dopisek „pilne”.

Poza leczeniem zaćmy w Małopolsce z terapii w sąsiednich krajach skorzystało tylko 19 osób! Wyjeżdżali na leczenie m.in. plamki żółtej oka (terminy w Krakowie są bardzo długie), protonoterapię, operacje ginekologiczne, operacje onkologiczne, chirurgiczne leczenie zatok, badania genetyczne, przeszczep rogówki.

Do Polski na leczenie nie przyjeżdża prawie nikt

Polskie oddziały NFZ za leczenie transgraniczne zapłaciły w sumie 20,6 mln zł. 90 procent z tej sumy trafiło do szpitali okulistycznych, głównie w Czechach. Nasuwa się pytanie: czy pacjenci z innych krajów, którzy w ramach tego samego prawa mogą leczyć się w Polsce, przyjeżdżają do naszych placówek? Okazuje się, że nie. - Nie obserwujemy zwiększonego ruchu w tę stronę. Dlaczego? Bo zagraniczni pacjenci musieliby ustawić się w olbrzymich kolejkach, które należą do najdłuższych w Europie - komentuje Artur Gosk, prezes Polskiego Towarzystwa Turystyki Medycznej.

Małopolska nie odbiega od reszty kraju. Jak informuje Maria Włodkowska ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, zagraniczni pacjenci zgłaszają się do nas sporadycznie.

[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marta Martek
Ja tam się nie dziwię, że masowo jeździmy do Czech na zabiegi np. usuwania zaćmy. Bo i termin są szybkie (nawet 2 tygodnie od kwalifikacji), zabiegi są jednodniowe, a pacjent w ramach refundacji ma np. pakiet leków osłonowych, często opiekę polskiego zespołu medycznego, ubezpieczenie, dokumentację w j.polskim etc. Poczytajcie na stronie kliniki w Cieszynie czeskim – PROVISUS, która wyleczyła setki tysięcy Polaków.
A
Aga
przyczyny sa 2- trzeba najpierw wyłozyc te 2tys z hakiem a skad emeryt ma na to wziac? A czesc,zdiagnozowana we wczesnym stadium zacmy woli poczekac
k
kk
to jak do nas maja przyjezdzac?
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie