"Wprost" oskarża Kamila Durczoka o molestowanie seksualne

AIP
MIKOLAJ SUCHAN / POLSKAPRESSE
„Wprost” w poniedziałkowym numerze bez ogródek oskarża Kamila Durczoka o molestowanie seksualne podwładnych z TVN. Po kilku tygodniach plotek i spekulacji dziennikarze tygodnika piszą już otwarcie, że chodzi o szefa "Faktów".

W niedzielę wieczorem tygodnik „Wprost” zapowiedział, że w poniedziałkowym numerze ukaże się artykuł oskarżający Kamila Durczoka o molestowanie seksualne. Redakcja tłumaczy na swojej stronie internetowej, dlaczego nie podał danych Durczoka w artykule sprzed trzech tygodni. Dotyczył on molestowania seksualnego w jednej z największych telewizji w Polsce, jednak bez podawania nazwisk.

„Nie ujawniliśmy ani nazwy stacji, ani nazwiska dziennikarza, który dopuszczał się tego procederu. Powód był jeden: ofiara się na to nie zgodziła" - piszą dziennikarze tygodnika. Autorzy materiałów twierdzą, że poszkodowane z czasem nabierały odwagi. "Po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok" - napisali dziennikarze "Wprost".

Redakcja swoimi materiałami wywołała medialną burzę. W artykule sprzed trzech tygodni nie znalazły się co prawda nazwisko oskarżonego ani nazwa telewizji, ale tekst dość jednoznacznie pozwalał na snucie domysłów, że negatywnym bohaterem może być Durczok. Kolejny cios na dziennikarza TVN spadł tydzień temu. W tekście „Ciemna strona Kamila Durczoka” pojawił się wątek mieszkania, w którym przebywał Durczok. Tygodnik napisał, że lokal odwiedziła policja, zaś na miejscu znaleziono narkotyki, twardą pornografię, gadżety erotyczne oraz rzeczy należące do Durczoka: notatki z pracy, krawaty, list z urzędu skarbowego.

Co więcej, jak napisał tygodnik, wezwani funkcjonariusze spisali na miejscu dziennikarza TVN, kiedy ten w pośpiechu opuszczał budynek. Doniesienia gazety potwierdziła policja. Sam oskarżony tydzień temu w radiu TOK FM powiedział, że nie molestował żadnej z pracownic. Zaraz po udzieleniu wywiadu trafił do szpitala. Na swoim profilu na Facebooku tygodnik wyjaśnia: O molestowaniu seksualnym w jednej z dużych stacji telewizyjnych napisaliśmy trzy tygodnie temu. Nie ujawniliśmy ani nazwy stacji, ani nazwiska dziennikarza, który dopuszczał się tego procederu. Powód był jeden: ofiara się na to nie zgodziła.

Dlaczego zatem zdecydowaliśmy się opublikować tekst "Ukryta prawda"? Po pierwsze, by zwrócić uwagę na problem. Według ekspertów w Polsce co dziesiąta kobieta w wieku do 34 lat przyznaje się, że była obiektem niepożądanego zachowania o podłożu seksualnym. Ponad jednej piątej współpracownicy robią nieodpowiednie uwagi o podtekście erotycznym. Ale był też inny ważny powód. Wiedzieliśmy, że ofiar jest więcej. I liczyliśmy, że - podobnie jak to miało miejsce w przypadku analogicznych afer na Zachodzie - nazwanie i opisanie problemu przerwie zmowę milczenia wokół sprawy. Że ofiary poczują, iż nie są same, nabiorą odwagi, żeby mówić. I że przestaną czuć, że sprawcy takich zachowań są bezkarni.

Od początku zakładaliśmy więc, że do tematu wrócimy. I kontynuowaliśmy dziennikarskie śledztwo. Mieliśmy przekonanie, że po publikacji uda nam się dotrzeć do kolejnych osób, które zdecydują się mówić. I że tym razem otrzymamy zgodę ofiar na ujawnienie zarówno nazwy stacji, jak i nazwiska dziennikarza. Z dnia na dzień obserwowaliśmy, jak istniejący wokół sprawy mur milczenia powoli się kruszy. Nazwisko sprawcy nieoficjalnie krążyło w warszawskich środowiskach medialnych od pierwszego dnia po naszej publikacji. Omenaa Mensah, jedna z gwiazd stacji, powiedziała publicznie, że wszyscy wiedzą, o kogo chodzi.

Mimo licznych ataków medialnych na "Wprost" i źle pojętej solidarności zawodowej, ofiary stopniowo nabierały odwagi. Trzeba to wyraźnie powiedzieć: większość atakujących nas dziennikarzy doskonale wiedziała, że broni osoby dopuszczającej się molestowania i mobbingu. Prawda jest taka, że o sprawie mówiło się od dawna. Dziś, po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef "Faktów".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie