Wredna Natura, alternatywy brak...

PLIN
Temat Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000 wraca jak bumerang. Ludzie obawiają się, że ochrona przyrody, a zwłaszcza związana z nią biurokracja, skomplikuje im życie.

POWIAT OŚWIĘCIMSKI. Rząd przekonuje, że program ochrony ptasich gatunków niesie korzyści także dla ludzi

O blokadach dróg organizowanych przez mieszkańców Podolsza k. Zatora pisaliśmy nie raz. - Ludzie nie chcą mieszkać w skansenie. Młodzi ludzie mają plany budowy domów, rozwoju małej przedsiębiorczości. Natura 2000 nie pozwoli im tego zrealizować - tłumaczyła Franciszka Jarosz, sołtys Podolsza.
Na Zatorszczyźnie ułożenie relacji z "Naturą" wydaje się sprawą życia i śmierci: - Minister środowiska objął obszarem Natura 2000 ok. 3000 ha, z czego ok. 1000 ha to wody. Ja wraz z Radą Miasta zaproponowałem od 1100 do 1400 ha. Według naszego projektu, większość obszarów przeznaczonych pod "Naturę" to tereny skarbu państwa i samorządu, więc nie było ingerencji w tereny prywatne - objaśniał tło konfliktu Zbigniew Biernat, burmistrz Zatora.
Koncepcję Ministerstwa Środowiska oceniano tu jako nieprzemyślaną, hamującą rozwój gminy. Przypominano, że w skali kraju popełniano błędy przy wytyczaniu granic ekologicznego programu.
Była burmistrz Brzeszcz, a obecnie poseł Beata Szydło zwróciła się do rządu o globalne rozwiązanie problemów z "Naturą". Z odpowiedzi na jej interpelację wynika, że korzenie bałaganu sięgają roku 2001. Wtedy to ówczesny polski rząd zaczął inwentaryzować tereny, które powinny zostać objęte owym europejskim programem. Sęk w tym, że chyba niespecjalnie to wyszło: "Niestety, z powodu braku funduszy, Polska przed przystąpieniem do UE nie była w stanie przeprowadzić inwentaryzacji przyrodniczej, dlatego też przekazany do Komisji Europejskiej projekt rządowej listy obszarów Natura 2000 powstał w oparciu o naukowe dane archiwalne, korygowane wiedzą ekspertów (...) Przyjęto wtedy zasadę wyznaczania dużych powierzchniowo obszarów Natura 2000 przy równoczesnym ograniczeniu do minimum ich liczby" - informuje minister środowiska Maciej Nowicki.
Jednak, według ministra, "Natura" to nie dopust boży. Albowiem przewidziano system rekompensat finansowych dla rolników, jak również szereg zachęt dla samorządów nią objętych (w przypadku inwestycji na rzecz ochrony środowiska będą one traktowane "na preferencyjnych warunkach"). Resort zapewnia, że kluczowe inwestycje mogą być realizowane: "jeżeli przemawiają za tym konieczne wymogi nadrzędnego interesu publicznego, w tym wymogi o charakterze społecznym lub gospodarczym" i - "wobec braku rozwiązań alternatywnych" - właściwi urzędnicy mogą na owe przedsięwzięcia zezwolić...
A diabeł, jak to zwykle, tkwi w szczegółach. Bo urzędnik może, ale pozwolić nie musi...
(PLIN)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie