Wreszcie wyleczyli kompleks

Redakcja
III LIGA PIŁKARSKA. Przebój Wolbrom miał ostatnio kłopoty ze strzelaniem goli, ale jak już się przełamał, to rozgromił w Małogoszczu miejscową Wierną 4-0 (3-0)

Tomasz Jarosz (przy piłce) po długiej przerwie ponownie wrócił do gry w ataku i od razu strzelił bramkę. Fot. Mateusz Herbrich

Przebój Wolbrom pokonał w wyjazdowym spotkaniu Wierną Małogoszcz 4-0 (3-0), przełamując pasmo dwóch porażek i trzech meczów bez bramki.

Przed wprawą do Małogoszczu wolbromianie byli trochę spięci. Wiadomo, że jak zespół dopada strzelecka niemoc, to trudno się z niej wyrwać. Poza tym, zespół do końca rundy będzie musiał sobie radzić bez Rafała Kmaka, na którym spoczywał ciężar odpowiedzialności za wynik. Wśród kibiców nie brakowało pesymistów, że dla Przeboju nadchodzi powtórka wiosennych czasów, kiedy może i gra będzie ładna dla oka, ale o wyniki znacznie trudniej.

Tymczasem zespół pokazał, że pod wodzą Mirosława Hajdy wyrobił sobie przede wszystkim charakter, a to właśnie dzięki jego sile można wyjść z najtrudniejszych opresji obronną ręką. - Szybko, bo już w 9 minucie, otworzyliśmy wynik, co było wynikiem naszej taktyki - rozpoczyna Mirosław Hajdo, trener Przeboju. - Zagraliśmy nieco inaczej, bo bardzo wysoko podeszliśmy pod rywali, zmuszając ich do błędów. Wierna to bardzo solidna ekipa, tak przynajmniej wynikało z tabeli, ale w meczu przeciwko Przebojowi nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Przecież już przed zdobyciem pierwszego gola chłopcy mieli dwie doskonałe okazje, których jednak nie udało się wykorzystać. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Wygrana cieszy tym bardziej, że udało nam się wyleczyć z kompleksu Wiernej, z którą Przebój - z tego co mi mówiono - jeszcze nie wygrał - cieszy się wolbromski trener.

Jak wyliczyli statystycy, wolbromianie czekali na bramkę 294 minuty. Jak już trafili, to ostro "pojechali" z przeciwnikami. - Na pewno pocieszające jest to, że pod nieobecność Rafała Kmaka skuteczność rozłożyła się na cały zespół - podkreśla Mirosław Hajdo. - Trudno, żebym tylko jednego zawodnika obarczał odpowiedzialnością za wynik. Naszą siłą ma być kolektyw i niech tak zostanie.

Jednak wobec kontuzji Kmaka Mirosław Hajdo dokonał pewnych roszad w składzie. - Do ataku wrócił Tomek Jarosz - zdradza szkoleniowiec. - W Małogoszczu jako drugi z kolei trafił do siatki rywali, pokazując, że nie zapomniał, jak się strzela gole. Od dłuższego czasu w Oświęcimiu był obarczany defensywnymi obowiązkami. Może tak być, że nagle eksploduje skutecznością. Tak to już w sporcie bywa, że nieszczęście jednego zawodnika jest szansą dla drugiego. Cieszę się, że po szybkim strzeleniu pierwszego gola chłopcy nie spoczęli na laurach, tylko konsekwentnie parli do przodu. Zresztą my defensywnie grać nie potrafimy. Gra w piłkę musi nam sprawiać radość i tak też to właśnie wygląda.

Wolbromianie potwierdzili, że jesienią są drużyną obcych boisk. - Owszem, więcej spotkań graliśmy na wyjazdach, dlatego i punkty tam zdobywamy, ale chciałby się wreszcie dać satysfakcję swoim kibicom - podkreśla Mirosław Hajdo. - Z czterech spotkań rozegranych u siebie tylko jedno udało nam się wygrać, bo dwa skończyły się podziałem punktów, a jedno nawet przegraliśmy - kończy wolbromski szkoleniowiec.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie