Wróg potencjalnym sojusznikiem

Redakcja
Czy nawiązanie współpracy z SLD wzbudziłoby taki sam entuzjazm członków PiS, jak podjęta w niedzielę uchwała kongresu partii wzywająca Lecha Kaczyńskiego do startu w wyborach prezydenckich? Fot. PAP/Adam Ciereszko
Czy nawiązanie współpracy z SLD wzbudziłoby taki sam entuzjazm członków PiS, jak podjęta w niedzielę uchwała kongresu partii wzywająca Lecha Kaczyńskiego do startu w wyborach prezydenckich? Fot. PAP/Adam Ciereszko
- W pewnych warunkach i w określonych granicach koalicja polityczna PiS z SLD wydaje się możliwa - mówi prof. Andrzej Zybertowicz, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Twierdzi jednak, że jest ona realna tylko wtedy, gdy SLD jest słaby. Silny stanowił bardzo poważne zagrożenie dla państwa i demokracji. - Słaby jest zwykłym graczem, z którym można szukać pól porozumienia - mówi prof. Zybertowicz.

Czy nawiązanie współpracy z SLD wzbudziłoby taki sam entuzjazm członków PiS, jak podjęta w niedzielę uchwała kongresu partii wzywająca Lecha Kaczyńskiego do startu w wyborach prezydenckich? Fot. PAP/Adam Ciereszko

POLITYKA. Część działaczy PiS dopuszcza nawiązanie współpracy z SLD

O koalicji PiS z SLD na szczeblu centralnym od pewnego czasu jest głośno. Do niedawna w zasadzie mówiło się jedynie o sojuszu w mediach publicznych. "Tylko ktoś dotknięty matołectwem może sądzić, że w mediach nie ma koalicji PiS-SLD" - tak w ubiegłym tygodniu powiedział Ludwik Dorn w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Wczoraj guru Sojuszu, czyli Aleksander Kwaśniewski, powiedział w Radiu TOK FM, "że koalicja PiS-SLD oparta na pragmatycznym programie ku przyszłości jest realna i ja bym nie odrzucał takiej możliwości". Kwaśniewski polityków PiS mówiących o potencjalnej koalicji z SLD nazwał grupą ludzi, "która jest przede wszystkim zorientowana na władzę". Były prezydent sugeruje, że dla stosunkowo młodych polityków PiS możliwe jest odsunięcie w kąt sporów na tle PRL-owskiej przeszłości.

Wypowiedź Kwaśniewskiego sprowokowali sami politycy PiS. Część z nich otwarcie opowiada się za zawarciem po wyborach w 2011 r. politycznego sojuszu z SLD. - To jedyny ruch, który odsunie od władzy PO i Donalda Tuska - przekonuje Adam Hofman. - Nie jestem zwolennikiem lewicy, ale to mniejsze zło dla Polski niż rządy Tuska - twierdzi 29-letni Hofman. Wcześniej o możliwości zawarcia sojuszu z Sojuszem mówili Jacek Kurski oraz (32-letni) poseł Mariusz Kamiński. Za przywódcę grupy zwolenników porozumienia z SLD uchodzi Adam Lipiński, nie tylko wiceprezes PiS, ale przede wszystkim jeden z najbliższych współpracowników braci Kaczyńskich, nazwany "czwartym bliźniakiem" (trzecim był Ludwik Dorn). To Lipińskiemu przypisuje się wynegocjowanie umowy z SLD w mediach publicznych. Adam Lipiński zapewnia, że daleki jest dzisiaj od zawarcia porozumienia politycznego z PiS. Przyznaje jednak, że nie można wykluczyć, iż po wyborach, by rządzić, PiS będzie musiało poszukać partnera w PSL lub SLD. Wczoraj kolejny wiceprezes PiS dołączył do grona polityków, którzy nie wykluczają koalicji z SLD. Przemysław Gosiewski na antenie Radia Kielce powtórzył argumentację Lipińskiego.

Obecnie nadal silniejsza wydaje się być w PiS grupa przeciwników koalicji z SLD. Do niej należą także młodzi wiekiem posłowie, m.in. Arkadiusz Mularczyk oraz Maks Kraczkowski. Marek Migalski, poseł do PE z listy PiS, zapewnia, że gdyby doszło do koalicji z SLD, pożegnałby się z PiS.

Tymczasem kluczowi politycy SLD mówią dzisiaj dla koalicji z PiS stanowcze "Nie". Grzegorz Napieralski, przewodniczący Sojuszu, twierdzi, że taka koalicja uwłaczałaby jego stronnictwu. Ugrupowanie braci Kaczyńskich określa jako ksenofobiczne, nacjonalistyczne, zapatrzone w przeszłość, szukające haków i wrogów. Napieralski oskarża PiS o zniszczenie służb specjalnych, o fobie antyniemieckie i antyrosyjskie, a braci Kaczyńskich o szukanie sojuszników dla Polski jedynie wśród małych krajów, np. Mołdawii, po to, by leczyć własne kompleksy. Przeciwko koalicji z PiS są dzisiaj - przynajmniej oficjalnie - również inni czołowi politycy Sojuszu: Jerzy Szmajdziński, kandydat tej partii na prezydenta, oraz Ryszard Kalisz. I oni przekonują, że stronnictwo braci Kaczyńskich jest formacją zacofaną, a sojuszu z nią należy się wstydzić.
Przypomnijmy, że jeszcze kilka lat temu przywódcy PiS zapewniali, iż rychło złożą w Sejmie projekt ustawy o rozwiązaniu SLD jako partii politycznej. Argumentowali, że partia, która wywodzi się z najbardziej zbrodniczego w dziejach świata ruchu politycznego, nie powinna działać w wolnej Polsce, tym bardziej iż w okresie PRL przywódcy PZPR - poprzedniczki SLD - stali na straży zniewolenia Polski przez ZSRR. Obecnie to politycy SLD nie chcą koalicji z PiS.

W samorządach wspólne rządy PiS z SLD nie są co prawda częste, ale zabrakłoby palców u rąk, by je policzyć. W Krakowie prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu w rządzeniu nie przeszkadzają radni PiS. Coraz częściej można usłyszeć głosy, że w zamian za zgodę Majchrowskiego na uzyskanie przez Lecha Kaczyńskiego tytułu honorowego obywatela Krakowa, PiS poprze obecnego prezydenta w walce o reelekcję. Przypomnijmy, że w czasie niedawnego pobytu Jarosława Kaczyńskiego w Krakowie, powiedział on nam, że nie zgodziłby się na taki scenariusz.

Prof. Andrzej Zybertowicz wskazuje na punkty zbieżne, które mogą sprzyjać zawiązaniu koalicji. Dzieli je na dwie kategorie: programową i strategiczną. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to socjolog z Torunia przypomina, iż PiS bywa oskarżane, że w jego programie są wątki socjalne. Przypomina kampanię z roku 2005, w której Polska socjalna - proponowana przez PiS - była przeciwstawiona liberalnej, propagowanej czy kojarzonej z PO. - Wartości socjalne mogą zatem łączyć PiS z SLD - mówi prof. Zybertowicz. - Podobnie jak niechęć do fundamentalistycznego podejścia do rynku i prywatyzacji, w tym do likwidacji mediów publicznych. Innym czynnikiem, który może zbliżyć oba stronnictwa, jest polityka prorodzinna. Inaczej mówiąc, u niektórych czołowych polityków PiS nie ma niechęci do tych elementów tradycji lewicowej, które dadzą się pogodzić z tradycją niepodległościową - dodaje.

Prof. Zybertowicz przyznaje jednocześnie, że SLD przez lata nie było formacją lewicową, tylko partią obrony biografii ludzi tworzących PRL. Narzędziem tej obrony były nieformalne mechanizmy i nieformalne grupy interesów. - W momencie, gdy matecznik tych nieformalnych oddziaływań, jakim były Wojskowe Służby Informacyjne, został rozwiązany, to zakorzenienie SLD w pasożytniczych grupach interesów znacznie osłabło - twierdzi nasz rozmówca. Zwraca uwagę, że od czasów, gdy WSI przestały istnieć, SLD wyraźnie osłabł. Według prof. Andrzeja Zybertowicza, w sensie politycznym SLD dawało osłonę wojskowym służbom, a te odwdzięczały się informacjami i skrytym wsparciem. - SLD pozbawiony istotnej części zaplecza agenturalnego, które miało niebezpieczne przełożenie na Moskwę, stanowi obecnie mniejsze zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa niż kiedykolwiek wcześniej - przekonuje socjolog.

Włodzimierz Knap

wknap@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie