Wspomnienie o posłudze ojca Martyniana Darzyckiego

Redakcja
Trwanie i rozwój Zakonu Braci Mniejszych jest bez wątpienia zasługą o. Martyniana Darzyckiego. To właśnie nim posłużył się Bóg, aby zakon św. Franciszka na Ukrainie przetrwał i na nowo się rozwinął.

Stało się to jednak dopiero po siedemnastu latach jego samotnej działalności na Wschodzie. Ojciec Martynian nigdy nie chciał mówić o swojej misji - w czasach sowieckich była to zresztą działalność całkowicie nielegalna, za którą groziła zsyłka do łagru. Utrzymano ją w tak ścisłej tajemnicy, że KGB inwigilujące o. Martyniana nie zdołało ustalić żadnych szczegółów tego fragmentu jego działalności. Nie wiadomo, czy o. Martynian zajął się wychowaniem następców z własnej inicjatywy, czy też uzyskał w tej kwestii wsparcie z Polski. Zakonnicy z Polski, którzy jako osoby cywilne kontaktowali się z o. Martynianem, zabrali swoją tajemnicę do grobu.
Ciężar wytrwania
Wiadomo, że część pierwszych zakonników, którzy złożyli śluby, będący najczęściej księżmi diecezjalnymi, nie wytrwali zbyt długo w podziemnej strukturze, odchodząc z niej z różnych przyczyn. Jednym z nich był ks. Bronisław Biernacki obecny biskup odessko - symferopolski. Jako proboszcz w Barze był przez wiele lat bardzo bliskim współpracownikiem o. Martyniana. Organizował on spotkania braci, wybierał kandydatów, którzy po przyjeździe do Miastkówki otrzymywali propozycję wstąpienia do zakonu. Nosił imię zakonne Bonawentura i jest bardzo prawdopodobne, że o. Martynian upatrywał w nim swojego następcę. Niestety z niewiadomych przyczyn ks. Biernacki zaprzestał działalności w podziemnej strukturze zakonu, poświęcając się pracy w parafii.
            Znanym księdzem związanym z podziemnymi franciszkanami jest obecny proboszcz tzw. „czerwonego kościoła” ks. Władysław Zawalniuk, a także kilku innych. Nie jest wykluczone, że na ich trop wpadło KGB i nie chcąc doprowadzić jego funkcjonariuszy do podziemnej struktury zakonu postanowili oni zerwać kontakty z nielegalnym kościołem.
            Pierwszymi podziemnymi zakonnikami, o których oficjalnie wspomina historia prowincji byli Mikołaj Sobkowski i Piotr Hubczakiewicz. Obaj pochodzili z parafii barskiej, byli już dojrzałymi ludźmi i współpracownikami ówczesnego proboszcza Baru ks. Bronisława Biernackiego. To on zaprosił ich na pierwsze spotkanie z o. Darzyckim do Miastkówki wiedząc, że chcą zostać kapłanami. Pod jego okiem mieli przygotowywać się do kapłaństwa. Po pierwszym spotkaniu zaczęli systematycznie jeździć do Miastkówki.
,,Początkowo w ogóle nie wtajemniczał nas w istotę franciszkanizmu - mówi o. Dominik. - Nie rozmawialiśmy na ten temat. Przyjeżdżaliśmy zazwyczaj pociągiem do Krzyżopola lub Wapniarki w piątek wieczorem i stamtąd maszerowaliśmy na piechotę do Miastkówki. Ojciec Darzycki miał bardzo dużo pracy, toteż nie dysponował specjalnie czasem, by się nami zajmować. Ludzie zwłaszcza miejscowi domyślali się, jak mi się wydaje, że jesteśmy zakonnikami...Po pewnym czasie, gdy coraz wyraźniej okazało się, że nie mamy żadnych szans na dostanie się do Seminarium w Rydze jako kandydaci do kapłaństwa z Ukrainy. Wyjechałem wtedy na Litwę licząc, że stamtąd łatwiej dostanę się do Seminarium  Duchownego w Kownie, przyjmującego tylko kandydatów z Litwy.’’
            W 1982 r. o. Martynian włączył do wspólnoty na rok próby trzech kleryków z Seminarium Duchownego w Rydze i pochodzących z Ukrainy: Leona Dubrawskiego, Zenona Turowskiego i Stanisława Szyrokoradiuka. Najpierw do tajemnicy istnienia podziemnego koła franciszkanów został dopuszczony Leon Dubrawski. On w największej tajemnicy zaproponował wstąpienie do zakonu dwóm swoim kolegom. Cała ta trójka stała się następnie głównymi współpracownikami o. Martyniana. Udało im się przekonać do wstąpienia do franciszkanów Piotra Żakowskiego, następnego alumna z Ukrainy, studiującego w ryskim seminarium.
Przełamać kryzys    
Rok później zgłosili się do o. Martyniana kolejni kandydaci w tym dwóch „podpolnych” studentów teologii Józef Pawluk i Giennadij Siciński. Pierwszy został wyświęcony tajnie na kapłana w 1988 r. przez kard. Franciszka Macharskiego. Drugi rozpoczął drogę do kapłaństwa w Seminarium Duchownym w Rydze, a zakończył w Polsce w Kalwarii Zebrzydowskiej.
            Kandydatów do zakonu ojciec Martynian wybierał też sam spośród ministrantów w obsługiwanych przez siebie parafiach, których uznał, że będą nadawać się na zakonników. Jednym z nich był pochodzący z parafii w Czeczelniku Sławomir Wetługin, obecny proboszcz parafii w Rawie Ruskiej.
,,O istnieniu podziemnej grupy franciszkanów skupionej wokół o. Martyniana dowiedziałem się w 1985 r., czyli gdy miałem 15 lat - wspomina. - Ojciec Martynian powiedział mi o tym rzecz jasna w największej tajemnicy licząc, że jej dochowam. Od początku wciągnął mnie też do tajnego koła i zaczął zapraszać na spotkania braci w Miastkówce. Uczestniczyłem w nich przez pięć lat. Dopiero w 1990 r. mogłem oficjalnie wstąpić do seminarium. W grupie byli różni ludzie. Nie wszyscy zostali zakonnikami. W 1987 r. nastąpił kryzys i część kandydatów odeszła. Zostałem tylko ja i jeszcze jeden kolega. Ojciec Martynian był tym załamany, powiedział nam, żebyśmy także sobie poszli, gdyż nie widzi dla nas szans. Jednak udało się go przekonać, by spotykał się z nami dalej. Kryzys trwał krótko. Wkrótce zgłosili się trzej inni kandydaci: Paschalis Niemenczenko, Franciszek Botwina i Szymon Szyrokoradiuk. Kryzys został przełamany.’’
W 1988 r. do Miastkówki przybył po raz pierwszy prowincjał bernardyńskiej Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP z Krakowa o. Andrzej Pabin. Było to dla wszystkich ukraińskich bernardynów wielkim przeżyciem. Po raz pierwszy na ręce prowincjała czterech braci złożyło profesję wieczystą, a trzech czasową. Po jego wizycie na Ukrainę zaczął jeździć z Polski o. Florentyn Piwosz, by na spotkaniach z braćmi wygłaszać rekolekcje i zapoznawać ich z istotą franciszkanizmu.
W 1990 r. na kapitułę prowincjalną w Polsce przybył o. Władysław Szyrokoradiuk. Kapituła przyjęła m.in. „Statuty dla braci na Ukrainie”. W tym samym roku bracia Włodzimierz Świderski i Rafał Makowski po I roku studium w seminarium w Rydze jako pierwsi z Ukrainy rozpoczęli w Krakowie normalna bernardyńską formację.
W 1991 r. podczas konsekracji we Lwowie trzech nowych biskupów, wychowankowie o. Martyniana wyszli z podziemia, przybywając na uroczystość w zakonnych habitach. Oficjalna ich struktura zakonna została erygowana później, ale pierwszy krok do urzędowego jej uznania został zrobiony. Wysiłek o. Martyniana nie poszedł na marne. Kiedy w 1993 r. utworzono Kustodię, należało już do niej 38 braci.
                                                                                 
Marek A. Koprowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie