Wśród 10 000 dziewic

Redakcja
Na egzotycznych wyspach (1)

Tajemnicza mapa...

Powieść "Wyspa skarbów" Roberta Louisa Stevensona czytał w dzieciństwie każdy, a kto nie czytał, ten zmarnował dzieciństwo. Jest to najbardziej klasyczna z klasycznych powieści przygodowych - napisana według schematu, który później stać sę miał natchnieniem dla reżyserów filmowych oraz zainspirować Disneya do poświęcenia karaibskim piratom należnej im części Disneylandu.

Tajemnicza mapa...

 Mówiąc krótko - bohaterowie odnajdują mapę zawierającą informację, w jaki sposób odnaleźć ukryty skarb piratów. Ruszają na poszukiwania, lecz na żaglowcu dochodzi do buntu załogi. Zaczyna się więc wyścig - "ci dobrzy" muszą skarb odnaleźć, zanim wpadnie on w ręce "złych" buntowników. Po drodze będzie jeszcze sporo przeszkód, nieoczekianych zwrotów akcji, ale ostatecznie dobro zwycięży. Resztę możecie sobie Państwo dopisać sami (lub przeczytać książkę).
 Na przestrzeni dziesiątków lat od jej napisania "Wyspa Skarbów" doczekała się interpretacji teatralnych oraz adaptacji filmowych. Jest to jedna z najpopularniejszych powieści przygodowych, jakie kiedykolwiek napisano. Co ciekawe jednak - a z czego jej czytelnicy na ogół nie zdają sobie sprawy - choć wydarzenia w niej opisane są produktem literackiej fantazji autora, to jednak wyspa, na której rozgrywa się jej akcja - istnieje naprawdę. Nazywa się Norman Island i leży w południowo-zachodniej części archipelagu Brytyjskich Wysp Dziewiczych na Morzu Karaibskim.
 Dawno, dawno temu, gdy po raz pierwszy czytałem "Wyspę Skarbów" nie przypuszczałem, że kiedyś dane mi ją będzie odwiedzić - i to wzorem bohaterów powieści - na pokładzie jachtu żaglowego, a w dodatku w roli kapitana.

Siedlisko "beachcombers"

 Od odkrycia Ameryki aż do rozpadu imperium kolonialnego Hiszpanii Morze Karaibskie przecinały szlaki, którymi konwoje galeonów transportowały złoto Nowego Świata do Europy. A jedno z praw przyrody mówi, że tam, gdzie pojawia się bogactwo - tam też pojawiają się hieny gotowe coś z niego uszczknąć. Wśród setek wysp Karaibów zaroiło się od kryjówek piratów żyjących z rabowania Hiszpanom tego, co zrabowali Indianom.
 Piraci stanowili zbieraninę kosmopolityczną i zróżnicowaną. Niektórzy z nich działali przy mniej lub bardziej jawnym pozwoleniu państw europejskich, zainteresowanych podkopaniem potęgi Hiszpanii. Inni byli "wolnymi strzelcami" rabującymi na własny rachunek. Różne były również ich metody oraz siła, jaką dysponowali. Na dnie drabiny możnaby umieścić tak zwanych "beachcombers", czyli rabusiów utrzymujących się z plądrowania statków rozbitych podczas sztormów.
 Niektórzy z nich posuwali się nieco dalej, celowo rozpalając na brzegach ognie w taki sposób, aby zwabić żaglowce w nadziei sprowadzenia ich na rafy koralowe.

Otoczona przez rafy

 Na Wyspach Dziewiczych ponurą sławę siedliska "beachcombers" zdobyła sobie Anegada, najbardziej na północny- -wschód wysunięta wyspa archipelagu. Jest ona duża, a jednocześnie bardzo niska i płaska. Jej najwyższy punkt wznosi się kilka metrów zaledwie ponad poziom morza, co ją odróżnia od innych okolicznych wysp, pokrytych górami. Dzięki płaskiej powierzchni bardzo trudno ją na morzu zobaczyć ze statku - dopiero gdy się jest bardzo blisko, można dostrzec wierzchołki porastających ją palm. Co więcej - wyspę otaczają - i to w promieniu wielu mil morskich - rafy koralowe. Połączenie "niewidoczności" lądu z ogromnymi rafami dookoła daje jedną z najbardziej niebezpiecznych pułapek na Karaibach - w ciągu lat na wodach otaczających Anegadę zatonęły setki statków.

Przekleństwo żaglowców

 Gdy nie istniały jeszcze radary ani echosondy, stanowiła prawdziwe przekleństwo dla żaglowców. Nic więc dziwnego, że zasiedlili ją "beachcombers". Nocami rozpalali na plażach ognie w nadziei ściągnięcia statków w pułapkę. Gdy im się to udało, rzucali się do szalup i czółen, aby rabować, rabować...
 Jednym z "beachcombers" był niejaki Billy Bones. Inna z osobistości związanych z Anegadą to bliżej nam nieznany Leslie Norman, który w 1747 roku był właścicielem sporej części tej wyspy. Czy również był rabusiem statków - nie wiadomo, choć nie ma powodu przypuszczać, że nie. Z fragmentarycznych informacji, jakie o nim przetrwały, wiemy, że zakupił (prawdopodobnie za pieniądze zarobione na rabowaniu wraków) całą lub część innej wyspy, później nazwanej jego imieniem, leżącej w archipelagu po przeciwnej niż Anegada stronie.

"Prawdziwi" piraci

 "Beachcombers" stanowili tylko drobny fragment społeczności piratów. Szczebel wyżej stali "prawdziwi" piraci atakujący zdobycz na morzu. Ci również nie stanowili grupy jednolitej. Byli wśród nich "szaracy" operujący niewielkimi stateczkami żaglowo-wiosłowymi, polujący na mniejszą zdobycz, ale trafiali się również bogacze - dysponujący sporymi i dobrze uzbrojonymi jednostkami, nie wahający się przyjmować regularnych bitew z galeonami wojennymi Hispanii.
 Brytyjskie Wyspy Dziewicze, a właściwie ich zachodni kraniec, czyli zatoka Soper’s Hole, stanowiły przez długi czas gniazdo piratów duńskich, zanim nie zostali stamtąd bezceremonialnie przepędzeni przez piratów - Anglików.
 Szczególnie złą sławę zdobył jeden z nich - Edward Teach, bardziej znany pod przydomkiem Blackbeard. Był to ponury rzeźnik, odznaczający się wybitnie wyrafinowanym okrucieństwem. Został zabity w bitwie ze ścigającymi go okrętami Royal Navy. Doczekał się jednak tego, że jego imieniem nazwano dwie wysepki - Great Teach i Little Teach, znajdujące się w pobliżu wejścia do zatoki Soper’s Hole będącej za życia jego kryjówką.

TOMASZ WŁODEK

Fot. Autor

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie