Wstęp listu gończego

Redakcja
Jeszcze sześć lat temu Bogucki, oskarżony wówczas o przywłaszczenie i nielegalną sprzedaż 21 luksusowych samochodów, potulnie siedział w areszcie. - Wyszedł, bo miał... bóle korzonków, które uniemożliwiały mu pobyt w areszcie - wspomina policjant. Top-lista poszukiwanych Komendy Głównej Policji, numer jeden (od poniedziałku): "31-letni Ryszard Bogucki poszukiwany międzynarodowym listem gończym, podejrzany o to, że 5 grudnia 1999 roku w Zakopanem wspólnie i w porozumieniu z Ryszardem N. dokonał zabójstwa Andrzeja K., ps. "Pershing".

ZBIGNIEW BARTUŚ

ZBIGNIEW BARTUŚ

Jeszcze sześć lat temu Bogucki, oskarżony wówczas o przywłaszczenie i nielegalną sprzedaż 21 luksusowych samochodów, potulnie siedział w areszcie. - Wyszedł, bo miał... bóle korzonków, które uniemożliwiały mu pobyt w areszcie - wspomina policjant.

Top-lista poszukiwanych Komendy Głównej Policji, numer jeden (od poniedziałku): "31-letni Ryszard Bogucki poszukiwany międzynarodowym listem gończym, podejrzany o to, że 5 grudnia 1999 roku w Zakopanem wspólnie i w porozumieniu z Ryszardem N. dokonał zabójstwa Andrzeja K., ps. "Pershing".

-Jeśli to prawda, to to oraz wszystkie inne przestępstwa "złotego chłopca" obciążają sumienie wymiaru sprawiedliwości - uważa śląski policjant, który ściga Boguckiego od ośmiu lat i swego czasu doprowadził do jego zatrzymania. - Gdyby nie sądowe szopki i jawne drwiny z prawa, ten człowiek dawno siedziałby w więzieniu, a nie napadał na banki i mordował ludzi...
 Jeszcze sześć lat temu Bogucki, oskarżony wówczas o przywłaszczenie i nielegalną sprzedaż 21 luksusowych samochodów, potulnie siedział w areszcie odwiedzany przez matkę - bizneswoman i żonę - byłą Miss Polski. - Wyszedł, bo miał... bóle korzonków, które uniemożliwiały mu pobyt w areszcie - wspomina policjant. - Potem dorobiono do tego jeszcze chorobę serca. Choć, zdaniem wybitnego specjalisty medycyny sądowej, dokumentacja lekarska została sfabrykowana, Bogucki odpowiadał z wolnej stopy. Po kilku rozprawach - po prostu się ulotnił...
 Wtedy wysłano za podejrzanym pierwszy list gończy. W czerwcu br. prokuratura (tym razem warszawska) wysłała drugi list. Tym razem chodziło o uprowadzenie z Podbeskidzia i przetrzymywanie (od 7 do 10 kwietnia) biznesmena Dariusza S. - Ofiara odzyskała wolność, gdy rodzina zapłaciła 600 tys. zł okupu - mówi policjant. Prokuratura na podstawie dowodów i (najpewniej) zeznań zatrzymanego niedawno w związku z zabójstwem "Pershinga" Ryszarda N., przypuszcza, że Bogucki już wcześniej zajmował się wyłudzaniem pieniędzy, współpracując z gangiem wyspecjalizowanym w ściąganiu haraczy. Ten sam gang podejrzany jest o napad na Invest Bank.
 Teraz bielscy i katowiccy prokuratorzy z wydziału przestępczości zorganizowanej ścigają Boguckiego trzecim listem gończym. Tym razem chodzi o najcięższą zbrodnię...

"Złoty chłopak"

 - "Złoty chłopak" mordercą? Nie... Oszustem, aferzystą - owszem. Ale facetem, co strzela z pistoletu w głowę gangstera? To nie do uwierzenia - mówi biznesmen z Zagłębia, który prowadził z Boguckim interesy na początku lat 90.
 Opasłe tomy z pierwszej, nie zakończonej dotąd, sprawy Boguckiego zawierają niemal pełną dokumentację pierwszych lat błyskotliwej kariery młodego biznesmena. W tomie ósmym wpięto zielony świstek, sześć na osiem centymetrów. Sprzedawca napisał na nim długopisem: "Ferrari, cena: 4.000.000.000, słownie: cztery miliardy złotych. Zapłacono gotówką". Był to jeden z głośniejszych zakupów Boguckiego. Ferrari testarossa w kolorze czarnym - na znak żałoby po śmierci syna Ferrariego... Takich aut wyprodukowano tylko trzynaście. W dodatku Bogucki nabył je w szczególny sposób: wylądował w Düsseldorfie wynajętym samolotem na "pasach królewskich", otworzył przypiętą kajdankami do ręki walizeczkę i zapłacił gotówką. Zrobił wrażenie. Czytelniczki kolorowych magazynów podliczyły: testarossa kosztowała równowartość stuletnich dochodów przeciętnego Polaka.
 Nikogo jakoś nie zastanowiło, że ledwie trzy lata wcześniej Bogucki, elektromechanik po liceum zawodowym, posiadał jedynie dwa skromne sklepiki w Chorzowie. Zachwycona publika była przekonana, że "złoty chłopak" - jak nazwały go media - dorobił się fortuny na dwóch kantorach założonych pod koniec 1989 roku. Rok później jego podobizna zdobiła okładki kolorowych tygodników. "Wysoki, przystojny, elegancki, elokwentny, zdrowy. Jego utrzymana w granicach dobrego smaku nonszalancja onieśmiela otoczenie" - pisał jeden z magazynów.
 Pod koniec 1991 Bogucki jeszcze raz wylądował w Düsseldorfie i kupił - znów za gotówkę - dwa kolejne superauta. Niebawem zaproponował właścicielowi znanego w Europie salonu "Auto Becker", Helmutowi Beckerowi, "interes życia": handel najdroższymi limuzynami w Polsce i otworzył nieopodal wesołego miasteczka w Chorzowie piękny salon. Było to w czerwcu 1992 duże wydarzenie. Mówiono o narodzinach konkurencji Zasady (Mercedes) i Smorawińskiego (BMW). Przyjechali ministrowie, politycy wszech partii, wojewodowie. Imprezę poprowadziła najpopularniejsza prezenterka TV, wystąpili wybitni artyści z Warszawy i Śląska...
 W drugim dniu lata - kolejny hit: Ryszard nabył cieszyński hotel "Pod Brunatnym Jeleniem", w którym dwa wieki temu gościł Napoleon. W kilkanaście miesięcy po rozkręceniu biznesu szef spółki o wymownej nazwie "High Life" dysponował już więc siecią salonów samochodowych (wcześniej otwarł skromniejsze), dwoma hotelami (kupił również "Senatora" w centrum Katowic), willą, superautami i mnóstwem innych wartościowych rzeczy. Był głównym sponsorem wyborów Miss Polski ’92 i - niebawem - ożenił się ze zwycięzczynią tego konkursu, która specjalnie dla niego zrezygnowała z wszelkich przywilejów Miss. Kolorowe magazyny zdążyły jeszcze nazwać ten związek "Parą Roku".
 Wszystkich zaszokowała więc wiadomość, że - jeszcze przed Wigilią tegoż 1992 roku - Boguckim zainteresował się prokurator, zmieniając nieco funkcję kajdanek przypinanych dotąd przez "złotego chłopca" do spuchniętej od banknotów walizeczki.

Becker skarży

 Doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożył Helmut Becker, który stwierdził, że 21 luksusowych aut podziwianych przez gości w chorzowskim salonie to własność jego firmy. Wypożyczono je na czas wystawy. W połowie lipca miały wrócić do Niemiec, ale Ryszard zgłosił gotowość ich kupna. Miał zapłacić prawie 2 mln marek. Wpłacił 150 tysięcy, potem jeszcze - po monitach - pół miliona i od tej pory - nic. Wynajęty przez Beckera detektyw odkrył, że Bogucki pozostawił cztery auta w Chorzowie, trzy przeniósł do innego salonu, a pięć przekazał pewnej spółdzielni jako zastaw pod kredyt. Dziesięć pojazdów... sprzedał, choć nie miał praw własności ani dokumentów odprawy celnej (były to formalnie eksponaty wystawowe).
 Jak wkrótce ustaliła prokuratura, "wypożyczonych" samochodów używał Ryszard jako zastawu pod kredyty bankowe. Bankierzy nie ośmielili się sprawdzać młodego biznesmena w czarnym ferrari. W ciągu kilku miesięcy 1992 roku dali mu 33 miliardy zł kredytów inwestycyjnych, przy czym - według prokuratury - jedyną inwestycją (?) biznesmena był "zakup" aut od Beckera i hotelu w Cieszynie. Za hotel Ryszard również nie zapłacił.
 Według Urzędu Skarbowego, "High Life" zamknął rok 1992 stratą 3,76 mld (starych) zł, przy obrotach 20 mld zł. Obroty w grudniu 1992: zero. Stan konta: zero. Bankom dostarczał więc Bogucki fałszywych danych. Prokuratura uznała, że jego działania zmierzały do oszustwa. Podkreśliła też, że "wyłudzeń można by uniknąć, gdyby nie niedopełnienie obowiązków przez bankowców".
 Z Dolnośląskiego Banku Gospodarczego wziął w sumie 10 mld zł. Był też poręczycielem kilku kredytów udzielonych przez ten bank innym osobom. Osoby te przyznały potem, że wzięte przez nich kredyty szły "na własne cele Ryszarda". Jeden z kredytów udzielono matce Boguckiego. Ryszard poręczył go swym ferrari i wystawił weksel poręczony przez bank w Piekarach Śląskich. Podpisy Zarządu Banku i pieczątki okazały się sfałszowane, a ferrari... sprzedane. Pełnomocnicy banku weszli na hipotekę majątku poprzedniej żony "złotego chłopaka", na którą biznesmen wziął kredyt. Zamiast deklarowanych 2 mld złotych majątek wart był... 150 milionów.
 Wierzyciele zaczęli się wykłócać o auta, telewizory, domy, hotele - kilka razy pozastawiane w różnych bankach i u osób prywatnych, a czasem nawet (już) sprzedane bądź (jeszcze) nie kupione przez "biznesmena". Bank w Piekarach próbował odzyskać swoje 11,3 mld zł (kredyt inwestycyjny). Hipoteka hoteli w Katowicach i Cieszynie oraz majątku byłej żony była jednak obciążona. Piekarski bank ogłosił upadłość...
 13 mld zł pożyczył Górnośląski Bank Gospodarczy - na hipotekę hotelu w Cieszynie i weksel. Ryszard nie spłacał kredytu, więc GBG skierował sprawę do sądu. Wnioski komornika: GBG jest trzeci w kolejce do ferrari, auta z salonów należą do Niemca, hotel w Cieszynie... Komornik spisał stan majątku w Szczyrku (ferrari, meble Bidermeier, sprzęt "Panasonic"...) i... zostawił je pod dozorem właściciela. Kilka tygodni później żadnej z tych rzeczy nie było już w Szczyrku. Ryszard tłumaczył, że ferrari dał do naprawy, a sprzęty przewiózł do Poznania (adres stałego zameldowania). Policja poznańska doniosła sądowi, że "Bogucki nie jest i nie był tu widywany".
 W wydłużającej się kolejce wierzycieli znalazły się też osoby prywatne, domagające się zwrotu 50 mld zł. Dzisiaj, z odsetkami, byłoby to ponad cztery razy tyle, czyli ok. 20 mln nowych zł...

Metody i jelenie

 W roku 1990 zabytkowy "Hotel Pod Brunatnym Jeleniem" zwrócono byłym właścicielom, ale ci nie mieli środków na remont. Zlecili znanej cieszyńskiej biegłej sporządzenie operatu szacunkowego. Ta określiła zużycie budynku na 72 procent. Według niej, w lutym 1992 hotel wraz z ziemią wart był nieco ponad 3,3 mld zł.
 Dwa miesiące później Bogucki kupił hotel za 4 mld. To, że w końcu nie zapłacił, nie jest tu najciekawsze. Przed zawarciem umowy wynajął bowiem własnego biegłego, z Sosnowca. Według niego, hotel wart był (2 miesiące po wycenie biegłej z Cieszyna)... 22,5 mld zł. Tą wyceną dysponował Ryszard przy załatwianiu kredytów: w ciągu kilku tygodni obciążył hipotekę "Brunatnego Jelenia" na blisko 11 mld zł. Spadkobiercy uznali, że jedynym celem "transakcji" było "wyłudzenie kredytów bankowych przekraczających znacznie wartość hotelu...".
 W rok po doniesieniu Beckera postawiono Ryszardowi liczne zarzuty i umieszczono go w areszcie z takim oto uzasadnieniem: "podejrzany jest o czyny o dużym społecznym niebezpieczeństwie, a przy tym nie stawia się na wezwania. We wskazanych miejscach nie przebywa, więc istnieje uzasadniona obawa, że będzie się ukrywał, utrudniając śledztwo".
 Rodzina zajeżdżała pod areszt luksusowymi limuzynami. Żona paradowała z najlepszym warszawskim adwokatem u boku i... niemowlęciem na ręku. - Dla wizytujących Boguckiego drzwi aresztu otwarte są niemal non stop - mówił sześć lat temu reporterowi "Dziennika" pracownik działu penitencjarnego.
 Po trzech miesiącach prokurator uznał, że "nie ma sensu dłużej trzymać Boguckiego w areszcie". Nie bez znaczenia była tu "postępująca choroba krążenia podejrzanego", _za sprawą której "źle znosi on pobyt w areszcie". Organa ścigania postanowiły się też zatroszczyć o "prawidłowy rozwój psychiczny małego synka podejrzanego, który nie może się rozwijać bez ojca". _

No i co, doktorku?

 Odpowiadający z wolnej stopy Bogucki stawiał się w sądzie coraz rzadziej. Postępowanie zaczęło się niemiłosiernie ślimaczyć. W aktach pierwszej sprawy (o wyłudzenie kredytów) umieszczono zaświadczenie lekarskie (wizyta domowa), z którego wynika, że z powodu "silnego bólu lędźwiowo-krzyżowego pacjent przez tydzień nie może opuszczać domu". Lekarz wystawił je w przeddzień kolejnej rozprawy. - Po raz kolejny Bogucki "nie był w stanie" dojechać do sądu, choć bez problemów zniósł np. zimową podróż do Niemiec. Wydano mu paszport z prawem wielokrotnego przekraczania granicy! - wspomina śląski policjant.
 Z włączonej do akt kartoteki chorobowej wynika, że biznesmen od 1986 roku cierpi na "zaburzenia układu krążenia (napadowe kołatanie serca) z bólami w klatce piersiowej i zasłabnięciami. Zaleca się unikanie wysiłku fizycznego i napięć psychicznych".
 Kiedy po roku proces utknął w martwym punkcie, sąd postanowił zbadać stan zdrowia oskarżonego. Szef Katedry Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej, wybitny specjalista prof. Władysław Nasiłowski napisał do sądu, że "przedstawiona dokumentacja lekarska nosi wyraźne ślady nieautentyczności", co każe przypuszczać, że "sporządzona została w ostatnim okresie na potrzeby procesu". Np. "formularz historii choroby z wpisami (rzekomo) z roku 1986 wyprodukowany został w... 1989, co łatwo wyczytać w stopce drukarskiej".
 Efektem spostrzeżeń prof. Nasiłowskiego było wszczęcie postępowania przeciwko lekarzom, których pieczątki figurują w dokumentacji chorobowej Ryszarda Boguckiego. Sprawa zakończyła się jednak umorzeniem: prokurator uwierzył medykom, którzy stwierdzili, że "na stare dokumenty wylała się kawa, więc musieli je odtworzyć na nowych formularzach"...

Wolny jak ptak

 Obalenie teorii prof. Nasiłowskiego przyczyniło się do tego, że Bogucki pozostał na wolności. I zniknął. Zdążył jeszcze tylko zapewnić sąd, że jego firma znalazła się w "chwilowych kłopotach finansowych" i "gdyby nie ingerencja prokuratury, na pewno czyniłaby dalsze inwestycje i rozwijała się".
 Śląski policjant twierdzi, że "inwestowanie" w wykonaniu Boguckiego polegało na "inwestowaniu w ludzi". - Dzięki temu zyskał fortunę i dzięki temu, wszystko na to wskazuje, hasa tyle lat na wolności - mówi policjant.
 5 grudnia ub.r. nieopodal hotelu "Kasprowy" w Zakopanem zginął "Pershing", najsławniejszy polski gangster, domniemany szef mafii pruszkowskiej. Zdaniem prokuratury, jednym z dwóch zabójców był - zatrzymany niedawno - Ryszard N. Drugim - tym, który oddał dwa strzały w głowę i sześć w pierś "Pershinga" - miał być Bogucki. Miał ponoć działać na czyjeś zlecenie.
 Starzy znajomi "złotego chłopca" twierdzą, że widywali go potem w centrum Katowic. Nawet ostatnio, latem, uczestniczył rzekomo w przyjęciu zorganizowanym przez znanego śląskiego biznesmena. Chadzał nawet do banku w asyście ochroniarzy...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie