18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wszystkie tajemnice Westerplatte

Redakcja
Mariusz Borowiak "Westerplatte. W obronie prawdy", Almapress Fot. Paweł Stachnik
Mariusz Borowiak "Westerplatte. W obronie prawdy", Almapress Fot. Paweł Stachnik
Z MARIUSZEM BOROWIAKIEM*, autorem książki "Westerplatte. W obronie prawdy", na podstawie której powstał scenariusz filmu "Tajemnica Wester-platte", rozmawia Paweł Stachnik.

Mariusz Borowiak "Westerplatte. W obronie prawdy", Almapress Fot. Paweł Stachnik

- Kto naprawdę dowodził obroną Polskiej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte we wrześniu 1939 r.?

- 1 września obronę rozpoczął mjr Henryk Sucharski. On też ją zakończył sześć dni później. Natomiast od 2 do 6 września dowództwo sprawował kpt. Franciszek Dąbrowski.

- Ważną osią fabularną filmu Pawła Chochlewa "Tajemnica Westerplatte", który oglądać można w kinach, jest konflikt między tymi dwoma oficerami. Czy ten konflikt miał miejsce i czy rzeczywiście był tak silny, jak to pokazano w filmie?

- Bez wątpienia tak. Gdy 2 września Składnica została zbombardowana przez niemieckie samoloty, co poczyniło duże szkody i straty w ludziach, Sucharski doznał załamania nerwowego i uznał, że należy się poddać. Wydał rozkaz spalenia dokumentów i szyfrów, a następnie kazał wywiesić białą flagę na dachu koszar. Gdy dowiedział się o tym kpt. Dąbrowski, natychmiast rozkazał zdjąć flagę, a majorowi zakomunikował, że nie ma mowy o kapitulacji. Sucharski zareagował ogromnym wzburzeniem, które przerodziło się w atak epilepsji. Wezwano lekarza Składnicy kpt. Mieczysława Słabego, który zaaplikował dowódcy środki uspokajające i przywiązał go do łóżka. Od tego momentu obroną kierował de facto Dąbrowski. Sucharski pogrążony był w apatii. Chodził po koszarach i wielokrotnie powtarzał żołnierzom i podoficerom, że dalsza obrona nie ma sensu i należy się poddać. Dąbrowski stanowczo się temu sprzeciwiał.

- Przez ponad czterdzieści lat w książkach, podręcznikach i artykułach przedstawiano jednak zupełnie inny przebieg tych wydarzeń.

- Po wojnie sprawa konfliktu między Sucharskim a Dąbrowskim została przykryta zasłoną milczenia. Tuż po kapitulacji Westerplatte wtajemniczeni oficerowie umówili się, że zachowają rzecz w tajemnicy, a Sucharski zobowiązał się ujawnić prawdę po zakończeniu wojny i oddać sprawiedliwość Dąbrowskiemu. Nie zrobił tego, choć nie wiadomo, czy nie zdążył (zmarł w 1946 r.), czy nie chciał. W połowie lat 50. kpt. Dąbrowski opublikował wspomnienia, w których dość oględnie wspominał o swoim konflikcie z dowódcą. Niemniej, nawet po tak delikatnym przedstawieniu sprawy, na zjeździe westerplatczyków wybuchła burza. Żołnierze uznali, że Dąbrowski próbuje wywyższyć swoją osobę i przypisać sobie zasługi. Od tego momentu kapitan zupełnie przestał się wypowiadać na temat obrony. Zrażony, nie starał się udokumentować prawdy historycznej. Taka była główna przyczyna sytuacji, w której o tym dramatycznym konflikcie nie mówiło się głośno przez ponad czterdzieści lat. W znanym filmie Stanisława Różewicza "Westerplatte" ten konflikt jest wprawdzie zarysowany, ale nie tak wyraźnie i ostro jak teraz w filmie Chochlewa.

- W "Tajemnicy Westerplatte" wyraźnie widać, że Sucharski jest poważnie chory, a choroba ma wpływ na jego zachowanie jako dowódcy. Na co cierpiał major?
- Chorował na malarię, a choroba zaczęła się jeszcze przed wybuchem wojny. Podejrzewa się, że rzeczywiście miała ona istotny wpływ na jego zachowanie podczas obrony, a dramatyczne wypadki jeszcze ten wpływ potęgowały. Skąd u Sucharskiego wzięła się malaria? Jeszcze z czasów I wojny światowej. Sucharski walczył wtedy w szeregach armii austro-węgierskiej na froncie włoskim i tam zachorował na malarię.

- W filmie oglądamy scenę, w której 2 września na dachu koszar ma zostać wywieszona biała flaga na znak kapitulacji. To prawda czy fantazja scenarzysty filmu?

- To jeden z bardzo drażliwych tematów. Okazuje się, że w dokumentach niemieckich znajduje się radiodepesza, która została przesłana 2 września o godz. 19.50 z pancernika "Schleswig-Holstein" do gen. adm. Konrada Albrechta. Informuje się w niej, że o godz. 19.30 zauważono na terenie Westerplatte białą flagę. Ta informacja wcześniej zupełnie nie funkcjonowała w polskiej historiografii, a gdy już się pojawiła, część badaczy zaczęła ją kwestionować. Ze strony polskiej informacje o tym wydarzeniu mamy z przekazów dwóch oficerów: por. Stefana Grodeckiego i ppor. Zdzisława Kręgielskiego. Gdy mjr Sucharski podjął decyzję o kapitulacji, kazał spalić szyfry i kody i wywiesić białą flagę. Informację o tym kpt. Dąbrowskiemu przekazał właśnie por. Grodecki. On też powiedział o tym Kręgielskiemu, który nie był świadkiem tych wydarzeń. Nie było go w koszarach, bo dowodził placówką "Przystań".

- Istnieje też sugestia, że podczas zdejmowania flagi na rozkaz Dąbrowskiego miał zginąć żołnierz. Scenę taką można zobaczyć w filmie.

- Tak, tym żołnierzem był kapral Jan Gębura. Informacje, do których na ten temat dotarłem, nie są jednoznaczne. Są sugestie, że flagę na dachu Gęburze odbierał Dąbrowski i wtedy kapral w niewyjaśnionych okolicznościach miał zginąć. Niestety, jak to się dokładnie stało, nie wiemy i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Nie ma wyraźnych dowodów, że to Dąbrowski zastrzelił Gęburę, który nie chciał oddać flagi. Istnieje też wersja, że Gębura zginął w wyniku szamotaniny - spadł z dachu.

- Dość zaskakujące dla widza mogą być też sceny bójki w jednej z wartowni, gdy plut. Buder atakuje przełożonego - chor. Gryczmana.

- W zebranych przeze mnie dokumentach i relacjach nie ma śladu takiego wydarzenia. Z tego, co wiem, reżyser Paweł Chochlew trafił na coś takiego w listach pisanych po wojnie przez obrońców. Wynika z nich też, że już wcześniej między Buderem a Gryczmanem miało dochodzić do różnic opinii. Moim zdaniem Chochlew podbarwił ten konflikt, czyniąc go dla potrzeb filmu bardziej dramatycznym.

- A czy mamy potwierdzenie innej zaskakującej sceny z filmu - rozstrzelania trzech żołnierzy, którzy zdezerterowali?

- 8 września, kiedy Niemcy sprawdzali teren zajętego Westerplatte, między wartownią nr 4 a elektrownią znaleźli cztery nieoznakowane mogiły westerplatczyków. Ponieważ w relacjach obrońców, ich listach i zapiskach pojawia się wątek dezercji, w swojej książce postawiłem taką właśnie hipotezę. Ci obrońcy, z którymi miałem okazję rozmawiać i którzy udostępnili mi swoje dokumenty, o tym wątku nie chcieli w ogóle mówić, nie chcieli go rozwijać. To, obok śmierci Gębury, chyba najbardziej tajemniczy z wątków dotyczących obrony Wester-platte. W relacjach, do których ja dotarłem, zawsze pojawiało się takie stwierdzenie: "taka sytuacja owszem miała miejsce, ale nie będziemy o tym mówić". To, co zawarłem w swojej książce, to coś na kształt poszlak zlepionych z różnych szczątkowych informacji. Nie znamy nazwisk tych czterech żołnierzy, ale wiemy, że w wartowni nr 4 powinno być 13 ludzi. Odnotowanych jest natomiast dziewięciu. Brakuje czterech. Znalezione przez Niemców groby znajdowały się między elektrownią a właśnie wartownią nr 4. W korespondencji między westerplatczykami, do której dotarłem, jest wzmianka o buncie i próbie dezercji i zaprzestania walki w dniu 2 września (po wspomnianym nalocie bombowym). Stąd ostrożny wniosek, że żołnierze ci być może pochodzili z wartowni nr 4 i być może zostali rozstrzelani za próbę buntu.
- Jakie było morale obrońców? Oglądając film, można dojść do różnych wniosków. Jak było w rzeczywistości?

- Ogólnie rzecz biorąc, żołnierze chcieli walczyć. To, co głoszono po wojnie (m.in. mjr Sucharski), że brakowało żywności i amunicji, nie jest prawdą. Problem był natomiast z wodą, lekarstwami i ciężko rannymi. To był główny powód decyzji o zaprzestaniu walki w dniu 7 września. Pod względem morale nie było źle. Obrońców zginęło kilkunastu (oficjalnie 15) przy niemieckich stratach ocenianych na 150, 200 lub nawet 300 ludzi. To świadczy o skuteczności i woli walki obrońców, których było - przypomnijmy około 210.

- Czy nowe ustalenia poczynione od lat 90. ub.w. - m.in. o białej fladze, dezerterach, bójkach - zmieniają jakoś nasze widzenie bohaterstwa obrońców półwyspu?

- Nie ma to większego wpływu na ocenę bohaterstwa tych ludzi, którzy z nakładem wykonali powierzone im zadanie. Westerplatte przeszło do narodowego panteonu i nic go stamtąd nie usunie. Te historie, o których mówiliśmy, to tak naprawdę przyczynki. Owszem, mogą one być dla nas niekiedy szokujące. Informacja o chęci poddania się już 2 września, w sytuacji, gdy przez lata mówiono o bohaterskim oporze i chęci walki obrońców, może zaskakiwać. Podobnie informacja o domniemanych dezerterach. Przecież żołnierz polski zawsze chciał walczyć i nigdy nie dezerterował. Stąd gwałtowana nieraz reakcja społeczna na te ustalenia.

- Wiemy - i widać to również w filmie - że scenę kapitulacji Składnicy Niemcy filmowali. Nie udało się jak dotąd dotrzeć do tego filmu.

- Niestety, nie. Mamy jedynie fotografie momentu kapitulacji, o których wiemy, że były ustawiane. Mjr Sucharski otrzymał polecenie, by się przebrał i ogolił. Na zdjęciach występuje w mundurze garnizonowym, a nie polowym i z szablą, notabene nie swoją, tylko Dąbrowskiego.

- Czy w niemieckich archiwach mogą być jeszcze jakieś ciekawe materiały na temat obrony Składnicy?

- W ostatnich latach trafiono tam na wspomnianą już przeze mnie depeszę ze "Schleswiga-Holsteina" o zauważeniu białej flagi. Przypuszczam więc, że mogą być tam jeszcze jakieś inne ciekawe szczegóły. Ale powtórzę - raczej nie zmienią one całościowego obrazu wydarzeń. Mogą zmienić jakieś szczegóły, coś potwierdzić, czemuś zaprzeczyć. A wracając do filmu z kapitulacji: na zdjęciach, a także zapewne na niemieckiej kronice, jako dowódca Składnicy występuje Sucharski. Tymczasem wiadomo, że poszczególne wartownie i placówki zdawał Niemcom kpt. Dąbrowski. W rozmowach, jakie wtedy prowadzono, Niemcy odnosili wrażenie, że komendantem Składnicy jest właśnie Dąbrowski i to widać w ich dokumentach. Później zostało to wyjaśnione, ale początkowo wrażenie było właśnie takie.

- Scenariusz filmu "Tajemnica Westerplatte" został częściowo oparty na Pańskiej książce. Jak Pan ocenia ten film?
- Nie będę analizował wartości artystycznej, natomiast pod względem faktów to reżyser pokazał wszystko, co udało się ustalić w ostatnich latach. Dotychczas byliśmy przyzwyczajeni do tego, co o Wester-platte przekazali nam Wańkowicz, Gałczyński i Różewicz. Tymczasem Chochlew jako pierwszy pokazał prawdę historyczną. Takie jest moje zdanie. Opinie widzów są zróżnicowane: od zdecydowanych pochwał po zarzuty, że film obraża prawdę o obronie Westerplatte. Według mnie jednak, po raz pierwszy udało się tu pokazać prawdę o tamtych wydarzeniach. Paweł Chochlew po raz pierwszy skontaktował się ze mną w 2004 r., trzy lata po wydaniu mojej książki, z pytaniem, czy pomógłbym mu w zbieraniu materiałów i pisaniu scenariusza. Podszedłem do tego z pewnym pobłażaniem, bo nie wierzyłem, że coś z tego wyjdzie. Później wybuchła wielka afera z pierwszą wersją scenariusza, a jeszcze potem przystąpiono do zdjęć. Po drodze wymieniono kilku aktorów, w tym grającego główną rolę Bogusława Lindę, brakowało pieniędzy itd. Potrzeba było dużo siły i samozaparcia ze strony Chochlewa, by doprowadzić ten projekt do końca. Już za sam ten upór i wytrwałość należy mu się nagroda.

* Mariusz Borowiak jest pisarzem marynistą. Ma na koncie 18 książek poświęconych historii Polskiej Marynarki Wojennej i niemieckiej flocie podwodnej. Od wielu lat bada sprawę obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte we wrześniu 1939 r.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie