Wszystko może być masłem...

Redakcja
Trudno w to uwierzyć, ale odkąd weszliśmy do Unii - masło wcale nie musi być masłem. Od 1 maja br. przestał bowiem obowiązywać zapis, określający dokładnie - jakie środki spożywcze mogą być oznakowane nazwą "masło". Nie zastąpił go żaden nowy przepis w tej kwestii. A skoro nie ma się do czego odnieść - nie można np. w trakcie kontroli zarzucić producentowi, że nieprawnie używa nazwy "masło" dla wyrobu, w którym zdecydowaną większość stanowią tłuszcze roślinne, a tłuszcz mleczny stanowi znikomy procent składu.

   Do końca kwietnia br. obowiązywała definicja masła, podana w rozporządzeniu ministra rolnictwa i rozwoju wsi
z 16 grudnia 2002 r. "w sprawie znakowania środków spożywczych i dozwolonych substancji dodatkowych" (DzU nr 220 z 19 XII 2002 r.). Paragraf 29 tego aktu prawnego precyzował dokładnie, że "nazwa masło może być użyta wyłącznie do oznakowania:
   1) środków spożywczych w formie stałej, miękkiej emulsji typu 'woda w oleju', o zawartości wyłącznie tłuszczu mlecznego nie mniejszej niż 80 proc. i nie większej niż 90 proc., zawartości wody nie większej niż 16 proc. oraz zawartości suchej masy beztłuszczowej mleka nie większej niż 2 proc., w których inne składniki dodane w procesie produkcji nie zastępują składników mleka;
   2) złożonych środków spożywczych, których zasadniczym składnikiem jest mleko lub produkt mleczny, zawierających co najmniej 75 proc. tłuszczu mlecznego, wyprodukowanych na bazie masła, o którym mowa w pkt 1, oraz innych składników, z których żaden nie zastępuje składników mleka".
   Rozporządzenie - w zależności od procentowego udziału tłuszczu mlecznego - wyróżniało jeszcze m.in.: produkt maślany (złożony środek spożywczy, którego zasadniczym składnikiem jest mleko lub produkt mleczny, zawierający mniej niż 75 proc., ale nie mniej niż
62 proc. tłuszczu mlecznego, wyprodukowany na bazie masła), masło stołowe (środek wyprodukowany ze śmietany lub śmietanki, w którym zawartość tłuszczu mlecznego wynosi nie mniej niż 73,5 proc., a zawartość wody wynosi nie więcej niż 24 proc. Było jeszcze także "masło o zawartości trzech czwartych tłuszczu", "masło półtłuste" i "tłuszcz mleczny do smarowania". Pozostałe wyroby z tej branży, o przewadze innych tłuszczów (roślinnych lub zwierzęcych), mogły nosić jedynie nazwy: "margaryna", "tłuszczowe substancje do smarowania" i "mieszanki tłuszczowe".
   Wprawdzie cytowane rozporządzenie nadal obowiązuje, jednak z pewnymi zmianami. Najistotniejszą z nich jest właśnie wykreślenie paragrafu 29, który stracił moc z dniem uzyskania przez nasz kraj członkostwa w Unii Europejskiej.
   Od 1 maja br. kontrolerzy Inspekcji Handlowej nie mają już więc podstaw do kwestionowania w sklepach produktów - co często czynili wcześniej - które zarówno kolorystyką, rysunkami (skopki mleka, krowy), krojem czcionki, jak również wyeksponowaniem w części czołowej opakowań nazw własnych mogły sugerować potencjalnemu nabywcy, iż kupuje masło, podczas gdy w rzeczywistości była to mieszanka masła i tłuszczów roślinnych.
   - Podczas kontroli nie możemy teraz zarzucić sprzedawcy, że pod nazwą "masło" oferuje towar, który masłem nie jest. Po prostu nie ma się do czego odnieść. Może powstanie jakieś nowe rozporządzenie na ten temat w oparciu o dyrektywy unijne, ale na razie nic nie ma - twierdzi Jerzy Zyznawski, naczelnik wydziału żywnościowego małopolskiej Inspekcji Handlowej.
   Warto przypomnieć, że podobną sytuację, jak z masłem, mamy już np. z wędlinami i alkoholami. Parę miesięcy temu pisałam o tym, że obecnie - w majestacie prawa - producent może sobie kiepską mielonkę nazwać szynką. Daje mu do tego podstawę interpretacja ministra rolnictwa, do którego IH zwróciła się z sugestią, że używanie nazwy "szynka" lub "polędwica" dla produktów tzw. drobno rozdrobnionych jest niewłaściwe, a który odpowiedział, że "stopień rozdrobnienia surowców nie może być podstawą do zakwalifikowania danego przetworu mięsnego do określonego rodzaju, gdyż nie można odnieść się do nazewnictwa opracowanego przez branżę". Analogicznie było w przypadku kwestionowanych przez Inspekcję Handlową kiepskich win, opatrywanych przez producenta nazwą "nalewka", zarezerwowaną wcześniej dla mocniejszych alkoholi na bazie spirytusu.
   - Jeśli opinia publiczna będzie naciskać, aby rozwiązać problem nazewnictwa masła oraz mieszanek tłuszczowych, to może w końcu zrzeszenie producentów na szczeblu centralnym określi
- co jest masłem, a co nie. Dopiero wówczas będzie się można odnieść do "nazewnictwa opracowanego przez branżę" i będzie ono obowiązujące, a my będziemy mogli kwestionować wyroby udające masło, lecz nim nie będące - stwierdza naczelnik Zyznawski.
   Wprawdzie w Ustawie o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, obowiązującej od 2002 r., jest zapis, że "znakowanie artykułu rolno-spożywczego nie może w szczególności: wprowadzać w błąd nabywcy co do tożsamości artykułu rolno-spożywczego, w tym: rodzaju, właściwości, składu, ilości, trwałości, pochodzenia oraz sposobu produkcji", jednak póki Inspekcję Handlową obowiązuje wykładnia ministra rolnictwa - nie zamierza ona kwestionować podczas kontroli wyrobów masło-, szynko- czy nalewkopodobnych.
IZABELLA WESOłOWSKA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie