Wygłodniali i spragnieni. Polscy żołnierze i tak wygrywają...

Wygłodniali i spragnieni. Polscy żołnierze i tak wygrywają bitwę

Urszula Wolak

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Kino. Dziś do kin wchodzi "Karbala". Film o bitwie z terrorystami powstawał w ciężkich warunkach.
Dowódcę żołnierzy - Grzegorza Kaliciaka - zagrał Bartek Topa

Dowódcę żołnierzy - Grzegorza Kaliciaka - zagrał Bartek Topa ©fot. archiwum

2004 rok. Karbala w Iraku. Siedziba władz lokalnych zostaje zaatakowana przez członków Al-Kaidy i As-Sandry. Twarzą w twarz z terrorystami stają polscy i bułgarscy żołnierze. Osiemdziesięciu ludzi w samej paszczy lwa. Jedzenia wystarczy im tylko na 24 godziny. Tracą kontakt z bazą. Niepewności towarzyszy strach.

Niewiadomo, kiedy i czy w ogóle dotrze do nich wsparcie. Wystrzelawszy niemal całą amunicję, na racjach głodowych, zabijają ponad stu napastników, nie tracąc ani jednego żołnierza. Wygrywają największą polską bitwę od czasów II wojny światowej. O tym właśnie wydarzeniu opowiada film "Karbala" Krzysztofa Łukaszewicza, który dziś wchodzi do kin.

To największe przedsięwzięcie logistyczne i produkcyjne ostatnich lat w polskiej kinematografii.

Polscy filmowcy musieli przetransportować (zarówno drogą morską jak i powietrzną) ciężki sprzęt wojskowy do Jordanii, zrealizować zdjęcia na Bliskim Wschodzie - nie tylko w trudnych warunkach klimatycznych, ale w niesprzyjającej, niebezpiecznej atmosferze politycznej.

Bartek Topa - odtwórca głównej roli ppłk. Grzegorza Kaliciaka (w filmie nazywa się Kalicki) wspomina, że choć kraj znajduje się pod kloszem Amerykanów, nie zabrakło na planie stresujących momentów. Do takich incydentów należy zaliczyć obrzucenie kamieniami ekipy filmowców jadących w honkerach (osobowo-towarowych samochodach, przyp. red. ). Na szczęście kierowcy i pasażerowie wyszli z tego cało.

Członków polskiej ekipy nie było stać na profesjonalną ochronę. Filmowano szybko, zwykle do południa, bo później robiło się gorąco. "W każdym tego słowa znaczeniu. Nie byliśmy wystraszeni na niby. I nie mam wielkiej ochoty tam wracać" - powiedział Bartek Topa w wywiadzie udzielonym czasopismu "Logo".

Reżyser Krzysztof Łukaszewicz zwraca uwagę, że skoro na Bliskim Wschodzie niebezpieczeństwo grozi przybyszowi z Europy, to tym bardziej całej ekipie filmowej.

Opowiada, że początkowo zdjęcia plenerowe miały powstawać w Egipcie, ale wybuchła tam rewolucja i rozpoczęły się krwawe rozruchy. Później na liście pojawił się Kurdystan, który wkrótce został zaatakowany przez dżihadystów, następnie południowa Turcja, ale i tam - przy granicy z Syrią - także wprowadzono stan wyjątkowy.

Ostatecznie postawiono na Jordanię.

Kiedy filmowcy przyjechali na dokumentację, konsul życzył im powodzenia, jednocześnie radząc, by wykonali zdjęcia jak najszybciej, póki jest spokojnie.

W samym centrum irackich wydarzeń w 2004 roku znalazł się ppłk Grzegorz Kaliciak, który dowodził oddziałem żołnierzy w czasie walk z terrorystami. Jako uczestnik bitwy sprawdził się również jako doskonały konsultant na planie filmu.

Kaliciak/Kalicki został w "Karbali", jak twierdzi Bartek Topa, uczłowieczony. "Jego głównym zadaniem była ochrona bohaterskich chłopaków, walczących z szaleńcami a nie obrona ratusza. No bo atakowali szaleńcy, przypinający do paska pięć kilo dynamitu" - ocenia aktor.

Obok niego w filmie zagrali między innymi Antoni Królikowski, Tomasz Schuchardt i Piotr Głowacki.

Więcej na temat wydarzeń w Iraku przeczytamy w dzisiejszym Magazynie Piątek:

Karbala nie dała się rebeliantom. Także dzięki chłopakom z desantu

urszula.wolak@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo