Wykształcona bieda

Wykształcona bieda

Ryszard Terlecki

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Wszystko jest polityką. W nowym rządzie nikt nie zauważył, że 1 października nie tylko w Warszawie odbywają się inauguracje nowego roku akademickiego (np. na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Wrocławskim czy Politechnice Śląskiej), na których władze państwowe reprezento wać będą zaledwie drugorzędni urzędnicy, bo tego dnia Sejm zajmie się głosowaniem nad powołaniem ekipy premier Kopacz.
Wykształcona bieda
Uroczystości akademickie odbędą się więc bez ministrów czy posłów, co w przypadku reprezentantów rządzącej partii nie jest zapewne wielką stratą, ale świetnie obrazuje stosunek obecnej koalicji do szkolnictwa wyższego. Bieda, biurokracja i brak zainteresowania – program 3 X b – to, jak się okazuje, wizytówka nie tylko poprzedniego, ale i powoływanego rządu.

Ani obecna, ani poprzednia minister nauki i szkolnictwa wyższego (poprzednia pojechała na zasłużoną emeryturę do Brukseli) nie wyróżniły się niczym szczególnym.

Poprzednia, minister Kudrycka, wprowadzała źle przygotowaną i szkodliwą reformę szkolnictwa wyższego, a obecna, Kolarska-Bobińska, „poprawia” ją na jeszcze gorszą.
Wszystko to dzieje się przy postępującym ubożeniu kadr akademickich, wyjąwszy oczywiście pracowników „frontu nauki”, którzy za ofiarną służbę ministerstwu obficie czerpią rozmaite, często dyskretne, korzyści.

Pieniędzy na naukę jak nie ma, tak nie będzie, nauczycielom akademickim odebrano część wynagrodzeń, które otrzymywali z tytułu praw autorskich, a także ograniczono możliwość pracy na drugim etacie.

Całe szkolnictwo wyższe poddano urzędniczej dyktaturze, nie tylko uciążliwej i pracochłonnej, ale w dodatku wymyślonej przez jakiegoś osła. Urzędowa sprawozdawczość jak zaraza pochłania kolejne resorty, urzędników przybywa, bo ktoś musi segregować te tony makulatury (co nie znaczy, że ktoś je czyta), państwo jest coraz droższe, zadowoleni są tylko ministrowie, którzy rywalizują w ilości podległych im pracowników.

Uczelnie walczą o przeżycie, do władz akademickich trafiają więc oportuniści, którzy na baczność wysłuchują urzędniczych połajanek. Wszyscy zabiegają o okruszki z ministerialnego stołu, tylko najbardziej usłużni i uniżeni mogą liczyć na większe kąski. Środowisko naukowe, w większości zastraszone i zależne od widzimisię ministerialnych prominentów, nie tylko nie protestuje, ale nawet nie śmie mieć własnego zdania.

Wyjątkiem jest środowisko poznańskie, ale ten wyjątek tylko potwierdza smutną regułę. Nauka, która w wielu państwach stała się motorem rozwoju i fundamentem dobrobytu, w Polsce jest traktowana jako uciążliwy natręt, marnujący pieniądze na kształcenie młodych ludzi, których i tak należy wyekspediować na emigrację. Bo obecna władza nie potrzebuje wykształconych, tylko posłusznych, a to jest zasadnicza różnica.

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Kościół, szkoła, strzelnica

fan (gość)

Zgłoś naruszenie treści

A więc rację miał Grzegorz Braun.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Jaka to bieda?!

gość (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Zarobki profesorów zwyczajnych zaczynają sie od 7 tys, podwórkowch (uczelnianych) od 4 lub 4,5 tys. A wielu ma takich etatów kilka i dodatkowo ekspertyzy, recenzje itp.. W "Forum Akademickim" z...rozwiń całość

Zarobki profesorów zwyczajnych zaczynają sie od 7 tys, podwórkowch (uczelnianych) od 4 lub 4,5 tys. A wielu ma takich etatów kilka i dodatkowo ekspertyzy, recenzje itp.. W "Forum Akademickim" z grudnia 2009 kompetentny człowiek (tez profesor) wyliczał przecietny dochód naukowej "górki" na kilkanascie tysięcy miesięcznie. A etat profesorski to ok 180 godzin dydaktycznych ROCZNIE. Gdyby nawet policzyć tyle samo godzin na prace naukową (gdzie te Noble?) i organizacyjną (która instytucja wytrzymałaby tylu utytułowanych organizatorów?), to i tak wyjdzie mniej niż 2,5 miesiąca normalnej pracy np. robotnika czy kasjerki. A niektórzy profesorowie intelektualnie tak daleko od np. przeciętnego handlowca nie odbiegają. Ci. o których "upomina się" Autor tez tak dużo mniej nie zarabiaja (adiunkt ma ok 3.900). Faktem jest, iz podział środków jest w nauce i szkolnictwie wyższym niesprawiedliwy (nieuczciwy), ale winni są sami zainteresowani. Jesli milczą w tej sprawie, to można podejrzewać, że milcza tez np. w sprawie fałszowania wyników badań (o skutkach np. w medycynie pisali głownie dziennikarze) czy "badaniach" z założenia lipnych i tworzonych głownie "pod granty" Część tego procederu opisał prof Leszek Pacholski w jednym z ostatnich numerów "polityki". A środowisko akademickie milczy. No to KOGO TU ŻAŁOWAĆ? KOMU WSPÓLCZUĆ? Dlaczego Czytelnicy "Dziennika" mają sie tym przejmować? Tego nie da sie naprawic bez zapytania uczonych o efekty ich pracy. Najpierw o efekty, a POTEM o forsę.zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo