Wysoka cena niskich cen

Redakcja
- Ludzie, pomocy! Jestem sadownikiem, jabłka mam piękne po 0,35 zł za kilogram i nie ma ich kto kupić. A wchodzę do hipermarketu i tam widzę najtańsze psiarki po 1,99 zł, a takie jak moje za 3 złote! - rozpacza Jerzy spod Tarnowa.

NASZE PIENIĄDZE. Jako klienci finansujemy błyskawiczny rozwój hipermarketów

Szef dużej i cenionej małopolskiej firmy przetwórczej: - Wycofuję się ze współpracy z hipermarketami, bo nie dam sobie ściągać portek przez głowę. Polskie prawo od siedmiu lat zakazuje pobierania ekstraopłat, a oni chcą ode mnie 28 różnych haraczy, a to za ekspozycję, a to za powtórne otwarcie lub urodziny sklepu - pokazuje umowę z siecią, w której dodatkowe opłaty zajmują pięć stron.

Czy problemy dostawców sieci powinny obchodzić przeciętnych Polaków? - Oczywiście! Ja już ponad 70 procent produkcji wysyłam na eksport, bo w Polsce połowę rynku opanowały sieci. Efekt? Niemcy, Anglicy, Australijczycy jedzą nasze pyszne ogórki, pomidory, truskawki. A my? - pokazuje na półkę w markecie z ogórkami konserwowymi za 1,49 zł oraz sąsiednią, z sokami po 1,99 zł.

- To są pozaklasowe warzywa w zalewie chemicznej. A to "sok" z koncentratu jabłkowego z... Chin. W kraju pięknych jabłek, które można kupić od rolnika nawet za 15 groszy, a na giełdzie w Broniszach po 50 groszy! Za tyle samo kupowałem nasze pomidory. A w marketach są hiszpańskie i holenderskie po 4,90-5,90 zł - mówi.

Polskie produkty zastępowane są stopniowo obcymi, pochodzącymi od stałych dostawców zagranicznych sieci, oraz krajowymi wyrobami najpodlejszej jakości, których jedyną zaletą jest niska cena.

- Niską cenę w marketach uzyskuje się nie tylko kosztem jakości, ale i kosztem drobnych i średnich producentów, których się nadal brutalnie łupi - uzupełnia Edward Gollent, który dziesięć lat temu zbankrutował za sprawą współpracy z portugalską firmą Jeronimo Martins, właścicielką największej sieci handlowej w Polsce (1,5 tys. popularnych "Biedronek"), za co po wielu bojach uzyskał w sądzie odszkodowania.

Mimo zaostrzenia przepisów, w relacjach między dostawcami a sieciami handlowymi nic się nie zmieniło. - Prawo nasze jest martwe, nikt go nie egzekwuje - przyznaje pomagający dostawcom mec. Lech Obara.

Płacą za to producenci i ich pracownicy, a jest ich w samej Małopolsce kilkadziesiąt tysięcy. Wiele regionalnych firm padło, a reszta balansuje na granicy opłacalności. - Z zyskiem 1 proc. nie ma mowy o rozwoju - mówi nam szef dużej spółki z południa Małopolski. Jak wielu innych, nie chce się ujawniać, bo połowę produkcji sprzedaje wielkim sieciom.

Gollent zwraca uwagę, że w "kryzysowym" 2009 r. wielkie sieci wydały aż 3 mld zł na budowę nowych sklepów. - Tę ekspansję finansują polscy klienci, dostawcy i podatnicy. Zysk konsumowany jest za granicą - twierdzi mediator.

W ciągu ostatnich 8 lat ceny surowców wzrosły o 16 proc., ceny producentów - także o 16 proc., a ceny detaliczne żywności - aż o 25 proc.

Okazuje się, że konsumenci wraz dostawcami finansują ekspansję wielkich sieci handlowych. Zdobyły on już w Polsce połowę rynku detalicznego, głównie dzięki niskim cenom.

- Ceny są atrakcyjne, gdyż zamawiamy duże ilości towaru - tłumaczą przedstawiciele sieci. Zapewniają, że duże zamówienia pomagają również dostawcom - w rozwijaniu produkcji. Wielu z nich produkuje już głównie dla marketów.
- To błąd - uważa prezes dużej firmy z Tarnowa, której za sprawą współpracy z sieciami groził nawet upadek, więc uciekła w eksport. - Na uzależnienie od zamówień sieci mogą sobie pozwolić czołowi producenci o znanych markach, jak Coca-Cola czy np. polski Wedel albo Łowicz. Mniejsi nie mogą liczyć na równe traktowanie. Sieci zdzierają z nich skórę, żądając za każdym razem coraz większych upustów i ekstraopłat. Gdy dostawca nie wytrzyma, wchodzi następny.

Przedstawiciele sieci podkreślają, że negocjują jak najniższe ceny dla klientów. I wcale nie ma przymusu współpracy z sieciami. Jednak w wielu miastach dostawcy są skazani na współpracę z sieciami handlowymi i muszą się godzić na ich warunki.

Problem wymuszanych przez sieci opłat, rabatów i potrąceń opisała w interpelacji do ministrów sprawiedliwości i gospodarki posłanka PO Lidia Staroń. - Pomagamy kilkudziesięciu firmom, które udokumentowały to zjawisko. Niestety, niektóre z nich, z powodu nakładania na nie różnych zobowiązań, upadły. Te, które wykazały determinację, po latach wygrały wszystkie procesy. Ale to wątpliwe pocieszenie w sytuacji, gdy firma nie istnieje, a setki ludzi straciło pracę - mówi posłanka.

Zapisów w umowach, które świadczą o nierówności stron, jest mnóstwo. Markety zastrzegają sobie np., że dostawca musi dowieźć towar w ciągu 48 godzin, a jeśli się spóźni - zapłaci drakońskie kary. Zapłata za towar - mimo ustawy o 30-dniowych płatnościach - następuje często po trzech, a nawet sześciu miesiącach. - Przy czym sieci występują o zwrot podatku VAT natychmiast po otrzymaniu faktury. Ich ekspansję finansują zatem dostawcy i podatnicy - mówi przedsiębiorca Edward Gollent.

Producent branży mięsnej spod Krakowa dodaje, że za wejście jednego tylko produktu na półki francuskiego marketu żądano od niego 20 tys. zł. Do tego 10 proc. od obrotu "za reklamę w gazetce". - A jak przemalowali drzwi na niebiesko, to zrobili "ponowne otwarcie sklepu" i potrącili mi z automatu z kolejnej faktury 10 tys. zł! - opisuje.

Potrącenia dotyczą też towaru, który się nie sprzedał, albo który uległ zniszczeniu - także u dostawcy. - Po dziesięciu dniach zostaje im 20 procent moich jabłek i każą je sobie za darmo wymienić na nowe. To jest handel, w którym całe ryzyko ma brać na siebie dostawca i producent - opowiada rolnik z Tarnowskiego.

Jednocześnie umowy nie przewidują żadnych kar wobec sieci niewywiązującej się ze zobowiązań. Dostawcy nie mogą sami, na wystawianych fakturach, kompensować strat i opłat. Sieci mogą.

Po interpelacji posłanki Staroń Prokuratura Krajowa zaleciła prokuratorom apelacyjnym w całym kraju, by przyglądali się współpracy sieci z dostawcami i włączali się w procesy cywilne. Zalecenie działa od początku stycznia, ale na razie posłance nie wiadomo nic o interwencjach prokuratury.

Nad partnerską współpracą sieci i dostawców czuwa również uruchomiony w lutym tzw. zespół Sawickiego, czyli powołana pod auspicjami ministra rolnictwa międzyresortowa komisja śledząca, co dzieje się z cenami towarów na drodze od rolnika do sklepowej półki.
Sceptycznie o takiej kontroli wypowiada się Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, szefowa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jej zdaniem, polski rynek detaliczny jest bardzo konkurencyjny, działa u nas więcej sieci niż w przeciętnym kraju UE, więc ingerencja w rynek może się nawet zakończyć... wzrostem cen. Uważa też, że ekstraopłaty pobierane przez sieci nie są problemem konsumentów.

- Jak to nie są! - oburza się prezes firmy z Tarnowa - Przecież w efekcie klient dostanie produkt gorszej jakości w wyższej cenie. A sieć zawsze ma swoją marżę.

Zbigniew Bartuś

zbartus@dziennik.krakow.pl

Jakie są możliwości spłaty mikropożyczki? Ekspert radzi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie