Wyzwoliłam się

Redakcja
- Chciałam, żeby tak było. Czułam, że jestem w takim specyficznym stanie koncentracji. W nim wszystko, co dzieje się wokół mnie, nie ma znaczenia. W takim stanie strzela się najskuteczniej. Wiem o tym od dawna, ale bardzo trudno to osiągnąć. Rano, mimo że w nocy źle spałam, w nim się znalazłam. Do tego czułam w sobie ogromną siłę.

Rozmowa z pierwszą polską złotą medalistką w Sydney

 - Gdy rozmawialiśmy po sobotnim finale pistoletu pneumatycznego, mówiła Pani, że w autobusie czuła fluidy płynące od Nancy Johnson. I rzeczywiście, Amerykanka zdobyła złoty medal. Czy w środę rano miała Pani przeczucie, że sama zostanie mistrzynia olimpijską?
 - Czym Pani się zajmowała po eliminacjach, czekając na finał?
 - To była raptem godzina przerwy. Zdążyłam tylko zabrać swoje rzeczy ze stanowiska, przejść na salę finałową, rozluźnić się przez chwilę i już trzeba było wchodzić na stanowisko.
 - Czy uczucie towarzyszące odbieraniu złotego medalu było takie same, jak w Atlancie, czy to już rutyna?
 - To było inne uczucie. W Atlancie przed finałem nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogę zdobyć złoto. Myślałam, że wygra Petra Horneber. Znałam ją, wiedziałam, jak ona strzela i idąc za nią myślałam: idę za złotą medalistką. Byłam oswojona z tą myślą. I wtedy po finale dotarło do mnie, jak okrutny czasami jest sport. Czułam, że to jest dla niej tragedia. I nie potrafiłam się tak cieszyć do końca. Lubiłam Petrę i miałam uczucie, że okazując radość, będę się cieszyć z tego, że jej nie wyszło. A teraz, tu w Sydney, walczyłam od początku do końca i nic dla mnie nie miało znaczenia.
 - Ta broń z Atlanty, którą wywalczyła Pani w tej konkurencji brązowy medal, została zalana podczas powodzi we Wrocławiu. Czy ten złoty karabin z Sydney będzie Pani na wszelki wypadek trzymać w domu?
 - Chciałabym, ale to nie jest moja prywatna broń. Musi być przechowywana na strzelnicy.
 - A medale? Trzeba już w domu zrobić gablotkę...
 - Nie, nie będę takiej robiła. To znaczy mam gablotkę, lecz trzymam w niej puchary. Medale z Atlanty leżały w szufladzie, teraz są w Muzeum Sportu w Warszawie. Nie wiem, co zrobię z tym z Sydney... Nie lubię się afiszować sukcesami. Wystawiłam te puchary, nie dlatego, by każdy wchodzący koniecznie je zobaczył. Musiałam je gdzieś postawić, a do tego są ładne, więc są elementem ozdobnym w domu.
 - Czy za cztery lata w Atenach też będziemy czekać na pierwszy medal do dnia, aż Renata Mauer stanie na strzelnicy?
 - Nie ukrywam, że fakt, iż jako pierwsza z Polaków staję przed medalową szansą, bardzo mnie w Sydney obciążał. W sobotę mi to przeszkadzało. Nie potrafiłam się odizolować od tego, co mówią inni ludzie. Może się wydawać, że to nie ma większego znaczenia, niech sobie mówią, co chcą. Lecz zawsze coś z tego zostaje w głowie, co potem może stać się obciążeniem w psychice. Na szczęście w przeddzień drugich zawodów wyzwoliłam się z wszelkich takich myśli. Zrobiło mi się lżej i zaczęłam w siebie wierzyć.

 Więcej informacji na stronach

Rozmawiał Krzysztof Kawa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie