Z Masłomiącej do obozu Gross-Rosen. Ostatni świadkowie...

Z Masłomiącej do obozu Gross-Rosen. Ostatni świadkowie zagłady

Zdjęcie autora materiału
Barbara Ciryt

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Z Masłomiącej do obozu Gross-Rosen. Ostatni świadkowie zagłady
1/15
przejdź do galerii

©Fot. Barbara Ciryt

Mieszkańcy uhonorowali 11 chłopów aresztowanych w czasie II wojny i zamordowanych w obozie Gross-Rosen. Zginęli, bo nie godzili się na hitlerowską okupację. Niewielu zostało z tych, którzy pamiętają poranek dnia, w którym Niemcy przyszli ich aresztować.
Do wsi przyjechali Niemcy. Chcieli szczepić krowy na pryszczycę w każdym gospodarstwie w Masłomiącej, bo tak nakazały władze okupanta. Gospodarze stawili opór.

- Ludzie byli przekonani, że nie ma potrzeby szczepić wszystkich krów, a było ich może ze 400 we wsi. Bali się, że szczepionka doprowadzi do zakażenia bydła. Nie ufali okupantom, byli przekonani, że to doprowadzi do wytępienia krów, które w czasie wojny były jedynymi żywicielkami rodzin.
Chłopi nie mogli na to pozwolić. Dlatego na drugi dzień Niemcy opornych aresztowali, potem zamordowali - opowiada radny Marek Kozłowski, którego dziadek Leon Kozłowski był wśród walczących chłopów.

Te wydarzenia upamiętnia obelisk stojący miedzy stawami w Masłomiącej. Przy nim odprawiono mszę za poległych w 75 lat od tamtych aresztowań. Żołnierze z 5. Batalionu Dowodzenia im. gen Hallera zaciągnęli wartę przy obelisku. Przygotowali apel poległych i oddali salwę honorową. Kwiaty złożyli przed nim przedstawiciele IPN, władz województwa, powiatu, gminy oraz radny, sołtys i mieszkańcy w tym członkowie rodzin pomordowanych.



- Zależy nam, żeby tych mieszkańców naszej wioski, którzy walczyli z okupantem uczcić w obecności ich rodzin, w obecności ostatnich świadków tamtych strasznych czasów. Przygotowujemy jeszcze tablicę pamiątkową, ufundowaną przez IPN, która zostanie wmurowana w obelisku na naszym cmentarzu w Więcławicach. 15 lipca odsłonią ją rodziny zgładzonych chłopów - mówi Dorota Dąbrowska, sołtys Masłomiącej.

Historię o chłopach z Masłomiącej pielęgnuje m.in. Zygmunt Janas, prezes Stowarzyszenia Pro Memoria z siedzibą w sąsiednich Pielgrzymowicach. Zgromadzone informacje jasno pokazują, że ludzie bali się szczepienia krów, widzieli w tym podstęp, pozbawienia ich bydła. A w czasie okupacji to było często jedyne źródło utrzymania rodziny, a chłopi musieli oddawać jeszcze obowiązkowe kontyngenty.

Był 7 kwiecień 1943 rok, gdy gospodarze zgromadzili się przy dworze w Masłomiącej, by przeciwstawić się niemieckiej akcji szczepienia. Doszło do ostrej wymiany zdań z Niemcami. Pod adresem okupantów posypały się obelgi. Niemcy przerwali szczepienie, a mieszkańcy wrócili do domów. Na drugi dzień niemiecka żandarmeria według przygotowanej listy wtargnęła do domów wiecujących gospodarzy.

Od tragicznych wydarzeń minęło 75 lat. Świadków jest coraz mniej. W Masłomiącej przed obeliskiem zapamiętaną historię opowiadała nam 84-letnia Stanisława Sułek, córka aresztowanego wówczas Szymona Leszczyńskiego. Gdy Niemcy zapukali do drzwi miała 10 lat, a jej tata 43.

- Najpierw myśleliśmy, że aresztowanych wiozą do Więcławic na cmentarz, żeby tam ich rozstrzelać. Okazało się, że zawieźli ich na posterunek policji do Zerwanej, stamtąd na SS do Miechowa. Poddawano ich przesłuchaniom, a niedługo potem w maju przeniesiono ich do więzienia na Montelupich w Krakowie. Rodziny posyłały im paczki z jedzeniem, bo więźniowie głodowali. W lipcu wywieźli ich do obozu w Gross-Rosen - opowiada pani Stanisława.

Z końcem wojny jeden z tych gospodarzy - Boczkowski wrócił. - Opowiadał, że młodszych więźniów wywieźli do Niemiec, a starsi zostali. Mówił, że mój ojciec wyszedł z obozu dzień przed nim, ale do domu nie dotarł. Czekaliśmy latami, na niego, na wiadomość, żyliśmy nadzieją, wypatrywaliśmy. Być może wychodząc z obozu wpadł jeszcze na Niemców, którzy go rozstrzelali lub co prawdopodobne zmarł z wycieńczenia - wzdycha Stanisława Sułek.

Mieszkańcy Masłomiącej nie zapominają o swoich bohaterach. W tym roku wynajęli autobus i wybrali się do obozu Gross-Rosen w Rgoźnicy, zobaczyć miejsce zagłady swoich bliskich. Zwiedzili obóz, złożyli kwiaty, zapalili znicze.

- Gross-Rosen, to był jeden z najcięższych obozów niemieckich. Więźniowie byli tam bici, katowani, głodzeni, pracowali w kamieniołomie, gołymi rękami wydobywali granit i marmur, wyczerpani dźwigali kilkudziesięciokilogramowe głazy. Widzieliśmy nagrane wywiady z tymi, którzy przeżyli. Mówili, że to było piekło, którego wielu nie wytrzymywało, więc rzucało się w przepaść z 80-metrowych skalnych skarp - opowiada Marek Kozłowski po wizycie w Gross-Rosen.

Pamięć o pomordowanych


Tragedia w Masłomiącej

7 kwietnia 1943 roku zaczął się dramat 11 chłopów. Za swoją odwagę, sprzeciw okupantowi i obronę krów przypłacili życiem. Zostali aresztowani, trafili na posterunek policji do Zerwanej, byli poddani przesłuchaniom i okrutnym badaniom, trafili do krakowskiego więzienia na Montelupich, a następnie do niemieckiego obozu Gross-Rosen.

Aresztowani mieszkańcy wioski to:
Wincenty Bednarczyk lat 40,
Zygmunt Bednarczyk lat 40,
Józef Bletek lat 36,
Stanisław Boczkowski lat 25,
Antoni Jaros lat 32,
Jan Jaros lat 36,
Piotr Jaros lat 34,
Franciszek Kołacz lat 36,
Leon Kozłowski lat 50,
Szymon Leszczyński lat 43,
Jan Orzechowski lat 43.

ZOBACZ KONIECZNIE:




Polub nas na Facebooku i bądź zawsze na bieżąco!


Co Ty wiesz o Krakowie


Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo