Z młodymi naprzód iść

Redakcja
Fot. Anna Kaczmarz
Fot. Anna Kaczmarz
Od kilkunastu dni pełni Pani funkcję dyrektora szpitala im. Jana Pawła II, w którym dotychczas była Pani ordynatorem. Czy pacjenci II Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii pożegnali już "swoją" panią doktor?

Fot. Anna Kaczmarz

ROZMOWA z dr n. med. Anną Prokop-Staszecką, dyrektorem Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie

- Niezupełnie. Zatrzymałam stanowisko ordynatora, chociaż nie ukrywam, że połączenie dwóch tak odpowiedzialnych funkcji jest bardzo trudne. Na razie pracuję od 8 do 19 i dobrze sobie radzę, w czym z pewnością pomaga mi znakomity zespół II Oddziału Chorób Płuc. Wciąż pamiętam, że dyrektor to tylko stanowisko, a lekarz to powołanie. I żeby nie zatracić właściwej proporcji po co jestem dyrektorem, muszę też być lekarzem. Jeśli się jednak okaże, że nie daję rady, to z czegoś będę musiała zrezygnować. Z czego? Jeszcze nie wiem. Jednak na koniec swojego życia zawodowego nie chcę być w takiej sytuacji, że przestanę leczyć.

Do tego końca jeszcze daleko. Możemy mówić raczej o początku...

- Proszę jednak nie zapominać, że jestem lekarzem z 34-letnim stażem. W Szpitalu im. Jana Pawła II pracuję jako ordynator od 2000 roku; wcześniej, zaraz po studiach na krakowskiej Akademii Medycznej, chciałam być Curie-Skłodowską i kilka lat spędziłam w Instytucie Mikrobiologii. Potem pracowałam w Szpitalu Bonifratrów, wówczas Biernackiego, w końcu znalazłam swoje miejsce w Klinice Pulmonologii na Skawińskiej. Muszę koniecznie dodać, że moim największym mistrzem, największym nauczycielem i autorytetem, dzięki któremu wytrwałam w zawodzie, jest prof. Andrzej Szczeklik.

Co zadecydowało, że przystąpiła Pani do konkursu na dyrektora szpitala?

- Nie jestem osobą łatwowierną, ani taką, która wszędzie widzi palec boży, jednak pewien splot zdarzeń wskazywał, że muszę wystartować. Kiedy byłam na grobie Jana Pawła II i kiedy na skromnej białej płycie zobaczyłam różę, wzruszenie złapało mnie za gardło. Zapragnęłam wówczas zrobić coś dobrego dla tego niezwykłego człowieka. Nasz szpital nosi Jego imię, a ja wspominając słowa Jana Pawła II: "Niech służy", wypowiedziane podczas wizyty papieża w szpitalnych progach pomyślałam, że wielkim wyzwaniem byłoby przywrócenie im prawdziwego znaczenia. To my - lekarze - jesteśmy dla pacjentów, a szpital ma służyć chorym. Jednak tym, co w sposób bezpośredni skłoniło mnie do złożenia dokumentów i wzięcia udziału w konkursie były gorące namowy, wręcz żądania moich stażystów. Mogę powiedzieć, że wybrali mnie młodzi lekarze! Natychmiast przypomniała mi się "Oda do młodości", którą recytowałam przed 40. laty w kółku recytatorskim w moim miechowskim liceum: "Żeby z młodymi naprzód iść, po życie stąpać nowe...".

Liczne są opinie, że szpital to przedsiębiorstwo i że powinien nim zarządzać ekonomista lub prawnik. Z drugiej strony niektórzy podkreślają, że szpital to przede wszystkim pacjenci wymagający pomocy i nikt ich lepiej nie zrozumie niż lekarz.

- Nie chcę powiedzieć, że jestem lepiej przygotowana od prawnika czy ekonomisty, jednak uważam, że dysponuję istotnym atutem: wiem jak ma wyglądać szpital, a tę wiedzę czerpię z własnego doświadczenia. Struktura szpitali zmieniła się przez lata. Szpital sprzed 30 lat a szpital dziś to ogromna różnica. Proszę zobaczyć, jakie teraz mamy wyzwania: starzejące się społeczeństwo, biedny ZUS, biedny NFZ, kryzys i bieda w kraju, niedobór lekarzy, coraz droższa diagnostyka i procedury medyczne.
Chwila, w której obejmuje Pani dyrekcję nie jest łatwa także z innych względów.

- Na szczęście, ten trudny okres, kiedy szpital pozbawiony był dyrektora, kiedy pracujących tu lekarzy zjadała niepewność i lęk o przyszłość, nie odbił się - mimo nieprzychylnych komentarzy niektórych mediów - na opinii pacjentów o naszej placówce. Zapoznałam się z dokumentami w biurze oceny jakości i wiem, że jest kilka skarg na niektóre przychodnie przyszpitalne. I tym będę się musiała zająć w pierwszym rzędzie. Także niektóre oddziały szpitala są bardzo deficytowe, konieczna jest więc pewna restrukturyzacja, przy czym na pewno nikogo nie chcę zwalniać. Nie będę wprowadzać rewolucji, a raczej działać na drodze ewolucji, powolutku. Niemniej niektóre działania są pierwszoplanowe.

Atutem jest znakomite wyposażenie szpitala w nowoczesną aparaturę.

- Tak, ten szpital ma niesamowite możliwości, będziemy nadal rozwijać wszystkie najnowocześniejsze techniki. Mamy szansę zostać jedną z najlepszych placówek w Polsce, planujemy bowiem dwie nowe inwestycje: centrum specjalistycznej medycyny ratunkowej oraz centrum innowacji - czyli nowych technologii, nowych badań naukowych w zakresie chorób serca i płuc. To są oczywiście dalsze plany, ale już teraz musimy się do nich przygotować. Jeszcze raz chcę podkreślić, że szpital ma służyć pacjentom, czyli wszyscy znakomicie wykształceni lekarze, którzy tu pracują oraz wszystkie nowoczesne urządzenia, które się tu znajdują, są dla chorych. Świadczymy usługi dla wszystkich: każdego musimy przyjąć i mu pomóc. W prywatnych placówkach medycznych o leczeniu decyduje pieniądz. Czyli to misterium, które towarzyszy medycynie od czasów Hipokratesa, w tej chwili zdecydowanie wypiera pieniądz. Zabiegi medyczne, konkretne leczenie nazywa się produktem, a jeśli chcesz otrzymać ten produkt, musisz za niego zapłacić. Taka jest rzeczywistość, czy nam się to podoba, czy nie.

O jakich jeszcze innych zamierzeniach może Pani Dyrektor opowiedzieć?

- Najważniejsze w naszym szpitalu są i nadal będą serca, naczynia, płuca, choroby dzieci, choroby wątroby - czyli to, czym się możemy poszczycić. Małopolska jest, niestety, fatalna, jeśli chodzi o diagnostykę i wczesną interwencję pulmonologiczną. Uważam, że konieczne jest zorganizowanie przychodni szybkiej diagnostyki guza płuc. Bo nie może być tak, że pacjent dopiero po kilku miesiącach od momentu podejrzenia choroby trafia na oddział - a guz jest już wówczas nieoperacyjny. Może będziemy świadczyć także inne usługi onkologiczne, to sprawa przyszłości. Mamy przecież świetny sprzęt, itd. najlepszy w Krakowie mammograf. Moglibyśmy ponadto sprzedawać usługi i w ten sposób wychodzić na prostą, gdyby nie fakt, że szpitalowi nie wolno zarabiać. Nie chodzi bynajmniej o wynajmowanie sal operacyjnych dla chirurgii plastycznej, ale dlaczego w oparciu o najnowocześniejszą aparaturę nie można by wykonywać takich zabiegów jak itd. krioterapia, lampy, masaże kręgosłupa itd.
O czym Pani marzy po cichu?

- To takie idealistyczne, nierealne marzenia. Chciałabym, aby panowała tutaj sielanka, prawie niebo. Żeby wszyscy byli dla siebie życzliwi, mistrzowie uczyli uczniów, nikt nie czekał na to, co dyrekcja może dać, ale każdy sam starał się coś zrobić dla szpitala. Żeby dokonywało się to odwieczne misterium: człowiekowi w chorobie potrzebny jest drugi człowiek, przyjazny i pomocny, po prostu autorytet.

Autorytetów w Szpitalu Jana Pawła II nie brakuje.

- Mamy wspaniałych lekarzy, najwyższej klasy specjalistów w swoich dziedzinach. Mam dla nich ogromny szacunek i uznanie: dla prof. Antoniego Dziatkowiaka, który zostawił tutaj swoje dzieło, dla prof. Wiesławy Tracz i prof. Jerzego Sadowskiego, prof. Krzysztofa Żmudki, dr. Henryka Olechnowicza, wspaniałego lekarza i chirurga operatora. Trudno wymieniać wszystkich, ale może powiem jeszcze o prof. Piotrze Podolcu, doc. Piotrze Pieniążku, prof. Tadeuszu Przewłockim, czy dr. Mariuszu Trystule. Jednak musimy zadbać także o młodych lekarzy, bo inaczej uciekną nam za granicę. Ustawa z 1997 roku narzuca liczbę specjalistów, a ja chciałabym tak wszystko zorganizować, żeby młodzi mogli się w naszym szpitalu zrealizować, rozwijać zgodnie ze swoimi predyspozycjami i zamiłowaniami.

Jest Pani optymistką?

- Gdybym nie wierzyła, że - z pomocą boską i ludzką - uda się zrealizować zaplanowane zamierzenia, to bym nie podejmowała tej walki. Nie chcę jednak nikogo uspokajać, że pójdzie to gładko; to przecież ogromna odpowiedzialność, wyzwanie wymagające wiele trudu i pracy. Nie wolno też mówić, że w szpitalu wszystko do tej pory było złe, a ja to naprawię i zmienię. Doceniam wysiłek innych, dyr. Mieczysław Pasowicz z pewnością miał wizję tego szpitala i na pewno bardzo wiele dobrego tutaj zrobił. To będzie moje motto: żeby idąc z młodymi naprzód, nie zapominać o tych, którzy tu stracili kawał swego życia, coś dobrego wnieśli. I gdzieś w sercu mam taką cichą nadzieję, że i mnie ktoś kiedyś powie: dziękuję.

Rozmawiała: DOROTA DEJMEK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie