Z Olympique będzie wielki mecz

Redakcja
Jerzy Dudek wierzy, że jego drużyna awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów Fot. Michał Klag
Jerzy Dudek wierzy, że jego drużyna awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów Fot. Michał Klag
W środę Real Madryt czeka rewanżowy mecz w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Olympique Lyon, z którym na wyjeździe przegrał 0-1. Kibice "Królewskich" nie wyobrażają sobie, żeby nie odrobili oni strat z Lyonu, ale o awans na pewno nie będzie łatwo.

Jerzy Dudek wierzy, że jego drużyna awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów Fot. Michał Klag

JERZY DUDEK. Premie dostaniemy tylko za mistrzostwo Hiszpanii i wygranie Ligi Mistrzów - mówi rezerwowy bramkarz Realu Madryt

- To będzie wielki mecz. Od kilku lat z Olympique odchodzą największe gwiazdy, a on nie przestaje "produkować" wielkich talentów i grać na wysokim poziomie. Myślę jednak, że więcej będzie zależeć od postawy naszego zespołu. Nie było mnie w Lyonie, bo przez tydzień leczyłem uraz kolana, ale wiem, jaka była atmosfera po meczu w naszej szatni. Chłopcy byli zawiedzeni porażką. Zdołali się jednak zmobilizować i w lidze gromili rywali.

Olympique ma skromną zaliczkę i chyba skupi się na obronie. Pan też przewiduje podobny scenariusz gry?

- My lubimy grać na wymianę ciosów, więc rywal się na to raczej nie zdecyduje. Myślę, że Olympique będzie grał bardzo szczelnie w obronie i nastawi się na kontry. Bardzo dobrze wykonuje stałe fragmenty gry. Musimy więc na nie uważać. W Lyonie najczęściej właśnie po nich dochodziło do groźnych sytuacji pod naszą bramką.

W ubiegłym tygodniu w towarzyskich meczach międzypaństwowych wzięło udział aż dziesięciu graczy Realu. To nie przeszkodziło zespołowi w przygotowaniu się do spotkania z Olympique?

- Na treningu było nas tylko ośmiu. To jest problem znany w Realu od lat. Praktycznie każdy zawodnik klubu jest reprezentantem jakiegoś kraju. Ważna jest kwestia odpowiedniego, mentalnego podejścia do tej sytuacji. W piątek, po powrocie kolegów z meczów, mieliśmy tylko jeden, 45-minutowy trening. Na pewno takie przerwy dobrze nam nie służą.

W tym tygodniu odbędą się jeszcze trzy inne mecze Ligi Mistrzów: we wtorek Arsenal Londyn - FC Porto i Fiorentina - Bayern Monachium, a w środę Manchester United - AC Milan. W pierwszych meczach FC Porto i Bayern wygrali po 2-1, a Manchester United 3-2. Jak będzie, Pana, zdaniem, w rewanżach?

- Chciałbym, żeby Arsene Wenger był konsekwentny i wystawił w bramce znowu Łukasza Fabiańskiego i żeby Arsenal wygrał 2-0, co zapewni mu awans. We Florencji wygra Bayern 1-0. W pierwszym meczu tych drużyn było kilka zaskakujących elementów (np. Miroslav Klose zdobył zwycięskiego gola z ewidentnego spalonego - przyp. JF), ale zdecydowanie lepiej grał Bayern. W Manchesterze gra będzie "na styku" i padnie remis 1-1. Pamiętam, jak Milan grał z nami w fazie grupowej (zremisował w Mediolanie 1-1 i wygrał w Madrycie 3-2 - przyp. JF). Gra bardzo dobrze z bardzo dobrymi drużynami.

Wspomniał Pan o Fabiańskim. Widział Pan zapewne jego wpadkę w Porto i chyba najlepiej wie, jak się czuje wtedy bramkarz...

- Fabiańskiemu przydarzył się błąd, na który sobie nie zasłużył. Wynikał on z braku doświadczenia i pewności siebie. Niepotrzebnie tak szybko oddał piłkę sędziemu. Jest grzeczny na co dzień? Ja za grzeczność w lidze angielskiej kilka razy zapłaciłem frycowe. Na boisku nie można być grzecznym, trzeba być wojownikiem. Bardziej od Fabiańskiego winiłbym jednak Wengera, który ciągle szuka bramkarza numer jeden w zespole. Manuel Almunia zwykle dwa-trzy kolejne mecze ma dobre, ale nie widać w jego grze pewności siebie. A jeśli bramkarz myśli, iż po jednym błędzie trener nie wystawi go w następnym meczu, to nie pomaga to ani bramkarzowi numer jeden, ani numer dwa.
Dla "Fabiana" był to chyba najgorszy mecz w karierze. Pana życiowy mecz - w barwach Liverpoolu w finale Ligi Mistrzów z Milanem w 2005 roku - został uznany przez agencję Reuters meczem dekady. Jak Pan przyjął to wyróżnienie?

- Jakbym był kibicem, to też głosowałbym na ten mecz. Podobne mecze zdarzały się wiele razy, ale nie na takim poziomie. Końcówka finału w Stambule do złudzenia przypominała... bieg Justyny Kowalczyk na 30 kilometrów w Vancouver. Gdy biegła, przygotowywałem się do meczu z Tenerife, ale oglądałem powtórkę biegu. Emocje były wielkie.

Będą także w lidze hiszpańskiej. Bo wyścig Realu z Barceloną o mistrzowski tytuł jest pasjonujący. I chyba nie rozstrzygną go Gran Derby, zaplanowane na 10 kwietnia w Madrycie, bo potem do rozegrana zostanie jeszcze aż siedem ligowych kolejek...

- Wszystko zależeć będzie od tego, jak się będzie układać sytuacja w lidze do tego meczu, który będzie jednym z najważniejszych w historii obu klubów. Kiedyś mieliśmy pięć punktów straty do Barcelony. W każdym meczu staramy się zagrać na sto procent swoich możliwości. Siedem kolejek to jednak bardzo dużo. A czekają nas wtedy bardzo trudne mecze, między innymi z Valencią, Athletic Bilbao i Realem Mallorca.

29-letni Iker Casillas w lutym rozegrał 500. mecz w barwach Realu, a inna legenda madryckiego klubu, 33-letni Raul, w poprzedniej kolejce, w swym 542. meczu w Realu, strzelił 227. bramkę w lidze. To niebywałe wyczyny. Jak Pan je skomentuje?

- Jak się jest wychowankiem klubu, którego kibice kochają i wybaczają nieliczne błędy, to można zaliczyć tyle gier, co Casillas. Dla mnie większym jego wyczynem jest rozegranie aż 102 meczów w reprezentacji Hiszpanii. Grać na tak wysokim poziomie tak często jest godne wielkiego szacunku. Raul potwierdza swą klasę, mimo, że w tym sezonie ma bardzo trudną sytuację. Tylko kilka meczów rozpoczął w podstawowym składzie. Na treningach nie buntuje się jednak, walczy i pomaga zespołowi. Jest przykładem gracza, który odkłada swoje ambicje dla dobra zespołu.

Szefowie Realu obiecali dla każdego piłkarza 600 tysięcy euro za wygranie Ligi Mistrzów i 350 tysięcy euro za zdobycie mistrzostwa Hiszpanii lub łącznie 1,1 miliona euro za podwójny triumf. To chyba dobra motywacja do walki o te trofea?

- Nie mamy żadnych premii za zwycięstwo czy remis w poszczególnych meczach. Nie dostaniemy też żadnych premii za przegrany finał Ligi Mistrzów czy za wicemistrzostwo Hiszpanii. Klub nam zapłaci tylko za zdobycie trofeów. Te duże premie pobudzają wyobraźnię, ale to dla nas drugorzędna sprawa. Gdybyśmy się skupiali na pieniądzach, to chyba łatwiej byłoby je zbierać za wygrywanie indywidualnych meczów.

Ma Pan szansę pojechać na mistrzostwa świata w RPA w roli komentatora telewizyjnego. Skorzysta Pan z niej?

- Zastanawiam się nad tym, bo nie mam sprecyzowanych planów na przyszły sezon, a to odgrywa główną rolę w podjęciu decyzji. Mam dwie propozycję. Jeśli skorzystałbym z oferty Telewizji Polskiej, to tylko jako komentator ze studia w kraju. Gdybym miał jechać do RPA, to w roli komentatora międzynarodowej telewizji, której nazwy nie mogę zdradzić, bo taką mam z nią dżentelmeńską umowę.
Pojawiły się już informacje, że Real nie przedłuży kontraktu z Panem. Podobnie było przed rokiem, tymczasem, gdy był Pan już na wakacjach, otrzymał ofertę, z której skorzystał.

- W ubiegłym roku w tym samym okresie, co teraz, mówiłem, że chcę zmienić klub, a potem dostałem telefon, że Real chce bym został. Ale pamiętam, że wtedy już w lutym dyrektor sportowy klubu Predrag Mijatović pytał mnie, co chcę robić po sezonie, bo jeśli bym nie miał żadnych planów, a chciałbym zostać, to będziemy rozmawiać. Mijatović potem jednak odszedł z klubu.

Historia czasami lubi się powtarzać. Liczy Pan na to?

- Na dziś nie mam z Realu żadnych sygnałów, co do mojej przyszłości, co nie musi świadczyć, że nie wiąże on jakiś planów wobec mnie, bo na razie wszyscy czekają, jak ten sezon się skończy. Mam dużą szansę zostać w klubie i kontynuować przygodę z Realem. W Madrycie moja rodzina czuje się bardzo dobrze, syn chodzi do szkoły i gra w piłkę. Mam 37 lat. Być może mam jeszcze przed sobą dwa-trzy sezony. Dokończyć karierę w Realu czy jeszcze mieć przyjemność grania w innym klubie? Na razie się nad tym nie zastanawiam.

Rozmawiał: JERZY FILIPIUK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie