Z piętnem Kaina

Redakcja

Dramat rozegrał się w ciągu zaledwie kilku minut. Proces, któremu dał początek, trwał 8 lat. Zapadło w tej sprawie 10 wyroków. I mimo to nie wiadomo, co naprawdę wydarzyło się tamtego marcowego poranka, przy studni w małej wsi na Podlasiu. Okoliczności śmierci Józefa K. pozostały na zawsze tajemnicą.
Bracia K. - Józef i młodszy od niego o trzy lata Stanisław - gospodarowali wspólnie na ojcowiźnie. Józef ożenił się pierwszy, w 1936, lecz po kilku miesiącach owdowiał. Stanisław ożenił się w 1945 r. i sprowadził żonę na wspólne gospodarstwo. Obsługiwała obu braci, gotując im i opierając. Dochody dzielono na ogół zgodnie po połowie, niekiedy dochodziło jednak do nieporozumień, jak w przypadku lasu, który Józef nabył na swoje nazwisko, a Stanisław utrzymywał, iż nabyty został za pieniądze wspólnie wypracowane.
Bardziej poróżniła ich namiętność Józefa do młodej żony Stanisława. Najpierw jej, a potem bratu zaproponował praktyczne rozwiązanie - jedno gospodarstwo i jedna kobieta. Dla Stanisława żona, dla niego - kochanka. Małżonkowie odrzucili tę "ofertę", doszło nawet do bójki, podczas której Józef uderzył brata młotkiem. Ale nawet po tych wydarzeniach mieszkali pod wspólnym dachem. Po dawnemu wspólnie gospodarowali. Nawet gdy Józef w końcu ożenił się z dużo młodszą dziewczyną, pozostał przy boku brata, w domu żony tylko nocował i żywił się. W jakiś czas po ślubie postanowił przeprowadzić się z żoną i teściową do swojego pokoju w rodzicielskim domu. Stanisław zdecydowanie się temu przeciwstawił. Braterski konflikt znów się zaostrzył. Józef rozpowiadał, iż brat dybie na jego życie, wypisał 4 karteczki, w których wyrażał obawę, że niebawem zginie z jego ręki. Jedną karteczkę wręczył teściowej, drugą sąsiadowi, dwie znaleziono w kieszeniach jego ubrań.
28 marca 1951 r. we wczesnych godzinach rannych Aleksandra L., siostra obu braci, udała się po wodę do studni w ich obejściu. Gdy nachyliła się nad nią, ku swemu przerażeniu w głębi ocembrowania spostrzegła Józefa, stojącego w wodzie, z głową tuż pod jej powierzchnią. Chwyciła go, usiłując wydostać na powierzchnię. Zaalarmowani jej krzykiem nadbiegli Stanisław z żoną i mąż Aleksandry, potem sąsiedzi. Wydobyli bezwładne ciało, położyli na kocu, próbując przywrócić go do przytomności. Bez skutku. Zauważyli jedynie pianę, wydobywającą się z ust Józefa K., niektórzy także krwawiące zranienie na głowie. Obok studni stał, należący do niego, pusty kubeł, w odległości kilku metrów leżała jego czapka, sucha i nie uszkodzona.
W południe zjawił się prokurator i lekarz. Po wybraniu wody ze studni na jej dnie znaleziono siekierę - własność denata. Lekarz dokonał obdukcji zwłok, przesłuchano świadków zdarzenia. 8 maja 1951 r. Prokuratura Powiatowa w Sokołowie oskarżyła Stanisława K. o zabójstwo brata. 2 lipca 1951 warszawski Sąd Wojewódzki na sesji wyjazdowej w Siedlcach uznał go winnym zarzucanego czynu i skazał na dożywotnie więzienie.
Adwokat oskarżonego wniósł o przesłuchanie w toku procesu doktora S., pierwszego i jedynego obducenta zwłok Józefa K. Sąd uznał to za zbędne i wniosek odrzucił. Na tej podstawie w rok potem, 1 lipca
1952 r. SN uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. 21 stycznia 1953 r. dr S. zeznaje na kolejnej rozprawie: "Józef K. miał po lewej stronie głowy ranę ciętą, linijną, zadaną ostrym narzędziem, drążącą aż do kości, ziejącą, tzn. o otwartych brzegach. Rana była tego rodzaju, że nie mogła spowodować utraty przytomności, tym bardziej że denat był osobą dobrze zbudowaną. Ciała nie widziałem w takim położeniu w jakim go znaleziono. Zwłoki leżały już przy studni. W płucach zastałem stosunkowo mało wody jak na utopionego. Istnieje prawdopodobieństwo, że śmierć nastąpiła w wodzie, wskutek uduszenia. Mogła jednak także nastąpić wcześniej utrata przytomności. Z powodu rany śmierć nastąpić nie mogła. Jej pochodzenie jest dla mnie niezrozumiałe. Gdyby zadano ją siekierą w celu zabójstwa, nie byłaby tak płytka i tak mała. Z drugiej strony nie spotkałem się nigdy z przypadkiem zamachu samobójczego z pomocą siekiery. Zabójstwo przez utopienie wydaje się mało prawdopodobne. Trudno uwierzyć, by denat, mężczyzna dobrze zbudowany, silny, dał się bez walki - a śladów walki nie stwierdzono - wrzucić do wody".
Nic nie zostało potwierdzone, nic nie zostało wykluczone - zabójstwo, wypadek, samobójstwo... Wobec wątpliwości 31 stycznia 1953 r. sąd wydał wyrok uniewinniający. Orzeczenie to zostało w kilka miesięcy potem, 10 czerwca, uchylone. Rewizję wniósł prokurator. Zażądał opinii biegłych. 22 lutego 1954 na kolejnej rozprawie zeznaje biegły dr K.: "Nie można wykluczyć możliwości napaści skrytobójczej, na skutek której mogło nastąpić zamroczenie ofiary, wrzuconej następnie w tym stanie do studni. Okoliczność, iż w studni znalazła się siekiera i że nie ustalono przyczyny, dla której tam się znalazła, wskazuje raczej na możliwość zabójstwa".
5 maja 1954 zapadł piąty wyrok w tej sprawie. Stanisław K. został skazany na 15 lat więzienia. 30 lipca po rewizji oskarżonego, wobec wielu niejasności, wątpliwości, sprzeczności, braków w ustaleniach i opiniach biegłych Sąd Najwyższy ponownie uchylił wyrok. Po trzech z górą latach od tragicznego dnia uznano, iż zachodzi potrzeba zasięgnięcia opinii profesjonalistów z zakładu medycyny sądowej w kwestii ustalenia rzeczywistej przyczyny zgonu Józefa K. Sąd zwrócił się do ośrodków w Warszawie i Krakowie.
Opinię w ośrodku krakowskim pod kierunkiem prof. O. przygotował asystent Zakładu Medycyny Sądowej dr Jerzy S. W jego ocenie więcej przemawia za samobójstwem przez utopienie, mniej danych wskazuje na wersję zabójstwa. Natomiast profesorowie G-D. i Ł. z Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie wykluczyli, aby zgon denata nastąpił wskutek utonięcia. W konsekwencji uważają, że samobójstwo w tej sytuacji jest nie do przyjęcia, a wersja nieszczęśliwego wypadku zupełnie nieprawdopodobna w przypadku osoby dorosłej i obznajomionej ze studnią. Biegli nie wykluczają, iż denat stracił przytomność po urazie głowy, przed wpadnięciem do wody. Wykluczają natomiast możliwość, by obrażenia głowy powstały w czasie upadku do studni.
Siódma rozprawa rozpoczęła się 2 września 1955, wyrok - uniewinniający - zapadł 24 stycznia 1956 r.; sąd skłaniał się raczej do argumentów dr. Jerzego S. z Krakowa. Prokuratura rozstrzygnięcie to natychmiast zaskarżyła. Jej zdaniem opinia doktora S. nie jest orzeczeniem Zakładu Medycyny Sądowej, jakie zalecał do oceny sprawy Sąd Najwyższy, a jedynie niewystarczającą dowodowo jednoosobową opinią jego pracownika. 11 kwietnia 1957 r. sprawa ponownie, po raz piąty, wróciła na wokandę Sądu Wojewódzkiego. Medycy z Warszawy podtrzymali swoje stanowisko, 8 czerwca "sądówka" krakowska nadesłała podpisaną przez wszystkich pracowników naukowych swoją wersję wydarzeń.
Jako bezsporne przyjęto następujące fakty:
- wymiary studni pozwalają dorosłemu nawet człowiekowi zmienić w niej pozycję ciała,
- ściany wewnętrzne studni były gładkie, pozbawione wystających na zewnątrz haków, bierwion itp.,
- całe ubranie denata nasiąknięte było wodą,
- według zgodnych zeznań świadków zastali ono denata z głową pod zwierciadłem wody, czy nawet pływającego,
- w myśl praw fizyki trup, czy człowiek nieprzytomny, wrzucony do studni, będzie leżał na jej dnie, tylko przytomny i umiejący pływać może zmienić pozycję i wypłynąć głową do góry pod i nad zwierciadło wody,
- obrażenia głowy Józefa K. powstały od urazu tępego narzędzia i to za jego życia.
W tej sytuacji jest tylko jedna logiczna możliwość - Józef K. żywy i przytomny, w ubraniu, dostał się do głębokiej, zimnej wody studni o gładkich ścianach. Starał się ratować, wydostać, do czasu znalezienia go utrzymywał się pod i nad powierzchnią wody. Wymagało to dużego wysiłku fizycznego, w momencie, gdy nadeszła jego siostra, był już u kresu sił. Skonał, gdy wydobywano go ze studni lub zaraz potem. Nie była to więc śmierć z utopienia, sensu stricto, lecz topienie się, ratowanie, ostra niedomoga narządu krążenia. Mógł więc wciągnąć do płuc niewiele wody, stąd brak typowych objawów topielca.
Po tych ustaleniach należy dopiero zadać i odpowiedzieć na zasadnicze pytanie - czy śmierć Józefa K. była wynikiem zabójstwa, wypadku czy samobójstwa.
Śmierć z utonięcia jest statystycznie najczęściej wynikiem wypadku lub samobójstwa. Zbrodnicze utopienie zdarza się bardzo rzadko i to po obezwładnieniu ofiary. W przypadku Józefa K. pora dnia, gęstość zabudowy, widoczność studni z różnych stron były raczej elementami utrudniającymi zabójstwo przed wrzuceniem ciała do wody. Nie stwierdzono śladów krwi i walki wokół studni i na ciele denata. Rana głowy była powierzchowna, odnaleziona czapka nie przecięta. Ciało leżałoby na dnie.
Przeciw wersji wypadku przemawia mały otwór przykrycia studni. W razie upadku w dół wystarczyłby ruch barku czy ręki, by się zatrzymać. Na ziemi, obok studni, pozostało puste wiadro - gdyby przyjąć nieszczęśliwy wypadek, powinno pierwsze wpaść w głąb studni.
Najwięcej ustaleń w aktach sprawy przemawia za wersją samobójczą: stwierdzone rysy psychopatyczne Józefa K., jego niezadowolenie z życia, prorocze zapowiedzi, że brat pozbawi go życia, zeznania jednego ze świadków: "dzień przed śmiercią chodził nieswój, mówił, że czuje jakby koło jego domu śmierć stała". W jego psychice doszło do tzw. krótkiego spięcia i samobójczego skoku głową w dół do studni, podczas którego mógł zranić się w skroń. Następnie - wypadek częsty u samobójców - zadziałał instynkt samozachowawczy, postanowił ratować się. Daremnie. Ubrany w watowaną marynarkę, buty z cholewami, w lodowatej wodzie, nie mając o co zahaczyć rąk - szanse miał znikome.
Tak być mogło. Czy tak było? Zdaniem zespołu warszawskiego krakowska wersja w swym wątku psychologicznym jest czystą spekulacją, niczym nieuprawnioną. Po 6 latach od śmierci Józefa K. budowanie jego portretu emocjonalnego z luźnych dowolnych fragmentów jest co najmniej ryzykowne. Sąd był też tego zdania. 22 czerwca 1957 r. uznał oskarżonego Stanisława K. winnym, że w zamiarze pozbawienia życia zadał bratu uderzenie obuchem siekiery i bezwładnego wrzucił do studni, powodując jego zgon. Działał pod wpływem silnego wzruszenia - wyrok opiewał na 10 lat, złagodzony do 6 na mocy amnestii.
23 marca po raz ostatni na skutek rewizji skazanego sprawa stanęła na wokandzie SN. Wszystko zostało już powiedziane. Nie było nowych faktów, nowych okoliczności, kolejnych wniosków obrony i oskarżenia. Pozostały tylko wątpliwości. I ostatni apel człowieka oskarżonego o zbrodnię bratobójstwa, walczącego desperacko osiem lat o wolność i dobre imię. Należało rozstrzygnąć - zatwierdzić wyrok lub uniewinnić.
Zasadą w sprawach poszlakowych jest, że poszlaki nie tylko muszą pozostawać w zgodności z hipotezą winy oskarżonego, muszą również stać w sprzeczności z hipotezą jego niewinności. Tylko rzeczywiste wykluczenie innej hipotezy, poza hipotezą winy, nadaje samym poszlakom moc dowodową. Dla uznania winy na podstawie dowodów pośrednich poszlak jest konieczne, by materiał dowodowy tworzył tak powiązany i nieprzerwany łańcuch, przy którym wszelkie inne rozsądne hipotezy, z wyjątkiem hipotezy winy oskarżonego, byłyby wykluczone.
Skoro w tej sprawie nie da się w sposób bezsporny ustalić przyczyny śmierci Józefa K., kwestia czy jej sprawcą był oskarżony staje się nierozwiązalna. Wszelkie rozważania na temat, jakie były stosunki pomiędzy braćmi, kto miał interes w śmierci Józefa K. nie mogą dać rozwiązania tej zagadki.
Jeżeli hipotezie zabójstwa można na podstawie tego samego materiału dowodowego przeciwstawić nie mniej rozsądną hipotezę samobójstwa, przy wyrokowaniu w tej wchodzić może w rachubę jedynie zasada in dubio pro reo - wątpliwości przemawiają za uniewinnieniem. I taki też był ostatni wyrok.
Tok i wynik opisanej sprawy jest chyba wyjątkowy w historii polskiego sądownictwa. Od śmierci Józefa K. 28 marca 1951 r. do ostatniego wyroku SN w dniu 29 marca 1959 upłynęło 8 lat. Oskarżony wysłuchał w I merytorycznej instancji trzech wyroków skazujących - od dożywocia do 6 lat i dwa uniewinniające. "Tortura moralna, wynikająca z nieznajomości swego losu i przeżycia, jakie łączą się z dotkliwymi skutkami dla czci, wolności, zdrowia i mienia. Szkód społecznych takiego procesu - choćby tylko w skutkach finansowych - obliczyć, a w skutkach moralnych - naprawić niepodobna" - napisał w zakończeniu opisu tego procesu profesor Olbrycht, wskazując na liczne błędy jego przebiegu w kwestiach merytorycznych i proceduralnych. Mając nadzieję, iż stanie się to przestrogą na przyszłość, przypomina sentencję Cycerona - cuiusvis hominis est errare, nullius nisi insipientis in error perseverare - ludzką rzeczą jest błądzić, naganną przy błędzie obstawać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3