Z Polanskim bez fajerwerków

Redakcja
Strzela najnowszy nabytek polskiej reprezentacji Eugen Polanski, z prawej Gruzin Ucha Lobjanidze Fot. Krzysztof Porębski
Strzela najnowszy nabytek polskiej reprezentacji Eugen Polanski, z prawej Gruzin Ucha Lobjanidze Fot. Krzysztof Porębski
Polska - Gruzja 1-0 (1-0). Duet z Borussii Dortmund i bramkarz Arsenalu przesądzili o zwycięstwie biało-czerwonych.

Strzela najnowszy nabytek polskiej reprezentacji Eugen Polanski, z prawej Gruzin Ucha Lobjanidze Fot. Krzysztof Porębski

TOWARZYSKO W LUBINIE.

1-0 Błaszczykowski 36.

Sędziował Andrij Szandor (Ukraina). Żółte kartki: Błaszczykowski - Targamadze. Widzów 12 310.

Polska: Szczęsny 7 - Wojtkowiak 5, Głowacki 5, Jodłowiec 5, Wawrzyniak 5 - Murawski 5 (85 Matuszczyk), Polanski 5 (75 Dudka) - Błaszczykowski 7 (90+2 Rybus), A. Mierzejewski 6 (60 Peszko), Obraniak 5 (79 Pawłowski) - Lewandowski 5 (60 Paweł Brożek).

Gruzja: Loria 6 - Lobjanidze 5, Chubutia 5, Amisułaszwili 5 (46 Grigaława 5), Kaładze 6 - Targamadze 6, Kankawa 5 (73 Dauszwili), Kobiaszwili 5 (82 Kwirkwelia), Marcwaładze 4 (62 Wacadze) - Grigalaszwili 6 (62 Kaszia), Dwaliszwili 3 (46 Guruli).

Nawet wytrawni obserwatorzy życia polskiej kadry dziwili się, że Franciszek Smuda zdecydował się wpuścić Eugena Polanskiego od początku spotkania Polski z Gruzją. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zaledwie kilka tygodni temu pomocnik Mainz zgłosił chęć występów w koszulce z orłem, w ostatni poniedziałek wziął udział w pierwszym treningu z polską drużyną, we wtorek, po rozmowie z nowymi kolegami, selekcjoner wystawił go w wyjściowej jedenastce w wewnętrznym sparingu, a w środę wieczorem stał się pełnoprawnym członkiem reprezentacji. Polskiego hymnu nie śpiewał, ale wydaje się, że mecz rozpoczął bez debiutanckiej tremy. Zaskakiwało jedynie "ń" w jego nazwisku umieszczonym na koszulce. Wszak dzień przed spotkaniem z Gruzją prosił dziennikarzy, by zapisywali jego nazwisko przez "n". I jeszcze jedna uwaga: imię Eugen czyta się "Ojgen" - jakby obawiał się, że będzie mylony z jakimś Eugeniuszem.

Debiut nie wypadł nadzwyczajnie, bo Polanski zszedł z boiska kwadrans przed końcem, utykając, bez buta na lewej stopie. Chwilę wcześniej zwijał się z bólu, kopnięty przez jednego z Gruzinów. Początkowo przyjęty przez publiczność raczej obojętnie, na koniec dostał solidne oklaski.

Rozpisujemy się o Polanskim, bo nasi reprezentanci nie uraczyli nas festiwalem goli. Skromne zwycięstwo nie mówi całej prawdy o tym spotkaniu, bo goście mieli kilka bardzo udanych akcji, po których mogli zepsuć nam humory.

Już po kilku kopnięciach piłki David Targamadze znalazł się sam na sam z Wojciechem Szczęsnym. Polak interweniował, a Gruzin postanowił wymusić rzut karny. Ze szkodą dla siebie i drużyny, bo sędzia nie dał się nabrać. Nim minął kwadrans, znów rywale byli bliscy zdobycia gola. Tym razem piłka przeskoczyła Tomasza Jodłowca i gdyby nie interwencja Arkadiusza Głowackiego, Szota Grigalaszwili oddałby znacznie trudniejszy strzał, niż ten, po którym wykazał się Szczęsny.

Wkrótce potem Dialog Arena eksplodowała radością, ale przedwcześnie, bo wprawdzie Robert Lewandowski trafił piłką do siatki, lecz po faulu na Aleksandrze Amisułaszwilim. Minęły dwie minuty i świetne crossowe podanie Głowackiego Adrian Mierzejewski zamienił na mocne, minimalnie niecelne uderzenie.

Potem emocji znów dostarczali nam Gruzini. Ich świetną kombinacyjną akcję przerwał dopiero golkiper Arsenalu, nie pozwalając przepuścić sobie piłki między nogami przez Targamadze. Ten sam zawodnik ponownie znalazł się oko w oko ze Szczęsnym w ostatniej minucie pierwszej połowy, lecz sędzia dopatrzył się pozycji spalonej.
I dopiero wtedy dwójkowa akcja graczy Borussii Dortmund została uwieńczona sukcesem. Lewandowski podał do Błaszczykowskiego i kapitan kadry precyzyjnym strzałem zapewnił nam prowadzenie. Absolutnie zasłużył na "kołyskę", jaką zadedykowali mu uradowani koledzy z drużyny. Jeśli ktoś oczekiwał na replay, musi się zadowolić przeczytaniem tego samego opisu gola raz jeszcze. Bo więcej tak skutecznych akcji Polacy nie przeprowadzili.

Siedzący na trybunach Maciej Szczęsny starał się ukrywać zdenerwowanie pod maską skupienia, za to po ostatnim gwizdku sędziego mógł odczuwać wielką satysfakcję. Syn spisał się bez zarzutu, a przecież w drugiej połowie wcale nie miał łatwiej niż przed przerwą. Powiedzmy to sobie wprost - wygrany przez naszego bramkarza pojedynek z Otarem Marcwaładze pozwolił biało-czerwonym wywieźć z Dialog Areny korzystny wynik.

Po 22 latach reprezentacja Polski znów zagrała w Lubinie. Co nie skłoniło nadzwyczajnej liczby mieszkańców tego miasta do odwiedzenia kameralnego, mieszczącego zaledwie 16 tysięcy widzów stadionu. Fakt, rywal był z gatunku anonimowych, a i stawka meczu żadna. No, ale od września będziemy się już mierzyć z samymi piłkarskimi twardzielami. Najpierw Meksyk i Niemcy, następnie prawdopodobnie mistrz Afryki Egipt i Włochy. Nadchodzi czas rzetelnej weryfikacji możliwości drużyny Franciszka Smudy.

Krzysztof Kawa, Lubin

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie