Z rozgniewanych niebios

Redakcja
Według danych Komendy Głównej Straży, w ubiegłym roku pioruny wywołały w Polsce ponad tysiąc pożarów, zaś od bezpośredniego uderzenia zginęła jedna osoba Spada nagle, jak uderzenie z ręki rozgniewanego bóstwa. Nie na darmo starożytni zwali Zeusa z należnym przestrachem gromowładnym. O zjawisku, które próbują wyjaśniać meteorolodzy, fizycy, chemicy i parapsychologowie, wiadomo dzisiaj prawie równie niewiele, jak parę tysięcy lat temu.

ADAM MOLENDA

ADAM MOLENDA

Według danych Komendy Głównej Straży, w ubiegłym roku pioruny wywołały w Polsce ponad tysiąc pożarów, zaś od bezpośredniego uderzenia zginęła jedna osoba

Spada nagle, jak uderzenie z ręki rozgniewanego bóstwa. Nie na darmo starożytni zwali Zeusa z należnym przestrachem gromowładnym. O zjawisku, które próbują wyjaśniać meteorolodzy, fizycy, chemicy i parapsychologowie, wiadomo dzisiaj prawie równie niewiele, jak parę tysięcy lat temu.

Piorun towarzyszy nam tak samo, niebezpieczny i nieprzewidywalny, jak wszystkim pokoleniom naszych przodków. A tego lata jest jakby bardziej złośliwy niż do niedawna. W jednym tylko z sierpniowych "_Dzienników Polskich" _znaleźć można było aż trzy relacje o szkodach wyrządzonych przez wyładowania atmosferyczne.
 Piotr Krupiecki prowadził TIR-a po drodze krajowej numer 1, wioząc kuchenki gazowe z Łodzi do Włoch. Była noc, gdy w okolicy Koziegłów zobaczył na niebie pierwsze błyskawice.
 - Jeżdżę za kółkiem dwadzieścia dwa lata, ale czegoś podobnego jeszcze nie widziałem. Pioruny tłukły seriami, jakby ktoś z nieba strzelał z ogromnego karabinu maszynowego. Naraz rozległ się huk, który wstrząsnął naczepą, i zobaczyłem w lusterkach płomienie za sobą.
 Kierowca zatrzymał wóz, ale gaśnica okazała się mało skuteczna. Grom uderzył tak mocno, że kuchenki porozrzucane zostały po drodze i poboczach. Ogień błyskawicznie strawił plandekę oraz styropianowe opakowania ładunku, stopił także metalowe osłony kuchenek. Panu Piotrowi udało się odpiąć naczepę i odjechać na bezpieczną odległość. Swoją przygodę z piorunami zapamięta z pewnością do końca życia.
 Ze skutkami wyładowań atmosferycznych spotykamy się częściej, niż moglibyśmy przypuścić. Ktoś uważny nawet podczas spaceru w centrum dużego miasta może zobaczyć konar rozłupany uderzeniem pioruna. W każdym lesie jest sporo rozdartych ogromną siłą pni. Czasami na plaży albo piaszczystej drodze zaciekawi nas _fulguryt, _czyli rurka

powstała przez stopienie

piasku kwarcowego uderzeniem pioruna, zwana bardziej wyraziście strzałką piorunową. Grom uszkadza nasze urządzenia elektryczne, choć rzadko o tym wiemy: anteny satelitarne, magnetowidy, kuchenki mikrofalowe...
 - Ludzie często przynoszą do naprawy aparaty, zwłaszcza te na gwarancji, które zepsuły się wskutek wyładowań elektrycznych. Mamy z tym mnóstwo kłopotów, bowiem na obudowie oczywiście nie ma żadnych śladów i trudno wytłumaczyć klientowi, że to nie wada sprzętu, ale skutek gniewu Niebios - mówi Krzysztof Wiarowski, właściciel żywieckiej firmy "_Elwirex", _zajmującej się między innymi sprzedażą urządzeń telekomunikacyjnych od Krakowa aż po Wrocław.
 Rzecz ciekawa, że piorun, jak świat długi, jest atrybutem zdecydowanie męskim. We wszelkiego rodzaju mitologiach kojarzy się go z nadzwyczajnymi zdolnościami bogów płci brzydkiej i przedstawia jako przejaw ich gniewu. Władysław Kopaliński w swoim _Słowniku symboli _zanotował, że dla ludzi neolitu w Europie Zachodniej symbolem gromu ciskanego przez bogów był... topór.
 - Dawni Słowianie boską moc prezentowali rysunkiem... grzebienia - mówi Lech Emfazy Stefański, guru polskiej parapsychologii. - Wynikało to stąd, że podczas czesania włosów kościanymi grzebykami pojawiały się iskrzenia, czyli jakby zminiaturyzowane pioruny.
 Germański Thor, zwany również Donarem bądź Thunerem, gallo - romański Taranis, staropruski Perkunis czy słowiański Perun - wszyscy oni byli władcami miotającymi błyskawice. Temu ostatniemu poświęcono dąb, o którym wiadomo, że jest drzewem trafianym przez pioruny najczęściej.
 - Dęby szczególnie chętnie rosną na obszarach, gdzie krzyżują się cieki wodne, a ponieważ pioruny

najczęściej trafiają

w takie miejsca, stąd wiele dębów posiada ślady wielokrotnego uderzenia piorunem - tłumaczyła Anna Pietras, radiestetka, w jednym z majowych numerów "Dziennika".
 Skoro mowa o "męskim pierwiastku" elektryczności, należy wspomnieć o powstałym parę lat temu, pierwszym w świecie, amerykańskim raporcie poświęconym zagrożeniom wywołanym burzami. Wynika z niego, że na każdych pięć osób porażonych piorunem aż cztery to mężczyźni. Dlaczego tak się dzieje, nikt na razie jednak nie wyjaśnił, bo też o samych piorunach również wiemy bardzo, ale to bardzo mało.
 - Piorun jest to wyładowanie elektryczne występujące pomiędzy chmurą a powierzchnią ziemi lub chmurą a kosmosem - tłumaczy prof. Janina Lorenc z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie. - Tego lata można odnieść, łudzące raczej wrażenie, że gromów jest coraz więcej, dlatego że niszczą obiekty i zabijają ludzi, przykro to powiedzieć, ale często na skutek ich bezmyślności.
 Amerykańska prasa rozpisywała się ostatnio w alarmistycznym tonie o kilku przypadkach uśmiercenia przez pioruny miłośników golfa na Florydzie. Wydarzenia, o których mowa, były tym głośniejsze, że dotyczyły przedstawicieli elity finansowej USA. Lekceważyli oni odgłosy nadchodzącej burzy, pozostawali na odkrytym terenie mimo pojawienia się błyskawic i oddawali ulubionej rozrywce, licząc, że burza przejdzie bokiem.
 Tymczasem z gromami żartów nie ma. Przyczyną podniebnych, elektrycznych wyładowań jest różnica potencjałów elektrycznych pomiędzy chmurami a ziemią. Może ona wynosić setki milionów woltów napięcia oraz setki tysięcy amperów natężenia.
 Wyliczono, że przy średniej wynoszącej 10 tysięcy gigawatów, moc wyładowania jednego pioruna wieleset razy przekracza łączny potencjał wszystkich naszych krajowych elektrowni. To, że gromy wyrządzają szkody niewspółmiernie jednak małe wobec swej potęgi, wynika z tego, iż trwają bardzo krótko, bo mikrosekundy.
 Piorun jest niebezpieczny, przede wszystkim dlatego iż nie sposób przewidzieć, gdzie uderzy. Nawet najbardziej częste cele, których bliskości człowiek powinien unikać, czyli: wysokie drzewa, wieże kościelne, budynki, linie wysokiego napięcia czy wzgórza, mogą zostać ominięte

"grotem" błyskawicy,

jeśli opodal znajduje się zbiornik wodny albo też dolina, gdzie pod powierzchnią gleby zalegają minerały o dużej przewodności elektrycznej.
 Nie tak dawno piorun trafił w dziesięcioletniego chłopca, który znajdował się na Równi Krupowej w Zakopanem. Kilka dni później dziecko zmarło. Tydzień później piorun poraził pięcioro turystów wędrujących w masywie Świnicy. Właśnie Świnica była 61 lat temu miejscem największego dramatu w Tatrach, spowodowanego przez grom. Kilkunastu uczestników wycieczki nie zdążyło się schronić przed burzą i w efekcie zginęło sześć osób.
 Lipiec przed czterema laty był miesiącem, podczas którego od piorunów zginęły trzy osoby. Piorun, który uderzył w Czarny Staw dwa lata temu, posłużył się strumieniem wiodącym do Morskiego Oka niczym kablem elektrycznym i "popłynąwszy" nim kilkaset metrów w dół, zabił turystę, przechodzącego akurat przez wodę.
 - Z naszych obserwacji wynika, że najbardziej niebezpieczny pod tym względem czas w Tatrach trwa mniej więcej do połowy września - ostrzega Józef Janczy, zakopiański lekarz, a zarazem prezes TOPR. Doktor Janczy skrupulatnie udokumentował 22 przypadki związane w ostatnich latach z porażeniem ludzi przez pioruny.
 Na Zachodzie zarówno samo zjawisko występowania piorunów, jak ich skutki doczekały się systematycznych dociekań. W USA od lat funkcjonuje Narodowe Laboratorium Badań nad Burzami, w innych krajach też istnieją podobne placówki. W polskim IMGW mówi się o zakupie detektora służącego badaniu piorunów, jednak poza dyrektorem instytutu nikt na ten temat nic nie wie, zaś dyrektor jest na urlopie. Jak na razie wiadomości o błyskawicach, także w naszej części świata, czerpiemy z badań innych.
 Najwięcej burz z piorunami występuje w rejonie równika, przy czym rekordowa ich ilość zdarza się na wielkich wyspach położonych między Półwyspem Indochińskim a Australią. Liczba burzowych dni w ciągu roku wynosi tam od 100 do 300!

Burze trwają

tam średnio wiele godzin, ale Malajczycy to mimo wszystko i tak szczęściarze, ponieważ większość tamtejszych gromów bije... do góry, od chmur w kierunku firmamentu. Nad Wisłą zdarza się rocznie od parunastu do parudziesięciu burz, zasadniczo letnią porą, przy czym czas ich trwania jest krótki. W burzach strefy umiarkowanej pioruny, jeśli już biją, to zwykle średnio nie częściej niż raz na minutę, choć odnotowano przypadki pojawienia się kilku tysięcy piorunów na godzinę.
 W drugiej połowie mijającego stulecia wielokrotnie, zwłaszcza w amerykańskich gazetach, pojawiały się histeryczne podejrzenia, iż naukowcy ZSRR nauczyli się wywoływać burze, z piorunami właśnie, które skuteczniej niż atom mogą zniszczyć USA. Gdyby rzeczywiście tak było, to cała kula ziemska stałaby się dzisiaj jednym wielkim Związkiem Radzieckim.
 Zachodni specjaliści oceniają prawdopodobieństwo porażenia piorunem na określonym terenie w odniesieniu do liczby gromów uderzających rocznie na jeden kilometr kwadratowy. W popularnej literaturze przedmiotu znalazłem stwierdzenie, że średnia ogólnopolska wynosi tylko 2 pioruny/km2, ale autor tych danych w żaden sposób nie dokumentuje.
 Porażenie piorunem to zawsze wydarzenie budzące powszechne emocje. W przeszłości uważano, iż jest to boska kara za grzechy, lecz współcześni już wiedzą, że naturalnej elektryczności bać się powinni wszyscy.
 Z prowadzonych na całym świecie obserwacji wynika, że obrażeniom ulegają najczęściej: głowa, szyja i barki, co związane jest z... niedoinformowaniem poszkodowanych. Wiedzą oni zazwyczaj, że przed burzą należy się schronić, ale przeczekują zwykle w pozycji stojącej, zamiast przykucnąć z głową schowaną między ramionami.
 Piorun powoduje oparzenia, a nawet zwęglenia, rany płytkie i głębokie, pokrywa skórę znamionami, noszącymi nazwę figur piorunowych. _U poszkodowanych występują kłopoty z oddychaniem i zaburzenia krążenia, tak więc osoby, które nawet przeżyły sam "_cios", często umierają na serce. Interwencja medyczna polega zwykle na tych samych czynnościach, które lekarze podejmują wobec ludzi porażonych prądem z sieci. Bywa że mimo szybkiej pomocy

ofiary pioruna,

które przeżyły, mają do końca życia kłopoty ze słuchem i wzrokiem, co wiąże się z trwałymi uszkodzeniami układu nerwowego.
 Według danych Komendy Głównej Straży, w ubiegłym roku pioruny wywołały w Polsce ponad tysiąc pożarów, zaś od bezpośredniego uderzenia zginęła jedna osoba. Było także prawie 550 tak zwanych "miejscowych zagrożeń", czyli osunięć gruntu, wypadków drogowych, powalonych drzew... Tegoroczną statystykę strażacy mają zamkniętą do końca maja. Pożarów będących skutkiem wyładowań atmosferycznych zdarzyło się w tym czasie ćwierć tysiąca, zginęły dwie osoby. Kilka następnych tragedii przyniosło lato.
 - Nasze dane nie odzwierciedlają wszystkich przypadków - mówi kpt. Mariusz Mojek z Wydziału Prasowego KG PSP. - Jeśli na przykład piorun zapalił dom i wewnątrz spłonął człowiek, nie odnotowujemy go jako ofiary burzy. Nie docierają do nas informacje o ludziach porażonych wskutek wyładowań, jeśli nie zaszły przy tym okoliczności wymagające pomocy strażaków.
 Kilka tygodni temu w Mielcu piorun uderzył w dwóch wędkarzy, z których jeden zginął na miejscu. Wyładowania atmosferyczne "lubią" wodę. Wiele lat temu niżej podpisany był świadkiem zaskakującego zdarzenia. Otóż do kabiny żaglówki cumującej w przystani nad mazurskim jeziorem Niegocin wpadła rozżarzona kula wielkości pięści, odbiła się od stolika, wyskoczyła na pokład przez przedni luk, a samtąd na pomost, gdzie, zanim znikła, widziało ją kilka stojących tam osób. Nikomu nie wyrządziła krzywdy, niczego nie zniszczyła.
 Był to najprawdopodobniej tak zwany _piorun kulisty, _co do którego naukowcy nie są zgodni, czy w ogóle... istnieje. W przeszłości uważano go

za... diabła,

omam wzrokowy albo odłamek meteora.
 "Podniosłam wzrok i zobaczyłam wielką kulę w kolorze ciemnego złota, lecącą z północy na południe. Blask był bardzo mocny./.../ Patrzyłam bez lęku, ale nie mogłam się podnieść z krzesła..." - napisała do naszej redakcji Czesława Kocyba z Bukowna. Pani Czesława wie, że widziała bolid, który później spadł na pograniczu Polski i Czech, ale wielu obserwatorów sądziłoby z widoku, że ma do czynienia z piorunem kulistym.
 Opowieści z nim związane są najczęściej pełne strachu, ale i... sympatii. Utarło się przekonanie, że ów okrągły skutek wyładowań atmosferycznych nie czyni krzywdy ani spustoszeń. Nic bardziej błędnego, eksperci twierdzą, że może wybuchać jak granat czy mina. Niedawno dwaj nowozelandzcy badacze ogłosili teorię, według której piorun kulisty powstaje z mieszaniny piasku oraz węgla w miejscu, gdzie w ziemię uderzy zwykły piorun.
 Zostawmy na boku przyczyny, a zajmijmy się unikaniem skutków. Fachowcy są zgodni, że bezpiecznym miejscem do przeczekania burzy jest samochód, a także samolot. Dobre schronienie daje zamknięty budynek. Należy unikać pojedynczych drzew, słupów, budek i innych podobnych obiektów, które przyciągają pioruny. Gdziekolwiek by się było, nie jest bezpiecznie dotykać żadnych metalowych części związanych z zagrożonym obiektem.
 Dziwne, ale wielu ludzi lubi się... kąpać podczas burzy, zwłaszcza deszczowej. Nieświadomie bardzo ryzykują, bowiem woda jako doskonały przewodnik może przenieść moc pioruna na pływaka z dalekiej nawet odległości i uśmiercić go z całą bezwzględnością.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie