Z "trzech tenorów" pozostał solista

Redakcja
Donald Tusk. FOT. PAP/Jacek Turczyk
Donald Tusk. FOT. PAP/Jacek Turczyk
Udostępnij:
- Gdyby ktoś chciał napisać podręcznik o tym, jak z zacnych entuzjastów i idealistów zbudować partię, która w krótkim czasie może przejąć władzę i skutecznie ją utrzymywać, ten zacząć może od opisania przypadku Platformy Obywatelskiej - radzi dr Rafał Matyja, dziekan Wydziału Studiów Politycznych w Wyższej Szkole Biznesu - National Loius University w Nowym Sączu.

Donald Tusk. FOT. PAP/Jacek Turczyk

POLITYKA. - Obecna Platforma tę sprzed 10 lat przypomina w tym, że ścisła jej elita wie, jak zjednywać wyborców, dbać o działaczy i wygrywać wybory. Całkowicie natomiast jest pozbawiona ideowości - twierdzi dr Artur Wołek.

Dziesięć lat temu w hali gdańskiej "Olivii" na oczach 4 tysięcy sympatyków Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk, którzy już wcześniej zostali przez dziennikarzy nazwani "trzema tenorami", podpisało deklarację przystąpienia do Platformy Obywatelskiej. 24 stycznia 2001 r. PO rozpoczęła oficjalny żywot. Zanim jednak została zarejestrowana jako partia przez ponad rok (do 5 marca 2002 r.) działała jako stowarzyszenie.

Nie byłoby Platformy, gdyby nie splot kilku czynników. Po pierwsze - gdyby AWS nie okazała się efemerydą. Po drugie - gdyby nie potężne ambicje polityczne Donalda Tuska. 16 grudnia 2000 r. Tusk przegrał wybory na przewodniczącego UW z Bronisławem Geremkiem (stosunkiem głosów 261 do 338). Na początku stycznia 2001 r. Tusk ogłosił, że opuszcza Unię i razem z Olechowskim i Płażyńskim stworzą nowe stronnictwo polityczne. 7 lipca 2009 r. gen. Gromosław Czempiński, funkcjonariusz PRL-owskiego wywiadu, a w III RP szef UOP, podał kolejny powód powstania PO. W mediach zapewniał, że on miał duży udział w powstaniu PO. "Nie było łatwo im wytłumaczyć - Olechowskiemu, Piskorskiemu i Tuskowi - że mogą nadać nowy impet na scenie politycznej". Czempiński chełpił się, że był tą osobą, która dała początek partii.

Tysiące osób, które przystąpiły do budowania PO, na pewno nie wiedziały o roli gen. Czempińskiego, o ile ten nie kłamał, bo jego wypowiedzi z 2009 r. miały zapewne na celu wsparcie bliskich mu polityków, czyli Olechowskiego i Piskorskiego, którzy w tym czasie próbowali reaktywować Stronnictwo Demokratyczne i nie kryli co najmniej niechęci do Tuska i PO.

Dr Artur Wołek, politolog z Polskiej Akademii Nauk i WSB-NLU w Nowym Sączu, podkreśla, że PO powstała zarówno jako projekt ideowy, obywatelski, coś w rodzaju pospolitego ruszenia, bo w jej rozwój zaangażowało się wielu ludzi o prawicowo-centrowym spojrzeniu na świat, którzy mieli dość marazmu na scenie politycznej i rozkładu AWS i UW.

- Ale też Platforma została wymyślona przez swoich założycieli jako partia do wygrywania wyborów - mówi dr Wołek. Zwraca uwagę na to, że już na początku pełnomocnicy powiatowi PO dostali komórki. - Ten fakt zrobił na mnie duże wrażenie, bo świadczył o profesjonalizmie jej twórców - przyznaje politolog z PAN i WSB-NLU.

- Dzisiejsza Platforma tę sprzed 10 lat przypomina w tym, że ścisła jej elita wie, jak zjednywać wyborców, dbać o działaczy i wygrywać wybory. Całkowicie natomiast jest pozbawiona ideowości. To partia aparatczyków. Na jej listach wyborczych nie ma w zasadzie aktywnych obywateli, a jedynie ludzie aparatu - dodaje dr Wołek.

Prof. Tadeusz Borkowski, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dzieli dotychczasowy 10-letni okres istnienia PO na trzy etapy. - Pierwszy to był czas budowy, niewielkiego poparcia i kilku praktycznie równorzędnych przywódców: obok "trzech tenorów", był też Jan Maria Rokita, Paweł Piskorski, potem Płażyńskiego zastąpiła Zyta Gilowska. Ten okres charakteryzowało też to, że głównym przeciwnikiem PO był SLD - mówi prof. Borkowski.
Pierwszy okres - lata 2001-2005 - zaczęły się od swego rodzaju castingu politycznego. "Tenorzy" postanowili, że o miejscach na listach wyborczych do Sejmu zadecydują partyjne prawybory. - Był to majstersztyk z ich strony, ponieważ uaktywnił i zmobilizował mnóstwo osób w całym kraju, które chciały działać w polityce. Powstał twórczy ferment. Mojej oceny nie zmienia to, że w niektórych miejscach doszło do sporych przekrętów przy okazji prawyborów - twierdzi dr Rafał Matyja. Warto jednak pamiętać, że zaraz po powstaniu PO miała w sondażach około 20-procentowe poparcie (wyżej stał tylko SLD - około 45 proc.). Istniała więc nadzieja na dobrą przyszłość w polityce.

W wyborach w 2001 r. PO uzyskała 12,7 proc. głosów, co przełożyło się na 65 mandatów. Kierownictwo partii liczyło jednak na co najmniej powtórzenie wyniku Olechowskiego z wyborów prezydenckich, ale i tak Platforma została drugą siłą w Sejmie - po SLD. "Trzej tenorzy" odrzucili ofertę Sojuszu o wejście z ich partią w koalicję. Zawarli za to porozumienie z PiS w 2002 r. w wyborach samorządowych.

Przez prawie cały 2002 r. poparcie dla PO oscylowało wokół 10 proc. Sytuacja nie zmieniła się na początku 2003 r. Lepsze notowania miało wtedy aż 5 stronnictw: SLD, Samoobrona, PiS, LPR i PSL. Wydawało się, że Platforma obumiera. W maju 2003 r. z partii odszedł jeden z jej twórców: Maciej Płażyński. Nowym przewodniczącym został Donald Tusk.

Koło ratunkowe dla PO rzucił Adam Michnik, który ujawnił w "Gazecie Wyborczej" o misji Lwa Rywina, oraz ówczesny premier Leszek Miller, który zgodził się na powstanie komisji śledczej ds. afery Rywina. W niej błysnął Jan Rokita. W dużej mierze dzięki Rokicie PO już we wrześniu 2003 r. zrównuje się w sondażach z SLD, a w listopadzie już przewodzi.

Sukces goni sukces: w czerwcu 2004 r. Platforma uzyskuje najlepszy wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wszystko wskazuje na to, że wygra wybory do Sejmu w 2005 r. Zanim jednak do wyborów doszło, do odejścia z partii zmuszona została Zyta Gilowska, jej wiceprzewodnicząca. Oficjalnym powodem było, że forsowała w okręgu lubelskim swojego syna i synową. Nieoficjalnie mówiło się natomiast, że Tusk "wyciął" Gilowską, bo zagrażała jego pozycji.

- We wrześniu 2005 r. zaczął się drugi etap w życiu PO - wylicza prof. Borkowski. Przegrała wówczas wybory, które - jak sądzili nie tylko liderzy Platformy, ale wielu rodaków - miały zakończyć się jej sukcesem. Goryczy porażki nie osłodził fakt, że partia uzyskała dwa razy więcej głosów i mandatów niż cztery lata wcześniej. Kolejny policzek zaliczyła PO, a zwłaszcza jej przywódca Donald Tusk, gdy został pokonany w walce o fotel głowy państwa przez Lecha Kaczyńskiego.

- Wtedy zaczęła się wojna pomiędzy PO i PiS, która wciąż trwa i ma fatalne skutki dla państwa i społeczeństwa - narzeka prof. Borkowski. - Od tamtej pory spora część społeczeństwa przestała myśleć racjonalnie. Myśli wyłącznie kategoriami kibiców piłkarskich. Liczy się dla nich tylko ich drużyna, czyli albo PO, albo PiS.
Trzeci etap dla PO zaczął się od 2007 r., gdy przejęła rządy. Znawcy przypominają, że polityka polega na tym, by umieć wykorzystywać okazję. - Liderom PO udało się wykorzystać wręcz fizyczną niechęć - zwłaszcza większości elit - do PiS - mówi dr Artur Wołek. - Potrafili się zaprezentować jako jedyna nadzieja "białych ludzi" przed szaleństwem PiS, który miał za sojuszników Samoobronę i LPR. Zanim doszło do wyborów parlamentarnych, PO zdobyła najwięcej mandatów w wyborach do sejmików wojewódzkich w 2006 r.

W wyborach do Sejmu w 2007 r. Platforma zdecydowanie pokonała PiS (41,5 proc. do 32,1 proc.) i od tamtej pory rządzi, choć w koalicji z PSL.

W 2009 r. partia Tuska zanotowała kolejny sukces - uzyskała połowę mandatów do PE, jakie przypadły Polsce. W ubiegłym roku zdobyła najwięcej mandatów w wyborach do sejmików wojewódzkich, choć uzyskany wynik (31 proc.) na pewno nie zadowolił kierownictwa Platformy. Zwycięstwem jej kandydata zakończyła się też batalia o prezydenturę.

Dr Wołek zwraca uwagę na fakt, że o ile jeszcze do wyborów w 2005 r. Platforma uchodziła za standardową partię centro-prawicową, to od około 5 lat jest w gruncie rzeczy antyPiS-em, choć teraz w mniejszym stopniu, bo maleją szanse PiS na powrót do władzy. - Ale właściwie do teraz osią programu Platformy jest wmawianie wyborcom, że jeśli odrzucą ją, to do władzy dojdzie PiS - twierdzi politolog z PAN i WSB-NLU.

Według dr. Matyi wielkim sukcesem PO jest to, że przez ponad 3 lata nie tylko utrzymuje się przy władzy, ale wciąż cieszy się dużym poparciem. W jego ocenie jest partią, która w polityce kieruje się niemal wyłącznie chęcią pozostawania przy rządzie.

Nie zmienia to jednak faktu, że analitycy sceny politycznej są zgodni, że praktycznie tylko jakieś polityczno-obyczajowe "trzęsienie ziemi" mogłoby pozbawić PO zwycięstwa w najbliższych wyborach parlamentarnych. - Nasza scena polityczna przypomina znane powiedzenie, że wśród ślepych jednooki jest królem. Takim jednookim królem jest PO - twierdzi dr Wołek.

Dr Wołek podkreśla, że obecna PO jest partią jednego człowieka - Donalda Tuska. Prof. Borkowski podziela pogląd, że PO jest sprawna przede wszystkim w utrzymywaniu się przy władzy, ale nie potrafi sprawnie i konstruktywnie rządzić państwem. - W efekcie za około 5 lat PO przegra z hukiem - prognozuje prof. Borkowski.

WŁODZIMIERZ KNAP

wlodzimierz.knap@dziennik.krakow.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie