Z weteranami do Kongresu

Redakcja
W kończącej studia na Uniwersytecie Yale grupie Johna Kerry'ego nie było żadnych wątpliwości, czy należy poddać się poborowi i wyruszyć do Wietnamu. Kerry już wtedy, w 1966 roku, wątpił w sens tej wojny, ale był absolwentem Yale, wyznawał dewizę uczelni zobowiązującą wychowanków, by służyli Bogu, ojczyźnie i uniwersytetowi. Do wojska wstępowali jego najbliżsi przyjaciele z prestiżowej korporacji studenckiej Skull and Bones.

Kerry'emu udało się doprowadzić do prawdziwego zakończenia wojny, której nie rozpoczął, chociaż uczestniczył w niej jako żołnierz

   Fred Smith, który później założy Federal Express, wybrał piechotę morską. Do piechoty morskiej wstąpił również Dick Pershing, wnuk legendarnego generała z I wojny światowej Jacka Pershinga. Był pierwszym z pięciu bliskich przyjaciół Kerry'ego, którzy zginęli w Wietnamie.
   Kerry wybrał służbę w marynarce wojennej. Poszedł w ślady swego idola Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, służącego w marynarce podczas II wojny światowej. Złożył podanie o przydział do służby na łodziach patrolowych operujących u wybrzeży Wietnamu i w Delcie Mekongu. Jego prośba została rozpatrzona pozytywnie. Załogi łodzi miały uniemożliwić napływ północnowietnamskiego uzbrojenia, które poprzez plątaninę rzecznych odnóg i kanałów delty docierało do partyzantów Vietcongu. Kerry znalazł się w jądrze ciemności wietnamskiej wojny.
   Pierwszą poważniejszą misję bojową dowodzoną przez Kerry'ego łódź patrolowa wykonywała 2 grudnia 1968 roku. Po kolejnych akcjach został udekorowany Brązową Gwiazdą i Srebrną Gwiazdą, odznaczeniami przyznawanymi za odwagę na polu bitwy, oraz trzema Purpurowymi Sercami - za rany odniesione na polu bitwy.
   Demokratyczny kandydat na prezydenta USA przyznaje, że wszystkie obrażenia, które odniósł w Wietnamie, nie były specjalnie groźne, choć jedna z wygojonych ran dokucza mu do dzisiaj. Marynarka miała zasadę, że żołnierze trzykrotnie ranni w akcji - trzykrotnie nagradzani Purpurowymi Sercami - mają prawo wnioskować o przeniesienie do kraju. Kerry złożył wniosek o zastosowanie tej zasady wobec niego. Wietnam opuścił w kwietniu 1969 roku - na dwa miesiące przed zakończeniem regulaminowego okresu służby.
   - Byłem przekonany, że nadszedł czas, by opowiedzieć, co się w Wietnamie dzieje - wyjaśnia po latach Kerry. Mówi, że postanowił prowadzić wojnę przeciwko wojnie.

W proteście weteranów

   W kwietniu 1971 roku w motelu Howard Johnsons na przedmieściu Detroit odbyły się przesłuchania zorganizowane przez organizację "Wietnamscy Weterani przeciwko Wojnie". Nazwano je "The Winter Soldier Investigation" - "śledztwo zimowego żołnierza". W przesłuchaniach wzięło udział około 150 weteranów z Wietnamu. Opowiadali o zbrodniach, które popełnili sami albo których byli świadkami. Przesłuchania nie zostały dostrzeżone przez media. Nagrywała je natomiast grupa niezależnych filmowców z Nowego Jorku. Później za film dokumentalny, na który składają się wyznania weteranów, jego realizatorzy otrzymali nagrody na festiwalach filmowych w Cannes i Berlinie.
   Wśród ludzi obecnych w jadalni Howard Johnsons, gdzie odbywały się przesłuchania, był również John Kerry. Sam nie zeznawał, wysłuchiwał innych, czasem - co zarejestrowała kamera - zadawał pytania.
   Kerry postanowił związać się ściślej z "Weteranami Przeciwko Wojnie". Działaczom organizacji tłumaczył, że z materiałami zgromadzonymi podczas przesłuchań powinni udać się do Waszyngtonu. Pomysł został zaakceptowany.
   W kwietniu 1971 roku wypełnione weteranami autobusy ruszyły do Waszyngtonu. Rozpoczął się tydzień antywojennego protestu. Jego kulminacyjnym punktem było przesłuchanie Kerry'ego przed Komisją ds. Stosunków Międzynarodowych Kongresu, podczas którego miał przedstawić wyniki "śledztwa zimowego żołnierza".
   - Około 150 odznaczonych i z honorami skierowanych do rezerwy weteranów złożyło zeznania o zbrodniach, jakie zaobserwowali albo które popełnili w południowo-wschodniej Azji. Nie opowiadali o sporadycznych incydentach, ale o codziennych zdarzeniach, z których zdawali sobie sprawę oficerowie wszystkich szczebli dowodzenia. Opowiedzieli swoje historie. O tym, jak gwałcili, odcinali uszy, obcinali głowy, obwiązywali drutami genitalia, a następnie przepuszczali przez nie prąd elektryczny, strzelali do przypadkowo napotkanych cywilów, napadali na wioski w stylu Dżyngis-chana - mówił Kerry.
   - Jak możecie żądać od człowieka, żeby był ostatnim, który umrze w Wietnamie. Jak możecie chcieć od człowieka, żeby był ostatnim, który umrze za pomyłkę? - pytał Kerry w mowie, której fragmenty pokazano w głównych wydaniach dzienników telewizyjnych.
   Kolejnego dnia protestów do 800 manifestujących weteranów dołączyło 250 tysięcy sprzeciwiających się wojnie Amerykanów. Weterani zebrali się pod Kongresem, przez ogrodzenie przerzucali swoje medale otrzymane podczas służby w Wietnamie. W ten swoisty sposób zwracali je rządowi. Do ogrodzenia podszedł również Kerry - bohater wojenny i antywojenny jednocześnie. Kamery najważniejszych stacji telewizyjnych pokazały go, jak przerzucił przez ogrodzenie kilka medali oraz mundurowe baretki.
   Z nagrań rozmów w Białym Domu za czasów Richarda Nixona - udostępnionych po aferze Watergate - wynika, że prezydent i jego doradcy doceniali Kerry'ego jako groźnego przeciwnika, charyzmatycznego lidera, którego działalność mogła doprowadzić do zmniejszenia poparcia dla wojny. Dostrzegli, że Kerry dał zupełnie nową twarz ruchowi antywojennemu. Nie było to oblicze długowłosego hippisa, ale absolwenta uczelni uważanej za kuźnię kadr rządzących Ameryką. Młodego człowieka, który posłusznie spełnił obywatelski obowiązek, udał się do Wietnamu i został tam moralnie zraniony - przez rząd, który go wysłał na tę wojnę. Inni przywódcy ruchu antywojennego byli o wiele łatwiejszym celem, mieli długie włosy, wymachiwali flagami Vietcongu, flirtowali z komunistami.
   Kilka lat później okazało się, że materiały zgromadzone podczas "śledztwa zimowego żołnierza" były najczęściej przesadzone. Nie posłużyły do wszczęcia bodaj jednego procesu. Reporterzy i historycy dowiedli, że wielu zeznających weteranów w rzeczywistości nigdy nie było w wojsku, nigdy w życiu nie widziało Wietnamu.
   Jednak biorącym udział w przesłuchaniach prawdziwym weteranom udało się wypełnionymi emocjami słowami ukazać kulturę zabijania panującą w amerykańskiej armii w Wietnamie. Podkreślali rolę dowództwa, ustanawiającego strefy swobodnego strzału - gdzie żołnierze mogli użyć broni bez rozkazu, według własnego uznania - na terenach południowego Wietnamu, który miał być przecież broniony przed inwazją wrogów z północy. Byli weterani opowiadali o systemie nagród za zabijanie, o tym, że właściwie każdego zabitego Wietnamczyka można było określić w raportach jako unieszkodliwionego bojownika Vietcongu.
   W 1972 roku Kerry zrezygnował z działalności w "Weteranach przeciwko Wojnie", w której zaczęły dominować lewackie i anarchistyczne poglądy. Swoją wojnę przeciwko wojnie chciał toczyć wewnątrz systemu, a nie przez próbę jego obalenia. 28-letni aktywista antywojenny postanowił stać się częścią Kongresu, zgłosił swą kandydaturę w wyborach do Izby Reprezentantów.
   Wiele lat później pewien dociekliwy reporter zobaczył w biurze senatora Kerry ‘ego gablotkę z odznaczeniami, które otrzymał za służbę w Wietnamie. Polityk musiał przyznać, że medale przerzucone w 1971 roku przez ogrodzenie Kongresu nie należały do niego, mówił, że dał mu je weteran, który nie mógł udać się na wiec do Waszyngtonu. Zapewniał natomiast, że rzucił wtedy swoje baretki.

Prawdziwy koniec

   Kerry wrócił z Wietnamu przekonany, że - jak to kiedyś powiedział - rząd nie zawsze postępuje uczciwie ze swoimi obywatelami i żołnierzami. To przekonanie zaważyło na jego dalszym życiu. Jako senator raczej nie zajmował się tworzeniem prawa, wolał angażować się w prowadzone przez Kongres śledztwa.
   Najważniejszym z zadań, jakich się podjął, było udowodnienie, że różne konspiracyjne teorie o przetrzymywaniu przez Wietnamczyków amerykańskich jeńców nie mają pokrycia w prawdzie. W 1993 roku, po wielu miesiącach przesłuchań świadków, kierowana przez niego komisja Kongresu stwierdziła, że nie istnieją żadne przekonywające dowody na to, że władze Wietnamu przetrzymują amerykańskich jeńców. Jednym z członków komisji, który wydatnie przyczynił się do jej sukcesu, był John McCain, senator z Arizony, wietnamski weteran i jeniec wojenny.
   Raport komisji został opublikowany w czasie, kiedy różne organizacje weteranów żerowały na rodzinach zaginionych w Wietnamie żołnierzy, wyciągając od nich pieniądze na rzekomo mające się odbyć akcje poszukiwania ich bliskich.
   Raport komisji Kerry'ego umożliwił normalizację stosunków USA z Wietnamem, do czego doszło w 1994 roku. Kerry 'emu udało się doprowadzić do prawdziwego zakończenia wojny, której nie rozpoczął, chociaż uczestniczył w niej jako żołnierz. Wojny, która okazała się największą pomyłką Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej przynajmniej do czasu - jak chcą niektórzy - rozpoczęcia interwencji w Iraku.

Ostatni patrol

   19 czerwca 1995 roku Kerry jeszcze raz wsiadł na pokład łodzi patrolowej, takiej samej, jaką dowodził w Wietnamie. W Waszyngtonie odbywała się uroczystość przekazania jej do Muzeum Marynarki Wojennej. Zgromadziło się wielu wietnamskich weteranów. Zanim zacumowali łódź przy nabrzeżu muzeum, pływali nią po Potomaku.
   - Byliśmy specjalistami w wymienianiu racji żywnościowych na krewetki. Taśmy propagandowe, które mieliśmy puszczać przez głośniki naszych łodzi, pływając po kanałach Delty Mekongu, zastępowaliśmy nagraniami Jima Morrisona. Strzelaliśmy do wodnego ptactwa, by mieć smaczną kolację. Tak, wielu z nas pływało na nartach wodnych. Kiedy łamaliśmy przepisy - czego, oczywiście, nigdy nie robiliśmy! - powtarzaliśmy sobie, no, co oni mogą nam zrobić? Wysłać do Wietnamu?!
   - Każdego dnia egzystowaliśmy na cienkiej granicy między życiem a umieraniem. Nasze łodzie były domem, szpitalem, a kiedy trzeba również salą porodową i kostnicą - wspominał Kerry.
   JAROSŁAW ARMATYS
   W przeciwieństwie do prezydenta Busha, który jest zwolennikiem doktryny wojny prewencyjnej podejmowanej przeciwko potencjalnym przeciwnikom USA, nawet wtedy gdy bezpośrednio nie zagrażają Ameryce - czego przykładem była interwencja w Iraku - John Kerry twierdzi, że użycie siły na arenie międzynarodowej musi przejść "globalny test wiarygodności". Bush gotów jest na prowadzenie działań zbrojnych niezależnie od jakości poparcia międzynarodowego. Kerry uważa, że Stany Zjednoczone powinny rozwiązywać problemy na arenie międzynarodowej we współpracy z innymi krajami i organizacjami międzynarodowymi. Postrzega Amerykę jako lidera świata nie kierującego się wyłącznie swoimi interesami, respektującego uwagi społeczności międzynarodowej. Jest to jednak również wyraz odmiennego myślenia kandydata demokratów o polityce zagranicznej. Jako prezydent Kerry prawdopodobnie bardziej niż Bush uzależniałby użycie siły przez USA od legitymacji ONZ i NATO. Może to oznaczać, że będzie mu zależeć na wzmocnieniu stosunków z krajami, które pełnią główną rolę w tych organizacjach - kosztem małych krajów, takich jak np. Polska.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie