reklama

Za co lali w pysk

RedakcjaZaktualizowano 
Zapraszamy do dyskusji

ANDRZEJ KOZIOŁ

ANDRZEJ KOZIOŁ

Zapraszamy do dyskusji

Kiedyś nie podawało się ręki defraudantowi, który doskonale o tym wiedząc, unikał towarzystwa, unikał okoliczności, w których mógł go spotkać ten afront. Jakoś nie widzę podobnych zachowań, nie słyszę o nich.

Na przyzwoitość nie ma recepty, nie ma przepisu, bo przyzwoitość to nie sękacz, chociaż jest czymś równie archaicznym jak to ciasto - wymagające wiele cierpliwości i czasu, sporo pracy i szlachetnych surowców. Przyzwoitość intuicyjnie lokujemy pomiędzy dekalogiem, zasadami savoir-vivre’u a wielokrotnie wyśmiewanym kodeksem Boziewicza. Jednak przyzwoitość to coś nieco innego.
 Przed laty dziennikarsko zajmowałem się sprawą z pozoru kryminalną, w rzeczywistości polityczną, i to aż tak bardzo, że świadków odwiedzali nieznajomi, dobrze umięśnieni ludzie, przedstawiając rejestr nieszczęść, jakie mogą przydarzyć się ludziom mieszkającym na wsi i żyjącym ze szklarniowych upraw, na przykład nieznani sprawcy mogą w zimną noc obrzucić szklarnię kamieniami.
 Chodziło o jednego człowieka, zajmującego skromne miejsce w gminnej urzędniczej hierarchii. Człowiek ten wypowiedział walkę miejscowej mafii. Malutkiej, śmiesznej, ale osobistymi koneksjami powiązanej z wojewódzkimi władzami. Wrobiono go w brzydką sprawę, podstawiając dwóch świadków - chorego psychicznie, wielokrotnie hospitalizowanego w Kobierzynie osobnika i osobistego wroga, wyrzuconego z pracy za złodziejstwo.
Wieś zawrzała, a czas na społeczne wrzenie nie był dobry - początek stanu wojennego. Do sądu jeździł ksiądz proboszcz, przybywali przełożeni oskarżonego, gotowi świadczyć o jego uczciwości. Na nic to się nie zdało, sąd wiedział swoje i wydał wyrok skazujący. Jednak nie to było najgorsze dla oskarżonego. Najgorsza była reakcja jego ojca, chłopa, rolnika pełną gębą, gospodarującego na drugim końcu Polski, który usłyszawszy w radiowych wiadomościach o skazaniu syna za nadużycia, wyrzekł się go, wydziedziczył i gdyby mógł - zapewne wymazałby z pamięci.
 Stary chłop z pewnością nie słyszał o kodeksie Boziewicza, zresztą w myśl jego treści nie był osobą honorową, bowiem Boziewicz wprawdzie przyznawał chłopom prawo do dawania satysfakcji honorowej, ale tylko w szczególnych przypadkach, na przykład piastowania godności posła. Kierował się najprostszym z honorowych kodeksów, opartym na dekalogu, który dozwalając bronić swego nawet kosztem krwi, nie zezwala na zabranie cudzego. W tym systemie wartości człowiek przyzwoity - zażywający miru gospodarz - nie połakomi się na cudzy grosz, bo takiej postawy żąda od niego Bóg i oczekują ludzie. Złodziejstwo istniało, nie da się zaprzeczyć, ale zostało przypisane do innych, pozbawionych honoru ludzi. Ludzi bez własnego domu i własnej ziemi, wykorzenionych, do których można było zaliczyć i Cyganów, i wędrownych złodziejaszków, i nawet urzędników, przynajmniej niektórych.
 Sprawa niby mała, ale symptomatyczna, więcej - przypominająca grecką tragedię sprowadzoną do realiów ostatnich lat PRL. Chłop, któremu Boziewicz nie przyznawał praw honorowych, stał się niewolnikiem honoru, człowiekiem tak przyzwoitym, że w imię przyzwoitości gotowym do unicestwienia tego, co najcenniejsze - serdecznych więzów z własnym synem.
 Przypominam sobie tego chłopa, ilekroć słyszę i czytam o kryminalnych aferach na najwyższych - lub prawie najwyższych - szczeblach władzy. Obserwuję życie polityczne, życie gospodarcze i najbardziej kryminogenny obszar, wspólny dla tych dwóch sfer. Obserwuję i nie widzę nigdzie ludzi, którzy skłonni by byli do równie radykalnych, ale przecież łatwiejszych, bo nie zabarwionych rodzinnymi względami, postaw. Kiedyś nie podawało się ręki defraudantowi, który doskonale o tym wiedząc, unikał towarzystwa, unikał okoliczności, w których mógł go spotkać ten afront. Jakoś nie widzę podobnych zachowań, nie słyszę o nich. Wprost przeciwnie - od czasu do czasu słyszymy o przedstawicielach świata polityki biesiadujących w towarzystwie ludzi przynajmniej mocno podejrzanych, jeżeli nie ewidentnych kryminalistów.
Pewien eksminister zapłacił życiem za kontakty z bandyckim półświatkiem i został zabity w okolicznościach, w jakie nie powinien wikłać się przyzwoity człowiek - pod podłą knajpą, podczas biesiady w mocno podejrzanym towarzystwie. I chociaż obowiązuje zasada każąca o umarłych mówić albo dobrze, albo wcale, trudno go nazwać przyzwoitym człowiekiem, bowiem przyzwoity człowiek starannie dobiera sobie towarzystwo, oczywiście składające się z przyzwoitych ludzi.
 Wiem, jak trudno zdobyć się publicznie na zlekceważenie wyciągniętej dłoni, ale wiem też, że gdy jest już po wszystkim, ma się świetne samopoczucie. Kiedyś z wyciągniętą łapą podszedł do mnie człowiek, o którym wszyscy wiedzieli, że przed laty był funkcjonariuszem UB, a później, aż do lat siedemdziesiątych, namiętnie pisał donosy, także na mnie. Rzecz się działa w publicznym, nawet bardzo dostojnym miejscu, wśród zdawkowo, z przymusem uśmiechniętych ludzi. Nieszczerze wyszczerzony osobnik wyciągał w moją stronę rękę. Odwróciłem się, zagadnąłem do kogoś i poczułem ogromną ulgę. Nie satysfakcję z powodu afrontu, jaki wyrządziłem temu człowiekowi, nie dlatego, że został z głupim uśmieszkiem i z wyciągniętą grabą, ale dlatego, że nie musiałem jej dotykać, splamionej nie tylko atramentem, ale i krwią.
 Przyzwoitość - to nie tylko uczciwość w materialnym sensie tego słowa, to także głoszenie przyzwoitych poglądów. Często, chyba zbyt często, ekstremalne postawy kwitujemy wzruszeniem ramion i wykrętną formułką: "No cóż, takie są jego poglądy".
 Otóż bywają poglądy, z którymi się polemizuje i są takie, za które wali się w mordę. Opowiadał mi kiedyś bardzo zacny, bardzo spokojny człowiek, zajmujący zresztą wysoko konotowaną pozycję społeczną, że tylko raz w życiu dał w pysk człowiekowi. Było to w przedziale pociągu. Kilka osób związanych tylko jednym, celem podróży, anonimowość - wszystko to sprzyja konwersacjom, na jakie rzadko pozwalamy sobie w swym środowisku. Tym razem wśród podróżnych znalazł się ktoś, kto wygłosił dłuższą tyradę na temat okupacyjnej zagłady Żydów. Jej przesłanie było przerażające i nie tak rzadkie, jak uważamy. Teza była przejrzysta: hitlerowcy to wprawdzie świnie i mordercy, ale wyrządzili nam przysługę usuwając miliony naszych współobywateli.
 Czy z takim twierdzeniem można polemizować? Nie można, tak jak nie można liczyć na to, że grzebiąc w szambie, nie zbrudzimy sobie rąk. Dlatego bardzo spokojny człowiek zdobył się na gest, który raczej skłonni jesteśmy przypisywać chuliganom niż intelektualistom, dał w twarz piewcy Holocaustu.
 Uderzenie w policzek, jeżeli nie powala na ziemię, ot, takie zwykłe klaśnięcie, nie jest naruszeniem nietykalności cielesnej, chociaż tak mógłby je zakwalifikować prokurator, stanowi o wiele bardziej bolesne naruszenie godności osobistej. Wprawdzie imć pan Kmicic, a raczej Babinicz, bo takie wtedy nosił nazwisko, dał sprzedawczykowi Kuklinowskiemu tak siarczyście w pysk, że ten się na dół pokocił z częstochowskiego wału, ale pan Kmicic był człowiekiem porywczym, nie znającym miary ani w złym, ani w dobrym. Nikt już nikomu nie daje w pysk symbolicznie, figuralnie, raniąc jedynie dumę, nie oznacza to jednak, że wszyscy staliśmy się przyzwoitymi ludźmi. Raczej wprost przeciwnie...
Nawiasem mówiąc, ostatni policzek, który echem odbił się w całej Polsce, jeżeli wierzyć plotkom sprzed ponad dwóch dziesięcioleci, wymierzył odtwórca filmowej roli Kmicica, uderzając syna bardzo znanego wówczas polityka. Poszło ponoć o obrazę Jana Pawła II. Dzisiaj, nawet jeżeli dwóch posłów - jeden z przyzwoitej partii i wyglądający na przyzwoitego człowieka, drugi z pogranicza przyzwoitości - zetrze się na sejmowym korytarzu, nie ma mowy o patetycznym, symbolicznym policzku. Nie dochodzi do niczego. Na szczęście, bowiem to, co można było oglądać w telewizji, zapowiadało raczej zwyczajne mordobicie.
 Przyzwoitości nie należy mylić z tak modną dzisiaj poprawnością. Nikt nie stanie się przyzwoitym człowiekiem tylko dlatego, że amerykańskiego Murzyna nazwie Afroamerykaninem, zaś polskiego Cygana Romem.
 Przyzwoity człowiek zachowuje zasady politycznej poprawności, lesbijki nazywa kochającymi inaczej (chociaż w tym terminie, pochodzącym od nazwy wyspy Lesbos, nie ma niczego uwłaczającego), ale nie każdy, kto respektuje te zasady, jest przyzwoitym człowiekiem. Za fasadą poprawności zbyt często kryje się niechęć do nazywania rzeczy po imieniu, a nazywanie rzeczy po imieniu jest jednocześnie wyrażeniem o nich sądu, jest rodzajem sankcji. Jeżeli ich zabraknie, grozi nam niebezpieczeństwo moralnego relatywizmu przesuniętego poza granice przyzwoitości. Jeżeli państwowego urzędnika czerpiącego ze swej działalności bezprawne zyski nie nazwiemy po imieniu, jeżeli mocno faszyzującego polityka nie uznamy za faszystę, będzie działo się źle. Jednak, jak powiadał pewien mleczarz, z jednej strony tak, natomiast z drugiej... Z drugiej strony przyzwoity człowiek nie feruje pochopnie wyroków, nie potępia nikogo zanim nie jest pewien, że ktoś zasługuje na potępienie. Jak więc widać, przyzwoitość nie jest łatwa, bardziej przypomina czujne balansowanie na linie niż spacer po wygodnym, gładkim i szerokim chodniku.
 Przyzwoitość ma też - a może przede wszystkim - swój prywatny wymiar. Ktoś z mych znajomych miał własne kryterium oceny ludzi, dzielił ich na tych, z którymi mieszkając w hotelu zostawiłby na nocnej szafce portfel i na tych, których nie obdarzyłby podobnym zaufaniem. Przyzwoitemu człowiekowi pewne pomysły - na przykład właśnie sięgnięcie po cudzy portfel - nawet nie wpadną do głowy. Przyzwoity człowiek mówi prawdę, tylko prawdę, chociaż nie całą prawdę, bowiem przyzwoity człowiek zazwyczaj bywa także dobrze wychowany. Przyzwoity człowiek stosuje się do wskazań dekalogu, ale bez bigoterii, która jest tak odległa od przyzwoitości jak kanciarstwo od Kanta, i do zasad dobrego wychowania, lecz bez ortodoksji doprowadzającej do pustki ukrytej w pancerzyku savoir-vivre’u. Jednym słowem - trudno być przyzwoitym człowiekiem, ale nic co szlachetne, nie jest łatwe.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3