Zabójstwo 10-latka. Kozłów żyje sobotnią tragedią. Mieszkańcy w szoku

Aleksander Gąciarz
Aleksander Gąciarz
Dom, w którym doszło do sobotniej tragedii Aleksander Gąciarz
- Po nim można się było wszystkiego spodziewać, ale żeby zabić małe, obce dziecko. To się w głowie nie mieści – mówi kobieta napotkana w centrum Kozłowa. O niedzieli w miejscowości mówi się głównie o tragedii, do jakiej doszło w niepozornym, szarym budynku położonym niedaleko Urzędu Gminy.

FLESZ - Komisja ds. pedofilii zawiadamia prokuraturę. Sprawa dotyczy czterech biskupów

- Kiedyś był to nasz gminny budynek. Mieściły się tam mieszkania socjalne. Około 10 lat temu trzy zamieszkałe tam rodziny wykupiły lokale i od tamtej pory obiekt jest ich własnością

– mówi wójt Jan Zbigniew Basa.

W mieszkaniu na I piętrze mieszka 35-letnia kobieta z 13-letnim synem. W sobotę wieczorem pracowała na popołudniową zmianę w pobliskim sklepie. Do syna przyszedł w odwiedziny 10-letni kolega, mieszkający w jednym z pobliskich domów.

- Mama pozwoliła mu zostać u niego na noc –

mówi wychowawczyni chłopca Maria Lesiak, która jednocześnie kieruje Szkołą Podstawową w Kozłowie.

Chłopcy byli sami, gdy do mieszkania przyszedł ojciec trzynastolatka. Przez kilkanaście lat mieszkał tam z jego matką i chłopcem. Miał powiedzieć, że chce zabrać swoje rzeczy. Syn otworzył mu drzwi.

- Mężczyzna miał zakaz zbliżania się do rodziny. Dwa tygodnie wcześniej pobił partnerkę i był poszukiwany przez policję, ale nie został zatrzymany. Rodzinie po raz kolejny została założona niebieska karta. Wcześniej też dochodziło do podobnych incydentów, ale kobieta zawsze wycofywała oskarżenie. Tym razem powiedziała, że już nie wycofa –

mówi Grażyna Kołakowska, dyrektor miejscowego Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Według niektórych z naszych rozmówców to właśnie to ostatnie miało być powodem, że mężczyzna chciał się zemścić na partnerce. - Ale co mu były winne dzieci? - pytają.

Dalszy przebieg wydarzeń nie jest szczegółowo znany. Wiadomo, że 42-letni mężczyzna miał ze sobą metalową rurkę, którą bestialsko pobił obu chłopców. Gdy na miejsce dotarła zaalarmowana przez sąsiadów matka trzynastolatka, również została pobita.

- Sąsiadka kobiety wezwała pomoc, gdy zobaczyła ją leżącą przed domem z obrażeniami ciała. W mieszkaniu poszkodowanej znajdowała się dwójka nieprzytomnych dzieci –

relacjonuje asp. szt. Ewelina Frejowska w KPP w Miechowie.

Najgroźniejsze okazały się obrażenia dziesięciolatka. Dziecka nie udało się uratować pomimo wysiłków ratowników. Starszy z chłopców został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Krakowa. Doznał m. in. obrażeń głowy, w tym złamania szczęki. Ranna kobieta trafiła do szpitala w Miechowie, który już opuściła.

Po pobiciu kobiety sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. To mieszkaniec Kozłowa, w przeszłości karany, bez stałej pracy.

- Pochodzi z bloku, który stoi koło Pezetzetów (dawne Państwowe Zakłady Zbożowe w Kozłowie – przyp. aut.). Kawał chłopa, wytatuowany, bywał agresywny. Lepiej było z nim nie zadzierać. O tym, że bił swoją partnerkę wiedziało sporo osób. Ostatnio podobno nawet ją okaleczył

- mówi napotkany mężczyzna.

Sprawca został zatrzymany około godzinę po zdarzeniu na jednej z posesji w Kozłowie.

- Mężczyzna, widząc policjantów dokonał samookaleczenia ostrym narzędziem. Został jednak obezwładniony i zatrzymany. Jego rana okazała się powierzchowna

– relacjonuje Ewelina Frejowska. Badania krwi wykazały w niej niewielką ilość alkoholu.

W poniedziałek Maria Lesiak prowadziła zajęcia on line z klasą, do której chodził zamordowany chłopiec. - Rozmawiałam z dziećmi na temat tego, co się wydarzyło. Bardzo to przeżyli. Zwykle są bardzo aktywni, a tym razem pracowali w zupełnej ciszy – mówi. Jakim uczniem był dziesięciolatek?

- Zupełnie przeciętnym, nie sprawiającym kłopotów. Ani nie był wybitnie zdolny, ani nie odstawał od innych. Ostatnio nawet dałam mu szóstkę z dyktanda, które napisał bezbłędnie. Był dzieckiem grzecznym, życzliwym, miał też pewne cechy przywódcze, często przewodził grupie kolegów. Jego mama może niezbyt często pojawiała się w szkole, ale byliśmy z nią w stałym kontakcie, często dzwoniła –

opowiada dyrektor Lesiak. Dziesięciolatek miał rodzeństwo. Rodzina przeprowadziła się do Kozłowa kilka lat temu z zachodniej Małopolski.

- Ostatnio rodzina nie korzystała z żadnych świadczeń poza 500 plus –

mówi Grażyna Kołakowska.

Również ze starszym z chłopców nie było problemów wychowawczych.

- Jego mama bardzo się o niego stara, współpracuje ze szkołą

– słyszymy. Obaj chłopcy, mimo różnicy wieku, lubili się i często spędzali wspólnie czas.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura w Miechowie, do której sprawca został w poniedziałek doprowadzony.

Wójt Kozłowa Jan Z. Basa powiedział nam, że rodziny chłopców zostaną objęte opieka psychologiczną. Dotyczy to również sąsiadów, którzy byli świadkami sobotniej tragedii. - W tym domu mieszkają też inne dzieci – mówi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jak_zwykle_bez_hejtu

A nie mozna bandyty po prostu odstrzelic ? Moze przywrocenie kary smierci nie jest takim zlym pomyslem !

Dodaj ogłoszenie