Zabrakło armat...

Redakcja
Wisła Kraków - Amica Wronki 1-1 (0-0)

I liga piłkarska

   Legia Warszawa - Dospel Katowice 3-0 (1-0)
   Pogoń Szczecin - Odra Wodzisław 1-7 (0-3)
   Ruch Chorzów - Widzew Łódź 1-2 (0-1)
   Zagłębie Lubin - Wisła Płock 1-1 (0-0)
   Górnik Zabrze - KSZO Ostrowiec 2-0 (1-0)
   Garbarnia Jaworzno - Lech Poznań 1-2 (0-1)
   Groclin Dyskobolia - Polonia Warszawa 2-0 (2-0)

Wisła Kraków - Amica Wronki 1-1 (0-0)

   1-0 Frankowski 79 min
   1-1 Burkhardt 90+2 min
   WISŁA (1-4-4-2)
   Piekutowski 7
   Baszczyński 5
   Głowacki 5
   Jop 5
   Paszulewicz 5
   Uche 6
   Cantoro 5
   Szymkowiak 6
   Kosowski 6
   Kuźba 4
   (61 Frankowski) 6
   Żurawski 5
   (81 Strąk) 4
   AMICA (1-3-4-1-2)
   Stróżyński 7
   Kucharski 5
   Gęsior 6
   Skrzypek 5
   (34 Djokovic) 5
   Sokołowski 6
   Bieniuk 5
   Kowalczyk 6
   Zieńczuk 5
   Burkhardt 6
   Sobociński 5
   (75 Ława) 4
   Dembiński 5
   (64 Mielcarski) 4
   Sędziowali: Piotr Święs oraz Tomasz Rusek - obaj z Katowic i Krzysztof Myrmus z Bielska-Białej. Żółte kartki: Djokovic (39, za faul na Żurawskim), Kowalczyk (69, za faul na Uche). Widzów 8 tys.
   Po sobotnim remisie, piłkarze krakowskiej Wisły zachowali co prawda pozycję lidera ekstraklasy, ale rywale znów mocno depczą im po piętach. Trener Kasperczak obawiał się konfrontacji z Amiką, mówił przed meczem o coraz lepszej grze drużyny z Wronek i znalazło to potwierdzenie na boisku.

Podcięte skrzydła!

   Duet szkoleniowców Amiki: Majewski-Ćmikiewicz, przygotowując taktykę, nakazał podopiecznym maksymalne ograniczenie działań bocznych pomocników krakowskiego zespołu: Kosowskiego i Uche, nawet kosztem poczynań ofensywnych. Dlatego Sokołowskiego i Zieńczuka częściej widzieliśmy pod własnym polem karnym. Pozbawieni dośrodkowań napastnicy "Białej Gwiazdy": Żurawski i Kuźba praktycznie nie zagrażali obronie rywali. Przez całe spotkanie nie oddali nawet jednego celnego strzału, Kuźba w ogóle nie podjął próby pokonania Stróżyńskiego, który w ostatniej chwili - już po rozgrzewce - zastąpił mającego problemy z przywodzicielem Szamotulskiego. Nie potrafili wiślacy w ataku wypracować sobie liczebnej przewagi, grali bowiem za wolno. Trudno ich słabszą dyspozycję tłumaczyć tylko kiepskim stanem boiska. Z drugiej docenić trzeba mądrość i konsekwencję zawodników Amiki. Stanowili dla gospodarzy trudnego, wymagającego przeciwnika.

Czyny i gesty Nigeryjczyka

   Nigeryjczyk Uche, któremu od początku utrudniał życie Zieńczuk, najlepiej sprawdzał się w sobotę nie w roli konstruktora, tylko egzekutora. To on w pierwszej połowie aż trzykrotnie - jako jedyny z wiślaków - sprawił sporo kłopotów Stróżyńskiemu. W 8 i 38 min świetnie główkował po rożnym i wolnym Kosowskiego, natomiast w 10 min mocno strzelił, wykorzystując prostopadle podanie Cantoro, a bramkarz ledwie sparował piłkę nogami.
   To po powietrzym starciu z Uche w 32 min doznał wstrząśnienia mózgu Skrzypek. A w 63 min, obraziwszy uprzednio pomocnika Wisły, został przez niego opluty Zieńczuk (o incydencie piszemy osobno).

Groźne kontry

   Gracze Amiki, skupieni na zadaniach defensywnych, kilka razy groźnie kontratakowali. W 16 min Głowacki i Jop nie bez trudu powstrzymali Burkhardta. Minutę później dogodną sytuację zmarnował Sobociński, zaś w 23 min błędu Cantoro nie wykorzystał Dembiński. Najlepszej okazji nie wykorzystał jednak w 52 min Sobociński. Po sprytnym zagraniu Dembińskiego, nieudaną pułapkę ofsajdową zrobił Głowacki. Przebiegłszy kilkadziesiąt metrów, Sobociński znalazł się sam na sam z Piekutowskim, ale przegrał pojedynek, bramkarz Wisły obronił strzał nogą.

Czy był karny?

   Bojaźliwie zachował się arbiter w 55 min. Baszczyński odważnie ruszył na bramkę Amiki. Minął Kowalczyka. Gdy znalazł się między Djokovicem a Zieńczukiem, pierwszy zahaczył jego nogę, drugi popchnął i choć doszło do tego w polu karnym, sędzia nie podyktował ani "jedenastki", ani nie ukarał kartką Baszczyńskiego za ewentualne wymuszanie. Nie zareagował też, gdy obrońca Wisły sam starał się wymierzyć sprawiedliwość Djokovicowi za faul.

W ten sam słupek!

   Trochę pechowo trafili w ten sam słupek (prawy bramkarza): Żurawski z efektownego woleja w 60 min, po akcji Kosowskiego i Szymkowiaka oraz Frankowski główką w 73 min, po dośrodkowaniu Szymkowiaka. Żurawski musiał wcześniej opuścić murawę z powodu kontuzji. Honor napastników ratował Frankowski, który wszedł za kiepsko spisującego się Kuźbę i ożywił ofensywną grę wiślaków. To właśnie on uzyskał prowadzenie dla "Białej Gwiazdy".

Po pięcie w róg

   Na kwadrans przed końcem meczu kibice starali się zmobilizować jeszcze krakowian. W powietrze wystrzelili sztuczne ognie, głośno też krzyknęli "Walczyć Wisła, walczyć...". Jakby odpowiadając na ten apel, w 79 min lot piłki po podaniu Szymkowiaka zmienił głową Kosowski, w polu karnym sprytnie ją sobie przepuścił na prawą nogę Frankowski. Strzelił w prawy róg bramkarza. Stróżyńskiego zmylił trochę rykoszet od pięty środkowego obrońcy Gęsiora i nie zdołał zapobieć utracie gola.
   Jak w ukropie zwijał się natomiast w 87 min, po wolnym Kosowskiego i pięknej przewrotce Uche, a zaraz potem po rożnym, mierzonym pod poprzeczkę Kosowskiego.

Ostatnie słowo 19-latka

   Nie zdołali podwyższyć wyniku wiślacy, wyrównali za to goście. W 90 min mieli pretensje do Sokołowskiego, że przerwał ich groźną akcję, wybijając piłkę na aut, gdy kontuzji lewego uda doznał Szymkowiak. Nic już nie stanęło im na przeszkodzie w przeprowadzeniu kolejnej kontry. Uche nie zablokował dośrodkowania Zieńczuka, w polu karnym Jop cofnął się zbyt głęboko i nie pilnowany przez nikogo - gdzie byli Cantoro i Strąk? - 19-letni Burkhardt strzelił celnie w róg z kilkunastu metrów. Los okazał się dla niego łaskawy, bo przecież jesienią to po jego kiksie, Amice wymknęło się w 90 min pewne niemal zwycięstwo 1-0 nad Wisłą.
    JERZY SASORSKI

Liczba meczu

5

   Już piątego ligowego gola strzelił w sobotę Amice napastnik Wisły Tomasz Frankowski. Cztery poprzednie zaaplikowal Grzegorzowi Szamotulskiemu, ostatniego - Jarosławowi Stróżyńskiemu.

Nieobecni

   Kilku piłkarzy nie mogło wystąpić w meczu Wisły z Amiką. W drużynie gospodarzy zabrakło kontuzjowanych; Stolarczyka, Huguesa, Moskala oraz pauzującego za żółte kartki: Kuzery. Kartki były przyczyną absencji w zespole gości Dawidowskiego, kontuzje wyeliminowały: Bajora, Arkadiusza Bąka, Dżikiję, Dudkę i Szamotulskiego.

Zdaniem trenerów

Straty i zyski

   Stefan Majewski (trener Amiki): - Byłem na jesiennym meczu Amiki i Wisły, siedziałem wówczas na trybunach. Amika rozegrała bardzo dobre spotkanie i Marcinowi Burkhardtowi przytrafiło się coś takiego, że po meczu płakał. Amika powinna wygrać, padł remis. Ale myślę, że co wtedy straciła, odrobiliśmy teraz w Krakowie. W pierwszej połowie Wisła miała w środku pola zdecydowaną przewagę. Chcieliśmy jednak szczególnie odciąć boki Wisły i nieźle z tym radziliśmy sobie. Po przerwie my mieliśmy sytuacje, Wisła - dwa słupki i była bliżej zdobycia bramki. Udało się jej to zresztą. Nam z kolei wywalczyć remis w doliczonym czasie. Mecz popsuło jedno zdarzenie. W piłce nożnej, w sporcie musi obowiązywać zasada fair play, a przez jednego zawodnika została złamana.
   Henryk Kasperczak (trener Wisły): - Trafiliśmy znowu na przeciwnika dobrze zorganizowanego, jakościowo nawet lepszego od poprzednich, których tu podejmowaliśmy. Dobrze rozgrywał kontratak. Nie udało nam się szybko zdobyć bramki, a kiedy wreszcie tego dokonaliśmy, nie zdołaliśmy dowieźć zwycięstwa do końca meczu. Trudno mi powiedzieć, czy remis jest zasłużony, można być natomiast zadowolonym z jakości gry. Niestety, stan naszego boiska nie pozwala grać w piłkę nożną. Jest bardzo ciężko, gdy drużyny przyjezdne się bronią. Sytuacja stała się dla nas trudniejsza, ale trzeba nadal walczyć o mistrzostwo. Gdy się chce osiągnąć cel, trzeba u siebie wygrywać. Z drugiej strony, należy się cieszyć z tego, co jest. (SAS)

Za co Uche opluł rywala?

   - Powiedział do mnie "Bambo, sk...synu" - tłumaczył Kalu Uche to, że w 63 minucie opluł Marka Zieńczuka. - Myślę, że nazwał mnie tak dlatego, że jestem czarny. Tylko, dlaczego obraził moją matkę? Nie powinniśmy być wrogami, ale przyjaciółmi. Przecież może się tak zdarzyć, że ja będę grał w Amice albo on w Wiśle. Nie mówię dobrze po polsku, lecz zrozumiałem sens jego wypowiedzi. Wcześniej mnie nie obrażał, to było po raz pierwszy. Jeśli ktoś będzie chciał mnie ukarać, to musi rozważyć wszystkie argumenty.

Trenerzy o incydencie

   - Jeśli chodzi o gest Kalu Uche, to trzeba wiedzieć, skąd się wziął. Nie chcę powiedzieć, że zawodnicy Amiki są rasistami, ale pewne słowa zostały wypowiedziane, czym wywołano niepotrzebne emocje. I dlatego tak wyszło. Dobrze, że mu nogi nie złamał czy coś innego nie zrobił, bo paru naszych zawodników jest poturbowanych. Był to jednak mecz mężczyzn, mecz walki, zachowajmy więc spokój - apelował Henryk Kasperczak.
   - Zawodnicy walczyli po sportowemu - stwierdził Stefan Majewski. - I w drugiej połowie oglądaliśmy ciekawe widowisko. Nie mamy pretensji za nakładki itp. Między tym, co zostało powiedziane a tym, co zostało zrobione, jest jednak różnica. Na słowa nie mieliśmy wpływu, natomiast kamery telewizyjne zarejestrowały pewną rzecz i odnoszę się tylko do faktów. Wcześniej Paweł Skrzypek pojechał do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu. Przyjęliśmy to jako efekt jego walki z Kalu Uche. Mogło to się stać. I nikt za to go potem nie faulował. Jeśli natomiast chodzi o incydent między Uche a Zieńczukiem, apelowałem do sędziego, aby zapytał bocznych, co się stało, a Uche pokazałem telewizorek i powiedziałem, że postąpił nie fair.(SAS)

Wersja Zieńczuka

   Zapytaliśmy Marka Zieńczuka, by opisał, jak doszło do scysji z Kalu Uche. Oto wersja piłkarza Amiki:
   - Sfaulowałem Uche w środku boiska, sędzia odgwizdał faul, Kalu energicznie wstał do mnie, stanęliśmy naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem, bez przepychania, po czym plunął mi w twarz z odległości pół metra, no i odszedł. Z moich ust nie padło nic takiego, by mógł się na mnie zdenerwować w ten sposób. Jeśli się spodziewał jakiejś reakcji z mojej strony, to się zawiódł, bo nie dałem się sprowokować.(KRZYK)

Bohaterów dwóch

   Ten mecz miał dwóch bohaterów. 28-letni Tomasz Frankowski z Wisły i 19-letni Marcin Burkhardt z Amiki zdobyli po jednym golu. Pierwszy z nich dokonał tego 18 minut po wejściu na boisko w drugiej połowie, wyręczając nieskutecznych tego dnia Marcina Kuźbę i Macieja Żurawskiego. Drugi został bohaterem ostatniej akcji gości. Odwrotnie niż jesienią, gdy podczas meczu we Wronkach po jego złym zagraniu w ostatniej minucie krakowianie wyrównali.

Frankowski żyje chwilą

   - Czując, iż obrońca Amiki będzie chciał zablokować strzał, starałem się uderzyć między jego nogami. I tak właśnie piłka poleciała, w sam róg bramki. Ale czy to było coś nadzwyczajnego, jak twierdzi Grzegorz Szamotulski? Nie sądzę - mówił po meczu jak zwykle skromny Tomasz Frankowski. - Wcześniej miałem dwie okazje, a piłka nie chciała wpaść do siatki. Po uderzeniu głową trafiła nawet w słupek, a bramkarz Stróżyński przy wyskoku**trafił mnie kolanem w plecy, bo nie spodziewał się, że go uprzedzę.
   
- Czy nie uważa Pan, że błędem było ściągnięcie z boiska Maćka Żurawskiego? Osamotniony w przodzie Frankowski został odcięty od podań, wasza siła ofensywna znacznie zmalała...
   Było tylko kilka minut do końca i niekoniecznie musieliśmy atakować. A i tak mieliśmy jeszcze ze dwie okazje. Ponadto z tego, co wiem, Maciek sam poprosił o zmianę.
   
Odpowiada Panu rola zmiennika?
   Nie można powiedzieć, że to moja stała rola. Przecież grałem od początku spotkania w Grodzisku, w Szczecinie, w pucharowym meczu z Widzewem. Tak więc występujemy w pierwszym składzie na zmianę, a decyzje podejmuje trener.
   
Kolejny Pana sezon w Wiśle powoli zbliża się do końca. Czy wybiega Pan myślami w przyszłość?**
   Żyję z dnia na dzień. Miałem poważną kontuzję, którą długo leczyłem i teraz cieszę się każdą chwilą, kiedy jestem zdrowy. Nie myślę o tym, co za miesiąc, dwa, szukam swojego szczęścia w codziennych treningach. I nawet nie powiem Panu, z kim gramy następny mecz, bo nie mam pojęcia.
(KRZYK)

Burkhardt marzy o olimpiadzie

   - Przed tym meczem przypomniała mi się sytuacja z jesieni, gdy niefortunnie podałem do Pawła Brożka i Wisła wyrównała. Marzyłem o rewanżu, zrehabilitowaniu się za tamto zdarzenie - opowiadał Marcin Burkhardt. Los okazał się łaskawy. - W ostatnich minutach spotkania najpierw strzelałem z 18 metrów, ale źle trafiłem w piłkę i ta minęła słupek. Za drugim razem zdziwiłem się, że na 16. metrze zostałem sam, przyjąłem piłkę prawą nogą, a obrońcy Wisły pozwolili mi strzelić - mówi.
   Niespełna 20-letni pomocnik Amiki pokazał w Krakowie kilka ciekawych zagrań. Patrząc na jego grę, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to jeden z najlepiej zapowiadających się talentów w naszej ekstraklasie. Tajemnicą poliszynela stał się jednak tzw. problem alkoholowy tego zawodnika. W rozmowie z "Dziennikiem" Burkhardt stanowczo zaprzecza, jakoby był to rzeczywiście problem.
   Owszem, we wrześniu ubiegłego roku zdarzyła się taka niemiła sytuacja, ale to wszystko mam za sobą - zapewnia piłkarz. - To był jednorazowy wyskok, który na pewno się nie powtórzy. Jacyś ludzie wyciągnęli sprawę, że mam problem. To nieprawda.
   Zadebiutował Pan w pierwszej reprezentacji, grając całe spotkanie z San Marino. Zebrał Pan pochlebne recenzje, ale na mecz z Belgią powołania już nie dostał. Czy nie widzi Pan w tym braku konsekwencji selekcjonera?
   Rozmawiałem z trenerem Janasem po meczu z Lechem. Powiedział mi, że nie dostanę powołania na Belgię, gdyż chce sprawdzić dwójkę pomocników Zdebel - Radomski. Ale nie czuję się odrzucony. Mam inny cel z młodzieżówką. Dla mnie w tej chwili ważniejsza jest olimpiada, bo na olimpiadzie można zagrać tylko raz w życiu.
   Czyli na mecz z Kazachstanem, z którym zagramy na początku czerwca, też nie spodziewa się Pan powołania?
   O to trzeba spytać selekcjonera.
   Pojawiły się opinie, że na ciężki mecz ze Szwecją w eliminacjach mistrzostw Europy jest Pan za słaby fizycznie. Nie czułby się Pan na siłach zagrać w tym spotkaniu?
   Czemu miałbym sobie nie dać rady? Inni tak mówią, ale przecież grałem na przykład w Pucharze UEFA przeciw Maladze czy Servette Genewa i dawałem sobie radę. Ja się czuję na siłach wystąpić w takim meczu. KRZYSZTOF KAWA

Nie pamięta zderzenia z Uche

Skrzypek czekał w karetce na... drugą

   Gdy tylko odzyskał przytomność, natychmiast zerwał się i chciał wracać na boisko - opowiadała nam jedna z osób, która opiekowała się w karetce Pawłem Skrzypkiem. Piłkarz Amiki doznał wstrząśnienia mózgu po zderzeniu na boisku z Kalu Uche.
   - Skrzypek miał objawy wstrząsu mózgu, czyli najpierw był nieprzytomny przez około 5 minut, a potem miał niepamięć wsteczną. Nie pamiętał, co się wydarzyło. Do tego miał ranę z tyłu głowy wielkości 2-3 cm. Dlatego trzeba było zszyć ranę, zrobić mu rutynowe badania i pozostawić w szpitalu na obserwacji - tłumaczył "Dziennikowi" lekarz Amiki, Tomasz Piątek.
   Skrzypek został zniesiony z boiska na noszach, ale nie został natychmiast przetransportowany do szpitala, gdyż na stadionie była tylko jedna karetka i - gdyby odjechała - mecz trzeba by przerwać. - Gdyby było zagrożenie życia, na pewno byśmy natychmiast ruszyli. Ale takiego niebezpieczeństwa nie było, więc wezwaliśmy drugą karetkę - powiedziała nam lekarz prosząca o zachowanie anonimowości.
   Okazuje się, że z reguły podczas ligowych spotkań Wisły na stadionie przy Reymonta czuwa jedna ekipa medyczna. Tylko na mecze Pucharu UEFA i tzw. podwyższonego ryzyka, jak np. z Legią, organizatorzy zamawiają dwie karetki. Dlatego, gdy podczas rewanżu z Lazio Rzym kontuzji nogi doznał sędzia i trzeba go było odwieźć do szpitala, mecz nie został przerwany.
   Tymczasem w sobotę, na początku drugiej połowy, na stadionie były już... trzy karetki. - Wezwaliśmy kolejną, gdyż ochroniarze przyprowadzili do nas kibica, który twierdził, że został czterokrotnie kopnięty w twarz - usłyszeliśmy od jednej z pielęgniarek.
   Wraz ze Skrzypkiem do szpitala Rydygiera pojechał masażysta Amiki, a po meczu opiekę nad nim przejął ojciec piłkarza. Akurat był na stadionie, gdyż rodzina Skrzypków pochodzi z podkrakowskich Jerzmanowic.
   Piłkarze Amiki podkreślali po meczu, że remis z Wisłą dedykują Pawłowi.
KRZYSZTOF KAWA

Najgorsze boisko w Europie

Rozgoryczenie Mirosława Szymkowiaka: stanem murawy, wynikiem meczu i kontuzją przekreślającą jego reprezentacyjne plany

   - Jakimi słowami opisać Wasze odczucia - jesteście rozżaleni, rozczarowani, wściekli po remisie z Amiką?
   - W szatni było smutno. Planowaliśmy zdobycie trzech punktów, a tu remis. Bardzo mocno żałujemy tego, że straciliśmy gola w przedłużonym czasie.
   - Jednak Amica zasłużyła na ten punkt. Nie była od Was gorsza, stworzyła "czyste" okazje.
   - Zgadza się, ale z Legią udało nam się wygrać, a mecz wyglądał podobnie. Zabrakło nam szczęścia. Wiem, że to zabrzmi ostro, ale mamy w tej chwili chyba najgorsze boisko w Europie i to jest główny powód naszej słabszej gry. Przecież Wisła potrafi pięknie grać w piłkę, co pokazały mecze w europejskich pucharach, ale nie na takiej murawie! Panowie widzicie z trybun trawę, a tam jest w rzeczywistości piasek. Piłka skacze przy przyjęciu, człowiek chce ją kopnąć i po chwili jest po kostkę w piasku. To jest dla mnie skandal.
   - Ale nie zmienia to faktu, że zagraliście ciężko, monotonnie.
   - Ciężko... Panowie, jak wam pozwolą, to wejdźcie na nasze boisko. Pobiegacie po tym piasku i zobaczycie, jaka jest kolosalna różnica. Dla mnie 15 minut biegania po naszej murawie to jak godzina na zwykłej trawie. Idźcie tam, mówię poważnie.
   - Akurat wtedy, gdy traciliście gola, Pan przebywał poza boiskiem.
   - Dostałem w lewe udo, w to samo miejsce, w które trafił mnie zawodnik Widzewa. Przez dwa dni trenowałem bardzo lekko, lecz teraz uraz się odnowił. Mam przeciętą skórę na udzie i dzwoniłem już z tą złą wiadomością do trenera kadry Pawła Janasa. Jeśli będzie chciał sprawdzić, co się stało, to nie ma sprawy, pojadę do Warszawy. Oceniam jednak, że na 99 procent nie ma szansy, bym zagrał w środowym meczu z Belgią.
   - Czy Wisła będzie mistrzem Polski?
   - Jak pamiętam, to w 1999 roku wygrała ligę bardzo spokojnie. W 2001 roku, gdy ja już tu byłem, do samego końca dawaliśmy kibicom do myślenia. I pewnie teraz też tak będzie, ale w końcu wywalczymy ten tytuł. Szkoda tylko, że ważny mecz z Odrą zagramy na tym fatalnym boisku.
Rozmawiał MAREK GILARSKI

Pod szatnią Wisły

   Marcin Baszczyński: - Każdy mecz jest ciężki, ale faktycznie, ten był wyjątkowo trudny. Amica założyła sobie, że nie będzie atakować więcej niż trzema lub czterema zawodnikami. Poza tym jest to dobra drużyna, ale kamyczkiem w naszym ogródku jest fatalny stan boiska. Na nim nie da się szybko grać. W pierwszej połowie patrzyliśmy, widzieliśmy siebie na pozycjach, ale piłka podskakiwała, trzeba było poprawiać, wstrzymywać akcje i to wszystko było o jedno tempo za późno.
   Amica bardzo dobrze się broniła. Skupiła wielu piłkarzy w okolicy pola karnego, przez co odcięła nas od Maćka Żurawskiego i Marcina Kuźby. Nasi napastnicy, gdy dostawali piłkę, mieli problem nie tylko z kryjącymi ich zawodnikami, ale także z ich podwajającymi kolegami.
   Nie możemy tracić punktów w ostatniej minucie, choć dla takich historii kibice często przychodzą na stadiony. Zabrakło nam organizacji w grze obronnej. Nie wróciliśmy się wystarczającą liczbą zawodników, a przecież w ostatnich sekundach pod nasze pole karne podeszli nawet stoperzy Amiki.
   Wciąż jesteśmy liderem. Nie wierzę, by nasi główni konkurenci wygrali wszystkie mecze, więc inicjatywa nadal jest po naszej stronie.
(MARO)
   Kamil Kosowski: - Był to bardzo podobny mecz do tego, który rozegraliśmy jesienią we Wronkach. I gdyby nie Adam Piekutowski, to przegrywalibyśmy przynajmniej 0-2. Nam piłka nie chciała wpaść do siatki, były dwa słupki. Więcej sytuacji strzeleckich nie mieliśmy, może po stałych fragmentach gry, ale oddawaliśmy strzały, które łatwo wybronił Stróżyński. Ten mecz mogliśmy spokojnie przegrać, ale mogliśmy też wygrać 1-0. Sprawiedliwość jest jednak tam w górze. Marcin Burkhardt zawalił trochę we Wronkach, tutaj niebo mu się odwdzięczyło i strzelił gola w 92 minucie. Nasz zespół tak jest skonstruowany psychicznie, że lepiej się czujemy po zdobyciu bramki, nie mogliśmy długo jej zdobyć. Dopiero dokonał tego Tomek Frankowski i wydawało się, że dowieziemy zwycięstwo do końca. Szkoda że Maciek Żurawski musiał zejść z boiska z przyczyn zdrowotnych. Powtórzyła się trochę sytuacja z meczu z Legią, gdy po zejściu Maćka nie miał kto z przodu piłki przytrzymać. Praktycznie broniliśmy się, poszło jedno długie podanie, przebitka, strzał i bramka. 1-1. Wygrywanie u siebie utrudnia nam na pewno murawa. Jest beznadziejna, chyba wszyscy to widzą.
   Arkadiusz Głowacki: - To prawda, że Burkhardt miał za dużo miejsca do oddania strzału. Należy zapytać, dlaczego. Nie będą jednak prał brudów na łamach prasy. Mogę jedynie potwierdzić słowa trenera, że były błędy w kryciu. Koledzy, pod niebecność nas, kadrowiczów, przeanalizują to w poniedziałek. Amica praktycznie nie zaskoczyła nas. Może tylko tym, że grała trójką, a nie czwórką obrońców. Jarek Bieniuk był przesunięty do pomocy, stąd też przewaga Amiki w środku. Mało tego, cały zespół cofał się na własną połowę. Na razie, jesteśmy mocno rozczarowani remisem i bramką straconą w ostatniej minucie. Musimy poukładać to sobie w głowach i skupić się na następnych meczach, aby sprawić kibicom większą radość.
(SAS)

Zwierzenia zmiennika

Gęsior zaszkodził Stróżyńskiemu

   Jarosław Stróżyński nie spodziewał sie, że zagra na stadionie przy ul. Reymonta. Jest zmiennikiem Grzegorza Szamotulskiego, ale:
   - Grześka już wcześniej bolała pachwina. Wziął serię zastrzyków, które mu nie pomogły, bo na rozgrzewce bóle się nasiliły. Po krótkiej konsultacji z trenerem Majewskim i naszym lekarzem Grzesiek zrezygnował z gry. Wskoczyłem do bramki. Broniłem chyba dobrze, choć miałem trochę szczęścia po strzałach Frankowskiego i Żurawskiego. Pomógł mi słupek. Utracie gola nie mogłem zapobiec. Piłka po strzale Frankowskiego odbiła się od pięty Darka Gęsiora i przez to zatoczyła szerszy łuk. Sam strzał Frankowskiego chyba bym obronił. Remis na gorącym terenie Wisły jest naszym sukcesem.
   Wprawdzie wyrównaliśmy w końcówce, ale uważam, że zasłużylismy na jeden punkt. Gol dla nas powinien paść dużo wcześniej.
(MARO)

Niepotrzebne ryzyko

Dlaczego, mimo obecności na rozgrzewce, Szamotulski nie zagrał przeciw Wiśle?

   Na pytanie odpowiada sam bramkarz Amiki, Grzegorz Szamotulski: - Doznałem urazu mięśnia przywodziciela dzień przed meczem, na rozruchu poczułem mocne ukłucie. Na stadionie Wisły wyszedłem na rozgrzewkę na zastrzykach przeciwbólowych, ale to nic nie dało. Kłuło mnie cały czas tak samo, bez sensu było ryzykować. Co z tego, że bym zaczął mecz, gdybym za chwilę poprosił o zmianę? Trener Majewski i Stróżyński wiedzieli o tym wcześniej, tak że Jarek był przygotowany, by bronić. W poniedziałek będę miał badanie USG i wtedy dowiem się, czy to poważna kontuzja i na jak długo wykluczy mnie z gry.
(KRZYK)

Pierwsze zwycięstwo

Groclin - Polonia 2-0 (2-0)

   Bramki: Niedzielan 28 Sobolewski 45. Żółte kartki: Pawlak, Niedzielan, Rocki - Szymanek, Drajer. Sędziował Jarosław Żyro (Bydgoszcz). Widzów ok. 4000.
   Groclin: Liberda - Kozioł, Pawlak, Kriżanac - Mila, Zając (80 Piechniak), Sobolewski, Wieszczycki, Prusek (72 - Gorszkow) - Niedzielan, Moskała (75 Rocki).
   Polonia: Mioduszewski - Szymanek, Mowlik, Łukasiewicz, Drajer - Gołaszewski, Jarosiewicz, Daniłow (46 - Buśkiewicz), Mazurkiewicz, Nowakowski (66 Kosiorowski) - Nuckowski (80 Siniczyn).
   Groclin w Grodzisku nigdy dotąd nie pokonał Polonii. W niedzielę spotkały się tu drużyny, które zbierały pochwały w rundzie wiosennej. Piłkarze z Grodziska mają nadal bardzo dobry bilans - nie przegrali meczu i stracili tylko jedną bramkę. Polonia była osłabiona brakiem Kęski, Dźwigały, Kusia, Szweda, Ciesielskiego.
   W 15 min Niedzielan trafił piłką w poprzeczkę. Kilkanaście minut później strzelił bardziej precyzyjnie - po akcji Mili silnym strzałem uzyskał prowadzenie dla drużyny gospodarzy, zdobywając w tym sezonie swoją 17. bramkę.
   Dwie minuty przed przerwą Liberda z trudem obronił strzał Gołaszewskiego z wolnego. Po tym stałym fragmencie gry bramkę jednak zdobyli gospodarze. I znów po zagraniu Mili - w sporym zamieszaniu Sobolewski strzałem z lewej nogi, z kilku metrów uzyskał drugiego gola dla Groclinu.
   W drugiej połowie meczu gospodarze mieli znacznie więcej sytuacji strzeleckich niż do przerwy. Mioduszewskiego nie pokonali jednak Moskała (parokrotnie), Niedzielan, Wieszczycki. W doliczonym czasie gry piłka po strzale Wieszczyckiego trafiła w poprzeczkę i wpadła w ręce bramkarza. (PAP)

W ostatniej minucie

Garbarnia Szczakowianka - Lech 1-2 (0-1)

   Bramki: Kozubek 61 - Bosacki 18, Czereszewski 90. Żółte kartki: Kaliszan, Madej, Goliński, Reiss. Sędziował Krzysztof Zdunek (Łódź). Widzów 4500.
   Szczakowianka: Bledzewski - Księżyc (54 Wolański), Hosic (86 Salami), Kapciński, Przerywacz - Kneżevic, Przytuła (70 Kubisz), Iwański, Kozubek - Bykowski, Chudy.
   Lech: Tyrajski - Kaczorowski (82 Czereszewski), Kaliszan, Bosacki, Poledica - Madej (73 Kryger), Lasocki, Reiss, Goliński (61 Jacek), Ślusarski - Gajtkowski.
   "Chcemy zwycięstwa" - skandowali kibice Szczakowianki przed rozpoczęciem spotkania. W 18 min po rzucie rożnym Reissa pozostawiony bez opieki Bosacki strzałem głową pokonał bramkarza Szczakowianki.
   Po zmianie stron pierwsi zaatakowali gospodarze. Sporo ożywienia w ofensywne poczynania Szczakowianki wniósł wprowadzony do gry w 54 min Wolański. W 61 min było 1-1. Po strzale Chudego Tyrajski odbił piłkę przed siebie, a dobitkę skutecznie wykonał Kozubek.
   W końcówce spotkania trener Marek Motyka zrezygnował z obrońcy Hosica, wprowadzając kolejnego napastnika, Salamiego. Dużo lepszą zmianę przeprowadził trener Lecha, który 8 minut przed końcem dał szansę gry doświadczonemu Czereszewskiemu. W ostatniej minucie ten zdobył zwycięskiego gola dla Lecha.
(PAP)

Marek Motyka:

Ostatni mecz?

   Trener Szczakowianki Marek Motyka: - Sytuacja robi się bardzo zła i jestem świadomy tego, iż mógł to być mój ostatni mecz w klubie.
   Prezes Szczakowianki Tadeusz Fudała zapowiedział, że analizą gry piłkarzy zajmie się we wtorek zarząd klubu: - Nie chcemy podejmować żadnych pochopnych decyzji. Widać, że chłopcy walczą. Na pewno piłkarzom brakuje doświadczenia i szczęścia, a trenerowi być może wyczucia. We wtorek trener Motyka przedstawi swoje założenia do końca tego sezonu.

Jak grał najbliższy rywal Wisły?

Skazany na porażkę

Górnik - KSZO 2-0 (1-0)

   Bramki: Kaczmarczyk 14 wolny, Budka 78 samob. Żółte kartki: Malinowski, Budka. Sędziował Robert Werder (Warszawa). Widzów 2500.
   Górnik: Lech - Wiśniewski, Lekki, Kolasa, Andracic - Probierz, Kaczmarczyk (46 Gierczak), Szulik, Prasnal (80-Piegzik), Sikora (64 Dobi), Kompała.
   KSZO: Dymanowski - Kościuk, Malinowski, Rogalski - Pietrasiak, Bąk, Wróbel, Budka, Krawiec, Sunday (10 Łatkowski) - Kalu (7 Kutryba).
   Zabrzańscy kibice spodziewali się zapewne w tym meczu gradu bramek w wykonaniu swojego zespołu. Tak się jednak nie stało, a główna w tym zasługa świetnie broniącego w sobotę bramkarza KSZO Dymanowskiego.
   W 14 min Kaczmarczyk egzekwował rzut wolny z 17 metrów i precyzyjnym uderzeniem zdobył gola. Po objęciu prowadzenia zabrzanie nadal atakowali i w 31 min mieli wymarzoną okazję do podwyższenia rezultatu. Po faulu Malinowskiego na Kompale sędzia podyktował rzut karny. Strzelał poszkodowany, ale Dymanowski złapał piłkę.
   W drugiej połowie impet zabrzan nieco osłabł, a goście nie musieli się już tak kurczowo bronić w okolicy własnego pola karnego. Efektem przewagi gospodarzy były tylko rzuty rożne, których łącznie w całym meczu wykonywali 17, przy dwóch z drugiej strony boiska. W 72 min Dymanowski w ekwilibrystyczny sposób obronił strzał głową Dobiego z trzech metrów. Bezradny był jednak 6 minut później. Po rzucie rożnym Probierza w dużym zamieszaniu na polu karnym KSZO piłkę przejął Dobi, odbiła się jeszcze od Budki i wpadła do bramki. Wisła zagra z OKSZO w Ostrowcu w najbliższym meczu ligowym.
   Trener KSZO Włodzimierz Małowiejski: - Zwycięstwo Górnika mogło być dużo wyższe, gdyby nie fantastyczna gra Dymanowskiego. Było wiadomo, że jesteśmy skazani na porażkę. Tym większe słowa uznania należą się walczącemu do końca zespołowi.

Pogoń - Odra 1-7 (0-3)

   Bramki: Kluzek 69 - Chałbiński 7, 45, Cios 31, Sablik 74, Ziarkowski 79, Socha 81, Myszor 85. Żółta kartka: Kluzek Czerwona kartka: Walburg (66 min - za faul). Sędziował Piotr Kotos (Wrocław). Widzów ok. 2000.
   Pogoń: Olszewski (46 Rogowski) - Walburg, Pawlak, Adżem, Radziwon, Biliński, Szubert (46 Kamrowski), Kułkiewicz, Adamowicz (46 Więckowski), Kotula, Kluzek.
   Odra: Bęben - Grzyb, Cios, Sablik, R. Górski, Jarosz (78 Jankowski), Kwiek (74 Socha), W. Górski, Nowacki, Ziarkowski, Chałbiński (69 Myszor).
   Po pierwszym w tym sezonie wyjazdowym zwycięstwie Pogoni kibice liczyli na dobry występ portowców w Szczecinie. To jednak goście kontrolowali grę.
   Pierwsza połowa to całkowita dominacja Odry, której gracze zdobyli w tej części meczu trzy bramki. Po zmianie stron portowcy mieli okazję do zdobycia gola, ale będący w sytuacji sam na sam Radziwon trafił w bramkarza. W 66 min za faul przed polem karnym na Górskim czerwoną kartkę zobaczył Walburg. 3 minuty później grający w osłabieniu portowcy zdobyli bramkę. To był pierwszy w tym sezonie gol szczecininan u siebie..
   Piłkarze Odry odpowiedzieli już 5 minut później i wykonali serial strzelecki kolejnych czterech goli.

Ruch - Widzew 1-2 (0-1)

   Bramki: Śrutwa 63 - Podbrożny 40 karny, Dymkowski 84. Żółte kartki: Lines. Sędziował Ladislav Gadosi (Słowacja). Widzów 2807.
   Ruch: Matuszek - Matyja (85 Rechwiaszwili), Masternak, Wleciałowski, Cecot - Gorawski (74 Molek), Malinowski, Wiechowski, Bizacki - Śrutwa, Narwojsz (46 Lines).
   Widzew: Robakiewicz - Mosór, Stasiak, Węgrzyn, Urbaniak - Giuliano, Terlecki, Scherfchen, Podbrożny (89 Boldt), Rachwał (73 Seweryn) - Włodarczyk (78 Dymkowski).
   Piłkarze Ruchu, przegrywając z Widzewem, prawdopodobnie pozbawiali pracy swojego trenera Piotra Mandrysza. Nad dalszym losem szkoleniowca obradować będzie w poniedziałek zarząd chorzowskiego klubu.
   W zespole Ruchu po raz pierwszy w tej rundzie zagrał Śrutwa i właśnie on w 63 min strzelił pierwszego wiosną gola dla chorzowian na ich boisku. Uczynił to w ekwilibrystyczny sposób, piętą kierując piłkę do siatki. Wcześniej bramkę zdobyli łodzianie. Matyja w niegroźnej sytuacji zatrzymał piłkę ręką w polu karnym i słowacki sędzia podyktował jedenastkę, którą wykorzystał doświadczony Podbrożny.
   Chorzowianie mieli w całym spotkaniu zdecydowaną przewagę. Goście mądrze się bronili, a w 84 min wyprowadzili kontrę, która przesądziła o ich wygranej. Autorem zwycięskiej bramki był wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Dymkowski.

Zagłębie - Wisła P.

1-1 (0-0)

   Bramki: Radżius 65 - Jeleń 49. Żółte kartki: B. Zając, Radżius, Andruszczak, Bartczak, Szczypkowski, Kazimierczak - Wojnecki, Jurkowski, Vileniskis. Sędziował Krzysztof Słupik (Tarnów). Widzów 2000.
   Zagłębie: Krzyształowicz - M. Zając, B. Zając, Radżius -Andruszczak, Bartczak (64 Krzyżanowski), Szczypkowski (78 Kalinowski), Kowalski, Kazimierczak - Olszowiak (55 Drumlak), Brasilia.
   Wisła: Kapsa - Wojnecki, Jurkowski, Janus (80 Geworgian) - Jakubowski, Romuzga, Ekwueme, Preiksaitis (89 Bonk), Vileniskis - Jeleń (55 Nazaruk), Mikulenas
   Sędzia pokazał aż 9 żółtych kartek. Gospodarze mieli do arbitra pretensje, że nie panował nad sytuacją. Tak było w 44 min, kiedy Jurkowski sfaulował Andruszczaka. Piłka zdążyła dotrzeć do napastnika gospodarzy Olszowiaka, który znalazł się w dobrej sytuacji przed płocką bramką. Sędzia nie zastosował przywileju korzyści, przerwał akcję i pokazał Jurkowskiemu żółty kartonik.
   Mecz, nerwowy w pierwszej części, zrobił się bardziej interesujący w drugich 45 minutach. Po przerwie Jakubowski ładnie zagrał do Jelenia, a snajper gości nie dał szans Krzyształowiczowi. Stracony gol podziałał mobilizująco na graczy Zagłębia. W 65 min z rzutu rożnego dośrodkowywał Kowalski, piłkę trącił głową Radżius i zdobył wyrównanie.

Legia - Dospel 3-0 (1-0)

   Bramka: Saganowski 33, 60, Jarzębowski 84. Żółte kartki: Yahaya, Kowalczyk. Sędziował Piotr Siedlecki (Szczecin). Widzów 10 tys.
   Legia: Boruc - Jóźwiak, Zieliński (55 Dudek), Jarzębowski, Kucharski, Svitlica, Saganowski, Kiełbowicz (83 Sokołowski), Vukovic (56 Zganiacz), Nuhi, Surma.
   Dospel: Tkocz - Kowalczyk, Yahaya, Widuch, Bała, Adamczyk, Muszalik (73 Kroczek), Fonfara, Majda, Wróbel (65 Sierka), Bojarski.
   Grano w piątek. W 57. meczu Legii z Dospelem (wcześniej GKS) lepsi okazali się podopieczni Dragomira Okuki. To 21. zwycięstwo legionistów z zespołem z Katowic, a Dospel (GKS) wygrał 16 razy.
   Dragomir Okuka, trener Legii: - Jeżeli będziemy tak grać do końca sezonu, powinniśmy zagrać w Pucharze UEFA. Szkoda, że musiałem przedwcześnie zdjąć Zielińskiego, który nabawił się kontuzji kostki.
(PAP)

Refleks piłkarza

Śrutwa na 102

   Gola dla Ruchu, niestety, w przegranym dla niebieskich meczu z Widzewem, zdobył Mariusz Śrutwa. To jego 102. gol w ekstraklasie. Śrutwa wrócił do Ruchu przed kilkoma dniami, w przerwie zimowej nie podpisano z nim kontraktu, choć chciał grać nawet za darmo. Ostatnio trenował z trzecioligowym Rozwojem Katowice. Okazuje się jednak potrzebny Ruchowi... (O)

Po piłkarskim weekendzie

Tercet przewodzi

   Na czele ekstraklasy usadowiła się teraz wielka trójka: Wisła, Odra i Groclin. Ten tercet zgubił Dospel Katowice, który nie dał rady Legii w Warszawie. Legioniści z kolei pogodzili się, że nie obronią tytułu mistrzowskiego, ale walczą o miejsce premiowane startem w Pucharze UEFA. Natomiast katowiczanie przegrali trzeci mecz, nie strzelając w nich żadnego gola.
   Prawdopodobnie więc losy tytułu rozstrzygną się między wspomnianą trójką. W tej chwili jednak pewną zadyszkę wykazują krakowianie. Znów zremisowali 1-1 na swym boisku, tym razem z Amiką. Znów - bo chociaż nie w lidze, ale w środę u siebie__nie dali rady w Pucharze Polski Widzewowi (1-1). Wisłę jednak prześladują kontuzje. W najbliższej kolejce wiślacy jadą do Ostrowca i tylko jakiś superpech mógłby pozbawić ich trzech wreszcie punktów.
   Nie jest łatwo wygrać w tym sezonie z Polonią, ale potrafił to Groclin. Z kolei Odra urządziła kanonadę w Szczecinie wygrywając aż 7-1. Po 0-9 z Górnikiem to druga w tym roku klęska Pogoni. Wraz z KSZO tworzy duet murowanych spadkowiczów. Na trzecie spadkowe miejsce trafiła Szczakowianka, która straciła gola w ostatniej minucie meczu z Lechem. Poznaniacy po tej wygranej oddalili się od niebezpiecznej strefy, w której jest teraz siedem zespołów.
(JOT)

Strzelcy I ligi

   Czołówka najlepszych strzelców ekstraklasy:
   20 bramek - Maciej Żurawski (Wisła)
   19 - Stanko Svitlica (Legia)
   17 - Andrzej Niedzielan (Górnik/Groclin)
   15 - Marcin Kuźba (Wisła)
   13 - Jacek Ziarkowski (Odra)
   10 - Michał Chałbiński (Odra)
   9 - Grzegorz Rasiak (Groclin Dyskobolia)
   8 - Krzysztof Gajtkowski (Dospel/Lech), Tomasz Moskała (Groclin).

Zagrają

   Kolejne mecze w I lidze 2-4 maja: KSZO - Wisła (sobota, g. 19), Odra - Górnik, Polonia - Legia, Wisła P. - Groclin, Lech- Ruch, Widzew - Zagłębie, Katowice - Pogoń, Amica - Szczakowianka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie