Zabrakło szaleństwa

Redakcja
"Dziennik" zapytał naszą najlepszą zawodniczkę, czy gra Krystyna Szymańskiej-Lary w formie z ubiegłorocznych mistrzostw Europy, cokolwiek by w Sydney zmieniła.

Małgorzata Dydek:

 Małgorzata Dydek nawet po wysoko przegranym ćwierćfinałowym meczu z Australijkami, była przekonana, że polskie koszykarki mogły wywalczyć w Sydney medal. - Gdybym teraz miała wpisać na czystej kartce, które możemy zająć miejsce, wpisałabym trzecie - powiedziała po konferencji prasowej.
 - Kryśka była dla nas motorem napędowym. Była czasem szalona w swoich akcjach, lecz właśnie tych szaleństw nam tutaj brakowało. Taka gra wynika z jej charakteru i dla naszego zespołu była podczas mistrzostw Europy zbawienna. Potrafiła pociągnąć grę zespołu jedną czy drugą indywidualną akcją. Wielka szkoda, że tutaj po kontuzji nie była w pełni dyspozycji - odparła.
 Poproszona o analizę przyczyn wysokich porażek z Rosją, USA i Australią wyjaśniała:
 - Coś siedziało w naszych głowach, coś, co nas hamowało. Nas naprawdę stać na równorzędną walkę z tymi drużynami, wcale od nich tak bardzo nie odstajemy. Ale już w Spale, po przyjeździe z Ameryki widziałam, że coś się dzieje niedobrego. Że nie ma tej radości gry, która powinna być, luzu. Przed olimiadą nie mówiłam tego głośno, gdyż lepiej nie mówić takich rzeczy, człowiek łudzi się, że to podczas gry nie będzie miało znaczenia. Okazało się jednak, że to w nas zostało. Amerykankom od dziecka wmawia się, że są najlepsze i one przyjeżdżają tylko po złoto. W nas był strach, bojaźń. Grałyśmy statycznie, nie tak jak podczas mistrzostw Europy, gdy wygrywałyśmy ofensywną grą. Wówczas każda, od numeru 1 do 5 i rezerwowe robiły to, co do nich należało: podawały, penetrowały pod koszem, rzucały.
 Dziewczyny mówiły, że lepiej by się stało, gdyby był w ekipie psycholog. Nie wiem, ja z panią profesor Igą Różańską zetknęłam się w Spale na krótko.
 Trener twierdził, że w WNBA odpoczywałam, a tu przyjechałam grać? To jego zdanie, ja nie leżałam tam pod palmami. Uważam, że gdyby więcej dziewczyn z Polski pojechało grać w Ameryce - nie twierdzę, że akurat w okresie przygotowawczym do igrzysk - to dopiero tam zobaczyłyby, jak wygląda twarda gra. Jak trzeba wydzierać piłkę rywalkom, jak się przepychać, zastawiać i walczyć na łokcie. Tu w Sydney tego nam zabrakło.
 Nie chodzi o miejsce, jakie zajęłyśmy, nawet o styl gry. Według mnie olimpiada powinna być świętem, czymś radosnym. Tymczasem była to tylko ciężka praca, która nie dała spodziewanego efektu.

 Więcej informacji na stronach

(KAW, Sydney)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie