Zabrał na rower 30 kilogramów bagażu i pojechał do Maroka [WIDEO, ZDJĘCIA]

Sylwia Nowosińska
fot. Mirosław Dudzik
Podróże. Wypoczynek na plaży i drinki z parasolką to nie dla wszystkich wymarzony sposób na spędzenie urlopu. Mirosław Dudzik z krakowskiej Straży Miejskiej ma własny pomysł na idealne wakacje - wsiada na rower i jedzie jak najdalej. Najlepiej poza Europę.

Mirosław Dudzik nie lubi marnować czasu na leżenie pod chmurką. Kiedy dostaje urlop, bierze rower i rusza w drogę. Znika sam, nawet na 57 dni, bo właśnie tyle czasu zajęła mu w tym roku podróż do Maroka. - Z reguły nie zabieram ze sobą towarzysza. W podróży samotność nie doskwiera - przekonuje pan Mirosław. - Każdy sobie pewnie wyobraża, że nie da się wytrzymać całego dnia tylko we własnym towarzystwie, ale moim zdaniem lepiej jest podróżować samemu - dodaje.

Na co dzień pracuje w referacie kontroli odpadów krakowskiej Straży Miejskiej. Sprawdza m.in., czy krakowianie segregują śmieci, czy nie palą nimi w piecu. Mieszka w Brzeziu, w małej miejscowości pod Krakowem.

WIDEO: Rowerem do Maroka

Autor: Sylwia Nowosińska

To nie pierwsza eskapada pana Mirosława w odległe miejsce. Dwa lata temu był w Gruzji, przejechał wokół Turcję. Kilka lat wcześniej wybrał się na rowerze do Rzymu. Do tego dochodzą jeszcze kilkudniowe i tygodniowe eskapady rowerowe po Polsce. Zazwyczaj wybiera najtrudniejsze trasy. Po drodze podziwia piękne krajobrazy i pasma górskie. - W tym roku jechałem m.in. przez Bawarię, Tyrol, Alpy, Pireneje i góry Atlas - wylicza pan Mirosław.

Żeby dostać się do Maroka najpierw przejechał przez Czechy, Austrię, Niemcy, Szwajcarię i Włochy. Potem przez francuskie Lazurowe Wybrzeże do Hiszpanii. Stamtąd dotarł do Gibraltaru, gdzie wsiadł na prom, aby dotrzeć do Maroka.

W pracy wszyscy wiedzą, że pan Mirosław to "ten od wycieczek rowerowych". Kiedy wyrusza w drogę, wszyscy mu kibicują. - Kiedy wyjeżdżam, najchętniej wyłączyłbym telefon, ale nie mogę tego zrobić, bo ciągle dostaję SMS-y: "gdzie jesteś?", "żyjesz?", "dotarłeś już na miejsce?" "jaka u Ciebie pogoda?" - tłumaczy strażnik miejski.

Podczas wycieczki pan Mirosław spędza w ruchu ok. 9-10 godzin w ciągu dnia. Przejeżdża średnio 110-120 kilometrów dziennie. Mierzy czas dokładnie specjalnym stoperem, który włącza się dopiero wtedy, kiedy koła roweru są w ruchu. Jak mówi, na cel podróży wybrał Maroko, bo jest tam inaczej niż w krajach europejskich. Ludzie żyją w innym tempie i w innym otoczeniu. Są też nastawieni bardziej przyjaźnie do podróżnych.

W podróży pan Mirosław śpi - pięć - sześć godzin dziennie, zazwyczaj w lesie, w górach, pod namiotem, rzadziej w tanich hostelach.

- Bardzo lubię biwakować - przyznaje. Mógłby odpoczywać dłużej, ale każda godzina, którą może poświęcić na zwiedzanie, jest cenna. Po drodze chętnie zagląda do muzeów i innych znanych miejsc. Nigdy nie rezerwuje miejsc w hotelach, bo nigdy nie wie, ile kilometrów uda mu się przejechać w ciągu dnia. Dużo zależy od warunków pogodowych. Kiedy lekko pada, pan Mirosław zakłada pelerynę i jedzie dalej, ale podczas większej ulewy nie ma szans na dalszą podróż. Trzeba przeczekać.

- Kiedy byłem w Turcji, spotkałem , m.in. Kurdów. Gdy usłyszeli, że śpię w namiocie, zapraszali mnie do swoich domów. Kiedy już docieraliśmy na miejsce, mówili: mamo, zobacz kogo przyprowadziłem, ugotuj coś dobrego - opowiada pan Mirosław.

Nieważne, czy po krakowskich ulicach, czy na dalekie wycieczki, pan Mirosław zawsze jeździ tym samym rowerem. To kilkunastoletni pojazd, który choć bardzo sprawny i wytrzymały, to jednak do najładniejszych nie należy.

- To nie jest rower, który ktoś chciałby ukraść. Choć w Krakowie wszystko jest możliwe - przyznaje pan Mirosław, przypinając swój rower do słupa. Podczas podróży jego pojazd wygląda jednak trochę inaczej, bo przypina do niego bagaż. Co trzeba wziąć na wyprawę? Przede wszystkim namiot, śpiwór, zapas jedzenia na kilka dni, narzędzia podręczne i ubrania. Wszystkie potrzebne rzeczy pan Mirosław pakuje do tzw. sakwy i zabiera ze sobą na rower. Cały dodatkowy bagaż waży ok. 30 kg.
Ile pieniędzy trzeba mieć, żeby podróżować przez dwa miesiące na rowerze? Pan Mirosław wydaje tyle samo, ile mógłby przeznaczyć na wakacje all inclusive. Podróż do Maroka nie przypominała jednak luksusowego wypoczynku z biurem podróży. - Zakupy robiłem w marketach, jadłem tanie posiłki, np. fast foody, które w wielu krajach są w podobnych cenach - opowiada pan Mirosław.

Mimo ogromnego wysiłku pan Mirosław znalazł jeszcze energię, żeby na kilka dni przed odjazdem zdobyć Toubkal, najwyższy szczyt Maroka. Przypiął rower w bezpiecznym miejscu i poszedł w góry. - Nie miałem odpowiednich butów, więc wyszedłem w sandałach, ale nie było źle - opowiada z uśmiechem.

Po zwiedzeniu kilkunastu krajów na rowerze ocenia, że idealnym miastem dla rowerzystów jest Wiedeń, gdzie ścieżki są bardzo rozbudowane, a rowerzyści są równorzędnymi uczestnikami ruchu drogowego. - W Krakowie nie jest jeszcze rewelacyjnie, ale infrastruktura rowerowa cały czas się poprawia - dodaje pan Mirosław.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jan
Mirek jesteś wielki !!!
K
Krk
Gratulacje Panie Mirosławie. Natomiast , jak Pan już wróci to proszę zająć się świrem motocyklowym parkującym na ul. Kordeckiego na prawo od siłowni a mieszkającym w kamienicy nr 6. Potworne wycie jego motocykla słychać na całej ulicy. Są zapewne jakieś przepisy, które narzucają normy hałasu generowanego przez taki sprzęt. Warto też zapewne narzucić jakieś obowiązkowe badania psychiatryczne dla użytkowników takiego sprzętu.
Dodaj ogłoszenie