Zadymiacz w walce z podziemiem

Redakcja
Niektórzy odbiorcy na wsi coraz rzadziej korzystają z wodociągów, w przeszłości z poświęceniem budowanych. Rosnące ceny i postępujące zubożenie spowodowały, że liczniki zużycia wody nieruchomieją.

WIESŁAW ZIOBRO

WIESŁAW ZIOBRO

Niektórzy odbiorcy na wsi coraz rzadziej korzystają z wodociągów, w przeszłości z poświęceniem budowanych. Rosnące ceny i postępujące zubożenie spowodowały, że liczniki zużycia wody nieruchomieją.

   W Brzesku na niektórych ulicach co rusz pojawiają się ekipy ludzi z dziwnym urządzeniem. Po uruchomieniu go ekipa chodzi wzdłuż ulicy i zagląda do rynien zamontowanych w pobliskich domach. Czujna załoga wypatruje, jak się potem okazuje, dymu. Bywa bowiem, że nagle, ni stąd, ni zowąd, z rynny - jednej lub drugiej - zaczynają wydobywać się białe kłęby... Na szczęście nie zdarzyło się jeszcze, by któryś z właścicieli domu widząc dymiącą rynnę wpadł w przerażenie i zadzwonił po straż pożarną. I słusznie, bo w tym wszystkim wcale nie chodzi o ogień, ale o wodę.
   Podobne operacje dymne będą przeprowadzane regularnie. Zapowiada to Rejonowe Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, spółka z o.o. w Brzesku, którą zawiaduje związek międzygminny. RPWiK postanowiło tropić w mieście i okolicy podziemie kanalizacyjne. Wielu właścicieli domów jednorodzinnych, ale nie tylko oni, od lat uprawia - w konspiracji - niedozwoloną gospodarkę wodami opadowymi, popularnie zwanymi deszczówką. Obecnie grożą za to kary grzywny.
   - Wszędzie, gdzie jest to tylko możliwe technicznie, woda opadowa powinna osobnym kanałem spływać do rzeki, a nie być kierowana do sieci sanitarnej jako ściek - wyjaśnia Zbigniew Gładyś, prezes RPWiK w Brzesku. - Ale wielu mieszkańców od dawna podłącza swoje rynny do kanału sanitarnego i zaczynają z tego powodu wynikać różne problemy. Doszliśmy zatem do wniosku, że trzeba tę sprawę uporząkować.
   Nie trzeba było wyważać drzwi, bo już były otwarte. W krajach Europy Zachodniej. Wystarczyło tylko skorzystać z ich pomysłów. - Na targach branży wodno-kanalizacyjnej w Bydgoszczy kupiliśmy nieduże urządzenie zwane zadymiaczem - mówi Jerzy Wolnik, wiceprezes RPWiK w Brzesku. - Jest to urządzenie niemieckie, na razie w Polsce nie produkowane. Zapłaciliśmy za nie 13 tys. zł.
   Urządzenie za pomocą między innymi grzałki i dmuchawy wytwarza dym. Sztuczny dym, taki sam jak w dyskotekach. Sprzęt zabiera się w teren, otwiera któryś z kanałów i po uruchomieniu urządzenia wtłacza się do kanału dym. Później rozpoczyna się czuwanie. Na odcinku maksimum 200 metrów można obserwować, w którym miejscu wtłaczany pod ziemią dym będzie miał swoją końcówkę_. _Czasem ta końcówka__wychodzi z czyjejś rynny, niczym z rury wydechowej. I wszystko staje się jasne. Oznacza to, że ktoś rynnę połączył z kanałem i wpuszcza tam deszczówkę. W ten sposób - najprostszy i najtańszy - właściciele posesji bronią się przed nadmiarem wody i wilgoci w swoich obejściach.

Zdradziecki dym

   Zadymiacz zakupiony przez Brzesko zaczyna robić karierę. Już go pożyczały firmy wodociągowe z Bochni, Dębicy i Tarnowa. - My takie urządzenie już sobie sprawiliśmy - oznajmia Zbigniew Rachwał, prezezs MPWiK w Bochni. - Jeśli tylko pozwoli pogoda, od razu rozpoczniemy w terenie kontrole. Jesteśmy przekonani, że problem jest znaczący.
   Tropienie podziemia kanalizacyjnegonabiera sensu zwłaszcza teraz, gdy narasta opór odbiorców wody wobec wzrastających cen za usługi wodno-kanalizacyjne. W całym kraju. Presja na to, by przedsiębiorstwa wodociągowe zaczęły obniżać koszty swego funkcjonowania, jest tak duża, że niektóre przedsiębiorstwa zmuszone zostały do nietypowych do niedawna działań.
   Zadymiacze mają posłużyć choćby do tego, aby do oczyszczalni ścieków trafiały wyłącznie ścieki, a nie deszczówka. Oczyszczanie jest bardzo drogie i stanowi istotny składnik cennika usług Wodociągów. - Według naszych szacunków, oczyszczalnia w Brzesku przerabia
co najmniej 20 proc. wód opadowych. I trzeba za to zapłacić - informuje prezes Gładyś.
   - Ale co się dzieje podczas zwiększonych opadów, które w naszym kraju nie są już niczym nadzwyczajnym? Oczyszczalnie nie mogą wtedy nadążyć. Co gorsza, jeśli nie są odpowiednio przystosowane, deszczówka niszczy proces oczyszczania ścieków oparty na działaniu kultur bakterii, pojawiają się problemy eksploatacyjne - dodaje prezes z Bochni.
   W Brzesku RPWiK z oczyszczalnią należącą do browaru Okocim negocjowało ceny przez 9 miesięcy. W końcu narodził się kompromis. Ale i tak po ogłoszeniu w styczniu nowych cen za wodę i odprowadzanie ścieków w mieście zawrzało. Niemal wszystkie organizacje społeczne i polityczne poczuły się w obowiązku bronić interesów konsumentów.
   To nie wyjątek. Podobnie dzieje się w innych miastach Małopolski. Odbiorców wody zaskoczyła tegoroczna skala podwyżek. W Brzesku cena wody skoczyła o 14 proc., a cena za odprowadzanie ścieków o 29 proc. Wbrew pozorom to nie rewelacja. W wielu miastach w Polsce podwyżki wynoszą nawet od 25 proc. do 70 proc. Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu coraz biedniejsze lokalne samorządy dopłaciły (i czy w ogóle dopłaciły) do Wodociągów, czyli do ich klientów.

Nieruchome liczniki

   - Od lat w samorządach panował powszechny trend, aby nie podnosić zbytnio cen wody i ścieków - twierdzi prezes Gładyś. - Przedsiębiorstwa jechały na stratach, ostatnio 78 proc. firm wodociągowych w kraju wykazywało straty. Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków z 7 czerwca 2001 r., jak i rozporządzenie ministra infrastruktury w sprawie określania taryf z 12 marca ub. roku nakazują Wodociągom ściśle określony sposób wyliczeń cen jednostkowych, na podstawie kosztów z okresów wcześniejszych, ujętych w zapisach księgowych. Wykluczone jest ustalanie cen, które powodują stratę bilansową, co było wcześniej bardzo popularną praktyką. Dlatego ten rok jest przełomowy, stąd taki nagły skok cen i tyle nieporozumień.
   Odbiorcy wody od lat pomstują, że nie dostrzegają rezultatów coraz większego oszczędzania. Mają wrażenie, że im mniej zużywają wody, tym przedsiębiorstwa ją dostarczające coraz częściej podnoszą cenę.
   Przedsiębiorstwa sprzedają coraz mniej wody, mimo że liczba odbiorców z każdym rokiem rośnie. W roku minionym w Tarnowie Wodociągi w porównaniu z 2001 r. sprzedały jej o 6 proc. mniej, w Bochni o 5 proc. W Brzesku w ostatnim dziesięcioleciu sprzedaż spadła o 35 proc. To nie tylko wynik oszczędzania, ale również rezultat sytuacji ekonomicznej różnych producentów, największych odbiorców wody.
   Atakowane za częste podwyżki, Wodociągi bronią się ciągle tak samo. Twierdzą, że największy wpływ na tzw. cenę jednostkową wody czy odprowadzenia ścieków mają koszty stałe. - Obecnie wynoszą one 70 - 80 proc. - podkreśla prezes Rachwał. - Tak więc najbardziej oszczędny odbiorca nie potrafi wiele zaoszczędzić na końcowej cenie.
   Niektórzy odbiorcy na bocheńskiej wsi coraz rzadziej korzystają z wodociągów, w przeszłości z poświęceniem budowanych. Rosnące ceny i postępujące zubożenie spowodowały, że liczniki zużycia wody nieruchomieją. - W niektóre miejsca nie opłaca się wysyłać nawet inkasenta - zauważa prezes RPWiK w Bochni.
   Wykorzystywane są przydomowe studnie. W tej sprawie wiadomo jest tylko jedno. Że woda stamtąd, używana również do celów spożywczych, jest darmowa. Nie wiadomo natomiast, jaki jest jej stan sanitarny...

Podziemna rewolucja

   Wodociągi tłumaczą to tak: wody wprawdzie zużywa się coraz mniej, ale niezależnie od tego ta sama obsada ludzi i te same urządzenia muszą zadbać o prawidłowe funkcjonowanie sieci. - Dużym obciążeniem stało się ponadto wprowadzenie najpierw jedno-, a potem dwuprocentowego podatku od wartości infrastruktury, u nas udział podatków od budynków i budowli w kosztach wynosi już 8,2 proc. - mówi prezes brzeskiego RPWiK.
   W całym kraju przedsiębiorstwa narzekają też, że w 2002 r. opłata za szczególne korzystanie z wód została ustawowo zwiększona z 1 do 18 gr za jeden metr sześc. pobieranej wody.
   Koszty odpisów na amortyzację są istotne do tego stopnia, że część samorządów zwleka z przekazywaniem Wodociągom_inwestycji wykonanych za samorządowe pieniądze, bo powiększający się majątek powoduje zwiększenie odpisów.
   Łatwo się domyślić, że mniejsza przy tym sprzedaż usług to coraz bardziej skomplikowany problem, ale czy nie są nim w zbyt dużym stopniu obciążani odbiorcy?
   W Tarnowskich Wodociągach, w których ponad 60 proc. udziałów ma miasto, a pozostałą część dwie podmiejskie gminy, zaproponowano na 2003 r. podwyżkę ceny wody o 18 proc., a za odprowadzanie ścieków o 32 proc. Rada Miasta oburzyła się. Jej przewodniczący, Andrzej Kasznia, wyraził pogląd, iż Wodociągi wykorzystują swoją pozycję monopolistyczną, a zwiększające się koszty zrzucane są wyłącznie na barki klientów. Prezes Tarnowskich Wodociągów, Stanisław Pikul, długo się bronił; wspomniał także o _szczególnie wrażliwej cenie ścieków
(ich oczyszczanie to 60 proc. bezpośrednich kosztów działalności kanalizacyjnej).
   Poskarżył się, że w Tarnowie przeważa kanalizacja ogólnospławna i wszystko, jako ściek, płynie do drogiej w użytkowaniu oczyszczalni. Obecnie nie ma możliwości, by gmina pokrywała część opłat za odprowadzanie wody opadowej. - Przebudowa sieci wiąże się zaś z podziemną rewolucją, ogromnymi inwestycjami i kosztami - mówi prezes Pikul.
   Radni pytali, czy aż 10-osobowa Rada Nadzorcza Tarnowskich Wodociągów, które zatrudniają niespełna 200 pracowników, nie jest zbyt liczna, wziąwszy pod uwagę, że każdy z członków może liczyć na 600-700-złotową dietę netto? Przepisy mówią, że rada może liczyć maksimum do 10 członków; widać komuś zależało, by dać zarobić pełnej dziesiątce. Pytano, czy płace w Wodociągach nie są zbyt wysokie, jeśli stanowią prawie 26 proc. kosztów przedsiębiorstwa.
   Wg danych statystycznych z grudnia 2002 r., w małopolskich przedsiębiorstwach zaopatrujących ludność w wodę, gaz i energię elektryczną średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiło 3639 zł brutto; dla porównania przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw w ogóle wynosiła 2119 zł.
   W Tarnowie skończyło się na tym, że w tym miesiącu komisja rewizyjna RM przeprowadzi w Tarnowskich Wodociągach kompleksową kontrolę. Czy zostaną odnalezione tkwiące gdzieś rezerwy, nie wiadomo. Uchodzący za kompetentnego w tych sprawach radny Marian Pradel jest zdania, że oszczędności trzeba szukać przede wszystkim w wynagrodzeniach, w innych - mających związek z końcową ceną usług - elementach pole manewru jest bardziej ograniczone.

To tylko gest

   Rada Miasta Tarnowa, mimo wcześniejszej pozytywnej opinii jednej z komisji, nie zatwierdziła w uchwale proponowanych zmian w taryfie. Teraz jednak nie ma to większego praktycznego znaczenia. Decyzję tę można uznać tylko za gest, być może obliczony na reakcje wyborców. W świetle przepisów nowej ustawy samorządy lokalne w zasadzie przestały mieć wpływ na poziom cen wody i odprowadzania ścieków. Obecnie jest tak, że rada gminy albo zatwierdza taryfy, albo ustanawia do nich dopłaty. Jeśli nie chce uczynić ani jednego, ani drugiego, to nowy cennik usług wchodzi w życie po 70 dniach od chwili jego oficjalnego przedstawienia.
   Przy okazji wyszło na jaw, że gdyby gmina chciała jakąś kwotę przeznaczyć z budżetu na dofinansowanie wybranej grupy odbiorców, pomoc ta uznana byłaby przez fiskusa jako darowizna i podlegałaby natychmiastowemu opodatkowaniu w wysokości 27 proc.
   Wygląda na to, że pomysł z niemieckim wynalazkiem typu zadymiacz, chociaż z pewnością pożyteczny, nie będzie kluczem do rozwiązania problemów krajowych przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych. Nie przysłuży się też wyraźnie niższym cenom. Choćby tylko z tego powodu, że Wodociągi_w tropieniu podziemia kanalizacyjnego nie mogą wykazać się szczególną gorliwością. Bo gdyby okazało się, że nagle do oczyszczalni trafia zbyt mało ścieków, nawet w postaci deszczówki, obiekt miałby za duże rezerwy. Brzeska oczyszczalnia na przykład może przyjąć w ciągu doby do 17 tys. metrów sześc. ścieków, teraz przyjmuje nie więcej niż 6 tys.
   A oczyszczalnia też ma _koszty stałe, _niezależne od reszty. I w swoich kalkulacjach również posługuje się znienawidzoną przez klientów _ceną jednostkową.

   _- _Każdy kij ma dwa końce - konkluduje prezes Gładyś.
   Mimo to zadymiacz idzie w ruch, gdyż zdaniem zarządu RPWiK ta inwestycja zwróci się bardzo szybko. Wygląda na to, że rynny w Brzesku i okolicy nieraz jeszcze będą dymić.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie