MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zadziora z Nowej Huty

Redakcja
Rozmowa z Majką Lisińską-Kozioł, laureatką konkursu na reportaż o Nowej Hucie im. Ryszarda Kapuścińskiego, dziennikarką "Dziennika Polskiego"

Fot. Anna Kaczmarz

Długo szukała Pani bohatera do reportażu o Nowej Hucie?

- Jestem krakowianką, a Nową Hutę znam jedynie przez pryzmat sportu i kultury. Przypuszczałam, że będzie duża konkurencja w reportażach o robotnikach, nowohuckich przodownikach pracy z lat 50. Chciałam napisać coś innego, a karierę sportową Jolanty Szatko-Nowak obserwuję od ponad 20 lat.

Kim jest Zadziora z Nowej Huty?

- Kobietą, która zbliża się do pięćdziesiątki i była kiedyś jedną z czołowych postaci polskiego sportu; medalistką mistrzostw Europy, wielokrotną mistrzynią Polski w tenisie stołowym, która grała z Andrzejem Grubbą i Leszkiem Kucharskim w Superlidze. Mówiono o niej Zadziora, bo była niepokorna, miała męski styl gry i nie odpuszczała sobie w sporcie ani w życiu.

Losy bohaterki potwierdzają, że nawet błyskotliwa kariera sportowa szybko przemija...

- Jola, choć zawsze bardzo skromna, w czasach, gdy zdobywała medale była obiektem zazdrości wielu ludzi. Podróżowała po całym świecie - nawet do Korei czy Chin - wtedy, gdy inni nie mogli dostać paszportu. Miała stypendium sportowe, zagraniczne dresy, była pokazywana w telewizji. Swojej popularności nie chciała, a może też nie potrafiła, przekuć na wielki majątek i wygody.

Czym się zajmuje Jolanta Szatko-Nowak?

- Pracuje w kuchni, w jednej z nowohuckich podstawówek. Gdy parę lat temu umierał w szpitalu Staszek, mąż Joli, a ona walczyła o pieniądze na drogie lekarstwa i oprócz tego zajmowała się chorą babcią, która wymagała całodobowej opieki oraz była mamą dla dorastającej córki - nie znalazł się nikt z dawnych kolegów czy działaczy, kto by jej zaproponował pomoc. Na nic nie liczyłam - opowiadała mi. Po prostu wzięła życie za rogi.

Jak medalistka odnalazła się w nowej roli?

- Dyrektorka szkoły, w której Jola pracuje, powiedziała, że czuje się zażenowana, że mogła jej zaproponować tylko taką pracę. A Jola nie narzeka. Jak trzeba obiera ziemniaki, smaży kotlety, zmywa naczynia. Po szkole pędzi na chwilę do domu, a potem jedzie do szkółki, w której uczy dzieci grać w tenisa stołowego, bo jak mówi: sport kocha i kochać będzie zawsze. Nawet jeśli nie jest to miłość z wzajemnością. W jej Wandzie, klubie, któremu oddała 28 lat życia, o Joli nikt już nie pamięta. W gablotach nie ma jej zdjęć, na klubowej stronie internetowej nie ma o niej wzmianki.

Czy jest jej przykro, że wszyscy o niej zapomnieli?

- Nie ma w niej żalu do losu, przyjmuje życie takie jakie jest. Mówi, że potrzebuje pracy, bo musi wychować córkę, postawić porządny nagrobek mężowi. Musi żyć. Zaciska zęby i nie odpuszcza. Zawsze taka była. Nie wiem, czy mój reportaż jej w czymś pomoże. Chciałabym jednak żeby przypomniał, że Jola w Nowej Hucie się urodziła, że również dla Nowej Huty zdobywała medale i że znowu mogłaby być Nowej Huty wizytówką.

Rozmawiała: Paulina Polak

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski