Zajrzeć w oczy kalonga

Redakcja
- Dużo podróżujesz po świecie, ale zmierzasz w zupełnie innym kierunku niż rzesze, a nawet wytrawni turyści. Czy trudno przygotować samotną wyprawę?

Rozmowa z Martą Tutaj, dziennikarką TeMI, autorką prezentowanej w Muzeum Etnograficznym wystawy "Mieszkańcy wysp"

 - Kobieta podróżująca solo tylko w Europie może wydać się kimś wyjątkowym, w innych częściach świata globtroter płci żeńskiej nikogo nie dziwi. Wybieram kraj i jeśli tamtejsze władze wymagają wizy, to telefonuję do ambasady, później do biura podróży z pytaniem o najkrótsze połączenie. Pakuję się, biorę dobry przewodnik i w drogę. Zwykle już na lotnisku wybieram hotel, licząc się z tym, że ktoś mnie "oskubie", właściciel lub taksówkarz. W Indiach można spotkać kierowcę taksówki, który udaje, że nic nie rozumie i wiezie mnie w zupełnie innym kierunku niż ten, jaki wybrałam, prosto do hotelu szwagra. Ale to nie jest jeszcze koniec świata. Zawsze spotykam ludzi życzliwych, bezinteresownych i tych się zapamiętuje.
 - Wyruszasz w nieznane, ale w konkretnym celu. Chcesz dotrzeć tam, gdzie żyją dzikie zwierzęta. Skąd takie zainteresowania u filmoznawcy?
 - Nie mam wykształcenia zoologicznego, nie wychowywałam się obok wilków (śmiech), ale zwierzęta lubiłam od zawsze. Odkąd pamiętam, chciałam pisać i podróżować. Rodzina trochę podśmiewała się z tych marzeń, bo wtedy nikogo nie przyjmowano do gazet i nie wydawano paszportów, ale to co niemożliwe, stało się możliwe.
 - Trafiasz zatem do miejsc odludnych, gdzie królują osobliwe zwierzęta. Sfotografowałaś je i prezentujesz na wystawie w Muzeum Etnograficznym. Opowiedz o najbardziej niezwykłych spotkaniach.
 - Podczas moich podróży na "wyspy zwierząt" zawarłam wiele fascynujących znajomości. Budziłam się w miejscach, gdzie "pobudkę" ogłaszały dziwaczne ptaki, dzioborożce. Widziałam wielkie warany spacerujące po plaży. Patrzyłam z bliska w oczy kalonga, latającego psa. Karmiłam żyrafy, nauczyłam się jadać obiad w towarzystwie gekkonów albo śmigających tuż przy twarzy drapieżnych ptaków. Jeździłam na słoniu i nabrałam głębokiego szacunku do bawołów afrykańskich, które, przyznaję - są nieobliczalne. Przy swej masie ciała potrafią w oka mgnieniu obrócić się o 180 stopni a o gwałtownym ruchu świadczy tylko kurz. Na wyspie Santa Cruz spędziłam urocze popołudnie w towarzystwie dwóch głuptaków niebieskonogich: ja wygrzewałam się na słońcu, one - przeciwnie- ruszały gardłami dla ochłody. Na Jawie zaprzyjaźniłam się z lemurkiem lori kukang, który nauczył się żyć na ludzkim ramieniu i pić ze szklanki. Pływałam z delfinami, morskimi żółwiami, fokami i wielkimi rajami. Należę do nielicznych osób mojego pokolenia, które widziały dziko żyjące wilki, walkę orłów bielików na niebie albo opalały się na żmijowisku. Wśród zgromadzonych na wystawie zdjęć dominuje fauna z Wysp Galapagos, nazwanych kiedyś przez hiszpańskich odkrywców Wyspami Zaczarowanymi. Na Galapagos występują, właściwe tylko dla tych wysp gatunki zwierząt: żółwie olbrzymie, legwany morskie i lądowe, mewy jaskółcze, zięby Darwina, kormorany nielotne, endemiczne gatunki mew, pingwinów, albatrosów i uchatek. Jest też niezwykłe miejsce, gdzie dzikie zwierzęta nie obawiają się ludzi, pozwalają człowiekowi podejść do siebie tak blisko, jak chyba nigdzie indziej na świecie. Dla kogoś fotografującego zwierzęta jest to niezwykła okazja. Prezentowane na wystawie zdjęcia pochodzą z Isla Del Plata i Parku Narodowego Machalilla (Ekwador), Wysp Ballestas, Rezerwatu Paracas i Wąwozu Colca (Peru), Parku Narodowego Meru Betiri, Bali Bird Parku, Monkey Forest i Rezerwatu Petulu (Indonezja), Bharatpur Bird Sanktuary, parków świątynnych w Sarnath i Katmandu (Indie i Nepal), parków Narodowych Masai Mara, Nakuru, Ngoro Ngoro, Manyara, Arusha (Kenia i Tanzania).
 - Czy kiedykolwiek odczuwałaś strach? Czy bałaś się tych dzikich zwierząt? A ludzie, gdzieś w zakamarku świata, co tu dużo mówić, zupełnie obcej kultury, czy wśród nich czułaś się bezpieczna?
 - Przeceniamy zagrożenia. Można się obawiać komarów przenoszących malerie, roju dzikich pszczół, czy półdzikich psów, które mogły popędzić człowieka przez wioskę. Spotkania ze zwierzętami, z tymi największymi i najdziwniejszymi wywołują głębokie i pozytywne emocje. W ich towarzystwie zapominamy o ludzkim świecie. Kontakt ze zwierzętami daje poczucie harmonii, wywołuje entuzjazm. A ludzie? Globtroterzy rzadko zawierają bliższe przyjaźnie, wiedzą, że w każdej chwili mogą znaleźć się w całkiem innym miejscu i nigdy więcej nie spotkać. Tubylcy rzadko bywają agresywni, są raczej ciekawi nieznajomych. Przypominam sobie taką scenę, wchodzę do autobusu w afrykańskiej wiosce, nikt nie zna angielskiego, ale każdy chce zamienić słówko, dopytuje się dokąd jadę, czy można mi w czymś pomóc. Wyjmuję pudełko z kremem, smaruję nos i widzę las rąk, każdy chce nabrać na palec odrobinę kremu. Uśmiechają się. W Indonezji spotkałam rodzinę Australijczyków jakby żywcem przeniesioną z Błękitnej Laguny. W Peru pracownica biura turystycznego poświęciła cały dzień, by znaleźć dla mnie najbardziej dogodny autobus. Z kłopotów wyrwała mnie inna kobieta. O tak! wtedy byłam w strachu (śmiech). Nie potwierdziłam rezerwacji, okazało się, że nie ma dla mnie miejsca w samolocie, którym miałam zdążyć na połączenie do Warszawy. I właśnie ta dziewczyna usadowiła mnie na fotelu stewardesy. Na Jawie wynajęłam kiedyś motocyklistę, żeby dotrzeć do plaży odwiedzanej przez morskie żółwie. Jechaliśmy przez dżunglę, kiedy drogę przebiegło dziwne, duże zwierzę. Zapytałam motocyklistę co to takiego. Odpowiedział: O’key, O’key. Zrozumiałam, że na tym kończy się jego znajomość angielskiego. Ludzi nigdy się nie bałam.
 - A co przywozisz z tych podróży?
 - Wyjeżdżam z plecakiem, do którego niewiele może się zmieścić. Z każdego kraju przywożę nóż mniej lub bardziej ozdobny. W Ekwadorze kupiłam ceramikę, w Afryce hebanowe figurki, w Indiach - tkaniny, w Nepalu wełniane rękawiczki. Wracam zawsze kilka dni przed Bożym Narodzeniem, więc muszę pomyśleć o podarunkach dla rodziny.
 - Dokąd zamierzasz teraz wyruszyć?
 - Chciałabym wyjechać do Australii, ale na to potrzebne są fundusze. To nie jest jeden z tych krajów, gdzie tysiąc kilometrów można przejechać za trzy dolary.

Rozmawiała KRZYSZTOFA BIK-JURKOW

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie