Zakopane 2022? To całkiem realne

KRZYK
Zakopiańska Wielka Krokiew jest modernizowana, ale już obecnie odbywają się na niej wielkie zawody rangi międzynarodowej jak Puchar Świata w skokach narciarskich Fot. Michał Klag
Zakopiańska Wielka Krokiew jest modernizowana, ale już obecnie odbywają się na niej wielkie zawody rangi międzynarodowej jak Puchar Świata w skokach narciarskich Fot. Michał Klag
W staraniach o zimowe igrzyska nikt nie wygrywa za pierwszym razem. Zakopane debiut ma za sobą. Podobnie jak Poprad, który sparzył się już dwukrotnie. Trzeci raz Słowacy sami nie spróbują. Może więc z nami?

Zakopiańska Wielka Krokiew jest modernizowana, ale już obecnie odbywają się na niej wielkie zawody rangi międzynarodowej jak Puchar Świata w skokach narciarskich Fot. Michał Klag

IGRZYSKA. Vancouver 2010 przeszło do historii. Czas na następne miasta, które mogą gościć olimpijczyków.

Zakopane starało się o igrzyska 2006 r. Rywalizowało m.in. z Popradem, który wcześniej przegrał w pierwszej turze walkę o olimpijskie zawody w 2002 r. (odbyły się w Salt Lake City). Decyzja MKOl z 1999 r. pokazała nam miejsce w szeregu. Przegraliśmy bezdyskusyjnie, nie tylko z Turynem. Entuzjazm Polaków osłabł, koncept zimowych igrzysk odszedł do lamusa. Udane starania o piłkarskie mistrzostwa Europy w 2012 r. na nowo dały jednak nadzieję, że Polska nie stoi na straconej pozycji. Potrzeba tylko wiary i mądrości.

Prezes PKOl Piotr Nurowski rzucił podczas zakończonych wczoraj igrzysk w Vancouver, że najlepiej, by o zimowe igrzyska starał się Kraków. Analogia z Kanadą nasuwa się sama. Vancouver, miasto liczące 550 tys. mieszkańców, było centrum imprezy, a oddalone o 125 km Whistler (9200 mieszkańców) stanowiło drugą bazę. To jak stolica Małopolski i Zakopane.

Gdy Kanadyjczycy dostali igrzyska, z Vancouver do Whistler prowadziła wąska, niebezpieczna droga. Zmodernizowano ją kosztem 600 mln dol. kanadyjskich i przez ostatnie dwa tygodnie bez przeszkód odbywał się na niej olimpijski transport.

Nasza "zakopianka" też już nie przypomina drogi, którą w latach 90. ze wstydem wożono członków MKOl (jedna z delegacji utknęła w korku na kilka godzin), choć nadal problem stanowi odcinek Rabka - Nowy Targ - Zakopane, bo modernizację hamują nierozwiązane kwestie własnościowe. Ciągle też w fazie planów jest nowoczesna, skrócona linia kolejowa z Krakowa pod Tatry. Mamy jednak w zapasie kilka lat.

Igrzyska 2014 r. odbędą się w rosyjskim Soczi, następne, o które starają się Monachium, francuskie Annecy i południowokoreańskie Pyeongchang, zapewne w Azji (wybór w przyszłym roku). Najwcześniej więc możemy gościć olimpijczyków w 2022 r., o co zamierza się również starać Lillehammer, które w 1994 r. zorganizowało najlepsze igrzyska w historii.

- Uważam, że najpierw trzeba uważnie przeczytać warunki stawiane kandydatom przez MKOl, bez rozgłosu przeanalizować nasze mocne i słabe strony, i dopiero wtedy uczciwie stwierdzić, czy powinniśmy rozpocząć starania - mówi Andrzej Bac, który w latach 90. stał na czele Biura Strategii Olimpijskiej. - Tym bardziej że przez ostatnią dekadę sporo się zmieniło, MKOl radykalnie zaostrzył kryteria. Już nie wystarczą ogólne plany na papierze i makiety. Teraz trzeba przedstawić projekty w fazie realizacji, albo wręcz gotowe obiekty.

Podstawowe pytanie brzmi, czy warto? - Pewnie, że tak. Tu nawet nie chodzi o miliony dolarów zysku, które z reguły wykazują komitety organizacyjne. Zyskiem bezpośrednim są inwestycje i korzyści podmiotów w całym olimpijskim regionie, których nikt nie prezentuje w oficjalnych wyliczeniach. Dla mieszkańców igrzyska oznaczają skok cywilizacyjny i promocję. Stymulują też rozwój dyscyplin zimowych w perspektywie 8-10 lat. To korzyści nie do przecenienia - uważa Andrzej Bac z Agencji Rozwoju Miasta.
Gdy przed 11 laty zapytaliśmy go, czy powinniśmy starać się o igrzyska z Popradem, był sceptyczny. - To nierealne. Nie do rozwiązania jest kwestia transportowania takiej masy ludzi przez małe przejścia graniczne - mówił. Dziś patrzy na to inaczej. - Przez ostatnią dekadę dzięki zlikwidowaniu granicy, środkom z Unii Europejskiej i programowi współpracy transgranicznej dokonaliśmy w tej kwestii ogromnego postępu. Dziś wzajemna dostępność jest bardzo duża - uważa. Jest przy tym przeciwnikiem budowania tunelu pod Tatrami. - To nieopłacalne i niepotrzebne - mówi.

Dyskusję o wspólnej kandydaturze ze Słowakami wymusza kwestia zorganizowania podczas igrzysk zjazdu i supergiganta. Trasy FIS na Jaworzynie Krynickiej nie spełniają kryteriów, gdyż wymagana 700-metrowa różnica wzniesień rozciągnięta jest na zbyt długi odcinek. Od biedy, warunkowo, MKOl dopuściłby trasę na Kasprowym Wierchu, ale wątpliwe, by udało się dojść do porozumienia z organizacjami ekologicznymi.

W tej sytuacji rozwiązaniem jest ośrodek Jasna w Demanovskiej Dolinie. Też ma swoje wady, bo w górę prowadzi tylko jedna wąska droga, a konkurencje alpejskie należą do najbardziej obleganych przez kibiców, lecz za to warunki naturalne na stokach i infrastruktura w pełni zadowolą MKOl.

Gdyby jednak centrum imprezy miał być Kraków, słabym punktem kandydatury byłaby odległość ze stolicy Małopolski do Jasnej wynosząca 194 km.

- Ja w ogóle nie stawiałbym sprawy tak, jak prezes Nurowski. Uważam, że powinniśmy wracać do źródeł, by igrzyska miały lokalny, górski charakter, tak jak w 1994 roku w Lillehammer. To było siłą naszej pierwszej kandydatury - mówi Bac. Ostatnie dwie imprezy odbyły się w oparciu o duże miasta, ale i Turyn, i Vancouver są naturalnie i bardzo blisko związane z górskim regionem. - W polskiej kandydaturze Kraków powinien odgrywać ważną rolę jako zaplecze hotelowe i logistyczne oraz dla dyscyplin halowych. Ale centrum igrzysk powinno być ulokowane w Zakopanem - podkreśla Andrzej Bac.

Krzysztof Kawa

krzysztof.kawa@dziennik.krakow.pl

Coraz większa baza

Gdy Zakopane starało się o igrzyska 2006 r., zaproponowało budżet organizacyjny w wysokości 855 mln dol., a Poprad chciał zrobić imprezę za 582 mln dol. Dziś tak niska kwota wydaje się nierealna - Salt Lake City, Turyn i Vancouver musiały znaleźć ponad miliard dolarów. Osobną kwestią są wydatki na infrastrukturę transportową, hotelową i obiekty. W Polsce mamy skromną bazę, ale i tak jest znacznie lepiej, niż w latach 90. Powstały nowe hotele, podniósł się standard miejsc noclegowych i dróg. Rusza budowa hali w Czyżynach na 15 tys. miejsc, która będzie mogła służyć hokeistom. W tym roku ma być gotowy, kosztem 60 mln zł, tor saneczkowo-bobslejowy w Krynicy. W Zakopanem modernizowana jest Wielka Krokiew, tego samego wymaga sąsiadujący z nią średni obiekt. Przy skoczni i na Siwej Polanie powstały trasy biegowe, które przy niewielkich nakładach mogą spełniać kryteria olimpijskie. Pod Tatrami udało się także zrealizować pierwszy etap budowy sztucznego, pełnowymiarowego toru do jazdy szybkiej, który na igrzyska musiałby zyskać dach i trybuny z kilkoma tysiącami miejsc. Rozbudowy wymagałby także stadion biathlonowy w Kirach, a konkurencje narciarstwa dowolnego mogłyby odbywać się na Nosalu i w Poroninie. Kasprowy Wierch może gościć alpejczyków i snowboardzistów (konkurencje szybkościowe w Jasnej). Pozostaje kwestia budowy hal do łyżwiarstwa figurowego, hokeja i curlingu w Zakopanem i/lub w Nowym Targu (tam też modernizacja istniejącej hali hokejowej). Alternatywą byłoby podzielenie się inwestycjami ze Słowakami.

(KRZYK)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie