Zalewanie honoru

Redakcja
TOMASZ DOMALEWSKI: Kręcąc przełącznikiem TV

   We wtorek dowiedziałem się z telewizora, że listę gości, którzy wkrótce mają przybyć na imieniny Lecha Wałęsy, układa szef zaprzyjaźnionej restauracji. Jak wynika z wypowiedzi byłego prezydenta, restauratorowi coś się pomyliło. Aleksandra Kwaśniewskiego bowiem restaurator zaprosił, o Wojciechu Jaruzelskim zapomniał. Lech Wałęsa był tym faktem lekko zdenerwowany, ale obiecał tę zagadkę wkrótce rozwikłać. O innych gościach były szef "Solidarności" nic nie wspominał, pozostawiając na razie w tej sprawie domysły.
   Niewykluczone, że w Gdańsku zagości ponadto generał Kiszczak ze swym sztabem ubowców i zomowców, może znajdzie się miejsce przy stole dla Urbana i jego bandy krętaczy z lat 80., chętnie by pewnie coś wypili w odrodzonym towarzystwie generał Płatek i minister Ciastoń, napiłby się na pewno z nimi i pułkownik Pietruszka, i kapitan Piotrowski. Na jedną nóżkę, a może nawet na drugą. Zwłaszcza że nogi mogą mieć czyściejsze niż ręce. Łyk wódki przejdzie im z pewnością przez gardło łatwiej niż odrobina prawdy.
   Po tych imieninach kaca będą mieć nie tylko gdańscy biesiadnicy. Może się okazać, że dolegliwości gastryczne na złym samopoczuciu się nie skończą.
   Jak widać, u nas wszelkie niedostatki charakteru topi się na bankietach. Na umór zalewali się Michnik z Urbanem, walcząc nieprzerwanie o sprawiedliwość i demokrację, na zakrapiane bibki wpadał do prezes Rapaczyńskiej premier Miller w towarzystwie redaktora Adama. Wówczas na pewno wspólnie potępiali fanaberie Lwa Rywina, którego zresztą nie wiadomo z jakiego powodu na owej bibce zabrakło.
   Aby było jeszcze weselej, trzeba też wspomnieć inny poczęstunek płynący z głębi serca. Tuż przed słynną już, niestety, wizytą Aleksandra Kwaśniewskiego na cmentarzu polskich bohaterów w Charkowie prezydent łyknął parę głębszych. Jak wieść niesie, z umundurowanym duchownym, na którym degustacje tego rodzaju napojów nie czynią wielkiego wrażenia, ale Kwaśniewskiemu natychmiast nawala lewa goleń.
   Wkrótce po wojnie stalinowska propaganda w Polsce poniewierała wszystkim, co przedwojenne. W ten sposób dosięgła również generała Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. O jego poglądach nie dyskutowano. Wypisywano tylko, że birbant, nic niewart, czołowy przedstawiciel obrzydliwej Polski sanacyjnej. O tym, że wielki znawca sztuki, poliglota, patriota jakich mało - ani słowa. O tym, że odmówił wypełnienia woli prezydenta Mościckiego, widzącego go swym następcą - także. Odmówił, bo honor nie pozwolił mu być prezydentem wśród intrygantów. W końcu odebrał sobie życie.
   Kiedyś wódka nie potrafiła zagłuszyć honoru, choć pewnie niewiele różniła się od wypijanej dziś. Tylko co to honor, nikt już teraz nie pamięta, bo kiedyś polegał on również na doborze kompanów do spożywania trunku.
   Dziś posiadanie honoru zrównało się z posiadaniem zdolności płatniczych za popijawę. Poproszę o papierową torebkę. Taką z samolotu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie