Załoga kapitana Franciszka Omylaka ma już nagrobek na Rakowicach. Przez prawie 70 lat czekała na godne upamiętnienie miejsca pochówku.

PIOTR SUBIK
Warta honorowa przy nagrobkach załóg kpt. Pluty i kpt. Omylaka FOT. LESZEK MAŃKOWSKI
Warta honorowa przy nagrobkach załóg kpt. Pluty i kpt. Omylaka FOT. LESZEK MAŃKOWSKI
HISTORIA. Dzięki żmudnym badaniom udało się przywrócić pamięć o załodze samolotu bombowego halifax kpt. Franciszka Omylaka, który 29 sierpnia 1944 r. został zestrzelony przez Niemców na południowy-wschód od Gorlic. Nazwiska polskich lotników pojawiły się na nagrobku na wojskowej części cmentarza Rakowickiego.

Warta honorowa przy nagrobkach załóg kpt. Pluty i kpt. Omylaka FOT. LESZEK MAŃKOWSKI

 

- Po tylu latach to się tym chłopakom należało - mówi wprost dr inż. arch. Krzysztof Wielgus, propagator historii lotnictwa w Małopolsce, nadzorujący prace archeologiczne prowadzone w 2006 r. w Banicy (pow. gorlicki) i Olszynach (pow. tarnowski).

Od czasu wojny - aż do połowy lat 90. - uważano, że w obu miejscowościach spadły szczątki maszyny i członków załogi tego samego samolotu, liberatora kpt. Tadeusza Pluty. I tylko jego nazwisko i jego ludzi widniały dotąd na grobach na cmentarzu Brytyjskiej Wspólnoty Narodów przy ulicy Prandoty w Krakowie.

Teraz na białych stelach pojawiły się również nazwiska członków załogi kpt. Franciszka Omylaka. Prócz samego dowódcy, także ppor. Kazimierza Widackiego, ppor. Konstantego Dunin-Horakowicza, ppor. Tadeusza Mroczki, sierż. Wilhelma Balcarka, sierż. Jana Ozgi i sierż. Józefa Skorczyka. Byli oni lotnikami 1586. Eskadry do Zadań Specjalnych. Feralnego dnia wracali z misji zrzutowej dla powstania warszawskiego na macierzyste lotnisko pod Brindisi we Włoszech. Ich halifaksa o nr JP295 nad Gładyszowem w Beskidzie Niskim dopadł niemiecki myśliwiec nocny. Nie mieli szans... Spadli dwa kilometry dalej - na granicy Banicy i Krzywej.

***

Obowiązująca pierwotnie wersja brzmiała tak: liberator kpt. Pluty 17 sierpnia 1944 r. wykonywał lot z pomocą dla walczącej Warszawy. Pod Tarnowem trafiło go Luftwaffe. Silnik i pięciu lotników spadło na Olszyny, zaś kpt. Pluta z mechanikiem plut. Janem Mareckim mieli polecieć dalej i ponieść śmierć dopiero w Banicy. Krótko po wojnie ekshumowano wojskowych pochowanych w Olszynach, zaś w 1980 r. rzekome ciała Pluty i Mareckiego - z cmentarza w Krzywej.

Problem był tylko taki, że tablica pomnika w Olszynach zawierała nazwiska 5 lotników, a napis na pomniku między Krzywą i Banicą - mówił o... 7 lotnikach "nieznanego nazwiska", do tego poległych w nocy 27/28 sierpnia 1944 r. Nie zgadzała się więc nie tylko liczba lotników, ale też i daty ich śmierci...

Jeszcze większy ferment zasiali Michał Kręc i Marcin Danielewicz, którzy w 1994 r. znaleźli w Banicy tabliczkę znamionową z... halifaksa! Teraz nie zgadzał się również typ rozbitego tam samolotu.

Poszukiwania szczątków maszyny prowadzili później w Beskidzie Niskim także - niezależnie od siebie - Tomasz Sikorski i prof. Andrzej Olejko.

I wszystkim im z ziemi wychodził... halifaks. Dyskusje były tak gorące, że w 2005 r. w wyjaśnienie sprawy - na prośbę Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - włączyli się urzędnicy wojewody.

- Zgromadzone przez nas dokumenty nie przyniosły rozwiązania zagadki. Z tego powodu na przełomie września i października 2006 r. zostały przeprowadzone badania terenowe w Krzywej. Rezultat ich potwierdził, że w Olszynach rozbił się cały liberator, zaś w Krzywej spadł halifaks - mówi Jan Brodowski z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie.

Przyjęto, że był to samolot kpt. Omylaka, chociaż 100-procentowej pewności wciąż nie ma. Nie udało się przecież znaleźć elementu wskazującego na konkretny egzemplarz tego bombowca.
 

Pierwszy za odkłamywanie historii w terenie wziął się historyk amator i nauczyciel z Sękowej, Aleksander Gucwa. To on w 2009 r. doprowadził do wzniesienia nowego pomnika polskich lotników w Banicy. Potem przyszedł czas na cmentarz Rakowicki. ROPWiM zaproponowała, by obok steli załogi kpt. Pluty ustawiono nagrobek poświęcony załodze kpt. Omylaka. Uroczystość poświęcenia nagrobków odbyła się niespełna trzy tygodnie temu, 10 grudnia, w święto Matki Boskiej Loretańskiej. Nad grobem swego ojca, przy którym wartę zaciągnęli żołnierze z Balic, mogła się po 70 latach pochylić Grażyna Omylak...

***

Dr Krzysztof Wielgus nie ukrywa, że sprawa załogi kapitana Omylaka nie została jeszcze zamknięta. Z przekazów mieszkańców Krzywej wynika bowiem, że ekshumacje ciał lotników w 1980 r. nie zostały przeprowadzone ze szczególną starannością. A w miejscu, gdzie rozbił się samolot, w 2006 r. znaleziono ludzkie szczątki, m.in. sklepienie czaszki któregoś z lotników.

ROCZNICA "CANDIE"

CORAZ MNIEJ TAJEMNICZA staje się katastrofa bombowca B-17 o imieniu "Candie", który 26 grudnia 1944 r. rozbił się na przedpolu fortu nr 52 "Borek". Samolot zestrzelono, gdy wracał z nalotu na zakłady chemiczne w Blachowni. Spotkanie historyczne związane z "Candie" odbędzie się 4 stycznia 2014 r. O godz. 18.30 w kościele św. Rafała Kalinowskiego na os. Kliny-Zacisze odprawiona zostanie msza św., a później w salach Klubu Kultury Kliny - dr Krzysztof Wielgus i Maciej Gil będą opowiadać "Jak samolot wleciał do kina".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie