Zapis pracowniczych lęków

Redakcja
Fot. Ingimage
Fot. Ingimage
Polacy piszą horrory o pracy. Rodzime opowiadania grozy to nie tylko historie o upiorach i potworach. Czytelników doskonale straszą: biuro, budowa, fabryka z koszmarnego snu najemnej siły roboczej.

Fot. Ingimage

Horror w pracy

Dane z badań firmy Extended DISC, które w maju były cytowane na łamach "Dziennika Polskiego", wskazują na ekstremalnie wysoki poziom stresu w polskich firmach. W tej niechlubnej dziedzinie przegoniliśmy inne gospodarki. Polacy w pracy, jak wynika z tych badań, boją się najbardziej na świecie. Ciężka atmosfera z biur i fabryk przedostaje się do literatury.

Kierownik jak mutant

Kazimierz Kyrcz junior i Robert Cichowlas, których książki można znaleźć na półkach ze współczesną literaturą grozy, ogłosili konkurs dla kolegów po fachu. Najlepsze spośród krótkich horrorów miały być opublikowane w zbiorach z serii "City" - antologiach Wydawnictwa Forma. Najbliższy zestaw takich strasznych historii, "City 2", trafi do księgarń jesienią.

Skrzynka poczty elektronicznej, którą udostępnili Kyrcz i Cichowlas, została zasypana dziesiątkami opowiadań. Z nadesłanych tekstów wyłania się panorama realnych polskich lęków, bo przecież pisarze nie próbują straszyć czytelników tym, czego ci się nie boją. Autorzy piszą o chorobach ciała i umysłu, obskurnych miejscach, tajemniczych napastnikach. Wśród różnych straszaków występuje spora dawka grozy pracowniczej. Praca z tych opowiadań to wściekły szef, całe doby nadgodzin, brak prawdziwego odpoczynku i zagrożenie zwolnieniem. Z takiego kieratu nie ma ucieczki, bo przenosiny poza sferę szanowanych zawodów i ról społecznych to pewna zguba. Praca jest pełnoprawnym upiorem. W dziedzinie strachu z powodzeniem konkuruje z mutantami, psychopatycznymi zabójcami i nawiedzonymi domami.

Szef wkurzy, praca zamęczy

Bohaterowie "Roboty" (opowiadanie znajdzie się w "City 2") Moniki Jaworowskiej gawędzą podczas przerw w pracy. Rozmawiają o brudnym kubku na kawę, o widoku z okna i o znienawidzonym szefie. Zwierzchnik śledzi, podgląda i może dać wypowiedzenie. "Wczoraj się kłócił z Adamem. Nawyzywał go od idiotów."

Jeden z pracowników zostaje zwolniony. Jego wciąż zatrudniony kolega komentuje: "I po chłopie". Jednak wyrzucony nie znika. Wraca. Najpierw piekli się bezsilnie. Potem wraca znów i robi prawdziwe piekło.

Bezrobotny z "Roboty" mści się na wszystkich. "Stypa już była. Nawet fajerwerki i grill, jak się magazyn z ludźmi zjarał". Robotnik budowlany, bohater "Wspomnienia" Szymona Cieślińskiego, działa inaczej. Mści się na zimno. Kierownika, który "pruł mordę" i groził zwolnieniem, trzyma w lodówce. Czasem były podwładny zagada do trupa. "Co tam u ciebie słychać, panie majster? O, nadal masz pan ten porypany wyraz twarzy".

Roman, bohater "Bólu" Huberta Szychowiaka, zatrudnił się w międzynarodowej korporacji Boy & Dolls. Praca pochłaniała go. Od środka. "Trzustkę nadżarła już dawno, na samym początku, kiedy tylko zgłosił się do pracy. Przeszedł »assesment centre«, nie wiedział nawet kiedy. Poszło mu pół trzustki, coś ją nadgryzło. Wykorzystali go, wyeksploatowali. Potem zaczęli go jeść garściami. Obowiązki, zadania, poprawa rentowności i prestiżu firmy. Dla Boy & Dolls zrobisz wszystko".
Bez sensacji i anatomicznych szczegółów ginie Adam z opowiadania "Schody", które napisał Bartłomiej Rząp. To taka mała śmierć na uboczu. Po prostu inżynier wraca do domu i umiera. Wcześniej harował. "Czternaście godzin spędzonych przy stole kreślarskim wycisnęło go jak cytrynę. Dziesiątki pomiarów, obliczeń, kresek. Wszystko dlatego, że jego szef zaoferował w przetargu tak nieodległe terminy. Dwa tygodnie wycięte z życiorysu, bo tyle mniej więcej zajmuje zaprojektowanie sieci kanalizacyjnej dla mającego powstać za kilka miesięcy osiedla. Do tego ten uciążliwy ból głowy, który pojawiał się z rana i nie chciał odpuścić bez solidnej dawki aspiryny i kawy".

Nadesłano też opowiadanie o windzie w budynku korporacji, która sprawia, że ludzie znikają. Nie wsysa ich tam żaden tajemniczy portal, nie przenoszą się do wymiaru X. Znikają, bo bez końca zostają po godzinach. Pracownicy nieustannie dopieszczają firmowe papierzyska, przez co są umarli dla świata.

Konsumpcja nie ukoi

Gdy robota się kończy, przychodzi pora na nagrodę - konsumpcję. Rynek oferuje szeroki wachlarz produktów i usług, które mają zaspokoić wyrafinowane potrzeby nowoczesnego człowieka pracy. Płacisz, mówisz, masz. Za zarobione pieniądze można kupić prawie wszystko na kilogramy, na tony. Tylko piekielnie trudno nabyć choć gram prawdziwego zadowolenia. Niech się człowiek nie łudzi, że tylko praca jest grozą. To, co ma być przyjemnością czy odpoczynkiem po robocie, też potrafi być straszne.

Zacznijmy od zaspokajania podstawowych potrzeb. Jesteśmy - jak mówi porzekadło - tym, co jemy. Na ruszt wrzucamy więc kulinarne opowiadanie "Bon appetit" (jeszcze raz Szymon Cieśliński). Jest to zapis lęków, jakie prześladują klienta restauracji. Drogi lokal serwuje przyprawione pomyje, a konsumenci wydają krwawicę na ten syf. "Szef kuchni zaspokoi także potrzeby miłośników kuchni orientalnej. Kiedyś nałapał w okolicy sporo gołębi, które podane ze świeżymi larwami - za budynkiem są ich miliony - są prawdziwym rajem dla podniebienia".

Skołatanemu umysłowi przyda się specjalistyczna usługa - terapia u psychoanalityka. Jednak Sylwia, bohaterka "Zgrzytu" Karoliny Stasiak, nie znajduje ukojenia nawet u lekarza dusz. Życie w miejskim pędzie to drobne frustracje, które składają się na sumę skrywanej złości. Sylwia, dziewczyna z wiejskim rodowodem, latami znosi napięcie. Miasto w zamian oferuje jej "olbrzymie możliwości", nigdy jednak nie dostarcza zupełnego zadowolenia. Leżanka u psychoterapeuty jest bardzo wygodna, ale skrzypi. To nie do wytrzymania. Sylwia nie wytrzymuje, chwyta masywną popielniczkę i rozwala terapeucie jego analityczną głowę. Kołowrót produkcji i konsumpcji zrobił swoje. Zrobił z dziewczyny zabójcę.

I nie uciekniesz

Bez bielizny pracuje Pati z opowiadania Rafała Wrońskiego "PsychoPATI". Jest prostytutką, kończy marnie za sprawą niejakiego Księcia. "Rzucił się na nią. Dusił, bił, szarpał i kopał tak długo, aż pożegnała się ze światem".
Na marginesie społeczeństwa dopadło dziewczynę nieszczęście, które - jak widać - nie jest zarezerwowane dla wyrobników z legalnej gospodarki. Twórcy opowiadań dają do zrozumienia, że ucieczka ze sfery szanowanych ról i zawodów niczego nie załatwia. Uciekinier nie zazna spokoju wśród pijaczków, kloszardów, ulicznic, chuliganów. Autorzy chętnie wykorzystują powszechne przekonanie, że jest to środowisko niebezpieczne i że przeprowadzka z zakładu pracy do meliny nie ocali przed złem.

Z systemu wyzysku, męczącej produkcji i niezaspokajającej konsumpcji sprytnie wykręca się tylko mroczny kloszard - postać z "Urban Jungle" (opowiadanie zakwalifikowało się do antologii "City 3") Agaty Piątkowskiej. Znajduje swoją niszę w ekosystemie ekonomii. Poluje w nocy na przechodniów, by żywić się ich mięsem. Hasło "kapitalizm-kanibalizm", które można usłyszeć na alterglobalistycznych demonstracjach, zyskuje tu nowe znaczenie. Gdy kloszard wyrzuca do rzeki ubranie i gadżety ubitego mieszczanina, snuje niewesołe rozważania z dziedziny społecznego darwinizmu. "W końcu w miejskiej dżungli liczy się przetrwanie, nie?"

Łukasz Grzymalski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie