Zapomniane przez ludzi

Redakcja
Brzozowy krzyż, mocno spróchniały i znaczony płatami białej kory, wetknięto pomiędzy dwa kamienie. Chyli się ku ziemi z roku na rok coraz bardziej, podobnie jak z miesiąca na miesiąc zacierają się niewidoczne już niemal zarysy zbiorowych mogił. Dopóki żyją ludzie, którzy potrafią wskazać ich położenie, wątła pamięć trwa. Co jednak będzie, kiedy ich zabraknie...

Czasem mogiłę znaczy tylko zabliźniony znak krzyża na pobliskim buku

   Najlepiej widać je wczesną wiosną, nim nie podrośnie jeszcze trawa, albo właśnie jesienią - gdy już zwiędnie, a usypane z ziemi nagrobki pokryje warstwa pożółkłych liści. Mowa o cmentarzach żołnierskich z I wojny światowej.

\\\*

   Po zakończeniu działań zbrojnych na obszarze od Twierdzy Kraków po dolinę Wisłoki powstały monumentalne niekiedy cmentarze: otoczone kamiennymi murami, z potężnymi betonowymi lub drewnianymi krzyżami, okazałymi pomnikami centralnymi i rzędami mogił, na których prężą się szeregi krzyży kilkudziesięciu rodzajów. Wielkie mauzoleum operacji gorlickiej, zwycięskiej dla Austriaków, która rozpoczęła pochód ich armii na wschód. Do jego budowy zaangażowano znanych architektów, którzy w drewnie lub kamieniu tworzyli arcydzieła sztuki sepulkralnej. Wystarczy wspomnieć niszczejący cmentarz na Rotundzie Duszana Jurkowicza - podobnych, mniejszych i większych, wybudowano czterysta. Zajął się tym specjalnie dla tego celu utworzony ck Oddział Grobów Wojennych w Krakowie. Od lat o cmentarzach tych pisze się i próbuje się je ratować.
   Inaczej było na wschód od Wisłoki (dolina wyznaczała granicę krakowskiego oddziału). Tam grzebaniem poległych zajęły się dwa inspektoraty grobów wojennych - w Przemyślu (dla Galicji Środkowej) oraz we Lwowie (dla Galicji Wschodniej). Pozostały po nich cmentarze w dolinie Wisłoka, w okolicach Radymna, Jarosławia, Sieniawy, Lubaczowa, w miejscach, gdzie w bojach o Twierdzę Przemyśl żołnierze przelewali krew i pozostali na wieczność. Niektórych ekshumowano i przeniesiono na cmentarze parafialne, na miejscu innych pochówków wybudowano pomniki. Pewne jest, że na większości terenów na wschód od Wisłoki zaniechano jednak budowy cmentarzy podobnych do tych w Galicji Zachodniej.
   - Ograniczono się do posprzątania pól bitewnych i stworzenia zbiorowych mogił - mówi Roman Frodyma, ekspert w dziedzinie austriackiego grobownictwa wojennego, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się cmentarzami żołnierskimi, będąc inicjatorem odnowy wielu z nich.
   Ostatnio próbuje spisać obiekty położone w okręgu cmentarnym Twierdzy Przemyśl, a więc na terenie obecnego województwa podkarpackiego. Odnalazł ich już niemal trzysta.

\\\*

   Pomysł ocalenia od zapomnienia cmentarzy w okolicach Krosna Ryszard Majka, przewodnik i działacz tamtejszego PTTK, wysunął, kiedy zbliżała się 90. rocznica wybuchu I wojny światowej. We wcieleniu go w życie dopomógł przypadek: niedługo potem, obok odnowionego właśnie cmentarza wojennego nr 9 w Łysej Górze, znalazł stare, oryginalne i zbutwiałe krzyże cmentarne projektu Jurkowicza, które zastąpiono współczesnymi wiernymi replikami.
   - Dwanaście krzyży wyrzucono za płot. Matka zawsze powtarzała mi: jeśli krzyż ma zostać zniszczony, lepiej go spalić - opowiada Ryszard Majka. Z tymi miało się stać inaczej.
   Wysłużoną nysą przetransportował krzyże do domu i przystąpił do konserwacji najniższym kosztem - zwykłą ropą. Zarząd Oddziału PTTK w Krośnie, którego jest członkiem, wystąpił do Zarządu Głównego PTTK w Warszawie z prośbą o wsparcie inicjatywy odnowienia ich i ustawienia na leśnych mogiłach.
   Przekazanych pieniędzy wystarczyło na renowację krzyży, wykonanie blaszanych daszków nad nimi i emaliowanych tabliczek (wzorowanych na oryginalnych) z napisem głoszącym, że to miejsca pochówków żołnierzy poległych w latach 1914-15 i stosownymi inskrypcjami, zapożyczonymi z cmentarzy zachodniogalicyjskich.
   Wiosną tego roku młodzież z krośnieńskich i podkrośnieńskich szkół ustawiła krzyże na trzech cmentarzach. Pierwszy z nich - pod szczytem Królewskiej Góry na Pogórzu Strzyżowsko-Dynowskim (między Odrzykoniem i Węglówką). - Przez wiele lat chodziłem tymi ścieżkami i nie miałem pojęcia, że w pobliżu szlaku są mogiły - opowiada inicjator akcji. Po 90 latach widać tam tylko niewyraźne ich zarysy.
   Całkiem niedaleko - w tym samym pogórskim masywie, lecz od strony Węglówki - odszukano kolejny cmentarz, chociaż jego istnienie przypominają tylko opowieści mieszkańców. Grobów - zapewne zbiorowych - nie widać w ogóle, bo większość z nich pochłonęło sąsiednie bagnisko. Zanim ustawiono krzyż, staraniem leśników teren ogrodzono drewnianymi żerdziami, w obrębie których złożono kamienny głaz.
   Również tego dnia - w ramach rajdu młodzieżowego "Powitanie wiosny" - kilka kilometrów na wschód uczniowie przywrócili pamięci kolejny cmentarz - na Suchej Górze ponad Małą Krasną. Tu - na łagodnym zboczu pośród buków - miejsca pochówków znaczył dotąd tylko brzozowy krzyż i drugi, sklecony z patyków.
   Jesienią przyszedł czas na zniszczały całkiem cmentarz w Zyndranowej na Łemkowszczyźnie, niedaleko granicy polsko-słowackiej. Tam również stanął odrestaurowany krzyż z Łysej Góry. - Nikt nie pamięta dokładnie, gdzie pochowano poległych. Bo ludzi, którzy pracowali w lasach w latach 50., kiedy jeszcze widać było groby, nie ma już wielu. Podobno otoczony był drutem kolczastym, a krzyż wisiał na drzewie - opowiada przewodnik. Wszelkie ślady zatarły najpierw walki o grzbiet Karpat w 1944 r., a potem - intensywne prace leśne.

\\\*

   W 1967 r. w przewodniku po Beskidzie Niskim Władysław Krygowski pisał: Prócz cmentarzy budowanych specjalnie znajduje się w Beskidzie Niskim mnóstwo mogił zbiorowych z czasów I wojny światowej, które leżą poza szlakami uczęszczanymi. Rozsypują się na nich krzyże, trawa zrównuje groby. Znajdzie je turysta czasem zupełnie niespodziewanie lub natrafi na betonowy słupek z datą i numerem oznaczającym czas założenia i numer identyfikacyjny.
   O śladach wielkiej wojny wspominali również autorzy przewodników po Bieszczadach. Dużo wcześniej, w 1935 r., Henryk Gąsiorowski w "Przewodniku po Beskidach Wschodnich" pisał, że te tereny są niezwykle bogate w wojenne pamiątki. Cmentarze lokalizował m.in. na grzbiecie Czeremchy ponad Wołosatem i na Przełęczy Użockiej (ponoć dwa tysiące pogrzebanych), gdzie źródła bierze San i w sąsiedztwie której przebiega obecnie granica polsko-ukraińska.
   Wspomniany Władysław Krygowski, pisząc w 1970 r. o Bieszczadach, nadmienia, że zmagania wojenne pozostawiły w nich zdecydowanie mniej śladów niż w Beskidzie Niskim, ale cmentarze również można tam spotkać - na Chryszczatej i Magurycznem. Publikacje wspominają także o liniach okopów, ciągnących się m.in. na Opołonku - wysuniętym na terytorium Ukrainy.

\\\*

   Na zwykłych mapach, nawet najdokładniejszych, wielu z tych cmentarzy nie znajdziemy. Wystarczy jednak wziąć do ręki jedną z map kreślonych przez Wojciecha Krukara, niestrudzonego badacza toponomastyki Beskidu Niskiego i Bieszczadów, a ostatnio i Czarnohory, by bez trudu zobaczyć sporą ilość niewielkich kwadracików z krzyżem, opatrzonych dodatkowo opisem "cmentarz wojenny".
   Na Chryszczatej spostrzeżemy takie w kilku miejscach: tuż pod szczytem - na Szerokim Łazie; następny na grzbiecie Czartoryi, opadającym w dolinę Mikowego, kolejny zaś - nieco na zachód, na tzw. Pizorkach. Niedaleko Woli Michowej jest cmentarzyk na Wierchu nad Łazem, zaś w paśmie Bukowicy - na wzgórzu 727, na południe od głównego grzbietu. Porasta go leszczyna. W lesie czasem miejsce kryjące szczątki znaczy tylko zabliźniony napis i znak krzyża na najbliższym buku - takich mogił nie da się nanieść na mapę...
   - Na terenie naszego nadleśnictwa jest kilkanaście zapomnianych cmentarzy - potwierdza Edward Orłowski, starszy specjalista służby leśnej w Nadleśnictwie Komańcza, rozciągającym się pomiędzy Przełęczą Szczerbanówka pod Matragoną na wschodzie po wieś Wisłok Wielki na zachodzie (tam staraniem proboszcza ustawiono niedawno krzyże na przydrożnym cmentarzu). - Są nie tylko na Chryszczatej, ale również na Jasielniku, Magurycznem, Krąglicy, nie mówiąc o kwaterach na cmentarzach parafialnych.
   Niemal wszystkie w agonalnym stanie. Na Jasielniku jeszcze kilkadziesiąt lat temu stał krzyż, lecz po II wojnie światowej zasadzono tam nowe drzewa; na Krąglicy o pochówkach świadczą jeszcze tylko wykopywane dotąd od czasu do czasu szczątki mundurów i resztki uzbrojenia. Największy cmentarz, kryjący ciała kilkuset żołnierzy, znajduje się nieopodal stacji kolejowej w Komańczy; niedawno oznaczono go tablicą przy okazji wytyczania turystycznego Szlaku Dobrego Wojaka Szwejka.

\\\*

   Ludzie, których pochowano na leśnych cmentarzach, nie przyszli tu z własnej woli. Wcieleni na siłę do zaborczych armii, ginęli pod sztandarami cesarzy i cara. Niektórzy spoczęli z dala od rodzinnych domów, na całkiem obcej ziemi. O zrównanych z ziemią cmentarzach na przedpolu Twierdzy Przemyśl Roman Frodyma napisał, że są bezimienne, jak bezimienni byli żołnierze tej wojny.
   - Zapomniane przez Boga i ludzi - mówi o śródleśnych mogiłach Ryszard Majka. - Czasem tylko miejscowi leśniczy potrafią je wskazać - przyznaje Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.
   Prócz leśników może jeszcze starsi mieszkańcy okolicznych wiosek, którzy odwiedzali je w dzieciństwie, a w których pamięci - niekiedy tylko tam - przetrwały informacje o ich lokalizacji. PIOTR SUBIK

Najnowsze oferty na Black Friday

miejsce #15

Promocja

Boneco 7018

Boneco 7018

109,00 zł106,82 zł
Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.