Zastanawiam się czasami, gdzie się ta ludzka kreatywność podziewała, gdy nie było Internetu

Redakcja
Fot. ANDRZEJ BANAŚ
Rozmowa. – Obok nas, w sieci, pulsuje świat równoległy do tego pozainternetowego – mówi dr hab. Małgorzata Lisowska-Magdziarz, dyrektor Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej UJ. W rozmowie z Majką Lisińską-Kozioł opowiada o swojej fascynacji fandomami – powstającymi w sieci grupami wielbicieli Harry’ego Pottera, Sherlocka Holmesa, Szekspira oraz innych prawdziwych lub fikcyjnych postaci.

– Czy uwielbienie dla gwiazd jest zjawiskiem nowym?

– Nie powiedziałabym. Na pogrzebie Rudolfa Valentino w 1926 roku ludzie mdleli z żalu. Kilka wielbicielek z miłości do niego odebrało sobie życie. Na koncertach Elvisa Presleya czy Rolling Stonesów publika była w ekstazie. Muzycy dostawali płomienne listy z wierszami, wyznaniami, próbkami twórczości. Jako nastolatka uwielbiałam Beatlesów, zbierałam artykuły o nich, kolekcjonowałam nagrania. Dyskutowałam o nich z koleżankami, które też wzdychały do Johna, Paula, Ringo czy George’a. Tworzyłyśmy coś, co dzisiaj nazywamy – niezbyt po polsku – fandomem. Nasze uwielbienie miało charakter prywatny. Nie miałyśmy się jak nim podzielić z większą liczbą ludzi.

– Na czym polega różnica między „dawniej” a „dzisiaj”?

– Dostępne są technologie komunikacyjne. Medioznawcy nazywają to kulturą 2.0 albo kulturą partycypacji. Dziś każdy, kto chce, może aktywnie uczestniczyć w komunikowaniu zbiorowym. Jeśli więc napisze opowiadanie albo nakręci teledysk na temat swojego ulubionego bohatera filmowego, ukochanej książki czy uwielbianej gwiazdy i umieści tę swoją twórczość w sieci, mogą ją poznać tysiące ludzi. Każdy przejaw twórczej aktywności, czy to znakomitej, czy miernej, może rozpocząć swoje wirtualne życie.

Fandomy – zbiorowości fanów, czyli wielbicieli różnych postaci czy produktów kultury popularnej – korzystają z tej sytuacji, żeby się swoim uwielbieniem (a czasem też niechęcią) dzielić ze światem. Zbiorowości fanów różnych postaci – czy to prawdziwych, czy fikcyjnych – gromadzą setki tysięcy ludzi, którzy spotykają się w przestrzeni wirtualnej, wymieniają się tekstami i materiałami wizualnymi, wspólnie analizują ulubione filmy, książki czy płyty.

– Uzupełniają powieści, kreują nowe losy bohaterów książek i seriali…

– … tworzą prequele i sequele, produkują ilustracje i podkłady muzyczne, angażują się w procesy zbiorowego wytwarzania wiedzy na temat ulubionego bohatera czy tekstu. Na przykład członkowie gigantycznego, międzynarodowego fandomu Harry’ego Pottera tworzą alternatywne historie jego życia, wymyślają różne wersje dalszego ciągu książki i filmów, przemontowują fragmenty filmów, tworząc tak zwane fan-video, czyli alternatywne wersje filmu; ale też zestawiają bestiariusze stworzeń, które występują w książkach o Potterze, słowniki zaklęć, recepty na różne magiczne substancje… Fandom powstaje zazwyczaj wokół kogoś czy czegoś, co uruchamia wyobraźnię i rozbudza kreatywność. „Magiczne” książki o małym czarodzieju miały tę właśnie zaletę.

– Jest też grupa zafascynowana Sherlockiem Holmesem.

– Są zbiorowości wielbicieli opowiadań Conan-Doyle’a, są fani ekranizacji przygód Sherlocka Holmesa z Robertem Downe-yem jr. w roli tytułowej, swoje fandomy mają Basil Rathbone i Jeremy Brett, grający kiedyś angielskiego detektywa w najsłynniejszych ekranizacjach. Obecnie najbardziej aktywny jest fandom serialu BBC „Sherlock”.

– Którego Holmesa wielbią członkowie tego fandomu?

– Kiedy Conan Doyle „uśmiercił” na parę lat swojego bohatera, Anglicy chodzili z czarnymi kokardami; ruch wielbicieli książek o detektywie jest aktywny i twórczy. Jednak prawdziwy wybuch kreatywności fanów wywołała unowocześniona wersja tego, co wymyślił Doyle. Ten fandom stał się już swoistym fenomenem socjologicznym, doczekał się licznych opracowań, w tym naukowych. Fascynująca jest wyjątkowa, wytrwała aktywność jego uczestników w sieci. Ciekawe są procesy społeczne, jakie rozgrywają się wewnątrz zbiorowości wielbicieli angielskiego serialu. Uwagę zwraca ich wysoki poziom kompetencji filmoznawczych, kulturoznawczych, literackich. Jeszcze liczniejsze zbiorowości tworzą fani brytyjskiego serialu „Doktor Who”, amerykańskich „Wojen gwiezdnych” czy „Star Treka”, w ostatnich latach także powieści George’a Martina „Gra o tron” i opartego na niej serialu.

– Steven Moffat i Mark Gatiss, którzy nakręcili „Sherlocka” BBC, byli fanami Conan-Doyle’a.

– I na podłożu ulubionego tekstu stworzyli własną historię. W serialu jest mnóstwo nawiązań do kanonu literackiego – ich identyfikacja to dodatkowa przyjemność dla wielbicieli książek Conan-Doyle’a. Ale rzecz dzieje się współcześnie, a Holmes używa telefonu komórkowego i GPS, wysyła esemesy; doktor Watson, zamiast pisać pamiętnik, zostaje blogerem. Jego blog można odnaleźć w Internecie; jest częścią serialu. I tak „Sherlock” wędruje ponad granicami technologii, staje się transmedialny.

– Czym się zajmują fani?

– Twórczością artystyczną – literacką, plastyczną i wideo na temat „Sherlocka”. Spekulacjami, co będzie dalej. Reinterpretacjami tego, co już widzieli. A jednocześnie prowadzą analizy i dyskusje o aktorstwie, muzyce, konstruowaniu narracji, rozmaitych aspektach produkcyjnych. Znajdziemy w sieci całe strony poświęcone tylko oświetleniu, montażowi, aluzjom literackim i malarskim czy pracy kamery. Jest wśród nich też osoba, która pisze podręcznik o produkcji filmowej, opierając się w całości na serialu. Pracuje w kooperacji z innymi internautami; jedni podpowiadają wątki, inni proszą o wytłumaczenie trudniejszych fragmentów. Gdy poszczególne rozdziały trafiają do Internetu, od razu są recenzowane i w razie potrzeby uzupełniane. Producenci serialu zacierają ręce, bo fandom jest kluczem do dłuższego sukcesu.

– Czy ludzie prowadzą tę swoją fandomową działalność obok życia, czy zamiast niego?

– Dla jednych bycie w fandomie stanowi hobby i wzbogaca życie w realu. Dla innych fandom jest miejscem, gdzie mogą się wykazać zdolnościami twórczymi. Zastanawiam się czasami, gdzie się ta ludzka kreatywność podziewała, gdy nie było Internetu? Dziś są całe portale gromadzące tak zwaną fan fiction czy fan art (obrazy, rysunki, kolaże, fotomontaże itp.). Niektóre z tych portali, zakładane przez firmy medialne, mają komercyjny charakter. Ale jest na przykład portal AO3, w całości stworzony przez fanów i utrzymywany z gromadzonych przez nich środków. Umieszczają tam swoją twórczość członkowie około 18 tysięcy różnych fandomów! Łatwo tam znaleźć „swój” fandom lub interesującą nas tematykę – portal posługuje się własną, łatwą w obsłudze wyszukiwarką. Wzbogaca się on o kilkadziesiąt tysięcy tekstów na dobę.

– Ludzie różnie wykorzystują czas…
– Otóż to. Jedni jeżdżą na nartach czy zbierają znaczki, a inni piszą, malują, kręcą filmy. W tych kilkudziesięciu tysiącach tekstów na jednym portalu na dobę jest sporo pornografii, grafomaństwa i kiczu – ale są też teksty wybitne.

– Który z fandomów Panią zachwycił?

– Szekspira! Ludzie piszą o Szekspirze, analizują jego sztuki, ale też na ich kanwie tworzą własne materiały. Wykazują przy tym często imponującą wiedzą literaturoznawczą, teatrologiczną, filmoznawczą. Dają świadectwo miłości dla pisarza.

– Fandom dopracował się własnych zwyczajów.

– Jeśli się nie jest regularnie w sieci, człowiek sobie nie zdaje sprawy, że obok nas pulsuje świat równoległy do tego pozainternetowego. Ciekawy jest na przykład zwyczaj tak zwanych prompts czy challenges (wyzwań). Ktoś rzuca wyzwanie: „W tym tygodniu piszemy trzynastozgłoskowcem”. Albo: „Przed Bożym Narodzeniem tworzymy fan fiction na motywach Dickensa”. Kilka tysięcy ludzi siada i robi to popisowo. Ważna jest też sfera więzi między fanami i zwyczaj okazywania sobie wzajemnie życzliwości. Ludzie altruistycznie oferują usługi korekty i redakcji cudzych tekstów. Za darmo tłumaczą te teksty na obce języki i udostępniają do swobodnego korzystania innym fanom. Nagrywają i rozpowszechniają audiobooki z fanowskimi opowiadaniami i powieściami. Projektują sobie wzajemnie okładki.

– Kto tam się udziela?

– Całości składu socjologicznego tej wielkiej globalnej zbiorowości nie da się przeanalizować. Są badania, które wykazały pewną przewagę kobiet; a także ludzi młodych i uczących się. Skład fandomów różni się nie tylko w zależności od przedmiotu uwielbienia, ale też od kraju, regionu geograficznego, kultury. Wielu fanów otwarcie identyfikuje siebie jako członków rozmaitych mniejszości i grup społecznie marginalizowanych. Przestrzeń fandomu staje się miejscem, w którym rozważa się problemy społeczne, walczy z takimi zjawiskami, jak rasizm, seksizm, homofobia, marginalizowanie osób niepełnosprawnych. W fandomach toczą się ciekawe, poważne dyskusje. Głos zabierają grupy, którym się go odmawia w mass mediach.

– Na przykład?

– O Sherlocku Holmesie dyskutowano z udziałem lekarzy, którzy zastanawiali się w Internecie, jaką jednostkę chorobową przypisać ekscentrycznemu bohaterowi, który o sobie mówi, że jest „wysokofunkcjonującym socjopatą”. Doszli do wniosku, że żadnej. Scenarzyści serialu dość pochopnie zasugerowali, że być może ma on Aspergera (rodzaj autyzmu, obejmuje m.in. upośledzenie umiejętności społecznych, trudności w akceptowaniu zmian oraz obsesyjne zainteresowania – przyp. MLK). Efektem tej sugestii był list brytyjskich psychiatrów, umieszczony m.in. w Internecie, w którym prosili, żeby nie przypisywać detektywowi zespołu Aspergera, bo go nie ma. A że jest atrakcyjny i genialny w swojej dziedzinie, wzbudza rozmaite nadzieje i zmienia percepcję poważnego problemu.

– Był odzew?

– Zaczęli protestować ludzie, u których stwierdzono tę odmienność. „Nie odbierajcie go nam, bo widzimy siebie w Holmesie” pisali. Detektyw pokazuje, że człowiek społecznie nieprzystosowany, z problemem w komunikowaniu się, może być geniuszem. Widać, że tak atrakcyjna postać jak Holmes, może dać asumpt do rozmaitych społecznych dyskusji na temat społecznej akceptacji dla inności.

– Pani Profesor należy do któregoś fandomu?

– Jestem fanką różnych fandomów. Podziwiam je, choć nigdy niczego nie piszę i nie rysuję. Czytam i obserwuję.

– A producenci i pisarze lubią fandomy oplatające ich dzieła?

– Nie wszyscy. Właściciele praw autorskich do Harry’ego Pottera protestowali, gdy w Internecie zaczęły powstawać coraz nowsze fabuły z jego udziałem. Z czasem zdali sobie sprawę, że wielki fandom to potencjał komercyjny. Oznacza tysiące zaangażowanych w niego osób, które kupują książki, płyty, gadżety. No i przyciąga innych do oglądania, więc producenci uczą się, jak – choćby przypadku wspomnianego „Sherlocka” – wykorzystywać jego popularność i podkręcać aktywność fanów w okresie czekania na nowe odcinki. Ale na przykład Ursula LeGuinn, autorka „Czarodzieja z Archipelagu”, nie życzy sobie, by zmieniać wymyśloną przez nią historię. Także George Martin jest negatywnie nastawiony do fandomowej działalności wokół „Gry o tron”. W wielu wywiadach mówił, że to on wymyślił swoich bohaterów i nie życzy sobie, żeby ktoś inny szukał dla nich czegoś nowego.

– Fandomy nie zarabiają , mimo to wciąż pojawiają się nowe.

– Bo rodzą się z pasji.

– Plusy tej działalności?

– Zaprzecza ona modnej tezie, że ludzie przestali się komunikować, że się nie spotykają, i że kontakty wirtualne są powierzchowne i bez znaczenia. Tworzy się solidarność i więzi społeczne między uczestnikami fandomu. Wirtualne znajomości wielokrotnie przekładają się na spotkania w świecie rzeczywistym. Zresztą przyszła już do nas moda na konwencje fanowskie, czyli zloty ludzi zainteresowanych takim czy innym gatunkiem twórczości (na przykład komiksami czy grami komputerowymi) albo konkretnym tekstem (na przykład serialem). Ludzie, którzy przybywają na takie konwencje, czasami widzą się po raz pierwszy, ale znają się bardzo dobrze, bo oglądali i czytali wzajemnie swoją twórczość lub dyskutowali w sieci.

– Dostępność sprzętu technicznego ma znaczenie?

– Duże. Dostępność technologii wywołała na przykład fenomen animowanego gifu – maleńkiego pliku graficznego, który da się kompresować, przesyłać, wymieniać. Robienie gifów jest dziś tak łatwe, że fani „Doktora Who” rolę Davida Tennanta rozebrali na malutkie gify i szczegółowo analizują gesty aktora, to jak wygląda w poszczególnych scenach i jak oddaje emocje.

– Nowe zdobycze techniki otwierają możliwości dla osób, które nie są tak aktywne fizycznie jak seniorzy i osoby niepełnosprawne.

– Bariera w używaniu tych technologii jest w naszym umyśle. Dlatego fandomy składają się z ludzi raczej młodych, którzy mają Internet w czubkach palców. Nie tylko słuchają i patrzą – ale biorą udział w toczącym się tam życiu. Starsi nie czują potrzeby uczestniczenia w fandomach, choć czasem o nich czytają i wiele wiedzą. Internet jest społeczeństwem alternatywnym, albo uzupełnieniem tego realnego. Tyle że nie pełnym uzupełnieniem. Przynajmniej w Polsce nie ma w nim reprezentacji wszystkich grup wiekowych.

– Dlaczego powstaje fandom?

– Bo widzów coś intryguje, uruchamia ich wyobraźnię, daje asumpt do uzupełnienia zaproponowanej interpretacji, na przykład dzieła własnymi treściami. Jeśli jego bohater jest nieprzeciętny w jakimś wymiarze – uruchamia kreatywność odbiorców. Bo ludzie angażują się emocjonalnie i kreatywnie tylko w coś, co jest dla nich frapujące i nietuzinkowe.

– Dzięki serialowi „Sherlock” nastąpił renesans Conan-Doyle’a.

– To prawda, dziś znowu czyta się coś, co uważano za nudną ramotę. Chciałabym, żeby i u nas powstał film, albo przedstawienie, które wywoła wielkie zainteresowanie i będzie początkiem kreatywności społecznej. Udało się to przynajmniej raz: powstał ciekawy, aktywny fandom cyklu książek Sapkowskiego o „Wiedźminie”. Fani pisali własne nowele o Wiedźminie, tworzyli jego portrety, układali zielniki, bestiariusze i słowniki Starszej Mowy. Fandom może być skutecznym narzędziem promocji kultury. Dobrze by było odkryć kompetentnych fanów Mickiewicza. Bo jeśli tysiące ludzi rysuje „Hamleta”, przerabiając dramat na komiks, to może i „Pan Tadeusz” byłby inspiracją – niechby i dla zwolenników komiksu.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3