Zazdrość dziedziczna

Redakcja
Prawo i Życie

Prawo i Życie

   Gdyby Aniela zaprzyjaźniła się przed ćwierćwieczem z przyszłym teściem, być może dziś nie byłaby nieszczęśliwą mężatką. Niewykluczone bowiem, że przyszły teść opowiedziałby jej o chorobliwej zazdrości swojej żony. Istniałaby wówczas szansa, że Aniela poważniej potraktowałaby pewne niepokojące objawy zauważalne u osobistego narzeczonego. Niestety, gdy teść udał się do lasu ze sznurem i niedwuznacznym zamiarem zakończenia żywota, a tym samym koszmarnego małżeństwa, Aniela miała już za sobą wieloletni staż małżeński i dwie nastoletnie córki.
   Teścia odwiódł od samobójczych zamiarów przypadkowo spotkany człowiek, ale mąż Anieli uznał to zdarzenie za doskonały pretekst do urządzenia popijawy. W stanie wskazującym na spożycie zaostrzał mu się zmysł obserwacji, co sprawiało, że z coraz większą podejrzliwością spoglądał na swoją ślubną. - Co się tak dzisiaj stroisz? - dociekał, gdy żona przed wyjściem do pracy wkładała codzienną sukienkę. Przy przechodzeniu przez jezdnię zarzucał jej, że ogląda się za kierowcami, a od czasu do czasu rozpoczynał tzw. poważną rozmowę, podczas której domagał się podania liczby romansów i nazwisk kochanków. Następnie jej zeznania przekazywał matce, która utwierdzała go w przekonaniu, że Aniela na pewno go zdradza. - Takiego mamy już pecha, synku - dodawała, wspominając o kolejnej kochance i nieślubnych dzieciach swego, ponad 70-letniego już męża.
   Kilka lat temu małżonek Anieli został emerytem, miał więc jeszcze więcej czasu na obserwowanie poczynań swojej, wciąż pracującej, żony. W efekcie tych obserwacji zaczął coraz częściej wpadać w furię, połączoną z wygłaszaniem gróźb karalnych typu: zabiję ciebie i dzieci! Czynił to jednak wyłącznie w czterech ścianach mieszkania i na dodatek niezbyt głośno, natomiast w towarzystwie krewnych i znajomych z wyjątkową maestrią odgrywał rolę kochającego męża i ojca. Aniela zaczęła myśleć, a nawet mówić o rozwodzie, co - rzecz jasna - spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem ślubnego. Jednak tak naprawdę zaczęła się bać o siebie i dzieci wówczas, gdy mąż zaczął jej "przypominać" różne wydarzenia, oczywiście związane z jej "zdradami", których, jako żywo, nigdy nie było. Próbowała namówić męża na wizytę u psychiatry, ale ten, jak każdy rasowy wariat, uważał się za najzdrowszego człowieka pod słońcem. Aniela poszła więc do lekarza sama i dowiedziała się, że jej mąż ma typowe objawy tzw. zespołu Korsakowa, w łagodniejszej postaci zwanego zespołem Otella. Poinformowany o diagnozie mąż uśmiał się serdecznie - i dalej zatruwał życie znękanej rodzinie.
   Aniela uznała więc, że przyszedł czas na podjęcie bardziej zdecydowanych kroków. Udała się do miejscowego Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie przy pomocy specjalistów doszła do wniosku, że dla ratowania siebie i dzieci musi poświęcić małżeństwo. Sprawa rozwodowa była mocnym przeżyciem, gdyż mąż stanowczo odmawiał zgody na rozstanie, a świadków jego znęcania się nad żoną, niestety, nie było. Aż wreszcie małżonek wyjął z rękawa asa atutowego, w postaci zaświadczenia o... leczeniu psychiatrycznym. W przypadku przewlekłej choroby sąd ma prawo oddalić pozew o rozwód i z prawa tego skorzystał.
   Po ogłoszeniu decyzji sądu Aniela najpierw zemdlała, potem zaś sama udała się do psychiatry. Od kilku miesięcy leczy się na ciężką depresję. Jak dojdzie do siebie, znów spróbuje się rozwieść, ale tym razem mając w zanadrzu własne zaświadczenie lekarskie.
BARBARA MATOGA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie