Zbigniew Raubo: Dopingowe wpadki nie były dla boksu ciosem. Bardziej oberwały ciężary

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zdaniem Zbigniewa Raubo, w 2017 r. na sukces może jedynie liczyć Krzysztof Głowacki. Przemyslaw Swiderski/polska press
Rok w polskim boksie rozpoczął się od mocnego ciosu. Andrzej Wawrzyk, Michał Cieślak i Nikodem Jeżewski zostali przyłapani na dopingu. - Gdyby wpadli mistrzowie olimpijscy, świata czy Europy, to byłby wstyd. A tak? Bardziej po tyłku dostały ciężary, gdy Adrian Zieliński wpadł w Rio. To zostawiło skazę na polskim sporcie - uważa trener i były multimedalista mistrzostw Polski Zbigniew Raubo. Szkoleniowiec opowiada nam też o Arturze Szpilce, Izu Ugonohu i reprezentacji Polski, której był trenerem.

Rok w polskim boksie rozpoczął się od mocnego ciosu. Andrzej Wawrzyk, Michał Cieślak i Nikodem Jeżewski zostali przyłapani na dopingu.

Gdy byłem zawodnikiem, nigdy nie miałem do czynienia z dopingiem. Jako trener jestem jego wrogiem. To wielkie świństwo w stosunku do rywala, którego zawsze trzeba doceniać. Im bardziej będziemy go szanować, tym większe jest prawdopodobieństwo, że go pokonamy. Kiedyś, gdy wchodziło się do szatni pewnych krajów, to było jak w dobrze wyposażonym gabinecie lekarskim. Gdy to zobaczyliśmy z trenerem, powiedział mi tylko, żebym zajął się sobą. Najpierw się na niego obraziłem, ale później zrozumiałem jego podejście. Ja nie mam patrzeć na to, co inni jedzą, a boksować z czystym sumieniem. I z reprezentantami krajów o którym mówię, a którego nie chcę wymieniać, boksowałem siedem razy, o ile się nie mylę, i przegrałem tylko dwa razy. Skoro te wspomagacze takie doskonałe, to jak udało mi się z nimi wygrać? Ja brałem tylko witaminę C i rutinoscorbin, o ile byłem przeziębiony. To były też jedyne lekarstwa, jakie podawałem Krzyśkowi Włodarczykowi, gdy byłem jego trenerem.

Dzisiejszy boks ma problem z dopingiem?

Nie. Dzisiejszy boks ma problem z ludźmi, którzy nie myślą. Szanujący się sportowiec nie bierze dopingu. Nie ma dla mnie tłumaczenia, że ktoś coś wziął świadomie czy nie, że coś tam było zanieczyszczone. Tyle mówi się na ten temat, w ostatnich latach aż do przesady. Poważny zawodnik, jeśli chce skorzystać z jakiejś odżywki, to powinien ją sprawdzić u ludzi, którzy zwalczają doping. To nic nie kosztuje, trwa chwilę, a na pewno nikt nikogo nie przegoni, że zawraca głowę. Nie muszę wiedzieć, ile witamin jest w kotlecie schabowym, czy w bigosie, bo mnie to nie interesuje. Ale jeśli walczy się o mistrzostwo świata, to trzeba o takie rzeczy dbać.

Wierzy Pan, że Wawrzyk wziął stanozolol, steryd anaboliczny, nieświadomie?

Nie wierzę, żeby był tak głupi, że wziął go świadomie. OK, to boks, przed walką nie można nikogo skreślać. Ale Wawrzyk nie miał szans na pokonanie Deontaya Wildera. Dostał za to szansę na wypłatę życia. Przed taką okazją trzeba sprawdzić, co się bierze. Problem w tym, że ani on, ani jego sztab tego nie zrobił. Słyszę różne tłumaczenia, wszystko fajnie, ale koniec końców do walki nie dojdzie. Głupota to chyba zbyt delikatne określenie.

Ich przyłapanie to wstyd?

Dla mnie nie. Gdyby wpadli mistrzowie olimpijscy, świata czy Europy, to tak. Na przykład gdyby „Rudy” [Krzysztof Włodarczyk - red.] przed walką z Rachimem Czakijewem coś tam wziął, to byłby dramat, bo odebrano by mu tytuł mistrza świata. A tak? Bardziej po tyłku dostały ciężary, gdy mistrz olimpijski z Londynu Adrian Zieliński wpadł w Rio. To zostawiło skazę na polskim sporcie.

Trener Wawrzyka Fiodor Łapin i promotor Andrzej Wasilewski powiedzieli, że najprawdopodobniej zakończą z nim współpracę.

Po trzech-czterech latach, jak byłem trenerem, myślałem, że wszystko wiem najlepiej. Miałem zawodnika, który rozrabiał. Poszedłem wtedy do mojego guru, człowieka, dzięki któremu dziś rozmawiamy, nieodżałowanego Huberta Okrója. Zapytałem, co robić. Powiedział, żeby dać mu szansę. Ja dalej swoje, że gość jest głupi, bo już tyle razy nawalił. Papa Okrój znów powtarzał, żebym dał szansę. Pytam: „do kiedy?” Mówi: „do skutku”. A kiedy będę to widział? „Tego nikt nie wie, ale będziesz miał czyste sumienie, że nie zostawiłeś zawodnika na lodzie”. Wiele dzięki temu zrozumiałem. Niestety, niektórym nie zdążyłem pomóc. Czterech z nich już nie żyje. Najłatwiej i najwygodniej jest kopnąć w d…, ale czy to jest wyjście z sytuacji, gdy kogoś się trenuje ileś tam lat? Wiem, co ja bym zrobił, ale zostawię to dla siebie. A to, co zrobią inni, nie mnie oceniać. Każdą decyzję szanuję.

Na lodzie w innym sensie został Artur Szpilka. Został wycofany z walki z Dominikiem Breazeale’em, do której miało dojść 25 lutego na gali w Alabamie. Nie wiadomo, kiedy wróci na ring, a ostatnio był w nim w styczniu 2016 r.

Znalazł się na niezłym zakręcie. Też byłem waleczny, ale gdybym był na jego miejscu, to w ogóle nie zgodziłbym się na walkę z takim przeciwnikiem i po takiej stłuczce, jak z Wilderem. Choć kto nie ryzykuje, nie pije szampana, jak mówi Kamil Grosicki. Chwała za odwagę, ale takie ryzyko było głupie. Może lepiej, że do tej walki w tym momencie nie dojdzie. Z drugiej strony kiedyś też zostałem ciężko znokautowany i później nie czekałem na jakiegoś „ping-ponga”, tylko wyszedłem na dobrego zawodnika. Arturek powinien zawalczyć z kimś na poziomie i pokazać, że ma umiejętności, o których wielu mówi, a nikt ich nie widział.

Nie wierzy Pan w Szpilkę?

Podtrzymuję swoje zdanie, że „Szpila” odbiega od Tomasza Adamka. Tomek był mistrzem świata i brązowym medalistą amatorskich mistrzostw Europy. Co prawda Artek był wicemistrzem Europy kadetów, ale w seniorskim boksie niczym się nie wykazał. Jeśli twierdzi, że jest mocny, to niech udowodni to w ringu. Robi się z niego gwiazdę, a ja dalej będę powtarzał, że dopóki nie podniesie rąk, to niech zapomni o sukcesach. Obraził się na mnie za to. A ostatnio słyszałem, że nie można nawet o nim źle pomyśleć, bo można mieć kłopoty. Ale ja zdania nie zmieniam. 16-, 17-letni Szpilka był lepszy od dzisiejszego Szpilki. To oczywiście nie oznacza, że Artur nie będzie jeszcze wielkim zawodnikiem. Musi po prostu zrozumieć, że kariera bokserka to nie jest lansowanie się na facebookach i innych tego typu pierdołach, a ciężka praca.

Na jego miejsce wskoczył Izu Ugonoh. Dla niego będzie to pierwsza walka w USA i z mocnym rywalem. Ważniejsze będą umiejętności czy głowa?

Jedno i drugie musi iść w parze. Inaczej nie da się zaistnieć na najwyższym poziomie. Izu staje przed ogromną szansą. Jak wygra, to super, może coś z niego będzie. Jeśli nie, to zostaną mu tańce z gwiazdami.

Nie ma Pan do niego przekonania?

Kiedyś Lennox Lewis został znokautowany przez Hasima Rahmana i stracił tytuły mistrza świata. Tydzień wcześniej bawił się z Cindy Crawford w jakieś sesje zdjęciowe, pokazy mody i tak dalej. Lewis oczywiście pasy odzyskał, bo był wielkim pięściarzem. Izu jak na razie bawi się w tańce i aktorstwo, boksersko jeszcze nie zaimponował. Jeżeli coś robimy, to róbmy to, a nie udawajmy kogoś innego. Z gwiazdami może sobie tańczyć Andrzej Najman. Ugonoh staje przed wyzwaniem. Zobaczymy, w którą stronę potoczy się jego kariera.

Aż tak?

Pan przeanalizuje sobie pięściarzy, którzy przegrywali szansę na wskoczenie do czołówki. W większości przypadków wielu nie odnajduje się w boksie. Poza tym promotorem numer jeden na świecie jest Andrzej Wasilewski. Bez względu na to, czy go lubię czy nie. Inni „tego” nie mają. Jeżeli Wawrzyk dostaje drugą szansę walki o mistrzostwo świata, to nie jest to zasługa jego umiejętności, a możliwości Wasilewskiego. Przecież Andrzej ostatnio wygrał z Albertem Sosnowskim! Jakby Izu był u Wasilewskiego, miałby większe szanse na sukces.

Al Haymon uchodzi za jednego z najlepszych promotorów.

Tak, ale takich jak Izu ma dziesiątki. Że dostał szansę z Breazeale’em, to skutek tego, że wypadł Szpilka. Zawalczy w zastępstwie.

A w 2017 r. któryś z polskich pięściarzy nas zaskoczy? Tak, żeby na koniec roku był w gronie najlepszych sportowców?

Nie.

Absolutnie?

Trzeba być przynajmniej mistrzem świata. Jeśli Krzysiek Głowacki dostanie szansę, to może on. Jest zdeterminowany, wierzę, że mu się uda. Tytuł stracił z Ołeksandrem Usykiem. W tamtej walce brakowało mu tysięcznej sekundy w każdej akcji. Jakby nie wytrzymał presji bycia mistrzem. Ale stać go, żeby znów nim zostać.

A Szpilka, Włodarczyk?
Dopóki Artek nie będzie podnosił rąk, to niech zapomni, że będzie wielkim pięściarzem. A "Rudy" musi najpierw zrobić porządek w głowie.

Przejdźmy do boksu amatorskiego. Pan był trenerem kadry, która fajnie się zapowiadała.

To prawda, ale zaprzepaściliśmy kilka szans medalowych w mistrzostwach Europy i kwalifikacjach do igrzysk. Kilku zawodników zawiodło na całej linii. Nazwisk nie będę wymieniał, nie ma co robić im reklamy. Szkoda, że drużyna z 2015 roku z fajną atmosferą gdzieś się rozmyła. Na igrzyskach wyszły niedociągnięcia, przygotowania były szarpane. Może gdyby moja postawa była inna, byłoby lepiej. Nie mogę do dzisiaj odżałować, że w Rio nie było nas sześciu-siedmiu, a tylko dwóch. Jednak trzeba przyznać, że 2016 rok był przełomowy. Na początku naszej pracy liczył się tylko Igor Jakubowski, potem aż siedmiu było w 20-tce. To oznacza, że mamy potencjał.

Potencjał, który w tym roku nie będzie wykorzystywany w lidze World Series of Boxing. Drużyna Rafako Hussars Poland nie została do niej zgłoszona.

Od 1 stycznia nie jestem już trenerem kadry, więc moje wypowiedzi mogą zostać odebrane w wiadomy sposób. Ale faktem jest, że przez cały sezon rozgrywek WSB i boksowania po pięć rund bez kasków, nie było żadnej kontuzji łuku brwiowego. Wygraliśmy kilkanaście pojedynków z mocnymi przeciwnikami. Zdobyliśmy medale mistrzostw Europy. Praca przynosiła efekty. Później zmieniono koncepcje, nie wiem, dlaczego Husaria nie będzie walczyć. Widocznie komuś ten sukces się nie spodobał. Szkoda, bo dzięki temu podnieśliśmy poziom polskiego boksu olimpijskiego. Bez tego w kolejnych latach będzie zdecydowanie trudniej.

To jakie ma Pan teraz plany?

Do końca życia będę trenerem. Są rozmowy, żebym zajął się kilkoma zawodnikami boksu zawodowego. Na razie czeka mnie odpoczynek. 15 lutego lecę na miesiąc na wyspę Phuket do Tajlandii.

Wideo

Materiał oryginalny: Zbigniew Raubo: Dopingowe wpadki nie były dla boksu ciosem. Bardziej oberwały ciężary - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie