18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Zderzenie z machiną bezdusznego państwa

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Przypadek Sławomira Wróbla z Zarzyc Małych woła o pomstę do nieba. Chłopak z matką borykają się z biedą po tragicznym wypadku, któremu uległ siedem lat temu.

Gimnazjum Katolickie, do którego chodził Andrzej L., to jedna z lepszych szkół w mieście Fot. Robert Szkutnik

ZARZYCE MAŁE. Jedna tragiczna noc zaważyła na całym jego życiu. Państwo odmawia odszkodowania, bo sprawca zbiegł.

Pewnej listopadowej nocy 2005 roku, 21-letni wówczas Sławek Wróbel wybrał się na dyskotekę do pobliskich Przytkowic. Gdy wracał do domu został przejechany przez samochód. Sprawca wypadku zbiegł. Pan Sławomir przeżył, bo na drodze znaleźli go jacyś ludzie. Jeszcze na chwilę zdołał odzyskać świadomość, powiedział gdzie mieszka. Potem zapadł w dwumiesięczną śpiączkę.

- Lekarze powiedzieli, że będzie roślinką, gasł w oczach - mówi Teresa Wróbel, jego matka. Przez kilka następnych lat przewożono go ze szpitala do szpitala. Był w Krakowie, gdzie otwierano mu czaszkę i ratowano przez uduszeniem, potem w Wadowicach, Oświęcimiu, w zakładzie opiekuńczym w Zatorze. W końcu cudem stanął na nogi i zaczął powracać do życia. Jednak do wyuczonej pracy tapicera już wrócić nie mógł. W oddziale ZUS w Chrzanowie uznano, że jest całkowicie niezdolny do pracy. Orzeczono też niepełnosprawność, podkreślając, że wymaga stałej opieki i pomocy innych osób.

- Dlatego nawet gdybym znalazła pracę to i tak nie mogę jej podjąć. Muszę się opiekować synem - mówi kobieta. Mieszkają razem w drewnianym domku pamiętającym jeszcze czasy Franciszka Józefa. Żyją więcej niż skromnie, bo pani Teresa dostaje około 600 zł miesięcznie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej a syn około 500 zł renty socjalnej z ZUS. - To nie wystarcza nawet na najpilniejsze potrzeby - mówi pan Sławek. - Niedawno za okulary dla mnie zapłaciliśmy 600 zł. I wyjaśnia, że na jedno oko nie widzi wcale, a drugie ma uszkodzone w 75 procentach.

Po sprawiedliwość poszli do sądu. Pozwali Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny w Warszawie o 300 tys. zł. Jednak nie dostali ani grosza, bo sąd oddalił powództwo. Według niego Wróblowie nie udowodnili, że "szkoda wyrządzona została ruchem niezidentyfikowanego pojazdu mechanicznego". To co najmniej dziwne, gdyż w prokuratorskim postanowieniu o umorzeniu śledztwa czytamy, że w zestawieniu z opinią dotyczącą mikrośladów, że "najbardziej prawdopodobnym jest, że Sławomir Wróbel został pokrzywdzony w wypadku komunikacyjnym, którego sprawca zbiegł".

- To fundusz odpowiada w takiej sytuacji na zasadzie ryzyka - mówi prezes Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych z Warszawy, dziwiąc się, że ofiara wypadku została na lodzie. Obiecuje, że prześwietli sprawę, by pomóc rodzinie.

Robert Szkutnik

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie