Zdzierstwo państwa szkodzi ludziom [WIDEO]

Zdzierstwo państwa szkodzi ludziom [WIDEO]

Zbigniew Bartuś

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Zdzierstwo państwa szkodzi ludziom [WIDEO]
1/2
przejdź do galerii

©Wojciech Matusik

Debata. Im więcej rząd zabiera przedsiębiorcom, tym mniej mogą oni inwestować w rozwój. Głównie z tego powodu Polacy wciąż zarabiają mało
Rząd twierdzi, że podatki w Polsce należą do najniższych w krajach UE, zaś dzięki uelastycznieniu rynku pracy firmy mają do dyspozycji mnóstwo niedrogich pracowników. - To są fakty. Z danych Eurostatu jasno wynika, że ponoszone przez pracodawców koszty zatrudnienia są trzy razy niższe niż w Niemczech. Nie stanowią zatem nadmiernego obciążenia na tle reszty Europy - mówi Józef Lassota, poseł Platformy Obywatelskiej.



Źródło: dziennikpolski24.pl

- To nie może być powodem do dumy, lecz do wstydu. Polacy powinni zarabiać więcej, ale nie będzie to możliwe, póki firmy będą przygniecione kosztami wynikającymi m.in. z biurokracji i fatalnego prawa - uważa poseł Jarosław Gowin, lider Zjednoczonej Prawicy - Polski Razem.

CZYTAJ TAKŻE: Jak państwo przerzuca koszty na przedsiębiorców

"Dziennik Polski" wraz z Małopolskim Związkiem Pracodawców Lewiatan zaprosił obu polityków na debatę ekspercką z cyklu "Firma polska" - poświęconą tym razem absurdom i patologiom windującym koszty pracy i działalności gospodarczej. W dyskusji uczestniczyli tradycyjnie doświadczeni małopolscy przedsiębiorcy. Z ich spostrzeżeń, uwag i postulatów stworzyliśmy listę wniosków dla rządzących i opozycji.

Ludzie wyszliby na ulice
Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że większość obywateli nie ma pojęcia o rzeczywistych kosztach ponoszonych przez pracodawców. - Jak się spyta pracownika, ile zarabia, to on zawsze poda kwotę netto, która wpływa na jego konto. Bardzo rzadko ludzie podają kwotę brutto - mówi Karolina Witek, jedna z legendarnych postaci małopolskiej przedsiębiorczości i dobroczynności, twórczyni słynnego Centrum Witek.


Źródło: dziennikpolski24.pl

- A już w ogóle mało kto wie, że płaca brutto też nie wyczerpuje kosztów - dodaje Barbara Matyaszek-Szarek z MZP Lewiatan, prezeska znakomitej firmy szkoleniowej Heuresis.

Wojciech Świderski, szef krakowskiej spółki farmaceutycznej Farmina, zrobił proste wyliczenie: chcąc zapłacić swojemu pracownikowi 3000 zł brutto, musi dołożyć prawie 577 zł (tzw. ZUS pracodawcy). Państwo zabiera pracownikowi 200 zł podatku, 233 zł na ubezpieczenie zdrowotne, 400 zł na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe oraz - oczywiście - owe 577 zł. - Czyli pracownik mnie kosztuje prawie 3,6 tys. zł, a dostaje na rękę 2156, bo państwo zabiera 1440 - wylicza prezes.

- Państwo urządziło to tak sprytnie, że to nie ono zabiera pieniądze pracownikowi, tylko uczyniło poborcę z pracodawcy - mówi Marek Maj, szef wyspecjalizowanej w systemach wentylacyjnych spółki SMAY, jednej z najbardziej innowacyjnych polskich firm.

- Gdyby pracownik dostał do ręki wszystkie te pieniądze, a potem miał osobiście pójść po urzędach i do ZUS oddać daninę, toby doznał szoku, jaki się z niego ściąga bandycki haracz. Mielibyśmy na ulicach gigantyczne protesty - uważa Wojciech Świderski.

W opinii Włodzimierza Leszczyńskiego, prezesa działającej od ćwierćwiecza krakowskiej firmy Biuro Plus, państwo, przerzucając liczne koszty na firmy, ograbia przedsiębiorców z kapitału, który mogliby przeznaczyć na inwestycje, rozwój.
Jak wynika z analiz Lewiatana, ale też zwykłej intuicji - polskie przedsiębiorstwa nie dysponują takimi kapitałami, technologiami i sieciami zbytu jak ich konkurenci z Zachodu.

Jeżeli chcemy, by nasze firmy szybciej akumulowały kapitał i więcej inwestowały, modernizowały się i rozwijały, musimy im stworzyć warunki lepsze niż w krajach bogatszych. A bywa odwrotnie. Nie powinno więc dziwić, że nasi przedsiębiorcy są krytyczni wobec dokonań rządu, mimo że ten próbuje wprowadzać pewne ułatwienia.

Chiny Europy
- Nie można powiedzieć, że nie ma zmian albo że zmiany są tylko na gorsze. Dzisiaj na przykład łatwiej otworzyć firmę, robi się to bardzo szybko. Coraz trudniej jednak firmę utrzymać - mówi Janusz Komurkiewicz, członek zarządu i szef marketingu słynnej nowosądeckiej firmy Fakro, która z małego rodzinnego zakładu rozwinęła się w międzynarodową korporację - wicelidera na światowym rynku okien dachowych. Zaszła tak wysoko, bo należy do najbardziej innowacyjnych firm w Polsce, we własnym ośrodku badawczo-rozwojowym zatrudnia ponad stu specjalistów.

Janusz Komurkiewicz podkreśla, że źródłem niepotrzebnych kosztów i licznych uciążliwości są dla polskich firm skomplikowane i ciągle zmieniające się przepisy.

Złe efekty przynosi też dotychczasowa polityka gospodarcza państwa, polegająca na przyciąganiu inwestorów zagranicznych za wszelką cenę - również w tych segmentach, w których działają polscy przedsiębiorcy. Obcy inwestorzy, o wiele silniejsi kapitałowo i technologicznie, dostają od rządu i samorządów liczne ulgi, przez co stają się… jeszcze silniejsi. Polskim przedsiębiorcom trudno z nimi konkurować. Tym trudniej, im wyższe koszty - podatków, składek, zasiłków, złego prawa, biurokracji oraz przywilejów różnych grup - muszą ponosić.

Marek Maj: - Powiedzmy sobie szczerze - Polska to są Chiny Europy. Staliśmy się największym na kontynencie producentem mebli, sprzętu AGD i RTV, części samochodowych, otwiera się u nas centra outsoursingowe. To się wzięło z niskich kosztów pracy. Ale to jest droga donikąd. My się tak nie wzbogacimy, pracownicy nie zaczną więcej zarabiać, skoro naszym jedynym atutem ma pozostać tania siła robocza.

W zgodnej opinii uczestników debaty, musimy więcej inwestować w rozwój, w nowe pomysły, czyli innowacje. - Władza tego nie pojmuje. Jak sprowadzam obcą technologię, to mogę ją wrzucić w koszty, a jak tworzę innowacje - to na własny koszt i ryzyko. Jako Polaka, wkurza mnie to i martwi - kwituje Maj.

Eksperci i politycy. Dyskusja na argumenty
Debatę zorganizowaliśmy we współpracy z Małopolskim Związkiem Pracodawców Lewiatan. Zaprosiliśmy ekspertów: szefów firm działających od początku polskiej transformacji i posłów głównych partii. Dlaczego?
W mediach elektronicznych, zwłaszcza stacjach telewizyjnych, w których liczy się oglądalność, prowadzący zapraszają nie ekspertów, którzy cokolwiek wiedzą, tylko celebrytów i pyskaczy wygłaszających nośne hasła i skaczących sobie do oczu. Czy na podstawie takich "debat" można się czegoś istotnego dowiedzieć? Wyciągnąć wnioski pomocne podczas wyborów, zwłaszcza parlamentarnych, które czekają nas niebawem? Nie. Debaty "Dziennika Polskiego" są dla tych, którzy od fajerwerków i plucia wolą fakty, informacje i opinie ludzi kompetentnych.

CZYTAJ TAKŻE: Jak państwo przerzuca koszty na przedsiębiorców

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Heuresis

fan (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

a co wyzyskiwacz Baśka może wiedzieć o pracownikach i ich potrzebach?

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo