Żeby dzieciom było lepiej

Redakcja
Planowaliśmy z mężem dwójkę, ale jak trafiały się kolejne, to co, miałam usuwać? Nigdy bym tego nie zrobiła. Mówiliśmy: kolejne też się wykarmi i cieszyliśmy się z każdego - tłumaczy się pani Grażyna, matka ośmiorga dzIeci. Fot. Anna Kaczmarz
Planowaliśmy z mężem dwójkę, ale jak trafiały się kolejne, to co, miałam usuwać? Nigdy bym tego nie zrobiła. Mówiliśmy: kolejne też się wykarmi i cieszyliśmy się z każdego - tłumaczy się pani Grażyna, matka ośmiorga dzIeci. Fot. Anna Kaczmarz
Północne krańce Krakowa, dawna wieś. Dojechać do rodziny Polaków nie jest łatwo. Nawet firma zbierająca śmieci odmówiła z tego powodu współpracy. Teraz odpady w workach piętrzą się na podwórku i w ganku. Pani Grażyna, kiedy na nie patrzy, widzi kolejny czekający ją wydatek.

Planowaliśmy z mężem dwójkę, ale jak trafiały się kolejne, to co, miałam usuwać? Nigdy bym tego nie zrobiła. Mówiliśmy: kolejne też się wykarmi i cieszyliśmy się z każdego - tłumaczy się pani Grażyna, matka ośmiorga dzIeci. Fot. Anna Kaczmarz

RODZINA W POTRZEBIE. Cztery bochenki chleba dziennie, kilkanaście bułek dla dzieci do szkoły i biały ser. Na obiad cztery paczki makaronu lub cztery kilogramy ziemniaków, kilka jarzyn i kości na zupę. Codzienna wersja jadłospisu 11-osobowej rodziny Polaków.

Przed południem jest najspokojniej. Szóstka najstarszych dzieci przebywa w szkole, mąż w pracy. Na podwórku 5-letni umorusany Krzyś przytula do jednego z dwóch, rodzinnych kotów. Obok niego biega młody rudawy kundel. Najmłodszy, 3-letni Rafałek nie odstępuje matki na krok.

Parterowy dom obłożony jest styropianem. Na wykończenie tynkiem zabrakło pieniędzy. To jedyna inwestycja w ostatnich latach. Budynek wymaga generalnego remontu. Ściany brudne od dziecięcych rączek, szyba w ganku wybita, meble w prowizorycznej kuchni rozlatują się. W trzech ciasnych pokoikach śpi ośmioro dzieci, rodzice i babcia. Wszędzie suszą się ubrania, pod nogami plączą się koty i pies.

28 bochenków chleba na tydzień

Wielodzietność to trudny temat. Na ósemkę dzieci ludzie reagują z politowaniem lub wręcz przyganą. Wielodzietność plus bieda - to społeczny wyrok: patologia. Sąsiedzi zerkają z ciekawością zza firanek zawieszonych w wygodnych domach. Pomaga MOPS, czasami jakaś organizacja.

- Byłam jedynaczką, zawsze chciałam mieć dzieci. Planowaliśmy z mężem dwójkę, ale jak trafiały się kolejne, to co, miałam usuwać? Nigdy bym tego nie zrobiła. Mówiliśmy: kolejne też się wykarmi i cieszyliśmy się z każdego - tłumaczy się pani Grażyna, matka. Jakby było z czego.

- Dzieci nie chodzą głodne, ale ciągle jestem na długach. Pożyczam u znajomych, biorę na kreskę w sklepie. Jak mam to spłacam i znów się zapożyczam i tak w kółko - dopowiada.

Cztery bochenki chleba dziennie, kilkanaście bułek dla dzieci do szkoły i biały ser. Na obiad cztery paczki makaronu lub cztery kilogramy ziemniaków, kilka jarzyn i kości na zupę. Codzienna wersja jadłospisu 11-osobowej rodziny Polaków.

Tylko dwoje dzieci: głuchoniemy Patryk i niepełnosprawna intelektualnie Karolina dostają obiady w szkole. - W domu też jedzą obiad. Jak mam im zabraniać, skoro mają apetyt - wzrusza ramionami pani Grażyna.

Nie ma jeszcze 40-tki, ale liczne porody odbiły się na jej figurze. Do miękkiego brzucha najbardziej lubią przytulać się najmłodsi: Rafałek i Krzyś. Krótkie, tlenione włosy opadają wokół twarzy. W ładnych, niebieskich oczach zapalają się iskierki radości, kiedy opowiada o dzieciach.

Nigdy nie pracowała. Nie zdążyła. Ryszarda poznała w autobusie w drodze do szkoły. Przystojny brunet, opalony. Był kierowcą w MPK. Nie pił, w przeciwieństwie do jej ojca. Pomyślała: będzie mi z nim dobrze. Pobrali się i zamieszkali z jej matką. Stary, trzyizbowy domek po babci wydawał się wtedy zupełnie wystarczający. Mąż dorabiał do pensji kierowcy na budowie.

Krótko po ślubie urodziła się Monika. Śliczna, zdrowa, wymarzona córeczka. Do dziś jest z niej dumna, bo 16-latka bardzo dobrze się uczy i marzy o studiowaniu turystyki. Rok później na świat przyszedł Adrian. Nastolatek ma hopla na punkcie piłki nożnej. Na meblościance wiszą jego medale z turniejów.

Następny był Patryk. Po kilkunastu miesiącach okazało się, że chłopiec nie słyszy. Nie reaguje na klaskanie mamy, ani na dźwięk przejeżdżającego samochodu. Badania genetyczne wykazały, wrodzoną wadę. To cud, że z ósemki rodzeństwa nie słyszy tylko on. 13-letni chłopak nosi dwa aparaty słuchowe, chodzi do szkoły dla głuchoniemych.
- Naciskam na niego, żeby nie używał języka migowego, tylko czytał z ust i starał się mówić. Łatwiej będzie mu między ludźmi. Całkiem nieźle radzi sobie w szkole. Uwielbia tańczyć, bierze udział w konkursach - opowiada matka.

Jest jeszcze Mariusz, który 12 lat skończy w listopadzie. Karolinka była piąta z kolei. Urodziła się karetce. Prawdopodobnie z powodu niedotlenienia, dziewczynka od początku nie rozwijała się prawidłowo. - Wyginała się, płakała, pediatra mówił, że to kolki. Okazało się, że to wcale nie kolka. Może gdyby od razu pomógł jej neurolog, teraz byłoby lepiej. Ale skąd mogłam wiedzieć... - zastanawia się pani Grażyna.

Dziesięcioletnia Karolina, uczy się w szkole specjalnej. Jest opóźniona w rozwoju. Ze zdjęcia legitymacyjnego spogląda ładna, drobna brunetka. W tym roku dziewczynka przygotowuje się do komunii świętej. Co sobotę rodzice zabierają ją katechezy i msze.

- Komunia to znowu wydatki. Na obiad zaproszę tylko chrzestnych, ale przecież trzeba na różne składki dać. Tak chciałabym odświeżyć dom, chociaż pomalować. Mąż to złota rączka. Wszystko w domu zrobi, ale na wszystko trzeba pieniędzy. Moglibyśmy strych zagospodarować na pokoje dla dzieci... - rozmarza się pani Grażyna.

W zerówce uczy się Agnieszka - najmłodsza córka pani Grażyny. Trójka rodzeństwa chodzi do jednej szkoły, tej samej, w której od trzech lat pracuje pan Ryszard - jako konserwator i kierowca. Od jesieni do przedszkola pójdzie Krzyś. W kolejce czeka jeszcze 3-letni Rafał.

Grać w totka, tylko za co?

Pani Grażyna chwilę spokoju ma tylko w nocy, kiedy wszystkie dzieci śpią. Wtedy myśli. O niezapłaconych rachunkach na prąd (w zimie 650 zł miesięcznie, przez dogrzewanie domu i bojler, który grzeje wodę ze studni). O receptach na leki dla niepełnosprawnej córki, które trzeba wykupić (130 zł). O tym, że każda grypa czy angina, któregoś z dzieci to finansowa katastrofa. Z ołówkiem w ręku liczy, na co wystarczy pensja męża (1100 zł), świadczenie pielęgnacyjne na niepełnosprawne dziecko (520 zł), zasiłki rodzinne i pielęgnacyjne. Okresowo MOPS dołoży zasiłek celowy na jedzenie (400 zł), lub pomoc w opłaceniu prądu.

Zimą gotuje na starym piecu typu angielka (worek węgla - 38 zł), latem na butli gazowej (wymiana 50 zł). - Marzę o normalnej kuchni. Ubikację czasem ludzie mają większą niż my kuchnię. Marzę o sprawnej lodówce, z osobnym zamrażalnikiem i chłodziarką. Jeśli zrobię więcej jedzenia, to mogłabym zamrozić. Łatwiej byłoby gospodarować tym co mamy. I o tym remoncie. Tylko wygrana w totka pozostaje, tylko za co grać? Człowiek nie myśli już nawet o tym, co teraz, ale martwi się o przyszłość. Żeby dzieciom było lepiej, żeby się wyuczyły, miały pracę. Niesłyszący Patryk sobie poradzi, ale Karolinka zawsze będzie musiała liczyć na pomoc rodzeństwa. Dlatego tłumaczmy im, że kiedy nas zabraknie, nie mogą jej zostawić samej.

Docieramy do potrzebujących

Państwo Polakowie to siedemnasta rodzina, jaką odwiedziliśmy w ramach akcji "Dziennika Polskiego" i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie. Nasi bohaterowie to ludzie, którzy w biedę popadli z przyczyn od siebie niezależnych: choroby, utraty pracy. Są też wielodzietne rodziny, którym brakuje na chleb, jak Polakom. Piszemy o konkretnych potrzebach: lekach, na które nie starcza pieniędzy, rehabilitacji, która może przywrócić do normalnego życia, meblach, które spłonęły i potrzebnym sprzęcie, który się zepsuł.

W ciągu kilku miesięcy przekazali Państwo prawie 40 tys. zł na konto MOPS-u dla opisywanych przez nas rodzin. Dzięki tym środkom i pomocy rzeczowej, udało się rozwiązać część problemów. Wielodzietna rodzina pana Alojzego kupiła węgiel na zimę i książki dla dzieci (otrzymali 4310 zł). Pani Danuta, opiekująca się mężem cierpiącym na chorobę Huntingtona rozpoczęła remont łazienki, dostosowujący ją do potrzeb chorego (3925 zł), a pani Elżbieta naprawiła przeciekający dach (1740 zł). Pani Bożena chora na raka tarczycy i Elżbieta R. cierpiąca na chorobę popromienna mają zapewnione kilka miesięcy leczenia.

Udało się wesprzeć również panią Jadwigę, której dom spłonął w pożarze (1390 zł). Na podarowanym przez Czytelników komputerze córka Aneta napisała pracę maturalną z polskiego.

- Najbardziej potrzebne są nam teraz wszelkie materiały budowlane: cement, gips, farby, krokwie na dach, okna, drzwi, żeby jak najszybciej zacząć remont domu. Może komuś zostało po remoncie i może się podzielić - prosi pani Jadwiga, która nadal z dziećmi mieszka kątem u rodziny.

Czarna seria

Prawie 3 tys. złotych Czytelnicy przekazali dla 36-letniej pani Beaty, która od sześciu lat żyje z ogromnymi, niegojącymi się ranami na nogach. Kupiła kilka opakowań opatrunków, węgiel, lekarstwa.

Kiedy dzwonimy do niej, ma kolejne zmartwienie. Oczko w głowie rodziców, 11-letnia jedynaczka ma poważne kłopoty ze wzrokiem. Widzi podwójnie, boli ją głowa. Lekarze nie wiedzą na razie, co jej jest.

- Myślałam, że jak ja chorują to już wystarczy w rodzinie nieszczęścia. Chyba się myliłam - mówi pani Beata, a w głosie słychać ogromny smutek. - Na początku myśleliśmy, że to dlatego, że córka za dużo czyta, że jest przemęczona nauką. Ale to wcale nie przechodzi, to jakaś czarna seria.

Bez ręki, bez pracy

Wciąż nie udało się pomóc pani Edycie. Jej historię bezskutecznego poszukiwania pracy opisywaliśmy w styczniu. Kobieta trzy lata temu uszkodziła prawą rękę w pracy. W pospiechu uderzyła łokciem w szybę tak niefortunnie, że przecięła ścięgna, mięsnie i nerwy. Lekarze zdołali uratować rękę, ale dłoń jest całkowicie bezwładna. Rusza się tylko nadgarstek, podkurczone na stałe palce nie są w stanie niczego objąć ani się wyprostować.

Podczas wypadku pani Edyta pracowała na czarno, jako kelnerka, dlatego nie należy jej się renta. Żyje tylko z zasiłków MOPS-u (350 zł).
Ma 42 lata, ale wygląda na co najmniej kilka lat młodziej. Długie blond włosy, miła, zadbana twarz. Szukała pracy już wszędzie. W zakładach pracy chronionej przyjmą chętnie osobę niepełnosprawną, ale ze zdrowymi rękami, w sklepach powiedziano jej, że nie poradzi sobie z wykładaniem towaru. Zaczyna tracić wiarę w siebie.

Wiązali koniec z końcem, gdy ojciec małej Marty mieszkał z nimi. Teraz przestał ich wspierać. Pani Edyta została sama z córką i 18-letnim synem, który jeszcze się uczy.

- Mam średnie wykształcenie, jako pomoc biurowa na pewno bym sobie poradziła. Tylko ktoś musi mi dać szansę - błaga pani Edyta.

Wszystko dla syna

Pracy potrzebuje również pani Dorota. Nadwrażliwy, impulsywny i niepotrafiący utrzymać uwagi - definicja dziecka cierpiącego na ADHD bardzo dobrze opisuje jej dziewięcioletniego syna, Damiana. Gdy rozmawiamy, chłopiec walczy z maskotkami, zaczepia psa, rozrzuca zabawki. Chce grać w karty, ale po chwili zabawa go nudzi.

- Leki go uspakajają, ale właśnie nam się skończyły. Musimy iść na kontrolę do pani neurolog. Znów 60 zł na leki potrzebne... - matka tłumaczy zachowanie Damiana.

Pani Dorota ma dla syna niesamowitą cierpliwość. Taką samą jak dla starszych osób, którymi się opiekowała. Niestety, w październiku straciła pracę.

- Mówili, że nie jestem dyspozycyjna, bo syn często choruje i muszę się nim opiekować. Pani kochana, przecież nie zostawię go samego - załamuje ręce pani Dorota.

Mieszkają w kawalerce na Azorach. Kuchenka w przedpokoju, w pokoju piętrowe łóżko, dwa fotele i mały, czarny kundel przymilający się do wszystkich.

- Dach bloku przecieka, mieszkanie zalało. Farba z sufitu odchodzi, instalacja elektryczna się zepsuła, a ja nie mam pieniędzy na remont - martwi się pani Dorota, wskazując plamy na suficie.

Od października utrzymuje się z zasiłków MOPS-u (200 - 300 zł miesięcznie), Funduszu Alimentacyjnego (250 zł) i rodzinnego (60 zł). Ojciec dziecka znęcał się nad rodziną. Kilka lat temu zerwali z nim kontakt.

Problemy z pieniędzmi rozwiązałaby propozycja pracy. Dopóki Damian nie będzie mógł sam dojeżdżać do szkoły, pani Dorota nie może pracować na pełen etat. Marzy o pracy w godz. 9 - 15.

- Może jakaś starsza osoba potrzebuje, żeby jej posprzątać, uprać i ugotować. Jestem solidna i jeśli tylko syn nie choruje mogę pracować - deklaruje.

Światełko w tunelu

Bezradność, strach, wstyd - to najczęstsze słowa, których używają bohaterowie akcji "Rodzina w potrzebie". Dotarli do punktu, w którym nie wiedzą, co dalej. Dzięki pomocy Czytelników odzyskują wiarę w ludzi. Spełniają się ich małe marzenia - o odkurzaczu, pralce czy naprawie dachu. Zapala się światełko w tunelu.

- Nie przypadkowo większość z bohaterek akcji "Rodzina w potrzebie" to kobiety. W większości przypadków, to one mają więcej sił na walkę o swoje rodziny, przejmują za nią odpowiedzialność. Przezwyciężają opór przed opowiadaniem o problemach i proszą o pomoc instytucje. Lepiej współpracują ze pracownikami socjalnymi. Naprawdę warto je wesprzeć - podkreśla Józefa Grodecka, dyrektor MOPS w Krakowie.
Natalia Adamska

natalia.adamska@dziennik.krakow.pl

Nazwiska rodzin w potrzebie zostały zmienione

Jak możemy p omóc?

Rodzina Polaków potrzebuje przede wszystkim pieniędzy na codziennie życie: żywność, opłaty, leki dla Karoliny i remont domu. Można im również pomóc ofiarowując sprawną lodówkę z osobnym zamrażalnikiem i chłodziarką oraz białą farbę. Apelujemy, aby przekazując pomoc rzeczową, sprawdzić czy jest sprawna i nadaje do użycia.

Wszystkich, którzy mogą pomóc, prosimy o kontakt z pracownikiem MOPS-u: Arturem Sajakiem, nr tel. 12-616-54-41, e-mail: sajakar@mops.krakow.pl. Pieniądze można wpłacać na konto MOPS-u: 29 1240 4722 1111 0000 4855 3573, Bank Pekao S.A., Oddział w Krakowie, ul. Józefińska 18, 30-955 Kraków z dopiskiem "Rodzina w potrzebie" i imieniem bohatera, któremu chcemy pomóc.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie