Zgodne pożegnanie

Redakcja
Rozmowa z byłym trenerem Sandecji Bronisławem Bartkowskim

Rozmowa z byłym trenerem Sandecji Bronisławem Bartkowskim

Rozmowa z byłym trenerem Sandecji Bronisławem

Bartkowskim

- Nie czujesz się trochę jak człowiek potraktowany z buta?

- Nie, ani przez chwilę nie rozpatrywałem kwestii mego odejścia z Sandecji w takich kategoriach. Wręcz przeciwnie, z działaczami Sandecji rozstałem się naprawdę w sympatycznej atmosferze. Wręczono mi nawet na pamiątkę współpracy trzytomowe "Dzieje Nowego Sącza".

- Żadnego żalu do działaczy, piłkarzy?

- Działacze to dzisiaj bardzo szeroko pojęta funkcja. Czas bezinteresownych pasjonatów dawno już minął. Teraz ludziom za kiedyś społeczną pracę w klubie się płaci. I ludzie ci wiedzą, że za niemałe pobory mają wykonać określone zadania. W Sandecji panowie z zarządu nie tylko nie biorą z klubu ani złotówki, ale też i niejednokrotnie dopłacają do interesu. Jak więc można mieć do nich pretensje? Osobiście też nie otrzymałem za swą pracę nawet grosza, ale to akurat najmniej istotne. A co do piłkarzy, to, wierz mi, żadna to przyjemność rozpoczynać trening od odpowiedzi na pytanie: trenerze, kiedy będą pieniądze? Nie, do ich postawy tym bardziej nie mogę mieć zastrzeżeń. Grali z ogromnym zaangażowaniem, na maksa, a że bez szczęścia, to już zupełnie inna sprawa. Daj Panie Boże, żeby ten niefartowny los się odmienił. Nadal Sandecja jest moim ukochanym klubem, będę jeździł na jej mecze, szczerze kibicując Markowi Góreckiemu i Januszowi Świeradowi. A propos tego pierwszego: zachował się wobec mnie wręcz rycersko. Jeszcze w środę prosił, bym jednak został w klubie.

- Działacze nie, piłkarze nie, więc kto zawinił? Wygląda na to, że Bartkowski...

- Oczekiwanego wyniku nie osiągnąłem - to nie podlega dyskusji. Wielokroć podczas pomeczowych nocy zastanawiałem się, czy nie pomyliłem się przy zmianach, czy postawiłem na właściwych ludzi. Cóż, mądry Polak po szkodzie. Kiedy przychodziłem do Sącza wiedziałem, że Sandecja traci czterech czołowych graczy. Byłem jednak pewien, że zdolni chłopcy z roczników 1983 i 84 potrafią ich zastąpić. Pewnie by się tak stało, gdyby spełnione zostały pewne warunki organizacyjne, gdyby wiatr nie wiał nam w oczy. Zastanawiałem się, czy nie sprowadzić z Unii trzech, czterech moich byłych podopiecznych. Ostatecznie odpuściłem. Może jednak trzeba było ich tutaj ściągnąć. Jestem pewien, że przy wsparciu Radlińskiego, Chrobaka, czy mojego starszego syna - Daniela, bylibyśmy dzisiaj w środku tabeli.

- A propos twych dzieci: czy Łukasz pozostaje zawodnikiem Sandecji?

- Naturalnie, studiuje w Nowym Sączu, związany jest z klubem kontraktem. Tutaj nic się nie zmieniło.

- W jakich barwach rysuje się dla ciebie przyszłość Sandecji?

- Utrzyma się w lidze - inaczej być nie może. Natomiast co do klubu, to jego dzień jutrzejszy musi się wiązać z zawiązaniem spółki akcyjnej. Bez niej ani rusz. Stan obecny to działania doraźne, obliczone na krótki dystans.

- Życzę więc powodzenia w innym klubie, bo z trenerki pewnie nie zrezygnujesz...

- Pewnie, że nie. Odreaguję stresy i rozważę kilka propozycji. Jedno jest pewne: nigdy już nie podejmę pracy w klubie, w którym nie ma pieniędzy. Jeszcze słowo, jeśli można: "Dziennik" jako pierwszy powitał mnie w Sączu i przez cały mój pobyt w mym rodzinnym mieście był wobec mnie życzliwy. Pozwól więc, że tym razem ja, właśnie za pośrednictwem "Dziennika", podziękuję wszystkim tym, którzy dobrze mi życzyli.

Rozmawiał: (dw)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie