Zgrane panienki

Redakcja
W dwa tygodnie do gry włączyły się wszystkie masażystki, zachęcone pokerowymi sukcesami tych, które zdecydowały się zagrać jako pierwsze

Adam Żywiecki

Adam Żywiecki

W dwa tygodnie do gry włączyły się wszystkie masażystki, zachęcone pokerowymi sukcesami tych, które zdecydowały się zagrać jako pierwsze

W branży erotycznej zaczął działać pan Krzysio jako jeden z pierwszych w Polsce, zaraz jak tylko można było otworzyć biznes pod nazwą agencja towarzyska. Uważa, iż człowiek powinien robić w życiu to, co najbardziej lubi, a że on najbardziej przepada za seksem, stworzył firmę po to, aby mieć z niej zarówno przyjemność, jak forsę.
Pan Krzyś jest obywatelem świata, a przynajmniej za takiego się uważa. Nie bez podstaw zresztą, bywał bowiem w Ameryce i w Niemczech. Kokosów wprawdzie tam nie zrobił, ot, przywiózł używanego golfa i trochę marek, niewątpliwie jednak zdobył niejakie doświadczenie oraz łatwość przemieszczania się w przestrzeni bez tęsknoty za miejscami, w których już był. Jako właściciel agencji debiutował na Pomorzu Zachodnim, potem przeniósł się do zamożnej Wielkopolski, następnie wrócił nad morze, do rozwiązłego Trójmiasta...
Dziewczyny zatrudniane wówczas przez niego wspominają chlebodawcę z dozą sympatii:
- Miał nieraz w łóżku dziwne wymagania i musiałyśmy sypiać z nim za darmo, ale to normalka. Poza tym nieźle płacił, nie bił, rzadko klął, a Kingę to nawet wywianował, kiedy wychodziła za mąż!
Wraz ze swoją partnerką życiową, a zarazem najbardziej wydajną pracownicą, próbował również szczęścia w Krakowie, ale długo nie zagrzał miejsca.
- Byłbym zbankrutował przez tych centusiów! - wspomina dzisiaj niechętnie. - Co za faceci, żeby im było szkoda parę złotych na d...!
Prawda jak zwykle ma dwa oblicza, a to drugie jest takie, że dama serca

puściła go kantem

wiążąc się zarówno uczuciowo, jak biznesowo z dawnym kolegą z ogólniaka. Wyzuła przy tym z interesu dotychczasowego kochanka, jako że lokal oraz firma zarejestrowana była na nią. Przez kilka tygodni nasyłali na siebie wzajemnie wynajętych oprychów, wskutek czego obaj panowie odnieśli liczne obrażenia, zaś siedzibę agencji trzeba było kilkakrotnie szklić, ale w końcu pan Krzychu dał sobie spokój i wyniósł się w góry.
Tutaj uśmiechnęło się do niego szczęście. Podczas wieczornej zabawy w jednej z knajp spotkał małżeństwo, które jest w posiadaniu kilku pensjonatów położonych w pasie podgórskim od Bieszczad po Karkonosze. Oni sami rezydowali w Beskidach, pozostałe obiekty natomiast puszczali w dzierżawę. W miejscowości, gdzie poznał ich Krzysztof, mieli akurat problem. Dzierżawca wyjeżdżał na stałe za granicę i rezygnował ze współpracy, więc musieli znaleźć kogoś na jego miejsce.
Pan Krzyś przypadł im do gustu, tym bardziej że byli bezpruderyjną parą i spędzili z nim noc, z zadowalającym dla całej trójki rezultatem. Pensjonat został wynajęty na nader korzystnych warunkach, po czym właściciele odjechali zapowiadając częste odwiedziny.
Sezon właśnie się kończył, górskie szlaki pustoszały tak samo szybko jak pokoje w obiekcie, którego dzierżawcą został Krzychu. Nic więc dziwnego, że pomyślał o zapewnieniu frekwencji w inny sposób. Było mu tym łatwiej, że już na początku bytności w kurorcie zawarł bardzo bliską znajomość z panienkami szukającymi tutaj podobnie jak on, nie tylko wypoczynku. Wiedział, które mają opiekunów, a które działają samopas, czy mają gdzie mieszkać, znał ceny ich usług oraz czy mają gdzie i po co wracać.
Nic dziwnego, że personel do swej nowej agencji o ślicznej nazwie Lalunia skompletował w jeden dzień. Rozwiesił plakaty w mieście, dał ogłoszenia do prasy i choć śnieg za oknem znikał z dnia na dzień, na

obroty w biznesie

nie narzekał.
- Ten pierwszy okres był bardzo przyjemny - wspomina blondynka o pseudonimie artystycznym Nina - do tego stopnia, że można tam było pracować choćby do emerytury. Szef był sympatyczny, dawał zarobić, i to niemało, bo klientów miałyśmy sporo. Łachudrów nie wpuszczał, zawsze powtarzał, że mamy być najelegantszą placówką w kurorcie. Święta wielkanocne spędziliśmy całą grupą, jak rodzina.
Pan Krzyś dbał, by goście czuli się, jak u siebie w domu, a ponieważ prawdziwi mężczyźni oprócz kobiet i alkoholu najbardziej lubią hazard, wstawił do jednego z pokoi dwa stoliki nakryte zielonym suknem. Odbywały się przy nich partyjki, w efekcie których przegrywano równowartość niezłych samochodów, a panowie tak się do gry zapalali, że zapominali o panienkach. Pracujące na akord dziewczyny nie były tym zachwycone, za to Krzychu jak najbardziej, inkasując za każdym razem pięć procent wygranej.
Hazard odbierał, niestety, pracownicom gości najbardziej forsiastych, tych z gestem, którzy dawali napiwki nieraz większe niż cała ustalona przez burdeltatę stawka, dzielona pomiędzy pana Krzysia a dziewczynę.
Nie znaczy to, że panienki nie miały wcale nic do roboty. Wręcz przeciwnie, obłożone nią były optymalnie, na jakieś siedemdziesiąt pięć procent teoretycznej wydajności, akurat tyle, by odsapnąć, pójść na zakupy i do kosmetyczki. Mimo to z tajemniczych powodów zaczęły... biednieć. Dlaczego, niebawem wyjaśnimy.
Ich pauperyzacja zbiegła się w czasie z niezwykłą okazją, która jednocześnie dla szefa _Laluni _stała się problemem. Otóż właściciele pensjonatu mieli na oku prawdziwie wielkie biznesowe przedsięwzięcie i konsolidowali gotówkę. Uznali między innymi, że czas sprzedać część obiektów pracujących w branży turystycznej, między innymi ten, którym zawiadywał Krzysztof.

Propozycja była kusząca,

lecz jednocześnie stawiała pod ścianą. Dzierżawca nie dysponował pieniędzmi, które mogłyby wystarczyć, zaś spółki z kimkolwiek się bał, pamiętając swe podwawelskie perypetie. Żeby nie zostać na lodzie, pozostawały dwa rozwiązania: pożyczka i raty. Sutener wykorzystał obydwie - połowę potrzebnej kwoty pożyczył na morderczy procent od regionalnego mafiosa, pozostałą część należności uzyskał natomiast podczas upojnej nocy, którą spędził w towarzystwie dotychczasowych właścicieli pensjonatu oraz dwóch laluń z jego trzódki.
Kontrahenci wyjechali następnego dnia, zaś Krzychu został z kwitami, z których każdy był niczym przyszły wyrok śmierci. Terminy spłaty pożyczki oraz rat były krótkie, zaś suma tak wysoka, że nie do zarobienia przez resztę roku, choćby zatrudnił trzydzieści dziewcząt. Działało zresztą bezwzględne prawo podaży i popytu, więc choć Krzysztof przywiózł z Krakowa cztery Ukrainki, pracy nie miały zbyt wiele.
Zdesperowany zabrał któregoś dnia do samochodu dwóch goryli, których zatrudniał w agencji i pojechali do sąsiedniego kurortu wymuszać haracze. Nadziali się jednak na niezłą sitwę. Właściciel restauracji, którego najpierw przycisnęli, pokornie zgodził się płacić co miesiąc żądaną kwotę, po czym posłał ich do sąsiada, który według niego również potrzebował "ochrony". Kiedy Krzychu dogadywał się z tymże, przed dyskotekę podjechały dwa samochody pełne młodzieńców uzbrojonych w kije baseballowe.
Trzej niedoszli "ochroniarze" odjechali z zębami w kieszeniach, w golfie z karoserią tak pogiętą, jak gdyby wielokrotnie dachował i na przebitych oponach. Krzysztof miał złamaną rękę, ale umysł, mimo guzów na potylicy, na tyle sprawny, że stracił ochotę do praktykowania wymuszeń. Postanowił za to zwiększyć

dochody z hazardu

i kupił ruletkę.
Urządzenie od początku cieszyło się dużym powodzeniem, ale ciągle dawało zbyt małe przychody, żeby niefortunny dłużnik mógł spać spokojnie. Dziewczęta skarżyły się przy tym, że zainteresowanie panów machiną odbiera im dochody, niektóre wręcz zapowiadały, że odejdą do konkurencji. I wtedy Krzyś wpadł na iście szatański plan...
- Żona nagle przestała przysyłać pieniądze - wspomina pan Zbychu - i zacząłem podejrzewać, że wiedzie podwójne życie, to znaczy chce porzucić mnie i dzieci!
Pan Zbyszek od lat jest bezrobotny, a kiedy i jego żonę zwolniono z pracy, oboje uznali, że jej praca w agencji jest szansą na przetrwanie. Przyjęła pseudo__Odaliska (dla przyjaciół Oda) i pracowała w kilku przybytkach rozkoszy, zanim trafiła do pana Krzysztofa.
Rodzice Maryli odczuli niepokój, kiedy córka przestała zasilać gotówką budowę ich domu.
- Ten jej zawód nie ma przyszłości... Zawsze ją przestrzegałem, że mężczyźni przestaną płacić za towarzyszenie im przy obiedzie. Kto by za to dawał pieniądze?! - kiwa głową po ojcowsku jej ojciec.
Lena i Ksenia dostawały z Tarnopola dramatyczne listy, że rodziny nie mają co jeść.
- Tak nas wpuścił w maliny, że wstyd się przyznać - Perełka z niesmakiem wydyma pąsowe usta.
Któregoś dnia pan Krzyś powiedział swym wyrobnicom tak:
- Narzekacie na zbyt małe dochody, to

spróbujcie szczęścia

przy pokerku. Widzicie przecież, że niektórzy wygrywają tutaj grubą gotówkę!
O tym, że inni ją przegrywają, ostrożnie nie wspomniał, panienki zaś jakoś nie pomyślały. Szef jak każdy dobry szuler był niezłym psychologiem. Do gry z chętnymi niewiastami zasiadał przed południem, kiedy nie było zbyt wiele zajęć. Stawki proponował niewysokie i stale przegrywał. Gotówką nie płacił, za to sporządził listę, na której odnotowywał swoje przegrane i komunikował dziewczynom:
- Od dzisiaj pracujesz przez miesiąc tylko na własny rachunek, to znaczy nie dzielisz się ze mną zarobkiem.
W dwa tygodnie do gry włączyły się wszystkie masażystki, zachęcone pokerowymi sukcesami tych, które zdecydowały się zagrać jako pierwsze.
- Wydawało się, że puścimy faceta z torbami i przejmiemy pensjonat - markotnie opowiada Oda. - Tym bardziej że codziennie podnosił stawki.
Niestety, jak to zwykle bywa w grze, karta się odwróciła i Krzychu zaczął wygrywać. Po tygodniu prawie nie miał długów. Owszem, od czasu do czasu przegrywał (na papierze, jak wspominaliśmy) większą kwotę, ale ogólnie bilans miał na plus. Dziewczynom kazał wystawiać weksle, niby to na pożyczone pieniądze... Po miesiącu pracowały za darmo.
- Kiedy już postanowiłyśmy nie grać, byłyśmy niewolnicami - mówi Lena. - Każda z nas miała odrabiać długi u niego przez parę miesięcy, a Kseni wychodziło z weksli, że prawie rok!
Niektóre panienki straszyły, że uciekną, wtedy Krzychu groził, że sprzeda weksle lokalnej mafii. Przepychanki trwały czas jakiś, lecz sutener był w istocie panem sytuacji. Z dobrego serca, jak twierdził, dawał panienkom jeść, sprowadzał do willi fryzjerkę i kosmetyczkę, kupował nawet bieliznę, żeby personel porządnie wyglądał. Nie dawał jednak zarobić, tym bardziej uparcie, że pozyskane dzięki hazardowi dochody były niczym światełko

w tunelu grozy,

do którego wszedł lekkomyślnie, zadłużywszy się na kupno pensjonatu. Miał szansę na zebranie kwoty, która wprawdzie nie pokrywała zobowiązań, lecz równocześnie po jej zapłaceniu dawała możliwość negocjacji co do przedłużenia terminów, a więc szansę na posiadanie obiektu oraz zachowanie całych kości.
- Wyszedłbym na swoje, żeby dziwki mnie nie wykolegowały! - parska dzisiaj przez bezzębne usta.
Pewnego dnia Maryla stwierdziła, że chce się odegrać, ale w... ruletkę. Krzychu długo się nie zastanawiał, bo choć mebel nie dawał możliwości do szulerowania, sutener i tak nie miał zamiaru płacić dziewczynom w razie ich wygranej. Rozegrali więc jedną partyjkę, potem drugą, raz on wygrywał, raz Maryla... Inne dziewczyny też były chętne do gry, więc w przedpołudnia koło fortuny kręciło się częściej nawet niż wieczorami. Niektóre panienki zdołały zmniejszyć swoje zadłużenie, lecz większość brnęła w długach po szyję. Krzychu brał weksle, ale one od niego też, podpisywał, bo co mu zależało...
Mafiosa spłacił w sześćdziesięciu pięciu procentach, uzyskując prolongatę pożyczki, małżeństwu, od którego kupił pensjonat, zalegał trzy raty, ale nie naciskali zbytnio. Odetchnął nieco i już czuł się właścicielem posesji o wartości blisko pół miliona złotych. I wtedy zaczął przegrywać.
- Ja myślę, że czuwał nad nami Bóg - twierdzi Oda__- który chciał go ukarać za pazerność. W ciągu dwóch dni wypisał górę czeków. Nie zwracał nawet uwagi na kwoty, chyba nie miał zamiaru płacić. Pozbierałyśmy wtedy wszystkie i Maryla sprzedała je mafii za jedną czwartą ceny.
Pan Krzysztof nie jest już właścicielem pensjonatu. Podskakiwał, więc wybito mu resztkę zębów i ktoś uprzejmy zadzwonił na policję, która zrobiła nalot na agencję. Znaleziono niezbite dowody, że jest to jaskinia hazardu, zaś panienki zeznały, że były siłą zmuszane do nierządu. Krzychu ma przed sobą poważny proces sądowy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie