Zimny trzask kropel

Redakcja
Wyznania szczerego entuzjasty teatru

Paweł Głowacki

Paweł Głowacki

Wyznania szczerego entuzjasty teatru


Jest oto kuchnia i jest w czterech nędznych ścianach godzina "mszy" kuchennej, jest wyrwany z nijakiego dnia kawałek nijakiego czasu, kawałek pełen najwyższej celebry, jest obrządek, ale wielkie słowo jednak nie padnie, bo ono pada akurat w innych świątyniach. Nikt nie wypowie tutaj sakramentalnego Amen. _I nikt nie rzeknie w finale: _Idźcie, ofiara spełniona, nie rzeknie, choć ofiara zostanie ofiarowana ściśle realnie.
Stara kobieta, całkiem jak świat stara, istne fiasko ludzkie, co to całe życie karmiło się fiaskiem własnego życia, i druga, prawie identyczna kobieca katastrofa, równie odwieczna, po uszy pełna tego samego pokarmu, na końcu - gdy już wszystko zostanie wypowiedziane, gdy już nędza zostanie uświęcona - kuchennym nożem poderżną gardło tej trzeciej, takiej, jak i one - już jakby poza czasem i tym samym przez żyćko swoje nakarmionej. Trzecia nie zaprotestuje. Spokojnie położy się na kuchennym stole, nóż prześliźnie się cicho po krtani, krew spokojnie, jak krople z przemakającego sufitu, zadzwoni na dnie blaszanego wiadra. Na tle zimnego, mokrego stukotu pierwsze ludzkie fiasko powie: Ileż to spokoju może być w takiej czerwonej krwi... Tak powie, bo _Idźcie, ofiara spełniona - _nie zabrzmi, więc nikt nie odpowie: _Bogu niech będą dzięki. _Trudno się dziwić, nie wolno się dziwić. W kuchni są tylko ludzie-strzępy, w kuchni Bóg - o ile w ogóle jest - to uparcie bardzo cichy jest. Za sprawą celebry, którą podglądam, nikomu tutaj nie będzie lżej, kamień nie spadnie z serca. Tutaj _Amen _jest niemożliwe.
Podglądam kuchenną celebrę i z minuty na minutę boję się coraz bardziej. Na trzy nieszczęścia patrzę przez czarną siatkę o małych oczkach, patrzę przez czarny tiul, słucham przez czarny tiul, wsłuchuję się w słowa byle jakie i w sklecone z nich zdania doskonale nie byle jakie. Mówią. Mówią jak ci, którym pozostało już tylko mówienie. Trudno, nic już na to nie poradzę, ostanio dużo, bardzo wiele, kojarzy mi się z ciemnym światem utworów Becketta. Tak, bohaterki "Prezydentek" Wernera Schwaba, całkiem jak ludzkie robaki u Becketta, czują, że tylko o tyle wciąż jeszcze żyją, o ile wciąż jeszcze są w stanie wydusić z siebie cokolwiek. Greta (Anna Tomaszewska), Maryjka (Bożena Adamek), Erna (Halina Wyrodek) - mówią. Mówią o życiu - każda o swoim - mówią o trzech kolosalnych zerach, mówiąc o sobie, używają słów, które znaczą wszystkie, prawie wszystkie ich nędze. Gówno, kurwa, stolec, kibel, stolec, kibel, kurwa, jajniki, gówno, rzyganie, żołądkówka, rozwódka, wdowa, brak, nie__ma, wątrobianka, faszyzm, Hitler, świętoszek, komunia, komunia, komunia... Te i setka innych jeszcze słów znaczą ich nędzę, bo jedne - wiadomo przecież które - stały się dla nich ciałem, codziennością, ich chlebem powszednim, inne - również wiadomo które - już dawno stoczyły się na tereny litej iluzoryczności, nie ma ich, nie działają. Synowi jednej świat zmienił się w nieskończoną serię butelek gorzały. Córka drugiej wycięła sobie jajniki, nie będzie więc wnucząt, jest jeszcze mała córeczka Lidzia, ale Lidzia wręcz pasjami lubi zjadać przygodnie napotkane odchody, zwierzęce i ludzkie. Trzecia ma tylko Boga, ale akurat takiego, który od zawsze, nie wiedzieć czemu, pary z ust nie puszcza, nie daje trzeciej, kompletnie już zdewociałej żadnego znaku. To tylko wymienię dla przykładu, bo niby po co wymieniać dalej? Wszystkie marzenia do dna im wypłowiały, nadzieje sczezły do imętu, dzień codzienny skroplił się w nie kończące się fiasko - i dokładnie o tym gadają, na tę właśnie okoliczność mielą słowa. I nawet gdy raz jeszcze zaczną marzyć, to marzeniami z punktu podszytymi finalnym zerem. Siedzą w kuchni Erny, siedzą, oglądają transmisję mszy świętej, i z wolna zaczynają celebrować "mszę" własną, "mszę" dla siebie, "mszę" wobec siebie. Prezydentki zaczynają codzienne rytualne rezydowanie na osobistych katastrofach, zaczynają wielką kuchenną nobilitację własnych nędz.
Trzy byle jakie egzystencje, trzysta byle jakich słów, ale zdania - nie byle jakie. Zdania świetne, zdania pobrzmiewające spiżem fraz, głoszonych z ambon przez najwytrawniejszych kaznodziejów, zdania stylistycznie godne potęgi zdań starotestamentowych proroków, zdania - postumenty. Prezydentki monologują na stylistycznych wysokościach, każda przed każdą, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby epatować cierpieniem, obnosić się z ranami, żądać litości. Nie. Prezydentki zmieniły czarne w białe. Chcą - każda przed każdą - grać, więc grają. Grają mówieniem, bo jak się mówi, to się żyje, a jak się przed kimś gra mówieniem, to żyje się tym bardziej. Wtedy przestaje być istotne, czy ich czarne, w wielkie zdania wbite narracje, prawdą są czy fałszem. Grać, to znaczy również - umieć wytrawnie blefować.
Wspaniała jest wewnętrzna równowaga tego spektaklu. Właśnie ów balans na cienkich linkach, rozpiętych pomiędzy skrajnościami, w rzeczony prywatny strach mnie wbił. Grzegorz Wiśniewski nie popadł ani w możliwą - i nie do przejęcia - toporną skatologię, ani w równie żałosny proceder uświęcania skatologii. Tyleż jest tutaj zamierzonego fałszu bohaterek, co ich litej, ciemnej o życiu prawdy. Nade wszystko zaś - nie ma pretensjonalnych tez o tzw. prawdziwej naturze człowieka, tez, nad którymi w teatrze zawsze płakać się chce z rozpaczy. Tego - i Najwyższemu dziękować - nie ma, ale za to jest aktorstwo, tercet dokładnie nie z dzisiejszej żałości aktorskiej, przed którym tylko jedno mi pozostaje. Ukłonić się nisko mianowicie.
Zwyczajnie mówiąc, zwyczajnie i bez rewelacji, bo starą jak świat przecież, jak Prezydentki, prawdę mówiąc - może ja też celebruję, i dlatego właśnie się bałem? Może i ty celebrujesz? Poranną kawę, popołudniowy koniak z kumplem, obiad, gazetę, jedną pogaduszkę, drugą pogaduszkę, Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Może nie ma niczego nie dotkniętego większą lub mniejszą celebrą? Może po prostu straszno jest, bo wszyscy się zabawiamy. Wszyscy, ale mało kto wierzy w realność zimnego trzasku kropel, bijących w dno blaszanego wiadra.
Teatr Scena STU. Werner Schwab "Prezydentki". Reżyseria Grzegorz Wiśniewski. Scenografia Maciej Preyer. Muzyka Jakub Ostaszewski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3