Złamana noga. Koniec Dakaru dla Rafała Sonika

Marek Długopolski
Rafał Sonik spadł z wydmy razem z quadem i uszkodził nogę. Mimo potwornego bólu krakowianin dojechał do mety piątego etapu. Tam jednak okazało się, że ma złamanie kości strzałkowej i piszczelowej. Nie było innej rady, trzeba było lecieć do szpitala w Limie.

Jak do tego doszło? - Wspinając się na garb jednej z wydm zredukowałem bieg, ale po drugiej stronie zobaczyłem około dwumetrową dziurę. Dodałem gazu żeby ją ominąć i wtedy znów wypadł mi bieg… Quad spadł. Nie miał napędu więc wbił się w piach. Nie wypadłem, nie przerolowałem, ale cała siła uderzenia skupiła się w lewym kolanie. Tym, które uszkodziłem podczas wypadku na ostatnim Rajdzie Sardynii… - opowiadał na mecie.

A zapowiadało się tak dobrze… Krakowianin doskonale radził sobie na początkowym, trudnym technicznie odcinku. Długi czas po południowoamerykańskich wertepach mknął jako trzeci. Później spadł na piątą pozycję, ale cały czas jechał w czubie. W międzyczasie z rajdem pożegnał się zwycięzca czwartego etapu – Rosjanin Siergiej Kariakin. Triumfator ubiegłorocznego Dakaru w klasie quadów tak nieszczęśliwie upadł, że złamał rękę.

- Czułem się doskonale. Jechałem szybko, dobrym tempem, ale spokojnie. Niestety, wciąż miałem problem ze skrzynią i co jakiś czas wypadał mi bieg – mówił nasz najlepszy quadowiec.

Pierwszą część etapu przejechał bez większych problemów. - Po neutralizacji mieliśmy do pokonania jeszcze 58-kilometrowy odcinek. Ten fragment był mocno rozjeżdżony, bo wcześniej jechały po nim terenówki i ciężarówki. W dodatku tam, gdzie znajdowały się waypointy, piasek był bardzo grząski. Wspinając się na garb jednej z wydm zredukowałem bieg. Gdy po drugiej stronie zobaczyłem około dwumetrową dziurę dodałem gazu żeby ją ominąć. I wtedy po raz kolejny wypadł mi bieg… Nie było mocy. Quad spadł, wbił się w piach. Cała siła uderzenia skupiła się w lewym kolanie… - opowiadał.

Mimo wielkiego bólu, Sonik się nie poddał. Jechał dalej. – Nie mogłem balansować, ani stać. - To były katusze – nie ukrywał. Do mety jednak dotarł. Udało mu się także pokonać 470-kilometrową dojazdówkę do Arequipy. Tam nie miał już wyjścia. Musiał iść do rajdowego ambulatorium. Diagnoza lekarza była jednoznaczna: - złamanie głowy kości strzałkowej i piszczelowej. I to był koniec marzeń o mecie 40. Dakaru.

Krakowianinowi nie pozostało nic innego, jak tylko wsiąść do samolotu medycznego. Tak trafił do szpitala w Limie.

Wciąż jedzie Kamil Wiśniewski. Drugi z polskich quadowców metę minął jako 11. W klasyfikacji generalnej odnotował awans – na 21. miejsce. Do prowadzącego Chilijczyka Ignacio Casale traci już blisko siedem godzin.

Piątego etapu dobrze wspominał nie będzie także Sebastien Loeb, dziewięciokrotny mistrz świata w rajdach samochodowych. - Daniel krzyczy z bólu. Nie jesteśmy w stanie kontynuować jazdy – tak Francuz uzasadnił wczorajsze wycofanie się z Dakaru.

Pech dopadł go już podczas pierwszej części piątego etapu. Jego peugeot 3008 DKR tak niefortunnie wylądował, że wbił się w wydmę, a pilot - Daniel Elena - uszkodził kość ogonową. – Jestem twardy, ale… nie wytrzymam. Gdyby to było gdzieś indziej, złamanie ręki, albo żebra… Nie dam rady – mówił dziennikarzom.

W ten sposób zespół Peugeot Total, jeden z faworytów imprezy, stracił drugą terenówkę. Dzień wcześniej z rajdem pożegnał się bowiem Francuz Cyril Despres.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Juz dalby spoko

Pajacowanie jest do czasu.

n
na glowke

to by byla tragedia, przestalby w koncu pajacowac.

K
Kierowca

Nie lubie Sonika. Nadęty bufon. Życze mu jak najgorzej.

Dodaj ogłoszenie