Złoty finisz Justyny Kowalczyk

Redakcja
Fot. PAP/Grzegorz Momot
Fot. PAP/Grzegorz Momot
Justyna Kowalczyk dopięła swego! W sobotę w biegu na 30 kilometrów stylem klasycznym ze startu wspólnego sięgnęła po porywającym finiszu po złoty medal. Polscy kibice czekali na to aż 38 lat, poprzednio jedyne złoto zdobył skoczek narciarski Wojciech Fortuna - w Sapporo w 1972 r. Dorobek medalowy w Vancouver biegaczki z Kasiny Wielkiej to trzy krążki, każdy innego koloru.

Fot. PAP/Grzegorz Momot

VANCOUVER 2010. Po 38 latach znowu usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego podczas zimowych igrzysk olimpijskich. - Po prostu chciałam tutaj biegać jak najlepiej - mówiła znakomita narciarka.

Na pół godziny przed biegiem w Olympic Park w Whistler niebo pokrywały ciemne chmury, siąpił deszcz. - To lepsze niż padający mokry śnieg, który lepi się do nart - komentował Szymon Krasicki z krakowskiej AWF.

Od dwóch sezonów w biegu na 30 km zawodniczki mogą zmieniać narty w specjalnych boksach. - Mieliśmy opracowaną taktykę na dwie zmiany nart, na 10 i 20 km - powiedział nam drugi trener Rafał Węgrzyn.

Sobotni bieg dość długo rozgrywany był w wolnym tempie. Żadna z zawodniczek nie kwapiła się, aby podyktować ostrzejsze, każda miała świadomość, że najważniejsze to zachować siły na ostatnie 5 km i finisz. Do 10 km najczęściej na czele były: Kowalczyk, Szwedka Kalla i Norweżka Steira. Właśnie na 10. km Polka, podobnie jak Finka Saarinen i Włoszka Longa, zmieniła narty. Straciła przez to 11 sekund, ale szybko dogoniła czołówkę. Miłym zaskoczeniem była dobry bieg Kornelii Marek, która po 10 km była 12. Z walki o medale szybko odpadły dwie doświadczone zawodniczki: Finka Kuitunen i Estonka Smigun-Vaehi, traciły już ponad 30 sekund.

Na 15. km ukształtowała się 12-osobowa czołówka. Biegły w niej Kowalczyk, z przodu, i na końcu dzielnie trzymająca się Marek. Po 20 km faworytki zmieniały narty (Kowalczyk, Bjoergen i Saarinen). Zaraz potem zaatakowała Steira. - Ona dobrze wiedziała, że jeśli nie zgubi rywalek na trasie, nie ma większych szans na finiszu - komentowała po biegu Kowalczyk. Steira trochę rozerwała stawkę, ale doskoczyły do niej Bjoergen, Kowalczyk, Saarinen i Kalla.

Na 22. km ostro zaatakowała z kolei Bjoergen. Dość łatwo odskoczyła na 20, potem 30 metrów. To był jeden z kluczowych momentów tego biegu. Jeśli Norweżka zgubiłaby przeciwniczki, rywalizacja mogła zostać rozstrzygnięta. Ale Kowalczyk nie ustępowała, systematycznie zmniejszała dystans do liderki, biegła niecałe 10 metrów za nią. Na 25. km przewaga Norweżki nad Polką wynosiła tylko 1,9 sekundy, z tyłu pozostały Saarinen i Steira, traciły już ponad pół minuty. Po 27,1 km Kowalczyk i Bjoergen na podbiegu walczyły niemal ramię w ramię. Żadna nie mogła zdobyć choćby 2-3 metrów przewagi. Na 800 metrów przed metą, na podbiegu, nagle ostro zaatakowała Kowalczyk, uciekła rywalce na 4-5 metrów. Ale Bjoergen nie skapitulowała, odrobiła straty, biegła tuż za Polką i wszystko rozstrzygnąć się miało na finiszu.

Kowalczyk bardzo dobrze pokonała ostatni ostry zjazd na stadion, prowadziła minimalnie. Polka bardzo mądrze nie odpuściła wewnętrznego toru i Norweżka musiała biec po zewnętrznym. Na ostatniej prostej rywalka zerwała się do ataku, doszła Polkę, nawet ją nieznacznie wyprzedziła. Ale Kowalczyk rzuciła do walki wszystkie siły, mocno odpychała się dwoma rękami, zrównała się z Bjoergen, na ostatnich 20-30 metrach ją wyprzedziła. Nie dała sobie wydrzeć zwycięstwa, finiszowała 30-40 centymetrów przed Norweżką. Zdobyła złoto!

Kowalczyk po minięciu linii mety padła na śnieg. Walka na końcowych kilometrach i na stadionie kosztowała ją mnóstwo sił. Bjoergen klepnęła po ramieniu leżącą Polkę. Piękny, sportowy gest. Norweżka uznała w tym dniu wyższość naszej biegaczki. Sama też ma powody do zadowolenia, bo z 5 medalami (3 złotymi, 1 srebrnym i 1 brązowym) została biegaczką numer 1 igrzysk w Vancouver.
Polscy kibice, wśród nich grupka z rodzinnej miejscowości Justyny - Kasiny Wielkiej, wiwatowali, powiewały biało-czerwone flagi. Fani krzyczeli: "Justyna, Justyna!!!", a potem "Dziękujemy" i odśpiewali "Sto lat".

To był wspaniały bieg ze szczęśliwym zakończeniem dla naszej biegaczki, która pokazała nie tylko wielki hart ducha. Udowodniła, że potrafi także szybko finiszować, zrewanżowała się Norweżce za porażkę w końcówce biegu sprinterskiego. - Czy to był mój bieg życia? Nie wiem, miałam już dobre biegi, ale ten chyba był najważniejszy, bo dał mi olimpijskie złoto - mówiła po biegu Kowalczyk.

- Wreszcie zdjęta została klątwa Wojciecha Fortuny. Tyle lat czekaliśmy na złoty medal polskiego sportowca w zimowych igrzyskach. Dokonała tego dzielna dziewczyna z Kasiny Wielkiej - mówił na stadionie uszczęśliwiony prezes PKOl Piotr Nurowski.

Na wysokim 11. miejscu bieg ukończyła Kornelia Marek. Jak przyznała na mecie, sama była ogromnie zaskoczona tak dobrym wynikiem. - Nie mogłam uwierzyć, że długo rywalki nie mogły mnie zgubić. Dla mnie to był na pewno bieg życia - mówiła po minięciu linii mety.

Ładnie pobiegły także inne Polki. Sylwia Jaśkowiec była 25., a Paulina Maciuszek 29. Dobrze to rokuje na przyszłość, zwłaszcza dla sztafety.

Prosto z Vancouver

Andrzej Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie