Zły sygnał

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Gdzie jest dzisiaj praca? Jeśli nie liczyć rozdętej biurokracji, w sektorze prywatnym. Państwowy zwija się. Nie dlatego, że ktoś chce go zwinąć, tylko z powodu braku zdolności przetrwania w warunkach gospodarki rynkowej. Nawet w kulawej formie rynku, jaką możemy wokół siebie obserwować. Bezrobocie może więc zahamować rozwój tysięcy prężnych firm prywatnych, a nie reanimowanie przemysłowych gigantów, udających organizmy gospodarcze. Giganty zginęły, tak jak dinozaury wymarły z zimna w epoce lodowcowej. Nikt ich nie przywróci do życia.

Nasze państwo jest rozpaczliwie niesprawne. Produkuje ustawy, które są wybrakowane już w momencie wchodzenia w życie. Ministerstwa działają tak jakby były położone na różnych planetach.

   Pozostaje zatem modlić się o sukces przedsiębiorców prowadzących istniejące lub zakładających nowe firmy. Niełatwo u nas wystartować, jako że w mentalności wielu rodaków utkwiły myślowe zrosty rodem z PRL. Wtedy tzw. prywatną inicjatywę w najlepszym razie uważano za zło konieczne, w najgorszym - za element kryminalny, który państwo powinno niszczyć. W obronie własnej i ludu pracującego, któremu prywaciarze wypijali krew. PRL minął, stereotypy pozostały. Dzisiaj prywaciarze nazywają się przedsiębiorcami i teoretycznie powinni być uwielbiani przez wszystkich. Z tym uwielbieniem różnie bywa, a państwo nadal pamięta, że prywaciarza trzeba, zanim się go zarżnie, najpierw wydoić.
   W końcowym etapie prac parlamentarnych jest nowa taryfa opłat skarbowych za rejestrację własnej firmy. Minister pracy, jeśli miewa różowe sny, w co wątpię, śni o milionach ruchliwych ludzi zakładających miliony jedno- czy kilkuosobowych firm. Ci ludzie to m.in. dotychczasowi bezrobotni, którym znudziło się wystawanie pod pustymi tablicami z ofertami zatrudnienia. Ludzie, którzy wzięli swoje sprawy w swoje ręce i mają amerykańskie marzenia w polskim krajobrazie.
   Piękne marzenia ministra pracy nie interesują jego kolegi z rządu, ministra finansów. Ten też ma swoje sny. Śni mu się, że każdy ruch człowieka jest opodatkowany. Wisła wypływa z Baraniej Góry, strumień złotówek płynie z baranich głów tych, którzy porywają się na własną działalność gospodarczą. Trzeba ich trafić, zanim zaczną. Niech zapłacą kilkaset złotych za to, że swoim losem chcą obarczyć siebie, nie państwo.
   Wprowadzi się nowe opłaty skarbowe za rejestrację działalności gospodarczej. Będą je pobierały lokalne samorządy. Mogą wynieść do 600 zł. Jeśli ustawodawca mówi "do", to w praktyce będzie równo stosowany górny pułap. To zresztą logiczne. Za gospodarkę i rynek pracy odpowiada Warszawa, nie burmistrz czy wójt. Działacze lokalni muszą mieć pieniądze na własne sprawy, począwszy od pensji i premii, na samochodach i marmurach w gabinecie skończywszy. Za bezrobotnych zapłaci Warszawa. Nie ma więc po co troszczyć się o tych, którzy chcą zdjąć siebie z listy poszukujących pracy i, być może, jeszcze kilku podobnych sobie zatrudnić.
   Do opłat dołączają standardowe, papierowe zasieki, przez które kandydat na przedsiębiorcę musi się przedrzeć. Najpierw wypełni potężny, 200-punktowy formularz w lokalnej gminie. Odczeka swoje. Potem uzyska tzw. REGON, czyli zarejestruje firmę w urzędzie statystycznym. Też odczeka. Następnie podrepcze do ZUS i urzędu skarbowego. Wszędzie odstoi w kolejce, wszędzie zostanie psychicznie poszturchany przez nienawidzące go urzędniczki. Urzędnik musi u nas nienawidzić petenta (nie klienta czy interesanta, tylko właśnie petenta), bo uśmiech uznawany jest za oznakę słabości i utratę autorytetu. Całość operacji, o której marzy premier i jego ministrowie, trwa do sześciu miesięcy i kosztować może, jak wspomnieliśmy, 600 złotych.
   Nasze państwo jest rozpaczliwie niesprawne. Produkuje ustawy, które są wybrakowane już w momencie wchodzenia w życie. Ministerstwa działają tak jakby były położone na różnych planetach, które nie mają ze sobą komunikacji. Wymyśla się przepisy, które nie będą stosowane, co powoduje narastającą pogardę dla prawa i łatwość jego łamania. Gdyby ludzie mieli taką odporność na wirusy i bakterie jak nasze państwo na skandale, lekarze umarliby z głodu, bo nie byłoby chorych. Absurd jest normą, bałagan - techniką działania.
   Kilkakrotne podniesienie opłat za rejestrację działalności gospodarczej jest może nie najważniejszym, ale bolesnym sygnałem tego absurdu. Oficjalnie władze modlą się o spadek bezrobocia i zaklinają ludzi, żeby nauczyli się radzić sobie na własną rękę. Równolegle, również oficjalnie, stara się wydoić ludzi ze złotówek, które powinny być zainwestowane w budowanie firmy. To oczywiste, że państwo i samorządy potrzebują pieniędzy, choćby na zasiłki dla bezrobotnych. Tylko że piłowanie drzewka, zanim wyrośnie i da pierwsze owoce, jest zwykłą bezmyślnością.
   Co roku powstaje 300-400 tysięcy małych firm prywatnych i tyleż ich upada. Władza powinna wysilić szare komórki i wbić w głowy urzędnikom, że każda nowa firma to nowa nadzieja. Na pracę, na pieniądze z podatków, na dobrobyt kilku czy kilkudziesięciu ludzi. Tych, którzy ryzykują, trzeba popierać i hołubić, trzeba im ułatwiać życie i zachęcać do wytrwałości. Wyduszanie z nich pieniędzy, zanim zaczną działać, jest złym pomysłem. Wymyślonym przez ludzi, którzy niewiele wiedzą i jeszcze mniej potrafią. A takich, niestety mamy wielki urodzaj, niezależnie od barwy politycznej rządu czy aktualnie głoszonych haseł.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie